Deutsche Welle | Gazeta.PL_news CopyPaste

INSTRUKCJA (dla firefoxa) korzystania z artykułów DW przez redaktorów Gazeta.Pl: Do tekstu dodatkowo wklejamy Analytics pixel z niniejszego kanału rss oraz kod generujący wideoplayer DW: http://vdt.dw.de/index.php?v=pl&w=620&d=1&lg=pl Dozwolone jest wykorzystanie zdjęć (wraz z artykułami DW).
http://www.gazeta.pl
Item 1
Id 54502874
Date 2020-08-09
Title Niemiecka pomoc dla Libanu
Short title Niemiecka pomoc dla Libanu
Teaser Niemcy udzielą Libanowi natychmiastowej pomocy finansowej w wysokości 10 mln euro. Zapowiedział to szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas przed międzynarodową wideokonferencją darczyńców.

Po straszliwym w skutkach wybuchu prawie 300 tysięcy ton saletry amonowej w porcie w Bejrucie, Niemcy przyznały władzom Libanu 10 mln euro w ramach natychmiastowej pomocy finansowej. Jak oświadczył niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas z SPD: "Ludzie w Bejrucie potrzebują naszej pomocy i potrzebują powodu do nadziei".

Minister pomocy rozwojowej Gerd Mueller z CSU uzupełnił wypowiedź szefa niemieckiej dyplomacji w wywiadzie dla "Welt am Sonntag". Powiedział, że działaniami w ramach pomocy natychmiastowej "wspieramy podstawową pomoc medyczną, bezpieczeństwo żywnościowe za pośrednictwem Światowego Programu Żywnościowego i prace dorywcze, zorientowane na przywrócenie ważnej infrastruktury w ramach naszego programu Cash for Work".

Nawiązując do dzisiejszej (09.08.2020) międzynarodowej wideokonferencji darczyńców na rzecz Libanu, minister Maas powiedział, że "stanowi ona ważny sygnał, przede wszystkim dla tych, którzy zostali bezpośrednio dotknięci tą katastrofą". Heiko Maas upomniał się jednocześnie o przeprowadzenie reform w Libanie. Ten kraj już przed wybuchem w porcie w Bejrucie "stanął w obliczu ogromnych wyzwań". Jak oświadczył szef niemieckiej dyplomacji: "bez pilnie potrzebnych reform nie może być mowy ani o trwałej zmianie, ani o stabilizacji". Jego zdaniem naród libański słusznie domaga się przezwyciężenia partykularnych "interesów jednostek i starych konfliktów" oraz wysunięcia na czoło dobra całego społeczeństwa. Katastrofa z Bejrutu może być początkiem nowego porządku. "Tylko wtedy, gdy rząd sprosta ciążącej na nim odpowiedzialności, będzie działał przejrzyście i wyjaśni przyczyny eksplozji, społeczeństwo ponownie będzie mogło obdarzyć go zaufaniem", podkreślił Maas.

Francja i ONZ organizują konferencję darczyńców

Podczas dzisiejszej wideokonferencji darczyńców mają zostać zebrane datki na pomoc humanitarną dla Libanu. W konferencji tej, obok prezydenta Francji Emmanuela Macrona, udział wezmą między innymi: prezydent USA Donald Trump, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel i unijny komisarz ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarčič.

Wskutek wtorkowej eksplozji w bejruckim porcie zginęło 158 osób, a ponad 6000 zostało rannych. Podczas protestów w Bejrucie w sobotę 8 sierpnia, przeciwko postępowaniu rządu w obliczu tej katatstrofy, zginął jeden policjant a około 230 osób odniosło obrażenia.

Premier Libanu domaga się przedterminowych wyborów

W centrum Bejrutu zebrało się około 10 tys. osób. Protestujący obrzucili kamieniami policjantów i usiłowali sforsować barykadę zagradzającą im drogę do parlamentu. Policja użyła przeciwko nim gazu łzawiącego i gumowych pocisków. Część demonstrantów wdarła się na krótko do siedziby Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Protestujący usiłowali także wedrzeć się do Ministerstwa Gospodarki i Energetyki oraz siedziby libańskiego zrzeszenia banków. Premier Libanu Hassan Diab opowiedział się za rozpisaniem przedterminowych wyborów jako sposobu wyjścia z obecnego kryzysu.

Sobotnie protesty uliczne w Bejrucie były największymi od października ubiegłego roku, gdy tysiące mieszkańców miasta wyszły na ulice, demonstrując przeciwko korupcji i marnotrawstwu wśród rządzących. Liban od dłuższego czasu pogrążony jest w głębokim kryzysie gospodarczym i zmaga się z wysokim bezrobociem. Jego sytuację utrudnia około miliona uchodźców z Syrii oraz walka z koronakryzysem.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

(DW, AFP, DPA, RTR/jak)

Short teaser Niemcy udzielą Libanowi natychmiastowej pomocy finansowej w wysokości 10 mln euro.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemiecka%20pomoc%20dla%20Libanu&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54502874&x4=11395&x5=Niemiecka%20pomoc%20dla%20Libanu&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-pomoc-dla-libanu%2Fa-54502874&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200809&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-pomoc-dla-libanu/a-54502874?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54500247_401.jpg
Image caption Sobotnie (08.08.2020) protesty w Bejrucie przeciwko rządowi
Image source Reuters/G. Tomasevic

Item 2
Id 54499177
Date 2020-08-09
Title Szkoła w czasie koronawirusa. Jaka będzie?
Short title Szkoła w czasie koronawirusa. Jaka będzie?
Teaser Nowych infekcji przybywa, ale mimo to szkoły wracają do swojej działalności. Różne wytyczne i niedostateczne wyposażenie stawiają przed placówkami spore wyzwanie.

Wraz z końcem wakacji w wielu krajach, także w Niemczech, przybywa nowych infekcji SARS-CoV-2. Mimo tych danych przedszkola, szkoły i inne placówki szkolne wznawiają zajęcia. Nie tylko po to, by odciążyć pracujących rodziców, ale przede wszystkim dla dobra dzieci.

Wyobrażenia przedstawicieli różnych środowisk – wirusologów, lekarzy, przedstawicieli gospodarki, polityków, nauczycieli, rodziców – na temat tego, jak powinny działać szkoły i przedszkola, są jednak diametralnie różne.

Nie udało się też w minionych miesiącach wypracować wspólnych reguł. Nie udało się to ani w Europie, ani chociażby w samych Niemczech, gdzie zasady nie tylko różnią się między krajami związkowymi, ale też częściowo między szkołami.

Ze względu na to, że w Niemczech to kraje związkowe są odpowiedzialne za edukację, regulacje dotyczące wznowienia zajęć są bardzo różne.

Obowiązek noszenia maseczek, zachowanie odległości, zasady higieny i stałe grupy uczniów mają zminimalizować ryzyko infekcji. Co do tego jest zgodność, ale jak zasady te mają konkretnie być wdrażane, pozostaje w gestii podmiotu, który będzie to robił.

Przegląd najważniejszych przepisów

Regularne zajęcia

Po wakacjach we wszystkich krajach związkowych mają zostać wznowione zajęcia w przedszkolach, szkołach i placówkach szkolnych. W szkołach zajęcia w dużym stopniu mają odbywać się przy osobistym udziale uczniów. Mają zostać wypracowane pragmatyczne koncepcje, które zminimalizują ryzyko infekcji i zapobiegną zamykaniu szkół.

„Regularne zajęcia” mają być zgodnie ze stanowiskiem rady ministrów kultury „z uwzględnieniem specyficznych okoliczności” organizowane na miejscu. Kraje związkowe muszą więc same wypracować przepisy i regulacje.

Przepisy dotyczące zasad higieny

Szkoły mają opracować kompleksowy plan dotyczący zasad higieny. Do dyspozycji mają być środki do dezynfekcji, toalety mają być regularnie czyszczone, a sale lekcyjne porządnie wietrzone.

To, co brzmi jak oczywistość, w rzeczywistości często wygląda jednak inaczej. W wielu szkołach jest niewystarczająco miejsca, sale są niewielkie albo klasy tak duże, że odpowiednia odległość nie ma jak być zachowana. Co więcej, wiele klas nie posiada funkcjonujących umywalek, toalety są zepsute, okien ze względów bezpieczeństwa w ogóle nie da się otworzyć – odpowiedzialnym organom brakuje pieniędzy na konieczne renowacje.

Maseczki

Niektóre kraje związkowe domagają się obowiązku zakrywania nosa i ust. Nie ma jednak zgody co do tego, kto i kiedy ma nosić maseczkę.

Wiele krajów związkowych przewiduje noszenie maseczek jedynie w korytarzach albo podczas przerw, natomiast nie w samych klasach. Co więcej, uczniowie szkół podstawowych nie mają zostać objęci takim obowiązkiem, bo młodsze dzieci nie byłyby w stanie profesjonalnie nosić masek i rzadko kiedy chorują na COVID-19.

Inne kraje związkowe, takie jak Nadrenia Północna-Westfalia, gdzie mieszka najwięcej ludzi w Niemczech, upierają się przy obowiązku noszenia maseczek we wszystkich szkołach i to nie tylko w budynkach i na całym terenie szkoły, ale też podczas zajęć. Obowiązek zakrywania ust i nosa dotyczy zarówno uczniów, jak i nauczycieli, o ile odległość 1, 5 metra nie może zostać zagwarantowana.

Stałe grupy

W miarę możliwości zajęcia mają być przeprowadzane w stałych grupach łącznie ze stałymi nauczycielami i należy zapobiegać mieszaniu grup. Dzięki temu ryzyko infekcji ma zostać ograniczone, a w przypadku infekcji w danej grupie ma być możliwa bardziej precyzyjna izolacja. Rozpoznanie skupiska infekcji i przerwanie łańcucha ma zapobiec rozległemu „lockdownowi”.

To, co brzmi przekonywająco, dla wielu szkół jest nie lada trudnością, bo uczniowie starszych klas często uczestniczą w zajęciach odbywających się w różnych grupach. Brakuje odpowiednich pomieszczeń i nauczycieli, by zorganizować zajęcia w małych grupach.

Przedstawiciele nauczycieli i rodziców krytycznie oceniają planowane działania zakrojone na wznowienie regularnych zajęć. Opowiadają się za połączeniem klasycznych zajęć w szkołach z lekcjami online. Dostrzegają oni jednak również, że w kwestii nauki online zarówno w przypadku szkół, uczniów jak i nauczycieli jest jeszcze sporo do zrobienia.

Testy na koronawirusa

W wielu krajach związkowych nauczycielom przed rozpoczęciem roku szkolnego mają zostać zaproponowane dobrowolne i bezpłatne testy na koronawirusa. Zdaniem związku wirusologów nauczycielom powinno się zapewnić szeroką możliwość testowania.

U uczniów z ostrą infekcją dróg oddechowych, zdaniem wirusologów, również powinno się przeprowadzać testy, aby natychmiast rozpoznawać skupiska wirusa.

Jeżeli pod koniec roku miałoby się okazać, że z powodu wznowionych zajęć szkolnych, drastycznie przybyło infekcji, wirusolodzy radzą przedłużyć ferie świąteczne, tym bardziej, że „podczas Świąt Bożego Narodzenia i podróży związanych ze świętami a także spotkań rodzinnych prawdopodobnie może dojść do dalszego wzrostu ryzyka związanego z infekcją”.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Short teaser Nowych infekcji przybywa, ale mimo to szkoły wracają do swojej działalności. Są wytyczne. Jest wyzwanie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Szko%C5%82a%20w%20czasie%20koronawirusa.%20Jaka%20b%C4%99dzie%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54499177&x4=11400&x5=Szko%C5%82a%20w%20czasie%20koronawirusa.%20Jaka%20b%C4%99dzie%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fszko%C5%82a-w-czasie-koronawirusa-jaka-b%C4%99dzie%2Fa-54499177&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200809&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/szkoła-w-czasie-koronawirusa-jaka-będzie/a-54499177?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54413422_401.jpg
Image caption Dzieci wracają do szkół w dobie pandemii
Image source picture-alliance/dpa/J. Büttner

Item 3
Id 52580614
Date 2020-08-08
Title Polacy w Niemczech. Bezszelestni "mistrzowie integracji"
Short title Polacy w Niemczech. Bezszelestni "mistrzowie integracji"
Teaser Polacy stanowią jedną z najliczniejszych grup narodowościowych w RFN. Jednak ich zaangażowanie polityczne jest znikome.

O Polakach mieszkających w Niemczech mówi się, że integrują się bezszelestnie, że to grupa narodowa, która w życiu politycznym i społecznym prawie nie rzuca się w oczy, a na tle innych pozostaje nieomal niewidzialna. A przecież jest, po przybyszach z Turcji, drugą liczebnie grupą narodową zamieszkującą w Republice Federalnej. W niemieckiej świadomości społecznej Polacy owszem są, ale także jakoś tak ich nie ma. – Pomimo, że Polacy są cichymi mistrzami najnowszej historii emigracji w Niemczech, inne grupy narodowościowe są o wiele bardziej widoczne – mówi Thorsten Klute, pełnomocnik rządu Nadrenii Pólnocnej-Westfalii do Spraw Polonii.

Wedle danych Niemieckiego Instytutu Statystycznego w roku 2018 na terenie Niemiec zamieszkiwało 860 145 osób legitymujących się tylko polskim paszportem, czyli nie posiadających jednocześnie niemieckiego obywatelstwa. Do tego dodać należy przynajmniej część tzw. „późnych przesiedleńców” (Spätaussiedler), których liczba oscyluje wokół 786 000 do 1 miliona, oraz osób posiadających dwa obywatelstwa. Niemieckie zródła mówią o ok. 1,5 do 2 milionów osób polskiego pochodzenia na terenie Republiki Federalnej, polskie nawet o 4 -5 milionach.

Ten bałagan w danych ma kilka przyczyn: po pierwsze „późni przesiedleńcy” przyjeżdzając do Niemiec często nie zrzekali się polskiego obywatelstwa, ale przez niemieckie urzędy uznawani byli tylko za Niemców, pozostając jednocześnie w polskich statystykach za „żelazną kurtyną” obywatelami polskimi. Po drugie istnieje spora grupa tzw. betweenerów, czyli osób na stałe zameldowanych i zamieszkujących w obu krajach. Po trzecie – pochodzenie osób, których rodzina przyjechała do Niemiec z innego kraju, liczy się tu do drugiego pokolenia. Istnieje jednak wiele rodzin pielęgnujących polskie tradycje przez więcej pokoleń. Trudno więc precyzyjnie i statystycznie ująć stan ducha i poczucie przynależności narodowej.

"My niewidzialni"

Jedno jest jednakże pewne – ludzi mówiących po polsku, pochodzących z Polski i mających z nią związek jest w Niemczech bardzo dużo. Nie przekłada się to jednak na ich rozpoznawalność ani aktywność w życiu politycznym i publicznym, a skutkuje to słabym postrzeganiem Polaków w Republice Federalnej Niemiec. Powstała nawet książka o Polakach w Niemczech pod tytułem „My niewidzialni”, autorstwa Petera Loewa, lansująca tezę i przykłady „bezszelestności” Polaków. Przybysze z Polski stronią na ogół od członkostwa w organizacjach, które wywierają wpływ na politykę i to zarówno na szczeblu komunalnym, landowym czy też federalnym. – Ten napływ Polaków powinien kiedyś zaowocować ich udziałem w polityce. Właśnie do tego próbuję ich zmobilizować – stwierdza Thorsten Klute.

Od bez mała 50 lat działają w Niemczech tak zwane Rady Integracyjne (Integrationstrat), gremia mające zadania opiniujące i doradcze na wszystkich szczeblach władzy. Ich misją jest reprezentowanie interesów cudzoziemców w miastach, gminach, landach oraz na szczeblu federalnym. Wybierani przy okazji wyborów komunalnych członkowie Integrationsratów nie muszą legitymować się niemieckim obywatelstwem, muszą natomiast mieszkać w danym okręgu wyborczym co najmniej trzy miesiące, mieć ukończone 18 lat i przebywać w Niemczech co najmniej rok. Zostają zgłaszani na listy wyborcze przez organizacje migranów, partie polityczne lub na podstawie tzw. list społecznych.

– Na terenie Nadrenii Północnej-Westfalii Polacy (liczeni do drugiego pokolenia), których liczba szacowana jest na ok. 650 000, stanowią 3% całej populacji a ich aktywny udział w gremiach politycznych i społecznych opiewa na ok. 0,03%. To powinno się zmienić – wyjaśnia Thorsten Klute, pełnomocnik rządu Nadrenii Północnej-Westfalii ds. Polonii. Sam co prawda bez polskich korzeni, ale za to biegle mówi po polsku. – Od lat już znam ten fenomen i dlatego postanowiłem zwócić się bezpośrednio do Polonii, żeby zachęcić jej przedstawicieli do partycypacji w niemieckim życiu politycznym i społecznym – podkreśla polityk. Z jego inicjatywy w kooperacji z Radą Integracyjną Landu (Landesintegrationsrat) zorganizowano regionalne konferencje z przedstawicielami Polonii w miastach, w których mieszkają duże skupiska Polaków. Pierwsza (jeszcze przed pandemią) odbyła się w Duesseldorfie, kolejne w Essen i Bielefeld.

Brak zaangażowania

Członkowie Rady Integracyjnej landu Północna Nadrenia-Westfalia widzą w Polakach duży potencjał i nie potrafią ukryć zdziwienia ich niską frekwencją w Radach Integracyjnych, które mają bezpośredni wpływ na kształt polityki, przepisów emigracyjnych, szkolnictwa, na warunki pracy, na politykę kulturalną i socjalną, na naukę języka ojczystego, na politykę wobec seniorów, na służbę zdrowia, itd., czyli na najważniejsze życiowe aspekty poczynając od miast, gmin poprzez politykę landu i całego kraju.

- Rozmawiamy z Niemcami jak równy z równym, wyjaśniamy nieznane im aspekty życia cudzoziemców w ich kraju, forsujemy w niemieckich szkołach także lekcje języka kraju pochodzenia i współdziałamy w walce z prawicowym populizmem. Angażujemy się w pomoc dla cudzoziemców. Nasz główny cel to uzmysłowienie Niemcom, że zachowanie narodowej tożsamości pomaga nam w asymilacji i przez to stajemy się częścią niemieckiego społeczeństwa - mówi Tayfun Keltelk, przewodniczący Rady Integracyjnej landu Nadrenia Północna-Westfalia.

W Radach Integracyjnych landu Nadrenia Północna-Westfalia działają przedstawiciele 70 narodów a około 1/3 ich członków to kobiety. Jednak prawie nie ma w nich Polaków. Może incjatywa Rzecznika do Spraw Polonii Rządu Landu Nadrenia Północna-Westfalia sprawi, że w najbliższych wyborach komunalnych we wrześniu b.r. wystartują i zwyciężą także Polacy? To mogłoby pomóc w kształtowaniu warunków ich życia a jednocześnie ułatwić wyjście z wiecznego cienia.

Short teaser Polacy stanowią jedną z najliczniejszych grup narodowościowych w RFN. Jednak ich zaangażowanie polityczne jest znikome.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Polacy%20w%20Niemczech.%20Bezszelestni%20%22mistrzowie%20integracji%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=52580614&x4=11400&x5=Polacy%20w%20Niemczech.%20Bezszelestni%20%22mistrzowie%20integracji%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpolacy-w-niemczech-bezszelestni-mistrzowie-integracji%2Fa-52580614&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/polacy-w-niemczech-bezszelestni-mistrzowie-integracji/a-52580614?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/50815327_401.jpg
Image caption Polacy w kolejce do głosowania w ambasadzie RP w Berlinie (wrzesień 2019)
Image source DW/A. Widzyk

Item 4
Id 54497064
Date 2020-08-08
Title Bejrut: Protesty i deklaracje pomocy
Short title Bejrut: Protesty i deklaracje pomocy
Teaser Planowana na niedzielę konferencja darczyńców ma przynieść środki na odbudowę Bejrutu. W mieście tymczasem wyszły na ulice tysiące ludzi. Policja użyła gazu łzawiącego.

Ból przeradza się w gniew. Po pustoszącej eksplozji w Bejrucie ruch protestacyjny w Libanie wezwał do nowych, masowych demonstracji przeciwko rządowi. Wielu Libańczyków, którzy już od dawna zarzucają politycznej elicie korupcję i niezdolność do kierowania krajem, obarcza rząd odpowiedzialnością za katastrofę z ponad 150 zabitymi.

W sobotę (8.08.2020) na ulice wyszło blisko 5 000 ludzi. Policja użyła gazu łzawiącego, kiedy część demonstrantów próbowała przedrzeć się przez zapory chroniące parlament. Demonstranci odpowiedzieli kamieniami. „Lud chce obalenia rządu” – skandował tłum. „Zmiatajcie! Wszyscy jesteście mordercami” – głosiły napisy na transparentach. – Chcemy przyszłości w godności, chcemy, żeby krew ofiar eksplozji nie była przelana na darmo – powiedziała agencji Reutersa jedna z demonstrantek Rose Sirour.

Jeszcze dziesiątki zaginionych

We wtorek dwa potężne wybuchy w porcie wstrząsnęły Bejrutem. Według danych rządowych eksplodowało 2 750 ton saletry amonowej, która latami, bez zabezpieczenia była przechowywana w portowej hali.

Przedstawiciel ministerstwa zdrowia mówił w sobotę (8.08.2020) o 154 ofiarach śmiertelnych i ponad 60 zaginionych. Siły ratunkowe nadal szukają w gruzach ich ciał. Życie co najmniej 120 osób z ponad 5 000 rannych jest jeszcze zagrożone. Także w sobotę zmarła na skutek odniesionych obrażeń żona ambasadora Niderlandów Jana Waltmansa, podało ministerstwo spraw zagranicznych w Hadze. Wśród zabitych jest również pracowniczka ambasady Niemiec w Bejrucie. Blisko 300 000 mieszkańców stolicy Libanu zostało bez dachu nad głową, połowa miasta jest zniszczona lub uszkodzona.

Dowód niezdolności do działania

Wielu Libańczyków uważa, że katastrofa dowodzi niezdolności rządu do działania. Liban od lat jest pogrążony w kryzysie gospodarczym i walutowym, pandemia koronawirusa jeszcze go zaostrzyła. Masowe protesty przeciwko rządowi trwają od miesięcy.

– Po tym, jak przez trzy dni porządkowaliśmy, usuwaliśmy gruzy i lizaliśmy rany, czas, by dać upust naszej wściekłości i ich ukarać – powiedział o rządzie 28-letni Fares Halabi.

Dwóch ministrów odczuło już gniew ludu na własnej skórze. Na filmach wideo w Internecie można zobaczyć, jak minister oświaty Tarek Majsub wychodzi przed drzwi ze szczotką w ręku, by pomóc w pracach porządkowych. Wolontariusze pracujący na ulicy przywitali go donośnymi żądaniami ustąpienia ze stanowiska. Minister sprawiedliwości Marie-Claude Najm już w czwartek została obrażona i spryskana wodą, co też pokazują filmy w sieci. „Minister korupcji, a nie sprawiedliwości”, zarzucał jej jakiś mężczyzna.

Natomiast premier Francji Emmanuel Macron, który jako pierwsza zagraniczna głowa państwa pojawił się w Libanie w czwartek, z entuzjazmem został powitany w zniszczonych eksplozją dzielnicach Bejrutu. Macron wezwał do daleko idących reform w Libanie i zapowiedział międzynarodową konferencję darczyńców na rzecz Libanu.

„Wszyscy chcą pomóc”

W planowanej na godz. 14 w niedzielę (9.08.2020) wideokonferencji organizowanej przez Francję i ONZ, mają zostać zebrane środki finansowe na pomoc dla Libanu. Obok Macrona swoją obecność zapowiedział szereg światowych polityków, wśród nich prezydent USA Donald Trump. „Wszyscy chcą pomóc”, napisał na Twitterze.

Niemcy ma reprezentować na konferencji szef dyplomacji Heiko Maas. Wezmą w niej też udział reprezentujący UE przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel i komisarz ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarcic.

Michel chciał wyruszyć do Bejrutu już w sobotę, podobnie jak turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Cavusoglu. Sekretarz generalny Ligii Arabskiej Ahmed Aboul Gheit został już przyjęty przez prezydenta Libanu Michela Aouna.

Dzieki napływającym z całego świata deklaracjom solidarności rząd Libanu ma nadzieję na zakończenie międzynarodowej izolacji kraju. Aoun powiedział w piątek wieczorem, że katastrofa już doprowadziła do „uchylenia izolacji”. Przywódca Hezbollahu Hassan Nasrallah stwierdził, że eksplozje stworzyły „szansę” wznowienia współpracy międzynarodowej z Libanem.

Tymczasem na znak protestu przeciwko sposobowi obchodzenia się rządu z katastrofą oddało mandaty pięciu posłów Zgromadzenia Narodowego. W sobotę swoją dymisję ogłosiło trzech parlamentarzystów z ramienia chrześcijańskiej partii Kataeb. „Nowy Liban musi powstać na gruzach starego Libanu”, powiedział parlamentarzysta Samy Gemajel na ceremonii pogrzebowej sekretarza generalnego partii Nasara Nadschariana, który zginął w katastrofie w Bejrucie.

Dokładne przyczyny eksplozji nie są jeszcze znane. 21 domniemanych odpowiedzialnych znajduje się w areszcie, wśród nich dyrektor urzędu celnego Badri Daher. Żądania uruchomienia międzynarodowego śledztwa prezydent Aoun odrzucił.

(AFP, REUTERS / stas)

Short teaser Konferencja darczyńców ma przynieść środki na odbudowę Bejrutu. W mieście tymczasem wyszły na ulice tysiące ludzi.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Bejrut%3A%20Protesty%20i%20deklaracje%20pomocy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54497064&x4=11395&x5=Bejrut%3A%20Protesty%20i%20deklaracje%20pomocy&x6=1&x7=%2Fpl%2Fbejrut-protesty-i-deklaracje-pomocy%2Fa-54497064&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/bejrut-protesty-i-deklaracje-pomocy/a-54497064?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54496630_401.jpg
Image caption Protesty w Bejrucie, 8.08.2020
Image source picture-alliance/AP Photo/H. Ammar

Item 5
Id 54496445
Date 2020-08-08
Title Zrabowany przez Niemców obraz wraca do Francji
Short title Zrabowany przez Niemców obraz wraca do Francji
Teaser Rzadki gest: syn żołnierza Wehrmachtu z własnej inicjatywy oddał obraz Rousseau, który „nigdy do niego nie należał”. Dzieło sztuki będzie można oglądać w Verdun.

W dostojnej sali ambasady Francji w Berlinie ten mierzący 40 na 60 centymetrów obraz nieco się gubi. Umieszczony uroczyście na sztaludze, obok francuskiej, niemieckiej i europejskiej flagi, oczekuje swojego nowego właściciela. Nie do końca pasuje do wielkoformatowych dzieł współczesnej sztuki francuskiej, które wiszą na ścianach i witają gości ambasady. Dziewiętnastowieczny pejzaż z potokiem, który okalają drzewa i na którym widać rozmarzonego mężczyznę patrzącego w dal, wydaje się nie z tych czasów.

Wartość dzieła Nicolasa Rousseau szacowana jest na około 3000 euro. Nie chodzi jednak w tym przypadku ani o materialną wartość ani o tę związaną z historią sztuki. Obraz, którego nazwa pozostaje nieznana, stał się symbolem niemiecko-francuskiego pojednania. 75 lat po zakończeniu II wojny światowej zrabowane przez Niemców dzieło sztuki wraca do Francji.

Do Niemiec przywiózł je stacjonujący w Normandii żołnierz Wehrmachtu. Na polecenie swojego przełożonego miał podczas wakacji spędzanych w ojczyźnie przekazać obraz Rousseau osobie prywatnej w Berlinie. W 1944 roku żołnierz zastał jednak zbombardowany budynek i dlatego powiesił obraz w swoim domu. Kiedy wrócił na front, został zabity podczas ataku lotniczego. Był jedynym świadkiem tego rabunku.

Odziedziczony rabunek

W srebrno-złotej ramie obraz ten wisiał przez dziesięciolecia w domu państwa Forner. Kiedy zmarła żona, odziedziczył go syn Peter. Malarz Rousseau należy do Szkoły z Barbizon, która skupiała grupę francuskich pejzażystów w XIX wieku. Nazwa tej grupy pochodzi od kolonii artystów w gminie Barbizon na południowy wschód od Paryża.

„Piękno-brzydkim” nazwał spadkobierca Peter Forner obraz w 2019 roku w rozmowie z berlińskim dziennikiem „Tagesspiegel”, bo od zakończenie II wojny światowej nigdy nie był czyszczony czy konserwowany, a w środku dzieła znajduje się niewielka dziura. Pomimo, że obraz ten od dziesięcioleci był w posiadaniu rodziny, Forner przyznał, że na koniec jego życia stał się dla niego obciążeniem. Po doniesieniach medialnych o restytucjach zrabowanych przez hitlerowskie Niemcy dzieł sztuki, podejmuje decyzje: chce oddać obraz. – Zawsze myślałem, że nie należy on do mnie – powiedział z zawodu handlowiec ds. spedycji gazecie „Tagesspiegel”. Jak przyznał, nie był emocjonalnie związany z tym dziełem. – Co właściwie jest dziwne, bo miałem je od 1944 roku bezustannie przed swoim nosem – zaznaczył.

Symbol niemiecko-francuskiego pojednania

Dzięki badaniom poświęconym proweniencji, zwrot zrabowanych dzieł sztuki nie jest już rzadkością. Badania te pochłaniają jednak dużo czasu i na pierwszy rzut oka są mało owocne. Z kolekcji Gurlitta, na którą składa się ponad 1 500 pozycji, do tej pory zostało zwróconych jedynie 14 dzieł. Powód: 75 lat po wojnie jest niezmiernie trudno odnaleźć właścicieli prawnych.

Również w przypadku dzieła Rousseau nie udało się na razie ustalić wcześniejszych właścicieli. Badania są w trakcie. W 2019 roku obraz od Petera Fornera przejęła jednak ambasada Francji i szukała rozwiązania przejściowego. W końcu znaleziono dla tego symbolicznego powrotu dzieła do ojczyzny, równie symboliczne miejsce: Światowe Centrum Pokoju, Wolności i Praw Człowieka w Verdun. Obraz, wraz z podaniem informacji o historii jego rabunku, zostanie wpleciony w historyczną wystawę i ma w ten sposób przyczynić się do zwrócenia uwagi na takie tematy, jak rabunek dzieł sztuki czy badania nad proweniencją.

Obraz ten może wnieść wkład w „wyjaśnienie historii naszych dwóch krajów i naszego kontynentu”, powiedział Philippe Hansch, szef Światowego Centrum Pokoju podczas przekazania obrazu. On sam dorastał przy granicy w Metz i każdego dnia był konfrontowany z bilateralną historią. Przekazanie dzieła jest dla niego bardzo ważnym, bo namacalnym symbolem codziennych, niemiecko-francuskich relacji.

Zwrot: odważna prywatna inicjatywa

Wybór Verdun, gdzie podczas I wojny światowej doszło do jednej z najbardziej krwawych bitew pomiędzy Francją a Niemcami, podkreśla drogę pojednania, której Forner jest zwolennikiem, tłumaczył Guillaume Ollagnier, wysłannik ambasady Francji. Peter Forner uczestniczył w uroczystym przekazaniu obrazu ambasadzie Francji w 2019 roku, ale dalszej drogi dzieła już nie dożył. Zmarł w maju tego roku. Wybór Światowego Centrum Pokoju został dokonany tuż przed jego śmiercią. Guillaume Ollagnier zaznacza, że Peter Forner byłby zadowolony z takiej decyzji.

Guillaume miałby jeszcze sporo pytań do Petera Fornera, syna żołnierza Wehrmachtu. Wśród nich to, jak dojrzewał do decyzji o oddaniu obrazu, czy dlaczego uczynił to dopiero pod koniec swojego życia. – Dla nas przyjaźń polsko-francuska jest wszechobecna, ale ma ona między państwami charakter oficjalny – stwierdził. – Dlatego ten gest jest tak istotny, bo wyszedł od osoby prywatnej – zaznaczył Gauillaume. Decyzję Fornera nazwał „bardzo odważną”, szczególnie, że na początku nie było wiadomo, jaki będzie odbiór medialny sprawy.

Dzieła sztuki najczęściej są restytuowane ze zbiorów sztuki, jak np. muzeów albo poprzez konfiskatę, jak w przypadku Gurlitta. Przypadek, w którym osoba prywatna zwraca się sama do ambasady, jest rzadkością, jak przyznał Guillaume.

Również w ambasadzie Francji jest dzieło, które przypomnina o okrucieństwie II wojny światowej. Na podwórzu stoją dwa psy myśliwskie, wysokie do bioder. Rzeźba z brązu, jako jedna z dwóch dzieł, przetrwała bombardowanie Placu Paryskiego przy Bramie Brandenburskiej i zniszczenie ambasady w 1943 roku. Do dziś przypomina pracownikom i gościom ambasady o wspólnej niemiecko-francuskiej historii.

Short teaser Rzadki gest: syn żołnierza Wehrmachtu z własnej inicjatywy oddał obraz Rousseau, który „nigdy do niego nie należał”.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura::Zrabowany%20przez%20Niemc%C3%B3w%20obraz%20wraca%20do%20Francji&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54496445&x4=11399&x5=Zrabowany%20przez%20Niemc%C3%B3w%20obraz%20wraca%20do%20Francji&x6=1&x7=%2Fpl%2Fzrabowany-przez-niemc%C3%B3w-obraz-wraca-do-francji%2Fa-54496445&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura" />
Item URL https://www.dw.com/pl/zrabowany-przez-niemców-obraz-wraca-do-francji/a-54496445?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 6
Id 54495642
Date 2020-08-08
Title Haldenwang o antysemityzmie w Niemczech: sytuacja jest fatalna
Short title Haldenwang o antysemityzmie w RFN: sytuacja jest fatalna
Teaser Szef Urzędu Ochrony Konstytucji dostrzega „znaczny wzrost” przejawów antysemityzmu w Niemczech. W rozmowie z „SZ” podkreśla, że utajony antysemityzm istniał zawsze, ale „od pewnego czasu” jest go coraz więcej.

– Kiedy obywatele lub obywatelki żydowskiego pochodzenia mówią mi, że zadają sobie pytanie, kiedy nadejdzie pora, by opuścić Niemcy, że w ogóle to rozważają, oznacza, że sytuacja jest fatalna – powiedział szef Urzędu Ochrony Konstytucji Thomas Haldenwang dziennikowi „Sueddeutsche Zeitung” (08.08.2020).

Ocenił, że w przypadku „nowoprawicowców” (prawicowy ruch polityczny „Nowa Prawica” – „Neue Rechte”) nienawiść wobec Żydów przejawia się w bardziej niejasny sposób niż u starszych skrajnie prawicowych grup. Jest to według niego również widoczne podczas demonstracji przeciwko restrykcjom w czasie pandemii, „chociażby wtedy, kiedy jest mowa o teorii spiskowej, która rzekomo ma być sterowana przez 'interesy wybrzeża wschodniego USA'”. Zaznaczył, że dawne antysemickie spiskowe mity zostają teraz skrycie przenoszone, ale nie są przez to mniej niebezpieczne. – Istnieje raczej ryzyko związane z tym, że przemówi to do szerszego grona. Stara nienawiść staje się bardziej dopuszczalna. Granice tego, co można powiedzieć, przesuwają się na korzyść antysemitów – stwierdził Haldenwang.

Do tego dochodzi fakt, że antysemityzm „już zawsze był zdumiewającą wspólną cechą różnych przeciwników demokracji”, tłumaczył prawnik. Było to „przez długi czas raczej rozpatrywane osobno”. – Ten, kto dokładnie spojrzy, dostrzeże podobieństwa i o taki ogólny ogląd chodzi – dodał.

Brak akceptacji dla "kultury niezwracania uwagi i celowego niesłuchania"

Co więcej, w ubiegłych latach za mocno akceptowano „kulturę niezwracania uwagi i celowego niesłuchania”, skrytykował szef Urzędu Ochrony Konstytucji. – Jeżeli ktoś w szkole mówi 'ty Żydzie' , stosując to jak wyzwisko, to inni uczniowie i nauczyciele są zobowiązano, by kategorycznie interweniować i jasno dać do zrozumienia: nie będę tolerować takich wypowiedzi w swoim otoczeniu. Sytuacja jest taka sama, kiedy słowa te padają na stadionie piłki nożnej – zaznaczył.

Haldenwang zapowiedział, że w przyszłości Urząd Ochrony Konstytucji będzie silniej angażował wirtualnych agentów na internetowych forach, które stają się coraz ważniejszą platformą dla antysemickiej agitacji. Państwo musi, jak podkreślił, dbać o to, „by każdy w tym kraju mógł nosić jarmułkę, kiedy i gdzie chce. Podobnie, jak musimy zadbać o to, by każdy, nie odczuwając strachu, mógł nosić na szyi krzyż albo półksiężyc. Nigdy nie możemy zrzec się tego prawa”.

(KNA/gwo)

Short teaser Szef Urzędu Ochrony Konstytucji dostrzega „znaczny wzrost” przejawów antysemityzmu w Niemczech.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Haldenwang%20o%20antysemityzmie%20w%20Niemczech%3A%20sytuacja%20jest%20fatalna&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54495642&x4=11400&x5=Haldenwang%20o%20antysemityzmie%20w%20Niemczech%3A%20sytuacja%20jest%20fatalna&x6=1&x7=%2Fpl%2Fhaldenwang-o-antysemityzmie-w-niemczech-sytuacja-jest-fatalna%2Fa-54495642&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/haldenwang-o-antysemityzmie-w-niemczech-sytuacja-jest-fatalna/a-54495642?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/51841482_401.jpg
Image caption Zbeszczeszczone groby na cmentarzu żydowskim
Image source picture-alliance/dpa/B. Wüstneck

Item 7
Id 54495355
Date 2020-08-08
Title Wyż „Detlef“ podgrzewa Niemcy
Short title Wyż „Detlef“ podgrzewa Niemcy
Teaser Palące słońce i temperatury znacznie przekraczające 30 °C. Weekend mija w Niemczech pod znakiem tropikalnych upałów. Na plażach, mimo koronakryzysu, robi się ciasno, wzrasta też groźba pożarów lasów.

Niemiecka Służba Meteorologiczna w Offenbach (DWD) ostrzega przed temperaturami dochodzącymi do 38 °C. Tylko na wybrzeżach Bałtyku i Morza Północnego może trochę chłodzić lekki wiatr, ale poza tym weekend jest gorący – od 31 do 38 °C. Nawet na Pogórzu alpejskim słupek rtęci podniesie się do 26-30 °C.

Po południu i wieczorem meteorolodzy zapowiadają na północnym wschodzie Niemiec burze z gwałtownymi opadami, gradem i silnymi porywami wiatru. Także niedziela ma być gorąca.

Panujący nad Niemcami wyż „Detlef” utrzyma wysokie temperatury, ale nadchodzący niż o nazwie „Farideh” przynosi z kolei wilgotne powietrze. „Efektem będzie duchota i dla wielu ludzi upał będzie jeszcze trudniejszy do zniesienia”, uprzedził w piątek Lars Kirchhübel z DWD.

Plaże oblężone

Najcieplej było jak dotąd w Nadrenii Północnej-Westfalii. W piątek najwyższa temperatura panowała w Tönisvorst (rejencja Duesseldorf): 36,2 °C, na drugim miejscu uplasowała się Kolonia z 35,7 °C i Kleve z 35,6 °C. Także sobota ma być najgorętsza właśnie na zachodzie Niemiec.

Do rekordowej temperatury odnotowanej dotąd w Niemczech brakuje jednak jeszcze paru stopni – były to 42 °C odnotowane w lipcu ubiegłego roku.

Już w piątek zaczął się napór na kąpieliska nad Morzem Północnym i Bałtykiem. Wprowadzone w Szlezwiku-Holsztynie tak zwane aplikacje plażowe już przed południem pokazywały w bałtyckim kurorcie Scharbeutz, że plaże są prawie pełne. Podobnie w popularnych Niendorf i Timmendorfer Strand, gdzie szybko zapaliło się żółte światło.

„Sygnalizacja świetlna” została zainstalowana ze względu na epidemię koronawirusa, a są to przekazywane na smartfony za pomocą specjalnych aplikacji informacje o sytuacji na plażach. Kiedy nie ma możliwości zachowania odpowiedniego dystansu, plaże zostają zamknięte dla kolejnych gości. Ograniczoną liczbę osób wpuszczają też baseny. Tym samym spontaniczne wypady na basen przynajmniej przejściowo się skończyły. Większość chętnych do kąpieli informuje się przedtem w Internecie i tam też kupuje bilety wstępu.

Zagrożenie pożarowe lasów

Susza, jaka od miesięcy panuje w dużych obszarach Niemiec, oznacza też wysokie zagrożenie pożarowe w lasach. Jak podaje DWD, w większości kraju obowiązuje drugi stopień zagrożenia pożarowego, w częściach wschodnich Niemiec nawet czwarty i najwyższy, piąty stopień zagrożenia pożarowego.

(tagesschau.de/stas)

Short teaser Palące słońce i temperatury znacznie przekraczające 30 °C. Weekend mija w Niemczech pod znakiem tropikalnych upałów.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Wy%C5%BC%20%E2%80%9EDetlef%E2%80%9C%20podgrzewa%20Niemcy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54495355&x4=11400&x5=Wy%C5%BC%20%E2%80%9EDetlef%E2%80%9C%20podgrzewa%20Niemcy&x6=1&x7=%2Fpl%2Fwy%C5%BC-detlef-podgrzewa-niemcy%2Fa-54495355&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/wyż-detlef-podgrzewa-niemcy/a-54495355?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53697903_401.jpg
Image source picture-alliance/Kirchner-Media/D. Inderlied

Item 8
Id 54494427
Date 2020-08-08
Title Swiatłana Cichanouska: „Białorusini odzyskują poczucie swej wartości”
Short title Cichanouska: „Białorusini odzyskują poczucie swej wartości”
Teaser Kandydatka opozycji na urząd prezydenta Białorusi Swiatłana Cichanouska nie liczy na uczciwy przebieg wyborów 9 sierpnia.

„Nie będziemy w stanie zapobiec oszustwom wyborczym”, powiedziała w piątek w Mińsku agencji AFP Swiatłana Cichanouska, najpoważniejsza rywalka Aleksandra Łukaszenki i nadzieja białoruskiej opozycji w niedzielnych wyborach prezydenckich (9.08.2020). Już od rozpoczęcia przedterminowego głosowania we wtorek doszło do „bezwstydnych” manipulacji”. „Trzeba być realistą”, dodała.

Swoją spontaniczną kandydaturą Cichanouska zaskoczyła kraj. Po aresztowaniu i odrzuceniu kandydatury jej męża Siarhieja, popularnego youtubera i opozycjonisty, 37-letnia Swiatłana sama wystartowała na jego miejscu. Natychmiast porwała społeczeństwo, jej wiece przyciągają tłumy.

„Ludzie się budzą i odzyskują poczucie własnej wartości”, powiedziała AFP była nauczycielka angielskiego i tłumaczka. Wszędzie rozlegają się teraz pytania: „Dlaczego mój głos wylądował na śmietniku? Dlaczego nikt mnie nie słucha, nikt nie chce mnie słuchać? Dlaczego nie można nic powiedzieć, bo natychmiast trafię za kratki?”.

Szybko mogłoby dojść do przelewu krwi

Za rządów prezydenta Aleksandra Łukaszenki, piastującego to stanowisko od 1994 r., opozycja jest celem masowych represji. Wielu potencjalnych kandydatów na prezydenta siedzi w więzieniu. Co najmniej 1100 osób zostało aresztowanych od maja na wiecach wyborczych – szacuje organizacja obrony praw człowieka „Wiasna”. Dopiero w czwartek (6.08.2020) została tymczasowo zatrzymana szefowa sztabu wyborczego Cichanouskiej, potem jednak zwolniona.

Mimo tych nacisków władz tysiące ludzi wzięło w minionych tygodniach udział w wiecach wyborczych kandydatki opozycji. Ze względu na związane z tym ryzyko, nie chciała publicznie wzywać do protestów, powiedziała AFP. „Ci tam u góry nie wiedzą, co to znaczy pokojowy protest”. Szybko mogłoby dojść do przelewu krwi.

Każdy Białorusin musi teraz sam zdecydować, czy chce wyjść na ulicę, czy nie, dodała Cichanouska. W piątek, w stolicy Białorusi Mińsku znowu był planowany wiec jej zwolenników.

Tak nieoczekiwane duże wsparcie jej, praktycznie pozbawionej szans kandydatury pokazało, że w kraju coś się dzieje, powiedziała dalej Swiatłana Cichanouska. Ale zaraz się skorygowała: „Wielu jeszcze się nie obudziło”.

Wybory prezydenckie na Białorusi rozpoczęły się już we wtorek, 4 sierpnia. Od tego dnia, do soboty trwa przedterminowe głosowanie, popularne zwłaszcza na wsiach i w małych miejscowościach. Właściwym dniem wyborów jest niedziela, 9 sierpnia. Z rzekomo formalnych powodów nie zostali do nich dopuszczeni obserwatorzy międzynarodowi. Już poprzednie cztery wybory, w których doszło do masowego fałszowania głosów, zastraszenia obywateli i kandydatów opozycji, były w opinii niezależnych obserwatorów nieważne.

(AFP/stas)

Short teaser Kandydatka opozycji na urząd prezydenta Białorusi Cichanouska nie liczy na uczciwy przebieg wyborów 9 sierpnia.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Swiat%C5%82ana%20Cichanouska%3A%20%E2%80%9EBia%C5%82orusini%20odzyskuj%C4%85%20poczucie%20swej%20warto%C5%9Bci%E2%80%9D%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54494427&x4=11395&x5=Swiat%C5%82ana%20Cichanouska%3A%20%E2%80%9EBia%C5%82orusini%20odzyskuj%C4%85%20poczucie%20swej%20warto%C5%9Bci%E2%80%9D%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fswiat%C5%82ana-cichanouska-bia%C5%82orusini-odzyskuj%C4%85-poczucie-swej-warto%C5%9Bci%2Fa-54494427&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/swiatłana-cichanouska-białorusini-odzyskują-poczucie-swej-wartości/a-54494427?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54488650_401.jpg
Image caption Plakaty wyborcze Swiatłany Cichanouskiej
Image source Getty Images/AFP/S. Gapon

Item 9
Id 54493611
Date 2020-08-08
Title Socjolożka w „SZ“: Prawicowy sojusz przeciwko konwencji stambulskiej
Short title Socjolożka w „SZ“: Zapłacą kobiety
Teaser Walka z konwencją stambulską nie jest przejawem polskiego katolickiego konserwatyzmu, lecz globalnego trendu – sojuszu ultrakonserwatystów z prawicowymi populistami, pisze w SZ socjolożka Elżbieta Korolczuk*.

Tekst „Zapłacą kobiety“ socjolożki Elżbiety Korolczuk ukazał się w sobotnim wydaniu liberalno-lewicowego dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

„Urzędujący polski prezydent walczył jeszcze niedawno z powodzeniem o reelekcję za pomocą homofobicznych haseł, a koalicja rządowa planuje teraz ofensywę w obszarze polityki dotyczącej płci” – pisze autorka przypominając o stanowisku ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, że należy wypowiedzieć konwencję stambulską.

Zapowiedź ministra wywołała falę protestów kobiet – zaznacza socjolożka Elżbieta Korolczuk. Ten plan nie jest jej zdaniem ani przejawem „typowego polskiego katolickiego konserwatyzmu”, ani też manewrem mającym przykryć błędy koalicji w walce z pandemią czy też korupcję.

„W rzeczywistości sprzeciw wobec konwencji jest częścią globalnego trendu, który można dostrzec także w Bułgarii, na Słowacji czy w Turcji, gdzie ratyfikacja konwencji też została wstrzymana lub jest zagrożona. Chodzi o umocnienie sojuszu między ultrakonserwatywnymi, często religijnymi postaciami a prawicowo-populistycznymi partiami w sprawie rozszerzonej definicji płci” – tłumaczy Korolczuk.

Mobilizacja mas przeciwko liberalnym elitom

Ultrakonserwatywne organizacje w rodzaju Ordo Iuris w Polsce czy Europejskie Centrum Prawa i Sprawiedliwości w Strasburgu od dawna szukają możliwości wpływania na opinię publiczną i tworzenia prawa. W Polsce i w innych krajach znalazły partnerów w prawicowo-populistycznych partiach. W zależności od kraju stosują różną taktykę, ale cel jest wspólny - „mobilizacja mas przeciwko liberalnym elitom przedstawianym jako niemoralne, przebiegłe i potężne”.

Prawicowi populiści przejmują ultrakonserwatywny „wrogi wobec gender” język. Powodem nie jest ich religijność, lecz możliwość oddzielenia narodu od elit w oparciu o argumenty moralne. „Chodzi o sygnalizowanie, że sprawy, które dla większości ludzi są ważne i drogie – rodzina, małżeństwo i dzieci – znalazły się w niebezpieczeństwie, co pozwala im zaostrzać społeczną polaryzację w sprawach kulturowych” – czytamy w SZ.

Zdaniem Ziobry konwencja stambulska zawiera dodatkową ideologiczną „warstwę”, która wspiera nieakceptowalny styl życia w rodzaju „rodzin LGBT” i niebezpieczne pomysły jak choćby ideę „płynnej płci”. Konwencja przedstawiana jest jako „koń trojański” pozwalający brukselskim elitom na wprowadzenie do Polski ideologii gender.

Ideologiczna kolonizacja?

Korolczuk zaznacza, że argumenty przeciwko konwencji we wszystkich krajach są do siebie podobne. Wylicza, że chodzi o odwołanie do płci społecznej zamiast biologicznej i zastrzeżenie, że religia i tradycja nie mogą służyć jako uzasadnienie przemocy specyficznej dla danej płci. Nie chodzi więc tylko o prawa kobiet, lecz także o seksualność, formy rodziny i rolę instytucji religijnych. Prawicowo-konserwatywna krytyka dostrzega w tym „ideologiczną kolonizację“ lokalnych społeczeństw przez brukselskie elity – wyjaśnia socjolożka. Celem jest, poprzez zniszczenie form tradycyjnej seksualności i rodziny zdobycie „kontroli nad duszą tych ludzi”.

W ten sposób można wskazać palcem wrogów i przedstawić mniejszości jako potężne i perwersyjne, aby uczynić z nich kozła ofiarnego. „Kto wierzy, że na zewnątrz czają się geje, którzy po cichu próbują skorumpować dzieci i kobiety, ten o wiele łatwiej usprawiedliwi jako obronę własną przemoc przeciwko osobom LGBT” – pisze.

Polska opozycja oraz europejscy politycy, którzy chcą wspierać kobiety, muszą uznać kampanię przeciwko konwencji stambulskiej za część transnarodowej ofensywy. Posługuje się ona dyskursem moralizatorskim i żywi się religijnymi uczuciami. Trzeba ją rozumieć w kontekście wzrostu wpływów prawicowych sił politycznych, które poszukują ideologicznych instrumentów mobilizacji mas i wchodzą w tym celu w koalicje z ultrakonserwatystami i fundamentalistami.

Polacy, Słowacy czy Bułgarzy muszą mieć świadomość, że prawicowi politycy deprecjonują prawa kobiet jako „elitarny“ projekt europejski, aby wzbudzać lęk i polaryzować. Cenę za to zapłacą na końcu maltretowane kobiety – pisze w konkluzji Korolczuk.

*Elżbieta Korolczuk jest profesorem socjologii w Uniwersytecie Södertörn w Sztokholmie oraz w Instytucie American Studies Center Uniwersytetu Warszawskiego.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>

Niniejszy artykuł prezentuje opinie wyrażone na łamach niemieckiej prasy i niekoniecznie odzwierciedla stanowisko redaktora Sekcji Polskiej Deutsche Welle.

Short teaser Walka z konwencją stambulską nie jest przejawem polskiego katolickiego konserwatyzmu, lecz globalnego trendu – pisze SZ.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::Socjolo%C5%BCka%20w%20%E2%80%9ESZ%E2%80%9C%3A%20Prawicowy%20sojusz%20przeciwko%20konwencji%20stambulskiej%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54493611&x4=30855&x5=Socjolo%C5%BCka%20w%20%E2%80%9ESZ%E2%80%9C%3A%20Prawicowy%20sojusz%20przeciwko%20konwencji%20stambulskiej%20&x6=0&x7=%2Fpl%2Fsocjolo%C5%BCka-w-sz-prawicowy-sojusz-przeciwko-konwencji-stambulskiej%2Fa-54493611&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/socjolożka-w-sz-prawicowy-sojusz-przeciwko-konwencji-stambulskiej/a-54493611?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54312838_401.jpg
Image caption Protest przeciwko wypowiedzeniu konwencji stambulskiej, Warszawa, 24.07.2020
Image source Getty Images/AFP/W. Radwanski

Item 10
Id 54490650
Date 2020-08-08
Title Berlin i koronawirus: Byleby wyjechać z miasta?
Short title Berlin i koronawirus: Byleby wyjechać z miasta?
Teaser Doniesienia z Paryża, Nowego Jorku i Londynu: kogo tylko stać, zamienia niebezpieczną z powodu epidemii ciasnotę metropolii na życie na wsi. Czy to trend również w Berlinie?

Koronawirus pozostawił ślady w największych miastach świata. Media donoszą, że chociażby z samego Nowego Jorku w ciągu zaledwie kilku tygodni przed koronawirusem uciekło 400 000 mieszkańców miasta. W amerykańskiej metropolii żyje ponad osiem milionów ludzi. Berlin ma niemal 3,8 miliona mieszkańców - co w porównaniu z Nowym Jorkiem nie jest aż tak wiele. Ale również i tu ludzie zostali dotknięci pandemią. Czy też uciekają przed wirusem?

Sytuacja wyjściowa w niemieckiej stolicy jest inna niż w przypadku Paryża, Nowego Jorku czy Londynu, zaznacza Ariane Sept z Instytutu Przestrzennych Badań Społecznych im. Leibniza. Tylko nieliczni są bowiem w posiadaniu klasycznej posiadłości wiejskiej, do której szybko można zbiec. Zamiast tego Berlińczycy mają raczej ogródek poza miastem, gdzie wprawdzie chętnie dłużej przebywają, ale gdzie oficjalnie nie wolno im mieszkać, bo często chodzi jedynie o tzw. dacze lub działki weekendowe.

Instytut, w którym pracuje Sept, zajmuje się badaniem korelacji między miastami a innymi regionami, jak chociażby między stolicą Niemiec i sąsiednią Brandenburgią. Szczególne zainteresowanie budzą u naukowców okresy przejściowe. Czy pandemia może spowodować taki okres wielkich zmian?

Wyjazdy z Berlina trwają już dłużej

Pandemia w przypadku Berlina nie zainicjuje pewnie tak wielu nowych trendów. Przyczyni się raczej do wzmocnienia już istniejących, uważa badaczka regionalna Sept. Migracja do okolicznej Brandenburgii ma już bowiem miejsce od 10 lat. W 2014 roku rozpoczął się kolejny trend. Szczególnie młode rodziny zaczęły szukać swojego miejsca w bardziej oddalonych okolicach metropolii. Oznacza to, że ludzie wyprowadzają się nawet z Berlina do małych i większych miast, a także na wsie w Brandenburgii.

Potwierdza to również nowy, opublikowany pod koniec lipca raport rządu krajowego poświęcony rynkowi działek w landzie Brandenburgia. Zgodnie z nim, zapotrzebowanie na działki „w drugorzędnych lokalizacjach miejskich, ale i na wsi, jest coraz większe ze względu na niski poziom cen”. Według raportu, może to mieć wpływ na przyszłość i prowadzić do tego, że w 2030 roku Brandenburgia będzie miała dokładnie tyle samo mieszkańców ile obecnie. To zaskakujące wnioski, bo dotychczasowa ludność tego landu jest zasadniczo starsza i region ten miał do tej pory raczej negatywne prognozy demograficzne.

Czy home office stanie się katalizatorem?

Nawet, jeśli Berlińczycy nie dopiero od czasów koronawirusa wyjeżdżają ze swojego miasta, być może ci, którzy długo już rozważają ten krok, poczują wiatr w żaglach i zrealizują swój plan, mówi Sept.– Niektórzy wypróbowują już życie na wsi poprzez wynajem domu lub mieszkania. Maja więcej miejsca, spokoju i przede wszystkim mniejsze ryzyko, że zachorują – tłumaczy. Ze względu na to, że wiele osób pracowało z domu, takie rozwiązanie miało się sprawdzić.

Nie zawsze jednak jest tak, że miłość do miasta przekształca się w miłość do wsi, zaznacza Sept. Romantyczne wyobrażenie o życiu na wsi robi swoje. – Codzienność jest często przyjemna, ale i męcząca. Trzeba chociażby skorzystać z samochodu, żeby dostać się do sklepu czy pracy – tłumaczy. Wskoczyć na rower i w pięć minut załatwić sprawy, to raczej na wsi, ze względu na brak infrastruktury, trudne do zrealizowania.

Liczby nie wskazują na ucieczkę z miasta

Według berlińskiego senatu również oficjalne liczby nie wskazują na to, że ludzie opuszczają Berlin z powodu koronawirusa. Jeżeli przyjrzeć się statystykom dotyczącym liczby osób, które się wyprowadziły ze stolicy Niemiec, to trend jest wręcz przeciwny. Od marca do lipca 2020 roku z Berlina wyprowadziło się znacznie mniej osób niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Senat nie podał jednak, jaki jest tego powód. Co ciekawe, również liczba osób, która przeprowadziła się do Berlina jest niższa niż w 2019 roku. Pozwala to wnioskować, że lockdown i ograniczenia podróżowania najwidoczniej wpłynęły również negatywnie na tę mobilność.

„Fali ucieczek” takiej jak w Nowym Jorku senat Berlinie w każdym razie nie odnotował albo przynajmniej na razie nie. „Należy obserwować”, napisano we wspomnianym raporcie, „czy zmienione formy pracy, jak home office, który w ostatnich miesiącach dla wielu stał się normą, doprowadzą do zmiany zapotrzebowania”.

Jeżeli chodzi o Berlin, rodzi się raczej inne pytanie, wskazuje Sept. – Pytanie nie tyle, kto opuści Berlin, a raczej kto do niego nie wróci, bo miasto w wyniku pandemii straciło na atrakcyjności – sugeruje. Jednym z przykładów są studenci z całego świata, których Berlin przyciągał imprezami. Bez perspektywy imprezy, bo kluby są zamknięte lub zbankrutowały, wybiorą być może raczej mniejsze miasto. – Tam czynsz nie jest tak wysoki, a renoma uczelni też niekiedy jest lepsza – ocenia Sept. Co to może oznaczać dla Berlina, pokazują inne liczby. Mimo wielu osób, które się wyprowadziły, Berlin zyskał w ostatnich latach mieszkańców „netto”. Powodem tego nie byli ludzie, którzy przyjechali do Berlina z prowincji, ale przyjezdni z zagranicy – jak studenci czy ludzie kultury. Bez nich Berlin już by się skurczył.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Short teaser Doniesienia z Paryża, Nowego Jorku i Londynu: kogo tylko stać, zamienia niebezpieczną z powodu epidemii ciasnotę metropo
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Berlin%20i%20koronawirus%3A%20Byleby%20wyjecha%C4%87%20z%20miasta%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54490650&x4=11400&x5=Berlin%20i%20koronawirus%3A%20Byleby%20wyjecha%C4%87%20z%20miasta%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fberlin-i-koronawirus-byleby-wyjecha%C4%87-z-miasta%2Fa-54490650&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/berlin-i-koronawirus-byleby-wyjechać-z-miasta/a-54490650?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54444790_401.jpg
Image source picture-alliance/imagebroker/A.S. Gilmour

Item 11
Id 54490809
Date 2020-08-08
Title Niemiecka prasa o wzroście zakażeń: Nie ma powodów do histerii
Short title Prasa o wzroście infekcji: Nie ma powodów do histerii
Teaser Sobotnie wydania niemieckich gazet zajmują się wzrostem infekcji koronawirusem w Niemczech i działaniami zaradczymi władz.

Dziennik „Südwest Presse" z Ulm pisze:

„Na samym początku pandemii głównym celem było nieprzeciążenie systemu opieki zdrowotnej. To zadziałało bardzo sprawnie. Tak sprawnie, że ambicje poszczególnych graczy politycznych skupiają się teraz na utrzymaniu jak najniższych liczb zakażeń. Jest to zrozumiałe, ale jednak nie jest właściwym rozwiązaniem. Ponieważ wysiłek wymagany do osiągnięcia tak maksymalnego celu w dłuższej perspektywie okazuje się ogromny. Niezbędne ograniczenia są zbyt drastyczne, a konsekwencje dla gospodarki zbyt głębokie. Dlatego ważne jest, aby oczekiwania wróciły do realistycznego wymiaru”.

„Münchner Merkur” komentuje:

„W obliczu ponownie rosnącej liczby zakażeń nie ma powodu do lekkomyślności, ale nie ma też powodów do histerii. Apel wirologa Hendrika Streecka, aby „samodzielnie” zająć się wirusem, pojawia się, wobec coraz bardziej toksycznej niemieckiej debaty, w odpowiednim czasie. Podczas gdy niektórzy mają już dość środków zaradczych przeciwko kornawirusowi, inni wpadają w panikę przed drugą falą. Jedno i drugie jest niewłaściwe. Celem zawsze było utrzymanie liczby zakażeń pod kontrolą, aby nie przeciążać systemu opieki zdrowotnej. Obecne wydarzenia nie podważają jeszcze tego celu, twierdzą federalny minister zdrowia i szefowie klinik. Nie podążajmy więc za tymi, którzy trywializują, ale nie lękajmy się też tych, którzy chcą wprowadzić obywateli w swego rodzaju permanentny emocjonalny stan wyjątkowy”.

Dziennik Reutlinger General-Anzeiger" przygląda się rozwiązaniom w szkołach:

„Uderzające jest również to, że debata na temat szkół jest jednostronna. Postępuje się tak, jakby stanowiły one poważne ognisko infekcji w pandemii. Nigdzie nie zostało to dowiedzione. Badania w Badenii-Wirtembergii i Saksonii pokazują nawet coś przeciwnego: szkoły nie są wylęgarniami wirusa. Natomiast konsekwencje społeczne i edukacyjne zamykania szkół lub nauki w domu odgrywają stosunkowo niewielką rolę. Jakby przyszłość dzieci była kwestią drugorzędną”.

Natomiast „Kölner Stadt-Anzeiger” odnosi się do kwestii podróżowania, konstatując:

„W czasach koronawirusa, podróżowanie oznacza przede wszystkim jedno: ryzyko. Czy nie byłoby logiczne wprowadzenie zakazu podróżowania do obszarów wysokiego ryzyka, do czego wzywa teraz Rada Gospodarcza CDU? Nie. Byłoby to nie tylko trudne do zrealizowania, ale i całkowicie niewspółmierne. Niemniej jednak każdy musi zadać sobie pytanie, czy w obecnej sytuacji rzeczywiście musi jechać w obszar ryzyka. Przy tym nie chodzi tylko o koszty badania, które obecnie muszą być opłacane przez wszystkich płatników składek do ustawowego ubezpieczenia zdrowotnego. Zawsze istnieje również ryzyko, którego nie można wykluczyć, ponieważ test to tylko chwilowy wynik”.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Sobotnie wydania niemieckich gazet zajmują się wzrostem zakażeń w Niemczech i działaniami zaradczymi władz.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20wzro%C5%9Bcie%20zaka%C5%BCe%C5%84%3A%20Nie%20ma%20powod%C3%B3w%20do%20histerii&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54490809&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20wzro%C5%9Bcie%20zaka%C5%BCe%C5%84%3A%20Nie%20ma%20powod%C3%B3w%20do%20histerii&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-wzro%C5%9Bcie-zaka%C5%BCe%C5%84-nie-ma-powod%C3%B3w-do-histerii%2Fa-54490809&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200808&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-wzroście-zakażeń-nie-ma-powodów-do-histerii/a-54490809?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53403322_401.jpg
Image caption Niemcy starją się utrzymać liczbę zakażeń pod kontrolą, aby nie przeciążać systemu opieki zdrowotnej
Image source Reuters/F. Bensch

Item 12
Id 54487441
Date 2020-08-07
Title Podróże ponad bezpieczeństwem? Apel o zakaz podróżownia
Short title Podróże ponad bezpieczeństwem? Apel o zakaz podróżownia
Teaser Instytut Roberta Kocha w Berlinie poinformował o 1147 nowych infekcjach w ciągu doby w Niemczech. Rada Gospodarcza CDU domaga się zakazu podróży do krajów wysokiego ryzyka.

W obliczu wzrastającej liczby infekcji również Światowe Towarzystwo Medyczne żąda większych obostrzeń.

W Niemczech to już drugi dzień z kolei, w którym liczba infekcji koronawirusem przekroczyła 1000 przypadków. Liczba ofiar śmiertelnych z powodu koronawirusa wzrosła o 8 i wynosi 9183.

Federalne ministerstwo zdrowia uznaje, że przyczyną wzrostu infekcji jest również większa ilość przeprowadzanych testów w Niemczech, jak chociażby do tej pory dobrowolnych testów u osób wracających do kraju.

Zakaz podróży?

Rada Gospodarcza CDU domaga się zakazu podróży do regionów uchodzących za ryzykowne. – Prawo do podróżowania nie może być przedkładane nad prawem milionów Niemców, którym w przeciwnym razie może grozić ponowny lockdown – powiedział sekretarz generalny Rady Wolfgang Steiger dziennikowi „Bild”. Zaznaczył, że druga fala koronawirusa musi koniecznie zostać powstrzymana.

Steiger podkreślił, że Niemcy „tylko z wielkim trudem mogą sobie znów pozwolić” na ograniczenie życia zawodowego, a także zajęć w szkołach ze względu na przyrost infekcji. Dodał, że fakt ten musi być dla wszystkich jasny. „Dlatego oczekuję od polityki więcej przewidujących działań niż ma to miejsce teraz, podczas powrotów z wakacji, które były już dawno do przewidzenia”.

Rada Gospodarcza CDU nie jest, wbrew nazwie, częścią CDU, ale partia ta jest jej bliska. Reprezentuje ona przedsiębiorców gospodarczych wobec partii i ma, według własnych danych, więcej niż 12 000 członków. W 2018 roku stowarzyszenie utraciło status specjalnej organizacji partii.

Światowe Towarzystwo Medyczne domaga się powszechnej kwarantanny

Również Światowe Towarzystwo Medyczne żąda korekt obostrzeń związanych z koronawirusem. Przewodniczący ŚTM Frank Ulrich Montgomery poparł powszechną kwarantannę dla osób, które wracają do kraju z obszarów ryzyka i zaproponował, by taka kwarantanna trwała od 7 do 10 dni. Testy dają jedynie obraz stanu „tu i teraz” powiedział Montgomery dziennikowi „Passauer Neue Presse”. Aby wykluczyć infekcję, konieczny jest, jak zaznaczył, drugi test po co najmniej 72 godzinach.

– Musimy teraz być znacznie bardziej konsekwentni w przypadku powracających do kraju. Chodzi zarówno o odbywanie kwarantanny jak i przeprowadzanie testów – zapowiedział Montgomery i dodał, że Niemcy są w stanie „utrzymującej się cały czas fali koronawirusa”.

Obowiązek testowania od jutra

Od soboty (8.08.2020) urlopowicze wracający do Niemiec z krajów z podwyższonym ryzykiem będą mieli obowiązek wykonania testów na koronawirusa. Ewentualnie będą mogli przedłożyć negatywny wynik testu, wykonanego najpóźniej przed 48 godzinami. Zapowiedział to wczoraj (06.08.2020) federalny minister zdrowia Jens Spahn. Testy dla podróżnych są bezpłatne.

Instytut Roberta Kocha opracował listę krajów z podwyższonym ryzykiem. Znalazło się na niej 130 spośród 200 istniejących na świecie państw – od Egiptu, przez Rosję do USA. Spośród europejskich krajów wymieniono Luksemburg, belgijski dystrykt Antwerpii, hiszpańskie Aragon, Katalonię i Navarrę.

„Zawsze można lepiej”

Spahn przedstawił wprowadzenie obowiązkowych testów jako sprzyjające polepszeniu dotychczasowej sytuacji. W programie „ARD extra” polityk CDU powiedział: „Zawsze można lepiej, zawsze można bardziej doskonale”. Jak zaznaczył, chodzi o osiągnięcie równowagi między możliwościami a tym „co daje bezpieczeństwo”.

Obecnie coraz częściej odnotowuje się pozytywne wyniki testów na koronawirusa u osób wracających do Niemiec. Sytuacja ta dotyczy 2-2,5 procent podróżnych. Wiele osób, które wracają do kraju chociażby samochodem, szczególnie z miejsc podwyższonego ryzyka, nie jest świadomych tego, że już teraz istnieje obowiązek odbycia kwarantanny.

Spahn nie dostrzega w obecnych liczbach dotyczących nowych infekcji rzekroczenia krytycznego progu. – W tej chwili znajdujemy się z całą pewnością jeszcze w obszarze, z którym system zdrowia i publiczny sektor zdrowia sobie poradzą – ocenił minister w stacji ZDF. Dodał, że „jeżeli teraz osiągniemy stabilizację na pewnym poziomie, będziemy umieli się z tym obchodzić”.

Stanowisko wirusologów w związku z zamknięciem szkół

W piątek (07.08.2020) w Meklemburgii-Pomorzu Przednim zamknięto dwie szkoły z powodu koronawirusa. Po sześciotygodniowych wakacjach uczniowie tego landów w poniedziałek wrócili do szkół.

Kilku cenionych wirusologów w Niemczech we wspólnym oświadczeniu przestrzega przed ryzkiem zakażeń koronawirusem wśród uczniów. Zaproponowali też działania mogące zapobiec szybkiemu rozprzestrzenianiu się infekcji. „Niewystarczająca prewencja i działania kontrolne mogą w szybkim czasie prowadzić do rozprzestrzeniania się wirusa, co będzie wymagało powtórnego zamknięcia szkół”, napisali w swoim oświadczeniu. Wirusolodzy, w tym Christian Drosten, Jonas Schmidt-Chanasit i Melanie Brinkmann podkreślili: „Przestrzegamy przed wyobrażeniem, że dzieci nie odgrywają roli w pandemii i zakażaniu”. Niedocenienie niebezpieczeństwa zarażania wirusem w szkołach byłoby szkodliwe dla zdrowia dzieci i wzrostu gospodarczego. Eksperci zalecili podjęcie kilku działań, by zminimalizować ryzyko przenoszenia wirusa w szkołach. Wśród tych zaleceń jest chociażby uzależnienie wielkości klas od liczby nowych infekcji. Wirusolodzy opowiedzieli się także za konsekwentnym noszeniem maseczek podczas zajęć.

(DPA/TAGESSCHAU)/gwo

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>

Short teaser Instytut Roberta Kocha w Berlinie poinformował o 1147 nowych infekcjach w ciągu doby w Niemczech.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Podr%C3%B3%C5%BCe%20ponad%20bezpiecze%C5%84stwem%3F%20Apel%20o%20zakaz%20podr%C3%B3%C5%BCownia&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54487441&x4=11400&x5=Podr%C3%B3%C5%BCe%20ponad%20bezpiecze%C5%84stwem%3F%20Apel%20o%20zakaz%20podr%C3%B3%C5%BCownia&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpodr%C3%B3%C5%BCe-ponad-bezpiecze%C5%84stwem-apel-o-zakaz-podr%C3%B3%C5%BCownia%2Fa-54487441&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/podróże-ponad-bezpieczeństwem-apel-o-zakaz-podróżownia/a-54487441?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54460251_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/E. Lalmand

Item 13
Id 54487773
Date 2020-08-07
Title Niemcy. Eksport ponownie zwyżkuje
Short title Niemcy. Eksport ponownie zwyżkuje
Teaser Z danych Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że niemiecki eksport wychodzi z koronakryzysu na prostą z wysoką dynamiką wzrostu. Branża jest optymistyczna.

Po szoku z powodu pandemii niemiecki eksport rośnie obecnie w tempie niespotykanym od około 30 lat. W czerwcu wzrósł on o 14,9 procent, chociaż ekonomiści liczyli na około 13 procent. Ze względu na związaną z pandemią recesję u wielu ważnych partnerów handlowych eksport pozostaje jednak poniżej poziomu z roku poprzedniego. Niemieckie firmy dostarczyły za granicę towary o wartości 96,1 mld euro. Było to o 9,4 procent mniej niż w czerwcu ubiegłego roku. Import spadł o dziesięć procent do 80,5 mld euro.

Najniższy poziom w kwietniu

Kwiecień był do tej pory słabym punktem w niemieckim handlu zagranicznym. Tymczasowe zamykanie granic, zakłócenia w logistyce i przerwy w łańcuchach dostaw pozostawiają głębokie ślady . Eksporterzy niemieccy odczuli jednak ostatnio skutki ożywienia gospodarczego w wielu krajach. Według badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Gospodarczych Ifo w lipcu, całą branżę ogarnął ostrożny optymizm. Ostatnio Związek Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) i Związek Przemysłu Niemieckiego (BDI) przewidywały na rok 2020 15-procentowy spadek eksportu.

Obok konsumpcji prywatnej, eksport jest jednym z filarów niemieckiej gospodarki. Gwałtownie wzrosła również produkcja przemysłowa.

(ARD/jar)

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Z danych Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że niemiecki eksport wychodzi z koronakryzysu na prostą.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Niemcy.%20Eksport%20ponownie%20zwy%C5%BCkuje&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54487773&x4=11398&x5=Niemcy.%20Eksport%20ponownie%20zwy%C5%BCkuje&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-eksport-ponownie-zwy%C5%BCkuje%2Fa-54487773&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-eksport-ponownie-zwyżkuje/a-54487773?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53739202_401.jpg
Image caption Port przeładunkowy w Duisburgu w Zagłębiu Rury
Image source picture-alliance/dpa/B. Thissen

Item 14
Id 54485596
Date 2020-08-07
Title Nord Stream 2: senatorzy USA grożą, Berlin oburzony
Short title Nord Stream 2: senatorzy USA grożą, Berlin oburzony
Teaser W niemiecko-amerykańskim sporze o gazociąg Nord Stream 2 trzech senatorów przeszło do ataku. Kategorycznie domagają się od portu Sassnitz wycofania z projektu. MSZ w Berlinie jest oburzony.

Bez ogródek amerykańscy senatorowie zagrozili zarządowi portu Sassnitz GmbH na Rugii „miażdżącymi sankcjami prawnymi i gospodarczymi”, jeżeli przedsiębiorstwo nadal będzie wspierało budowę bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2. Port służy za bazę logistyczną ukończenia ostatniego podmorskiego odcinka gazociągu o długości 160 km. Nord Stream 2 ma połączyć Rosję i Niemcy. W porcie Sassnitz- Mukran są składowane tysiące rur. Cumują tam też rosyjskie statki do układania rur „Fortuna” i „Akademik Czerski”.

Senatorzy zarzucają zarządowi portu wspieranie Rosji. „Zaopatrywanie przez was 'Fortuny' lub 'Akademika Czerskiego' definitywnie będzie powodem do sankcji w chwili, kiedy jeden z tych statków zanurzy w wodzie rurę do budowy gazociągu Nord Stream 2” – napisali senatorowie Ted Cruz, Tom Cotton i Ron Johnson. Wszyscy trzej należą do Partii Republikańskiej prezydenta Donalda Trumpa.

„Jeżeli w dalszym ciągu będziecie stawiać do dyspozycji projektu Nord Stream 2 towary, usługi i wsparcie, (…) zniszczycie przyszły byt finansowy waszej firmy”, cytują fragmenty listu senatorów niemieckie dzienniki „Handelsblatt” i „Die Welt”. Zapowiadane sankcje mają być daleko idące: „Członkowie zarządu, dyrektorzy i akcjonariusze portu promowego Sassnitz GmbH zostaną objęci zakazem wjazdu do Stanów Zjednoczonych, a cały ich majątek lub udziały w majątku, które znajdują się w zakresie naszych kompetencji, zostaną zamrożone”. Ponadto amerykańskich obywateli i firmy obowiązywałby zakaz współpracy z portem.

Poważna ingerencja w suwerenność Niemiec

Rząd Niemiec zareagował z oburzeniem. Jak powiedział „Handelsblatt” sekretarz stanu w ministerstwie spraw zagranicznych Niels Annen (SPD), amerykańska polityka eksterytorialnych sankcji przeciwko bliskim partnerom i sojusznikom jest poważną ingerencją w „naszą narodową suwerenność”. Ton i treść listów z pogróżkami wysłanych ostatnio przez senatorów do niemieckich przedsiębiorstw jest całkowicie niestosowny. O niemieckiej i europejskiej polityce energetycznej „decydują wyłącznie Berlin i Bruksela, a nie Waszyngton”, podkreślił Annen.

Nord Stream 2, którym ma płynąć gaz z Rosji do Niemiec jest cierniem w oku Amerykanów. Z perspektywy Waszyngtonu Europa, a zwłaszcza Niemcy uzależniają się tym projektem od Rosji. Europa natomiast argumentuje, że Amerykanie nie chcą dopuścić do ukończenia gazociągu, żeby sprzedawać więcej swojego LNG.

(rtr, afp, ap, dpa/stas)

Short teaser W sporze między USA a RFN o gazociąg Nord Stream 2 trzech senatorów przeszło do ataku. MSZ w Berlinie jest oburzony.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Nord%20Stream%202%3A%20senatorzy%20USA%20gro%C5%BC%C4%85%2C%20Berlin%20oburzony&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54485596&x4=11395&x5=Nord%20Stream%202%3A%20senatorzy%20USA%20gro%C5%BC%C4%85%2C%20Berlin%20oburzony&x6=1&x7=%2Fpl%2Fnord-stream-2-senatorzy-usa-gro%C5%BC%C4%85-berlin-oburzony%2Fa-54485596&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/nord-stream-2-senatorzy-usa-grożą-berlin-oburzony/a-54485596?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54473452_401.jpg
Image caption „Akademik Czerski” w porcie Sassnitz-Mukran
Image source picture-alliance/J. Koehler

Item 15
Id 54483058
Date 2020-08-07
Title Niemcy: Dwie szkoły już zamknięte z powodu koronawirusa
Short title Niemcy: Dwie szkoły już zamknięte z powodu koronawirusa
Teaser Zaledwie cztery dni temu uczniowie w Meklemburgii-Pomorzu Przednim wrócili do szkół. Dwie placówki zostały już zamknięte z powodu infekcji koronawirusem.

O zamknięciu szkół poinformowało w piątek (07.08.2020) ministerstwo edukacji w Schwerinie. Zakażony koronawirusem ma być uczeń szkoły podstawowej w nadbałtyckim Graal-Mueritz w okręgu Rostock. Jak podały władze okręgu, uczniowie z jego klasy zostali objęci kwarantanną. Od poniedziałku szkoła ma zostać zamknięta na dwa tygodnie, a dzisiaj (07.08.2020) lekcje mają odbywać się na dworze.

Kolejna infekcja dotyczy nauczycielki w gimnazjum w Ludwigslust w okręgu Ludwigslust-Parchim. Do placówek łącznie uczęszcza niemal 1000 uczniów.

Bez zaskoczenia

Minister edukacji Meklemburgii-Pomorza Przedniego Bettina Martin (SPD) przyznała, że nie jest zaskoczona koniecznością zamknięcia dwóch szkól. – Od samego początku mówiliśmy, że w szkołach będą przypadki osób, co do których będą zachodzić podejrzenia – powiedziała w piątek w Schwerinie. – Dopóki koronawirus nie zostanie pokonany i nie pojawi się szczepionka, musimy się z tym liczyć – tłumaczyła. Jak dodała, istotne jest, by w takich przypadkach natychmiast reagować i działać. Ochrona uczniów i uczennic, jak i pracowników placówek jest priorytetem, zaznaczyła Martin. Pomysł Mecklemburgii-Pomorza Przedniego na kontynuację nauczania jest taki „by w przypadku podejrzenia zakażenia w danej szkole reagować precyzyjnie i ograniczając pole działań tak, by nie doszło znów do zamykania szkół na dużą skalę”.

W Meklemburgii-Pomorzu Przednim lekcje rozpoczęły się dopiero w poniedziałek. To pierwszy kraj związkowy, który wznowił zajęcia po sześciotygodniowych wakacjach. W czwartek (06.08.2020) lekcje rozpoczęły się też w Hamburgu. W przyszłym tygodniu nadejdzie kolej na Szlezwik-Holsztyn, Berlin, Brandenburgię i Nadrenię Północną-Westfalię.

(DPA/AFP)/gwo

Short teaser Zaledwie cztery dni temu uczniowie w Meklemburgii-Pomorzu Przednim wrócili do szkół. Dwie placówki już zamknięto.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemcy%3A%20Dwie%20szko%C5%82y%20ju%C5%BC%20zamkni%C4%99te%20z%20powodu%20koronawirusa&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54483058&x4=11400&x5=Niemcy%3A%20Dwie%20szko%C5%82y%20ju%C5%BC%20zamkni%C4%99te%20z%20powodu%20koronawirusa&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-dwie-szko%C5%82y-ju%C5%BC-zamkni%C4%99te-z-powodu-koronawirusa%2Fa-54483058&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-dwie-szkoły-już-zamknięte-z-powodu-koronawirusa/a-54483058?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/45845711_401.jpg
Image source picturealliance/dpa/P. Pleul

Item 16
Id 54480324
Date 2020-08-07
Title Pompeo przyjeżdża do Europy. Niemcy omija
Short title Pompeo przyjeżdża do Europy. Niemcy omija
Teaser Sekretarz stanu USA Mike Pompeo rozpocznie w przyszłym tygodniu czterodniową podróż po Europie Środkowo-Wschodniej. W RFN nie będzie. Podróż dyplomatyczna czy kampania wyborcza Trumpa?

Dwa tygodnie po potwierdzeniu przez USA planów wycofania części swoich wojsk z Niemiec amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo przyjeżdża do Europy, ale nie do Berlina. W swojej rozpoczynającej się w przyszłym tygodniu, czterodniowej podróży odwiedzi Polskę, Czechy i Austrię – trzech sąsiadów Niemiec; i Słowację. Wszystkie te państwa są „wielkimi przyjaciółmi Ameryki”, powiedział Pompeo na konferencji prasowej w Waszyngtonie. „Oczekuję, że będzie to bardzo ważna i produktywna podróż”, podkreślił.

Akurat w dniu przyjazdu Pompeo do Europy szef niemieckiej dyplomacji Heiko Mass też udaje się na wschód – do Moskwy. Informacja o tej wizycie została opublikowana także w czwartek (6.08.2020) czasu środkowoeuropejskiego.

Nowy punkt krytyczny w stosunkach Berlin-Waszyngton

W ubiegłym roku Pompeo był w Niemczech dwa razy. Zapowiadana na maj 2019 pierwsza wizyta w Niemczech po objęciu przez niego stanowiska sekretarza stanu została w ostatniej chwili odwołana, Pompeo poleciał zamiast tego do Iraku. Polityczny Berlin uznał to za afront. Ale trzy tygodnie później Heiko Maas przyjmował go w Willi Borsig nad jeziorem Tegel, gościnnym domu niemieckiego MSZ. Po raz drugi Mike Pompeo przyjechał do Niemiec jesienią 2019, w 30. rocznicę upadku berlińskiego muru.

Nasilający się spór o gazociąg Nord Stream 2 i przede wszystkim planowana redukcja amerykańskich wojsk stacjonujących w RFN sprawiają, że stosunki między USA a Niemcami znalazły się w nowym punkcie krytycznym. Mimo to Berlin nie ustaje w zapewnianiu, jak ważny jest dialog z rządem prezydenta Donalda Trumpa. Podczas podróży Pompeo po Europie Środkowo-Wschodniej nie będzie do tego okazji, ani do pogłębienia, ani w ogóle prowadzenia tego dialogu.

„Rolą sekretarza stanu USA byłoby właściwie wyjaśnienie teraz planów wycofania amerykańskich wojsk z Niemiec”, powiedział agencji DPA polityk Zielonych ds. spraw polityki zagranicznej Omid Nouripour. „Zamiast tego podróż Pompeo niestety nie wydaje się podróżą dyplomatyczną, tylko kampanią wyborczą Donalda Trumpa. Najwyraźniej Trump na chybił trafił wybrał Niemcy za cel swojej kampanii. Dlatego Pompeo nie odważa się przyjechać do Berlina”, dodał Nouripour.

Zdaniem natomiast eksperta CDU ds. polityki zagranicznej Rodericha Kiesewettera, stosunki niemiecko-amerykańskie potrzebują nowego początku. „Jest oczywiste, że obecna administracja USA schodzi Niemcom z oczu”, powiedział agencji DPA.

Przegrupowanie amerykańskich wojsk w Europie może być tematem podczas wizyty Pompeo w Polsce, gdzie USA chce stacjonować dalszych 1000 żołnierzy.

Czechy, Słowenia, Austria i Polska

Do Pragi Pompeo ma przyjechać we wtorek a w środę spotka się z premierem Andrejem Babiszem, który przerywa z tej okazji urlop. Według czeskiej minister finansów Aleny Schillerovej wizyta sekretarza stanu USA w Pradze była planowana właściwie na maj – z okazji 75. rocznicy wyzwolenia przez armię USA Zachodniej Czechosłowacji spod niemieckiej okupacji. Z powodu pandemii koronawirusa uroczystości zostały jednak przełożone.

Kolejnym przystankiem podróży Pompeo jest w czwartek Słowenia. W piątek Wiedeń, gdzie amerykański dyplomata ma się spotkać z kanclerzem Sebastianem Kurzem, ministrem spraw zagranicznych Alexandrem Schallenbergiem i ministrem finansów Gernotem Blümelem. Jak podało austriackie MSZ, przy okazji rozmowy telefonicznej w czerwcu szef resortu zaprosił swego amerykańskiego kolegę do Wiednia, „dla pogłębienia strategicznego partnerstwa”.

W sobotę, 15 sierpnia Mike Pompeo przyjedzie do Warszawy, gdzie ma się spotkać z premierem Mateuszem Morawieckim, ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem i prezydentem Andrzejem Dudą. Według rzecznika Departamentu Stanu rozmowy będą dotyczyć „współpracy między USA a Polską, w tym pogłębiania relacji obronnych, umowy o poszerzaniu współpracy obronnej, wychodzenia z pandemii COVID-19, zapewnienia bezpieczeństwa sieciom 5G oraz zwiększania bezpieczeństwa energetycznego i usprawniania infrastruktury w ramach Inicjatywy Trójmorza. (…) Wizyta służyć będzie również upamiętnieniu rocznicy Bitwy Warszawskiej w 1920 roku, w której wojska polskie pokonały bolszewików”.

Maas w Moskwie

Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas wyrusza tymczasem w poniedziałek w swoją drugą, od czasu rozpoczęcia się w marcu koronakryzysu, oficjalną podróż poza granice UE. Pierwsza zaprowadziła go do Izraela, celem drugiej jest Rosja. USA w tych miesiącach Maas nie odwiedził.

W Moskwie spotka się z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem, po czym pojedzie do St. Petersburga na uroczystości poświęcone pamięci ofiar oblężenia Leningradu przez niemieckie wojska. Blokada miasta kosztowała życie ponad milion ludzi. Rząd Niemiec wspiera kwotą 12 mln euro szpital dla weteranów wojennych i żyjących jeszcze ofiar blokady. Maas i Ławrow uzgodnili to w ubiegłym roku.

(dpa/stas)

Short teaser W swojej podróży po Europie Pompeo odwiedzi m.in. Polskę. Podróż dyplomatyczna czy kampania wyborcza Trumpa?
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Pompeo%20przyje%C5%BCd%C5%BCa%20do%20Europy.%20Niemcy%20omija&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54480324&x4=11395&x5=Pompeo%20przyje%C5%BCd%C5%BCa%20do%20Europy.%20Niemcy%20omija&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpompeo-przyje%C5%BCd%C5%BCa-do-europy-niemcy-omija%2Fa-54480324&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/pompeo-przyjeżdża-do-europy-niemcy-omija/a-54480324?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54454151_401.jpg
Image caption Sekretarz stanu USA Mike Pompeo
Image source picture-alliance/AP/P. Martinez Monsivais

Item 17
Id 54478859
Date 2020-08-07
Title Die Welt o zaprzysiężeniu Dudy: zwycięstwo na punkty?
Short title Die Welt o zaprzysiężeniu Dudy: zwycięstwo na punkty?
Teaser Orędzie prezydenta Andrzeja Dudy zawierało pojednawcze akcenty, chociaż jego agresywna kampania wcześniej podzieliła kraj. W parlamencie zabrakło wielu posłów PO. Czy dzięki temu prezydent odniósł zwycięstwo na punkty?

„Gorąca kampania przed wyborami prezydenckimi w Polsce zakończyła się co prawda trzy tygodnie temu, jednak w kraju nadal nie ma spokoju. Konflikt między obozem rządowym a opozycją widoczny był nawet w dzień zaprzysiężenia Andrzeja Dudy” – pisze Philipp Fritz w internetowym wydaniu dziennika „Die Welt” komentując zaprzysiężenie prezydenta w Zgromadzeniu Narodowym.

Wielu posłów największej partii opozycyjnej PO zaprotestowało przeciwko rozpoczęciu przez Dudę drugiej kadencji. Nie przyszli na uroczystość w parlamencie. Wcześniej kwestionowali wynik wyborów ze względu na zaangażowanie „całego aparatu państwowego” po stronie Dudy. Sąd Najwyższy odrzucił jednak ich protest – czytamy w „Die Welt“.

Podzielona Polska

Autor zwraca uwagę na fakt, że w czasie, gdy parlamentarzyści PiS-u oklaskiwali swojego prezydenta i skandowali jego nazwisko, obecni na sali posłowie PO milczeli. To obraz parlamentu, który utracił zdolność do parlamentarnej polemiki – „logiczny skutek kampanii wyborczej, która jedynie pogłębiła podziały w polskim społeczeństwie” – ocenia autor.

Fritz przypomina, że Duda mobilizował swoich zwolenników za pomocą kampanii skierowanej przeciwko mniejszościom seksualnym. „Tak zwana ideologia LGBT była dominującym tematem kampanii wyborczej” – zaznacza.

Jego zdaniem państwowa telewizja TVP wyraźnie popierała Dudę i agitowała przeciwko kandydatowi opozycji, co spotkało się z krytyką organizacji międzynarodowych, w tym Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Pojednanie czy konfrontacja?

Fritz zaznacza, że sam Duda przyznał wobec swoich zwolenników, że kampania była częściowo „zbyt ostra”. Jego zdaniem wątpliwe jednak jest, czy Duda uzna za swoje zadanie wprowadzenie do polskiej polityki bardziej pojednawczego tonu, chociaż jego orędzie sprawiało takie wrażenie.

„Chcę być prezydentem polskich spraw, moich wyborców, ale także tych, którzy mnie nie wybrali” – cytuje Dudę niemiecki dziennikarz.

Tęczowa Lewica

Autor zwraca uwagę na akcję protestacyjną parlamentarzystek Lewicy, w ubraniach i maseczkach w kolorach tęczy. Jak wyjaśnia, w ten sposób zwróciły uwagę na „homofobiczną kampanię” i trudną sytuację gejów i lesbijek w Polsce, przede wszystkim na południowym wschodzie kraju, gdzie powstały strefy wolne od LGBT. „Homoseksualiści obawiają się wykluczenia i zagrożenia” – stwierdza.

Zdaniem „Die Welt”, aby odnosić sukcesy w przyszłości, nie wystarczy mieć po swojej stronie instytucji i państwowych mediów. Dlatego Duda i PiS będą musieli zabiegać o ludzi spoza twardego elektoratu, jeżeli nie chcą, aby polskie społeczeństwo ulegało dalszemu rozbiciu. „Aby to osiągnąć, muszą w ramach cywilizowanej dyskusji stawić czoło krytyce” - pisze.

Pierwsze zwycięstwo na punkty?

Duda odniósł prawdopodobnie pierwsze zwycięstwo na punkty – ocenia Fritz. Nieobecność tak wielu posłów PO na jego zaprzysiężeniu mogła zostać odebrana przez większość Polaków jako przejaw arogancji. Liberalno-konserwatywna partia opozycyjna od lat i tak walczy z wizerunkiem elitarnego ugrupowania wynoszącego się ponad innych, co PiS wykorzystuje prezentując się jako „partia polska” i partia „polskich interesów”.

Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość myśli poważnie (o rozszerzeniu swojej bazy), to będzie musiało występować bardziej umiarkowanie, zarówno w polityce krajowej, jak i zagranicznej. Orędzie Dudy jest być może pierwszym krokiem w tym kierunku – pisze w konkluzji Fritz.

Niniejszy artykuł prezentuje opinie wyrażone na łamach niemieckiej prasy i niekoniecznie odzwierciedla stanowisko redaktora Sekcji Polskiej Deutsche Welle.

Short teaser Orędzie prezydenta Dudy zawierało pojednawcze akcenty, chociaż jego agresywna kampania wcześniej podzieliła kraj.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::Die%20Welt%20o%20zaprzysi%C4%99%C5%BCeniu%20Dudy%3A%20zwyci%C4%99stwo%20na%20punkty%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54478859&x4=30855&x5=Die%20Welt%20o%20zaprzysi%C4%99%C5%BCeniu%20Dudy%3A%20zwyci%C4%99stwo%20na%20punkty%3F&x6=0&x7=%2Fpl%2Fdie-welt-o-zaprzysi%C4%99%C5%BCeniu-dudy-zwyci%C4%99stwo-na-punkty%2Fa-54478859&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/die-welt-o-zaprzysiężeniu-dudy-zwycięstwo-na-punkty/a-54478859?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54150750_401.jpg
Image caption Prezydent Polski Andrzej Duda
Image source Reuters/A. Szmigiel

Item 18
Id 54471303
Date 2020-08-07
Title Protesty przeciwko restrykcjom w czasie pandemii. Kto za tym stoi?
Short title Protesty przeciwko restrykcjom. Kto za tym stoi?
Teaser Od miesięcy ludzie w Niemczech regularnie demonstrują przeciwko restrykcjom narzuconym pandemią. W ostatni weekend demonstracja w Berlinie przybrała bezprecedensowe rozmiary. Kto mobilizuje uczestników?

Na placu przed Bramą Brandenburską w ostatnią sobotę (1.08.2020) stał ściśnięty tłum demonstrantów, powiewały flagi. Niektórzy skandowali: „Jesteśmy drugą falą”, „Opór”. Były to nietypowe obrazki dla Berlina tych dni.

Niezwykła była też zbieranina protestujących - niejednorodna grupa składająca się głównie z prawicowych radykałów, wyznawców teorii spiskowych, przeciwników szczepień i ezoteryków. Pod wątpliwym hasłem „Dzień wolności - koniec pandemii” demonstrowali przeciwko restrykcjom z powodu pandemii. Tytuł „Dzień wolności” nosił propagandowy film nazistowskiej ikony Leni Riefenstahl o konferencji partyjnej NSDAP w 1935 r.

Do protestu w Berlinie jako pierwsza wezwała kontrowersyjna stuttgarcka inicjatywa „Querdenken 711”. Inicjatywa ta była już organizatorem demonstracji w Stuttgarcie, największych jak dotąd w kraju i jest wspierana m.in. przez przeciwników szczepień. Tysiące ludzi z innych niemieckich krajów związkowych podążyło za wezwaniem „Querdenken 711” i wybrało się do Berlina. Według danych policji było ich około 20 tysięcy.

Zjednoczeni wiarą w teorie spiskowe

Nad głowami ludzi trzepotały czarno-biało-czerwone flagi, dawne barwy II Rzeszy Niemieckiej - prawicowy symbol. Często jako sprzeciw wobec niemieckiej demokracji używają jej tak zwani „Obywatele Rzeszy” i inne prawicowe ugrupowania. Obok nich maszerowali ramię w ramię lub tańczyli ludzie niosący tęczowe flagi z hasłem: „Pokój” oraz tablice z napisem „Jezus żyje”.

W samym środku tych mas nie zabrakło rodzin i osób, które są po prostu zaniepokojene działaniami mającymi na celu powstrzymanie koronawirusa. Przy tym nie są oni wyznawcami jakichkolwiek teorii spiskowych. I o dziwo, te różnice światopoglądowe protestujących nie zdawały się nikogo niepokoić.

Pomimo niejednorodnego charakteru demonstrantów łączy ich jednak brak akceptacji i odrzucenie restrykcji przeciwko pandemii. Wielu z nich odczuwa również głęboką nieufność do mediów. Raz po raz dziennikarka DW była obrażana, molestowana i agresywnie proszona o zdjęcie maseczki ochronnej.

Wrogowie Merkel i Gates

Wymowa niektórych plakatów i transparentów była jasna: ich posiadacze zaprzeczają istnieniu patogena i uważają, że koronawirus jest oszustwem na wielką skalę. A niemiecki rząd chce zmienić kraj w dyktaturę. Kilku demonstrantów nosiło na ubraniach gwiazdy Dawida, z napisem „nieszczepieni”. Tym samym przeciwnicy szczepień porównują się do Żydów prześladowanych w czasach narodowego socjalizmu i postrzegają obecną sytuację w Niemczech jako rzekomą dyktaturę, szczepienia kojarzą z faszyzmem. Dlatego kanclerz Angela Merkel (CDU) oraz znany wirusolog Christian Drosten, jak i minister zdrowia Jens Spahn (CDU) zostali nazwani „politykami wypełniania”.

Często pojawiały się też tablice z napisem „Nie dawaj szansy Gatesowi”. Gdyż według tej teorii spiskowej, założyciel Microsoftu Bill Gates, chce, aby wszyscy ludzie zostali przymusowo zaszczepieni i żeby w ten sposób wszczepiono im także mikrochipy.

Teorie spiskowe, które pojawiły się na banerach i koszulkach od czasu rozpoczęcia protestów w Niemczech, niejednokrotnie mają swoje źródła w sieci. Niektórzy wybitni gracze sceny prawicowej oraz zwolennicy teorii spiskowych rozpowszechniają je z pomocą mediów społecznościowych. Ich apele odgrywają zasadniczą rolę w nakłanianiu ludzi do wychodzenia w ogóle na ulice. Raz po raz można zobaczyć na tablicach demonstrantów odniesienia do treści propagowanych na kanałach internetowych.

Mistrzowie manipulacji

Pierwsza demonstracja przeciwko obostrzeniom wiązanym z koronawirusem została zainicjowana cztery miesiące temu przez byłego dziennikarza Anselma Lenza. Lenz, który należy do środowiska lewicującego, twierdzi, że państwo „sprzymierzyło się z firmami farmaceutycznymi i cyfrowymi w celu zniesienia demokracji”. Na tę pierwszą demonstrację na berlińskim placu im. Róży Luxemburg przyszło tylko 40 osób. Miesiąc później wzięło w niej udział około tysiąca demonstrantów i już w tym momencie zawieszono transparenty „nie dajcie Gatesowi szansy” oraz mówiono o „dyktaturze szczepień”.

Jednym z pierwszych, który zaangażował się w ruchy protestacyjne, był Ken Jebsen. Były prezenter radiowy został zwolniony w 2011 r. za antysemickie wypowiedzi. Od tego czasu dzięki własnemu kanałowi na YouTube i stronie internetowej KenFM zbudował alternatywną markę medialną. Zasięg: 490 tys. abonentów. To on na jednej z pierwszych demonstracji przeprowadził wywiad z Anselemem Lenzem.

Na YouTube Jebsen rozpowszechnia również informacje, że Bill Gates, aby zarobić na szczepionce, rzekomo infiltruje Światową Organizację Zdrowia (WHO). Wideo Jebsena zbiera poklask jego zwolenników i jest masowo dystrybuowane, otrzymując tygodniowo trzy miliony klików.

Bill Gates jest również głównym wrogiem telewizyjnego szefa kuchni Attili Hildmanna. Ten popularny autor wegańskich książek kucharskich, po kilku tygodniach pandemii zaczął aktywnie negować istnienie koronawirusa. Po tym, jak Instagram zablokował mu konto, Hildmann przeniósł się wraz ze swoimi zwolennikami do komunikatora internetowego Telegram. Aktualnie jego profil śledzi ponad 68 tys. ludzi. Hildmann nazywa Billa Gatesa szatanistą, Angelę Merkel marionetką Chin i wzywa w razie konieczności do użycia broni, by bronić się przed restrykcjami przeciwko pandemii.

W tę samą tubę dmie także inny zwolennik teorii spiskowych Heiko Schrang. W swoich filmach na YouTube mówi na przemian o rzekomej manipulacji społeczeństwem przez media głównego nurtu, jak i o tym, że koronawirus jest wymysłem, a odpowiedzialne społeczeństwo nie powinno słuchać „tych na górze”.

Te daleko idące teorie spiskowe tworzą wspólnego wroga: Jest nim państwo niemieckie, Bill Gates lub tak zwany „światowy spisek syjonistyczny”. I w alternatywnym świecie mediów te prymitywne teorie mają sens, ich propagatorzy koordynują je ze sobą, a niektóre z nich idealnie się uzupełniają.

„Bojownicy o wolność”

Kiedy jednak liczba infekcji spadła, a zniesienie obostrzeń wywołało zadowolenie w społeczeństwie, osobom zaprzeczającym istnienie koronawirusa zabrakło nagle argumentów. Ale teraz liczba zakażeń w Niemczech ponownie rośnie i dyskutuje się też o możliwym drugim lockdownie, dlatego ruch sceptyków i zwolenników teorii spiskowych znów nabiera tempa. Kiedy w ubiegłym tygodniu 20 000 osób w Berlinie odpowiedziało na wezwanie inicjatywy „Querdenken 711” ze Stuttgartu, Jebsen i Hildmann nadawali na żywo na swoich kanałach i chwalili „bojowników o wolność”. Podobnie jak tłumy zwolenników demonstracji, także oni rozpowszechniali całkowicie przesadzoną liczbę jej uczestników, wynoszącą rzekomo ponad milion.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Wielu uczestników demonstracji nosiło koszulki ze złotą kropką w złotym kole, wzorując się na okładce książki Heiko Schranga. Nic dziwnego, ponieważ na sobotniej demonstracji w Berlinie Schrang był czymś w rodzaju gościa na prawach gwiazdy. Ze sceny zagrzewał zebranych. I obiecywał wielką przyszłość. Zapewniał, że wyzwolenie z „dyktatury koronakryzysu” w końcu się rozpoczęło. Nagranie swojego wystąpienia na YouTube nazywał „Letnim snem 2020”. Tylko w ciągu pierwszej godziny na nagranie to kliknięto ponad 13 tys. razy.

Short teaser Od miesięcy dochodzi w Niemczech do demonstracji przeciwko restrykcjom narzuconym pandemią. Kto mobilizuje uczestników?
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Protesty%20przeciwko%20restrykcjom%20w%20czasie%20pandemii.%20Kto%20za%20tym%20stoi%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54471303&x4=11400&x5=Protesty%20przeciwko%20restrykcjom%20w%20czasie%20pandemii.%20Kto%20za%20tym%20stoi%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fprotesty-przeciwko-restrykcjom-w-czasie-pandemii-kto-za-tym-stoi%2Fa-54471303&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/protesty-przeciwko-restrykcjom-w-czasie-pandemii-kto-za-tym-stoi/a-54471303?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2020/bpol200716_004_5g_01i_partner.jpg

Item 19
Id 54472834
Date 2020-08-07
Title Niemiecka prasa o obowiązku testu na koronawirusa: za późno
Short title Niemiecka prasa o obowiązku testu na koronawirusa: za późno
Teaser Piątkowe wydania gazet poświęcone są obowiązującym od soboty testom na koronawirusa dla przyjeżdzających z obszarów ryzyka.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”komentuje:

„Tak długo, jak długo nie będzie szczepionki, społeczeństwa muszą się nastawić na utrzymującą się falę zakażeń. Jak dotąd nie odwołano alarmu i tylko lekkomyślność może prowadzić do takich zachowań, jakby to wszystko wcale nie było tak straszne. Im dłużej trwa pandemia, tym więcej zagrożonych jest nie tylko istnień ludzkich, lecz także egzystencji. Zatem zmienia się dobór surowych środków zapobiegawczych. Obowiązek badania osób powracających z obszarów ryzyka jest przy tym stosunkowo łagodny. Każdemu, kto podejmuje ryzyko, należy przypomnieć, najpóźniej w momencie wjazdu, że wolność nie jest pozbawiona odpowiedzialności. Szkoły obecnie to demonstrują. Są one ponownie otwierane, by robić to, co jest możliwe, przy odpowiedzialnym zachowaniu otoczenia oraz dlatego, że życie po prostu musi toczyć się dalej”.

Dziennik „Volksstimme" z Magdeburga pisze:

„W Niemczech liczba zgłaszanych dziennie infekcji koronawirusem wzrosła do ponad 1000. To przerażający poziom, jak z początków maja. To był okres, kiedy wprowadzano ostrożne rozluźnienie w ograniczeniach związanych z pandemią. Kto przy nowych danych liczbowych sprzeciwiłby się obowiązkowym testom dla osób powracających z obszarów ryzyka? Jednakże wątpliwy jest fakt, że te kontrole mają pozostać darem od państwa. Testy są tylko sposobem na powstrzymanie rozprzestrzeniania się infekcji. To wszystko. Wirus zostaje na świecie i nie ma antidotum na Covid-19. Powrót do lockdownu stoi na ostrzu noża. Niemcy prawdopodobnie miałyby możliwość, aby zapobiec ponownemu zatrzymaniu gospodarki. Inni nie. Dlatego Egipt domaga się, by go skreślono z listy obszarów ryzyka. Okazuje się, że przyznanie Turcji takiego quasi-zwolnienia było katastrofalne. Każde kolejne otwarcie byłoby o jednym za dużo”.

„Straubinger Tagblatt/Landshuter Zeitung” jest zdania:

„W dłuższej perspektywie przepisy będą traktowane poważnie tylko wtedy, gdy ich przestrzeganie będzie kontrolowane. Ale kto wie, że już od tygodni każdy, kto przybywa z obszaru ryzyka, musi zgłosić się do urzędu zdrowia publicznego i - jeśli nie ma negatywnych wyników badań - musi przejść kwarantannę? Osoby przylatujące samolotem łatwo przepuścić przez stacje testowe na lotniskach. Z tymi, którzy przyjeżdżają samochodem, będzie trudniej. Wtedy możliwe są tylko kontrole wyrywkowe. Dlatego ważne jest, aby komunikować się nt. środków zaradczych i wyjaśniać ich znaczenie. I żeby wskazać, o jaką stawkę chodzi”.

Natomiast dziennik „Pforzheimer Zeitung" przekonuje:

„Minister zdrowia Jens Spahn może rozpatrywać sprawę, jak chce: Wchodzący od jutra obowiązek przeprowadzenia testu na koronawirusa dla osób powracających z obszarów ryzyka, jest za późny. Wiele osób wróciło już do Niemiec z wakacji lub wizyt rodzinnych, przykładowo z Turcji lub Chorwacji. Ma to swój udział w 1000 nowych zakażeń zgłoszonych wczoraj przez Instytut Roberta Kocha i jest to kolejny powód do niepokoju. Ze względu na długi okres inkubacji, dzisiejsze dane liczbowe odzwierciedlają rzeczywistość, która może być nawet sprzed dwóch tygodni. Rzeczywisty wskaźnik infekcji może być znacznie wyższy. Jest zatem uzasadnione, jeśli państwo nadal wymaga od swoich obywateli przestrzegania pewnych zasad”.

„Neue Osnabruecker Zeitung" pyta:

„Jak zatem będzie po wakacjach, w szczególności w obliczu powracających podróżnych i rozpoczęcia roku szkolnego? W najbliższych miesiącach nacisk zostanie położony na poczucie odpowiedzialności i zdrowy rozsądek każdego z osobna. (...) To będzie kompromis: tak dużo swobody, jak to możliwe, a wraz ze wzrostem liczby zarażonych osób, jak najwięcej izolacji, ograniczeń regionalnych i badań w razie potrzeby. Społeczeństwo znalazło kompromis, aby poradzić sobie z kryzysem: jest nim wkalkulowane ryzyko”.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Piątkowe wydania gazet komentują obowiązujące od soboty testy na koronawirusa dla przyjeżdzających z obszarów ryzyka.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20obowi%C4%85zku%20testu%20na%20koronawirusa%3A%20za%20p%C3%B3%C5%BAno&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54472834&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20obowi%C4%85zku%20testu%20na%20koronawirusa%3A%20za%20p%C3%B3%C5%BAno&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-obowi%C4%85zku-testu-na-koronawirusa-za-p%C3%B3%C5%BAno%2Fa-54472834&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200807&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-obowiązku-testu-na-koronawirusa-za-późno/a-54472834?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54400340_401.jpg
Image caption Od soboty na niemieckich lotniskach obowiązują testy dla osób przyjeżdżających z obszarów ryzyka
Image source picture-alliance/rtn - radio tele nord/F. Bründel

Item 20
Id 54471788
Date 2020-08-06
Title Europejski Nakaz Aresztowania dla byłej strażniczki w KL Flossenbürg
Short title Europejski Nakaz Aresztowania dla byłej strażniczki obozu
Teaser Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec obywatelki Niemiec – byłej strażniczki w filii niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Flossenbürg. Więziono w nim uczestniczki Powstania Warszawskiego.

Nawet jeśli minęło wiele lat to zbrodniarze nie mogą spać spokojnie – oświadczył naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu prokurator Sylwester Napieralski.

Kobieta, która jest podejrzaną – dziś już 94 letnia – była nadzorczynią SS (SS Aufseherin) w obozie pracy przymusowej Mittweida, filii niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Flossenbürg. Ma odpowiadać za współudział w popełnieniu w latach 1944–1945 zbrodni przeciwko ludzkości na obywatelach polskich osadzonych w tym obozie, polegających na zabójstwach i celowym stworzeniu warunków zmierzających do ich biologicznego wyniszczenia. Na razie polski prokurator ustalił dane dwóch Polek zastrzelonych przez Niemców. Według polskiej prokuratury podejrzana uczestniczyła w trwającym od 13 kwietnia do 8 maja 1945 roku ,,marszu śmierci” więźniów z Mittweida przez Hainichen i Freiberg w kierunku Pragi, do którego doszło po ewakuacji obozu. W trakcie ewakuacji rozstrzelano kilkadziesiąt wyczerpanych fizycznie więźniarek, w tym dwie Polki, które nie były w stanie wytrzymać tempa marszu.

Zemsta na powstańcach

Niemiecki obóz pracy przymusowej Mittweida założono 9 października 1944 roku. Osadzano w nim kobiety, w tym Polki, w dużej mierze zatrzymane przez niemieckie władze okupacyjne w związku z wybuchem Powstania Warszawskiego. W toku śledztwa polscy prokuratorzy ustalili dane 177 Polek uwięzionych w tym obozie, zakwalifikowanych jako więźniów politycznych. Zostały one skierowane do pracy przymusowej w firmie zbrojeniowej Lorenz AG, gdzie wykonywały ciężką pracę fizyczną przez 24 godziny na dobę w systemie dwuzmianowym.

Warunki bytowe panujące w obozie zagrażały ludzkiej egzystencji. Racje żywnościowe były głodowe, brakowało opieki medycznej, zabraniano korzystania z łaźni, i aż do Świąt Bożego Narodzenia w 1944 roku więźniarki nie otrzymały zimowej odzieży. Działania dowództwa obozu, w tym nadzorczyń SS, polegały na stosowaniu terroru wobec osadzonych, więźniarki były regularnie bite i maltretowane.

W toku śledztwa ustalono, że podejrzana nadal żyje i mieszka w Niemczech. Teraz grozi jej kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

Short teaser Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec obywatelki RFN, b. strażniczki niemieckiego obozu.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Europejski%20Nakaz%20Aresztowania%20dla%20by%C5%82ej%20stra%C5%BCniczki%20w%20KL%20Flossenb%C3%BCrg&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54471788&x4=11395&x5=Europejski%20Nakaz%20Aresztowania%20dla%20by%C5%82ej%20stra%C5%BCniczki%20w%20KL%20Flossenb%C3%BCrg&x6=1&x7=%2Fpl%2Feuropejski-nakaz-aresztowania-dla-by%C5%82ej-stra%C5%BCniczki-w-kl-flossenb%C3%BCrg%2Fa-54471788&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/europejski-nakaz-aresztowania-dla-byłej-strażniczki-w-kl-flossenbürg/a-54471788?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/18370908_401.jpg
Image caption Niemiecki obóz koncentracyjny KL Flossenbürg
Image source picture alliance/akg-images

Item 21
Id 54470541
Date 2020-08-06
Title Ekspert: Hezbollah magazynował w Niemczech saletrę amonową
Short title Ekspert: Hezbollah magazynował w Niemczech saletrę amonową
Teaser Eksplozję w Bejrucie najprawdopodobniej wywołał wybuch saletry amonowej. Obecnie ujawniono, że Hezbollah składował ją także w południowych Niemczech, dopóki nie dotarło to do wiadomości odpowiednich władz.

Prawie trzy tysiące ton saletry amonowej wywołało we wtorek wieczorem w porcie w Bejrucie straszliwą eksplozję, która wstrząsnęła stolicą Libanu. Saletra amonowa jest używana zarówno do produkcji nawozów mineralnych, jak i materiałów wybuchowych. Obecnie ujawniono, że libańska milicja szyicka Hezbollah także w Niemczech miała dostęp do tej niebezpiecznej substancji.

"Skład zniszczono"

Ekspert rozgłośni RTL do spraw terroryzmu Michael Ortmann może potwierdzić, w oparciu o uzyskane przez siebie informacje, że w południowych Niemczech znaleziono zmagazynowaną tam saletrę amonową. Jej ilość wynosiła kilkaset kilogramów. Władze "wykryły ten skład i w odpowiedni sposób go zniszczyły", oświadczył Ortmann.

Na początku maja magazyn "The Times of Israel" doniósł, że zwolennicy radykalnej islamistycznej orgnizacji Hezbollah przechowują w magazynach w południowych Niemczech pewną ilość saletry amonowej. Z podanych przez ten magazyn informacji wynika, że izraelska służba wywiadowcza Mosad ostrzegła przed tym władze niemieckie i że nastąpiło to jeszcze zanim w kwietniu wydano w Niemczech zakaz działalności Hezbollahu. Ortmann nie może stwierdzić jednoznacznie, kiedy konkretnie Hazbollah zmagazynował saletrę amonową w Niemczech. Obok Mosadu Niemcy ostrzegły przed tym także tajne służby innych państw.

"Hezbollahowi nie brakuje celów"

Nie wiadomo dokładnie, do jakich celów Hezbollah chciał wykorzystać zmagazynowaną saletrę amonową. "Gdyby planował użyć jej do produkcji bomb, wtedy celem jego zamachów terrorystycznych mogłyby być, na przykład, różne instytucje żydowskie", twierdzi Ortmann. Równie dobrze jednak Hezbollah mógł zaatakować przy ich pomocy ambasady Izraela albo Stanów Zjednoczonych. "Hezbollahowi nie brakuje celów w Europie, ani w pozostałym świecie", mówi Michael Ortmann.

Bejrut to raczej wypadek, nie atak

Prezydent USA Donald Trump nie wyklucza,że do tragicznej eksplozji w Bejrucie mogło dojść wskutek zamachu. Podczas konferencji prasowej w Białym Domu Trump powiedział, że mógł to być zarówno "wypadek", jak i "atak". W tej chwili nie da się tego jeszcze stwierdzić z całą pewnością, dodał.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Sekretarz obrony USA Mark Esper skłania się do opinii, że był to tragiczny wypadek, na co wskazuje "większość źródeł". Pociągnął on za sobą śmierć przynajmniej 135 osób. Blisko 5 tysięcy osób zostało rannych. Eksplozja wywowała poważne zniszczenia w Bejrucie. Rząd Libanu zapowiedział pociągnięcie do odpowiedzialności winnych tej tragedii i przyznał, że saletra amonowa była przechowywana niewłaściwie, z pogwałceniem przepisów bezpieczeństwa.

(ntv.de, AFP/jak)

Short teaser Ujawniono, że libańska milicja szyicka składowała saletrę w Niemczech, dopóki nie dotarło to do wiadomości władz.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Ekspert%3A%20Hezbollah%20magazynowa%C5%82%20w%20Niemczech%20saletr%C4%99%20amonow%C4%85&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54470541&x4=11400&x5=Ekspert%3A%20Hezbollah%20magazynowa%C5%82%20w%20Niemczech%20saletr%C4%99%20amonow%C4%85&x6=1&x7=%2Fpl%2Fekspert-hezbollah-magazynowa%C5%82-w-niemczech-saletr%C4%99-amonow%C4%85%2Fa-54470541&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/ekspert-hezbollah-magazynował-w-niemczech-saletrę-amonową/a-54470541?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53287872_401.jpg
Image caption Niemcy: Policyjna obława na Hezbollah
Image source Reuters/H. Hanschke

Item 22
Id 54464068
Date 2020-08-06
Title Niemcy: Od soboty obowiązkowy test albo kwarantanna
Short title Niemcy: Od soboty obowiązkowy test albo kwarantanna
Teaser Każdy, kto wjeżdża do Niemiec z tzw. obszaru ryzyka, od soboty musi się poddać testowi na obecność koronawirusa. Jest to „zobowiązanie wobec całego społeczeństwa”, powiedział minister zdrowia.

„Zarządziłem, że przyjeżdżających z obszaru ryzyka obowiązuje od soboty przeprowadzenie testu”, zakomunikował w czwartek (6.08.2020) w Berlinie federalny minister zdrowia Jens Spahn. Podkreślił, że jest to „uzasadniona ingerencja”, bo „pandemia jeszcze nie minęła”.

Alternatywą jest przedłożenie wyniku testu, który nie jest starszy niż dwa dni. Turcja na przykład wymaga od wyjeżdżających z niej osób zaświadczenia z negatywnym wynikiem testu na koronawirusa. Nie może on być starszy niż 48 godzin. Minister Spahn przypomniał, że nadal obowiązuje też przepis, na którego mocy każdy, kto nie wykaże się negatywnym wynikiem testu, musi przejść dwutygodniową kwarantannę.

Drakońskie kary

Podróżni przybywający do Niemiec będą mieli do dyspozycji punkty pobrań, zwłaszcza na lotniskach. Możliwości przeprowadzenia testu będą istniały też przy wjeździe pociągiem lub samochodem. Już teraz „generalnie” istnieje w Niemczech możliwość przeprowadzenia testu na obecność SARS-CoV-2 w ciągu 72 godzin od wjazdu do kraju.

Osoby, które odmówią przeprowadzenia testu, mogą zostać obłożone grzywną w wysokości do 25 tys. euro. Testy są bezpłatne, mają je finansować początkowo kasy chorych. Na ten cel wykorzystana zostanie rezerwa płynności funduszu zdrowia, a fundusz otrzyma z tego względu wyższe dotacje federalne.

Liczy się każda, wykryta infekcja

„Liczy się każda, wykryta w ten sposób infekcja”, zaznaczył Spahn. Jednocześnie odrzucił zarzut ingerencji w prawa osobiste, wnoszony przy okazji obowiązkowych testów. Jak argumentował: „Istnieje też zobowiązanie wobec nas, jako społeczeństwa”.

Jako obszary ryzyka są sklasyfikowane niemal wszystkie państwa naszego globu, także USA czy Brazylia, a także wiele państw europejskich, które nie należą do UE, w tym Albania, Czarnogóra i Serbia. W Unii Europejskiej Instytut Roberta Kocha wymienia Luksemburg, region Antwerpii i regiony na północy Hiszpanii: Aragonię, Katalonię i Nawarrę. Także popularne wśród turystów cztery nadmorskie prowincje w Turcji, dla których niemiecki MSZ odwołał we wtorek ostrzeżenie dla podróżujących, w dalszym ciągu są zaliczane do obszarów ryzyka.

Głównym kryterium decydującym o tym, czy państwo lub region zostaną zaliczone do obszarów ryzyka, jest liczba potwierdzonych zakażeń – nie powinny one przekraczać w ciągu siedmiu dni 50 przypadków na 100 000 mieszkańców.

(AFP/stas)

Short teaser Każdy, kto wjeżdża do Niemiec z tzw. obszaru ryzyka, od soboty musi się poddać testowi na obecność koronawirusa.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemcy%3A%20Od%20soboty%20obowi%C4%85zkowy%20test%20albo%20kwarantanna&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54464068&x4=11400&x5=Niemcy%3A%20Od%20soboty%20obowi%C4%85zkowy%20test%20albo%20kwarantanna&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-od-soboty-obowi%C4%85zkowy-test-albo-kwarantanna%2Fa-54464068&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-od-soboty-obowiązkowy-test-albo-kwarantanna/a-54464068?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54461062_401.jpg
Image caption Minister zdrowia Jens Spahn wyjaśnia w Berlinie swoją decyzję
Image source picture-alliance/dpa/M. Kappeler

Item 23
Id 54464871
Date 2020-08-06
Title Miliardy ludzi nie mają dostępu do smartfonów
Short title Miliardy ludzi nie mają dostępu do smartfonów
Teaser Cały świat jest połączony w sieci. Dostęp do internetu można uzyskać niemal z każdego zakątka - teoretycznie. Jednak miliardy ludzi nie stać na smartfony.

Prawie 2,5 miliarda ludzi mieszka w krajach, w których telefon komórkowy kosztuje co najmniej ćwierć miesięcznych, a czasem nawet rocznych dochodów, informuje Sojusz na rzecz Przystępnego Internetu. Wielu ludzi też nie mogło sobie pozwolić na pakiety mobilnej transmisji danych. Sojusz porównał ceny smartfonów w 70 krajach o niskich i średnich dochodach, o łącznej populacji ponad 5 miliardów ludzi. W Sierra Leone w Afryce Zachodniej telefon komórkowy jest najdroższy. Kosztuje to ponad sześć średnich miesięcznych wynagrodzeń, co odpowiada 225 euro. Za Sierra Leone jest Burundi, a za nimi Indie. Tam, gdzie mieszka prawie jedna piąta całej ludności świata, najtańsze urządzenie kosztuje dwa średnie miesięczne wynagrodzenia, prawie 300 euro. Natomiast smartfon w Botswanie lub na Jamajce kosztuje tylko około 20 euro, czyli około 5 proc. średniego miesięcznego dochodu.

Brak urządzeń przystępnych cenowo

„Zdecydowana większość z kolejnego miliarda osób, które korzystają z internetu, zrobi to za pomocą urządzenia mobilnego”, powiedział Teddy Woodhouse, dyrektor ds. badań Web Foundation. „Jeśli chcemy mieć pewność, że ludzie mogą korzystać z zalet internetu, musimy sprawić, by urządzenia były bardziej przystępne cenowo”.

W czasie pandemii koronawirusa okazało się, że ludziom brakowało ważnych informacji natury zdrowotnej, ponieważ nie mieli dostępu do internetu. Smartfon nie jest luksusem, ale istotnym narzędziem pomocniczym. Sojusz wzywa rządy do zachęcania do produkcji tanich urządzeń, do obniżania podatków od nich i do dawania ludziom możliwości płacenia za nie w ratach.

Sojusz jest inicjatywą Web Foundation Tima Berners-Lee, który 30 lat temu, jako fizyk w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (Cern) w Genewie, stworzył techniczne podstawy World Wide Web, czyli połączonego systemu publicznych stron internetowych www.

(DPA/jar)

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Short teaser Dostęp do internetu można uzyskać z niemalże każdego zakątka. Ale miliardy ludzi nie stać na smartfony.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Miliardy%20ludzi%20nie%20maj%C4%85%20dost%C4%99pu%20do%20smartfon%C3%B3w&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54464871&x4=11400&x5=Miliardy%20ludzi%20nie%20maj%C4%85%20dost%C4%99pu%20do%20smartfon%C3%B3w&x6=1&x7=%2Fpl%2Fmiliardy-ludzi-nie-maj%C4%85-dost%C4%99pu-do-smartfon%C3%B3w%2Fa-54464871&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/miliardy-ludzi-nie-mają-dostępu-do-smartfonów/a-54464871?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 24
Id 54464707
Date 2020-08-06
Title Lufthansa wciąż przynosi duże straty. Zagrożone są 22 tysiące miejsc pracy
Short title Lufthansa wciąż przynosi duże straty
Teaser Pandemia koronawirusa także w drugim kwartale przyniosła Lufthansie miliardowe straty. Te, wspomagane obecnie przez państwo, linie lotnicze zamierzają poważnie zmniejszyć flotę i zatrudnienie.

Od kwietnia do czerwca straty netto Lufthansy wyniosły 1,5 mld euro. W tym samym czasie w roku ubiegłym ten niemiecki przewoźnik powietrzny wypracował zysk w wysokości 226 mln euro.

W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego Lufthansa przewozi tylko procent pasażerów, co oznacza spadek jej obrotów o 80 proc. do poziomu 1,9 mld euro. To, że sytuacja nie wygląda jeszcze gorzej, Lufthansa zawdzięcza rekordowym wynikom jej spółki-córki Lufthansy Cargo, która korzysta ze wzmożonego zapotrzebowania na przewozy towarowe drogą lotniczą.

Brak widoków na poprawę sytuacji

Ponieważ Lufthansa już w pierwszym kwartale bieżącego roku straciła tak wiele pieniędzy, jej straty w pierwszym półroczu wzrosły łącznie do około 3 mld euro. Mimo ponownie ożywionego ruchu lotniczego, koncern nie liczy na poprawę sytuacji w drugim półroczu. Analitycy są zdania, że w tym roku musi liczyć się ze stratami przed odsetkami i opodatkowaniem rzędu 5 mld euro.

"Przeżywamy obecnie cezurę w globalnym ruchu lotniczym", oświadczył prezes Lufthansy Carsten Spohr. Jego zdaniem, podzielanym przez fachowców z Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), sytuacja na rynku lotniczym na świecie powróci do normy, czyli do stanu przed wybuchem pandemii koronawirusa, dopiero w roku 2024, a więc o rok później niż pierwotnie przewidywano. W czerwcu tego roku Lufthansa została zmuszona do przyjęcia od państwa pomocy finansowej w wysokości 9 mld euro, co uratowało ją przed ogłoszeniem upadłości.

Pracownikom linii grożą zwolnienia

Z tego względu Lufthansa zamierza poważnie ograniczyć koszty własne. Planowane posunięcia obejmują zmniejszenie floty samolotów o przynajmniej 100 maszyn i skreślenie 22 tysięcy pełnoetatowych miejsc pracy. Do końca czerwca Lufthansa obniżyła już zatrudnienie o 8300 osób do poziomu 129 tysięcy 400 osób.

Prezes Lufthansy Carsten Spohr wycofał się ze swojej wcześniejszej obietnicy przeprowadzenia operacji zredukowania zatrudnienia w porozumieniu ze związkami zawodowymi w sposób jak najbardziej akceptowalny społecznie. Uzasadnił to przeciągającymi się rozmowami ze związkowcami i złą sytuacją na rynku lotniczym na świecie.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

(DPA, RTR, AFP/jak)

Short teaser Pandemia wciąż przynosi Lufthansie miliardowe straty. Linie zamierzają zmniejszyć flotę i zatrudnienie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Lufthansa%20wci%C4%85%C5%BC%20przynosi%20du%C5%BCe%20straty.%20Zagro%C5%BCone%20s%C4%85%2022%20tysi%C4%85ce%20miejsc%20pracy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54464707&x4=11398&x5=Lufthansa%20wci%C4%85%C5%BC%20przynosi%20du%C5%BCe%20straty.%20Zagro%C5%BCone%20s%C4%85%2022%20tysi%C4%85ce%20miejsc%20pracy&x6=1&x7=%2Fpl%2Flufthansa-wci%C4%85%C5%BC-przynosi-du%C5%BCe-straty-zagro%C5%BCone-s%C4%85-22-tysi%C4%85ce-miejsc-pracy%2Fa-54464707&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/lufthansa-wciąż-przynosi-duże-straty-zagrożone-są-22-tysiące-miejsc-pracy/a-54464707?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2020/bpol200625_007_turystyka_01i_partner.jpg

Item 25
Id 54464048
Date 2020-08-06
Title Eksplozja w Bejrucie: dlaczego saletra amonowa jest tak niebezpieczna
Short title Dlaczego saletra amonowa jest tak niebezpieczna
Teaser Przyczyną katastrofy w Libanie był wybuch ładunku saletry amonowej. Ale czym własciwie jest ta substancja?

Zdaniem premiera Libanu Hasana Diaba, przyczyną straszliwej eksplozji w Bejrucie mógł być wybuch bardzo dużej ilości saletry amonowej pochodzącej ze statku, który wskutek niesprawności technicznej został zatrzymany w 2013 roku w bejruckim porcie podczas rejsu z Gruzji do Mozambiku. Ocenia się, że od tamtego czasu w porcie składowano przez długie lata około 2750 ton tej groźnej substancji, bez zwracania uwagi na przepisy bezpieczeństwa.

Czym jest saletra amonowa?

Saletra amonowa to biała, krystaliczna sól, którą daje się stosunkowo tanio wyprodukować w wyniku zobojętnienia kwasu azotowego amoniakiem. Jest łatwo rozpuszczalna w wodzie i stosuje się ją na szeroką skalę w rolnictwie jako nawóz mineralny, ponieważ rośliny potrzebują do swojego wzostu dużo azotu.

W stanie czystym saletra amonowa nie jest niebezpieczna, ale ta substancja jest wrażliwa na ciepło. W temperaturze 32,2 stopnia Celsjusza saletra amonowa ulega przemianom polimorficznym, co oznaczą zmianę uporządkowania jej atomów, przez co zmieniają się także jej właściwości materiałowe. Gdy duża ilość saletry atomowej jest przechowywana blisko siebie, wtedy się rozgrzewa. Jeśli jest jej naprawdę bardzo dużo, wtedy może pojawić się ogień. W temperaturze 170 stopni Celsjusza rozpoczyna się proces jej rozkładu, podczas którego wydziela się gaz rozweselający. Ten proces przebiega w sposób wybuchowy. Saletra amonowa błyskawicznie rozpada się na wodę, azot i tlen, co tłumaczy jej bardzo dużą siłę niszczącą.

Niewykluczone, że do eksplozji saletry amonowej w porcie w Bejrucie doszło w wyniku pożaru w pobliżu miejsca, w którym była składowana, obok fajerwerków lub amunicji.

Użycie tylko pod szczególnym nadzorem

W wielu krajach saletrę amonową można używać tylko pod warunkiem ścisłego przestrzegania surowych przepisów bezpieczeństwa. Od dawna bowiem wiadomo, jak bardzo może być niebezpieczna.

Prawie sto lat temu, w 1921 roku, w zakładach chemicznych w Ludwigshafen doszło do eksplozji 400 ton saletry amonowej stosowanej jako nawóz mineralny. Zginęło wtedy 559 osób, 1977 zostało rannych, a fabryka została w dużym stopniu zniszczona. Wybuch słychać było w odległym o prawie 300 kilometrów Monachium. Także teraz fala uderzeniowa powstała po eksplozji w Bejrucie była odczuwalna na odległym o 200 kilometrów Cyprze.

Zdjęcia z Bejrutu przypominają straszliwą katatstrofę z 2015 roku w strefie portowej w Tiencin w Chinach, gdzie zmagazynowano 800 ton saletry amonowej i inne, grożne substancje. Wskutek ich eksplozji 173 osoby poniosły śmierć, a dzielnica portowa została zniszczona.

W 2013 roku doszło do wybuchu saletry amonowej w fabryce nawozów sztucznych w mieście West w Teksasie; zginęło w niej 14 osób, W 2001 roku w podobnej katastrofie w Tuluzie we Francji śmierć poniosło 31 osób.

Ulubiony materiał wybuchowy terrorystów

W Niemczech obchodzenie się z saletrą amonową podlega przepisom dotyczącym materiałow wybuchowych, ponieważ wiele organizacji terrorystycznych wykorzystuje ją jako tani i stosunkowo łatwy do uzyskania materiał służący do budowy ładunków wybuchowych używanych przez nie w zamachach bombowych.

Tak postąpił na przykład zwolennik teorii spiskowych i fanatyk broni Timothy McVeigh, który wykorzystał saletrę amonową do budowy bomby podłożonej w budynku administracji publicznej w Oklahoma City w USA w 1995 roku. Także norweski prawicowy terrorysta Anders Behring Breivik użył saletry amonowej do zamachu bombowego w Oslo w roku 2011.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Short teaser Przyczyną katastrofy w Libanie był wybuch ładunku saletry amonowej. Ale czym własciwie jest ta substancja?
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Eksplozja%20w%20Bejrucie%3A%20dlaczego%20saletra%20amonowa%20jest%20tak%20niebezpieczna&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54464048&x4=11400&x5=Eksplozja%20w%20Bejrucie%3A%20dlaczego%20saletra%20amonowa%20jest%20tak%20niebezpieczna&x6=1&x7=%2Fpl%2Feksplozja-w-bejrucie-dlaczego-saletra-amonowa-jest-tak-niebezpieczna%2Fa-54464048&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/eksplozja-w-bejrucie-dlaczego-saletra-amonowa-jest-tak-niebezpieczna/a-54464048?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 26
Id 54461629
Date 2020-08-06
Title Obowiązek noszenia masek też na świeżym powietrzu
Short title Obowiązek noszenia masek też na świeżym powietrzu
Teaser Coraz więcej europejskich państw i regionów domaga się zakrywania ust i nosa także na świeżym powietrzu. W Niemczech kary za brak masek w środkach komunikacji publicznej sięgają już 150 euro.

Tuluza, Paryż, Nicea – w Europie przede wszystkim francuskie miasta, ale też hiszpańskie czy niderlandzkie preferują obowiązkowe zakrywanie ust i nosa nie tylko w pomieszczeniach, ale też na świeżym powietrzu. W popularnych dzielnicach Tuluzy obowiązek noszenia masek ochronnych na zewnątrz wszedł w życie w środę (5.08.2020). Taki sam krok zapowiedziały już władze Paryża – maski będą obowiązywały w najczęściej odwiedzanych przez ludzi miejscach, na przykład na promenadzie nad brzegiem Sekwany.

Obowiązek zakrywania ust i nosa miasta we Francji mogą zaordynować od ubiegłego tygodnia. Zrobiło to dotąd 250 miast. Przede wszystkim miasta i gminy na bretońskim wybrzeżu, ale też metropolie takie jak Montpellier czy Nicea nad Morzem Śródziemnym narzuciły noszenie masek na targowiskach, a nawet na wszystkich ulicach. Nakaz ten obowiązuje także w Lille na północy Francji. Są to działania profilaktyczne z obawy przed drugą falą epidemii koronawirusa.

Zakrywanie ust i nosa w miejscach publicznych obowiązuje też w wielu regionach Hiszpanii, w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie i dużych częściach portowego Rotterdamu.

Dotkliwe grzywny w Niemczech

Władze w Niemczech jeszcze nie planują obowiązku zakrywania ust i nosa na świeżym powietrzu, za to kontrolowane jest, i to coraz ostrzej, noszenie masek w środkach komunikacji publicznej. Nadrenia Północna-Westfalia (NRW), najbardziej i najgęściej zaludniony land w Niemczech, zamierza karać niesubordynowanych w autobusach i pociągach grzywną w wysokości 150 euro. „Kto zostanie przyłapany bez maski ochronnej, musi wysiąść na następnym przystanku i płacić”, powiedział w czwartek w „Rheinische Post” minister komunikacji NRW Hendrik Wüst. Do tej pory grzywny wymierzano tylko wówczas, gdy pasażerowie mimo upomnienia odmawiali nałożenia maski. „Nie będzie już dyskusji”, podkreślił Wüst.

Dolna Saksonia jest jeszcze stosunkowo wspaniałomyślna – grzywna wynosi tylko 20 euro, ale już niedługo. Władze w Hanowerze zapowiadają dotkliwe podwyższenie stawki. Szlezwik-Holsztyn dopiero planuje wprowadzenie kar grzywny, Berlin już je ściąga; jazda środkami komunikacji publicznej bez maski kosztuje od 50 do 500 euro.

150 euro grzywny planowane przez Nadrenię Północną-Westfalię dawno już wprowadziła Bawaria. „Kto zagraża innym, słusznie musi się liczyć z dotkliwą karą finansową”, uzasadniał szef bawarskiego MSW Joachim Herrmann.

Różne koncepcje higieny w szkołach

Coraz więcej niemieckich krajów związkowych planuje też wprowadzenie obowiązku noszenia masek w szkołach. Pierwsza zrobiła to Meklemburgia-Pomorze Przednie, gdzie w poniedziałek zaczęły się już zajęcia szkolne. Maski muszą nosić zarówno nauczyciele, jak i pozostali pracownicy szkół i uczniowie. Brandenburgia, gdzie wakacje kończą się w tym tygodniu, zapowiedziała dzisiaj (6.08.2020), że zakrywanie ust i nosa będzie obligatoryjne na szkolnych korytarzach, schodach i aulach, a także w kolejkach po posiłki w stołówkach.

Każdy land sam reguluje, kto, gdzie i kiedy musi zakrywać usta i nos, podobnie jak granicę wieku uczniów objętych tym obowiązkiem. Poza Meklemburgią i Brandenburgią wiadomo już, że bez maski nie obejdą się szkoły w NRW, Bawarii, Hamburgu czy Berlinie.

Dmuchanie na zimne nie jest bezpodstawne: liczba infekcji w Niemczech znowu rośnie: ze środy na czwartek (5/6.08.2020) Instytut Roberta Kocha odnotował 1 045 potwierdzonych nowych przypadków zarażeń. Wirus rozprzestrzeniania się obecnie w takim tempie, jak trzy miesiące temu. Od początku koronakryzysu wirusem SARS-CoV-2 zaraziło się w Niemczech co najmniej 213 067 osób, 9 175 zmarło. 195 200 uchodzi za wyleczonych.

Na całym świecie liczba śmiertelnych ofiar pandemii sięgnęła 700 000, zarejestrowano w sumie ponad 18,5 mln potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. 10,9 mln pacjentów wyzdrowiało.

(afp, dpa, rtr/stas)

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Coraz więcej europejskich państw i regionów domaga się zakrywania ust i nosa także na świeżym powietrzu.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa::Obowi%C4%85zek%20noszenia%20masek%20te%C5%BC%20na%20%C5%9Bwie%C5%BCym%20powietrzu&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54461629&x4=12095&x5=Obowi%C4%85zek%20noszenia%20masek%20te%C5%BC%20na%20%C5%9Bwie%C5%BCym%20powietrzu&x6=1&x7=%2Fpl%2Fobowi%C4%85zek-noszenia-masek-te%C5%BC-na-%C5%9Bwie%C5%BCym-powietrzu%2Fa-54461629&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/obowiązek-noszenia-masek-też-na-świeżym-powietrzu/a-54461629?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54447798_401.jpg
Image caption Spacer w maskach w Saint Malo
Image source picture-alliance/dpa/AP/D. Vincent

Item 27
Id 54457349
Date 2020-08-06
Title Niemcy: Potrzebne nowe bodźce na rzecz rozbrojenia atomowego
Short title Niemcy: Potrzebne nowe bodźce na rzecz rozbrojenia atomowego
Teaser Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas ostrzega w 75. rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę przed nowym, nuklearnym wyścigiem zbrojeń. Świat nie może zapomnieć, co się wówczas wydarzyło.

Niemcy, tak jak Japonia i wiele innych krajów, apelują do mocarstw atomowych, by sprostały oczekiwaniom, jakie stawia przed nimi odpowiedzialność za rozbrojenie i kontrolę zbrojeń oraz dotrzymywały zobowiązań o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

„W rozbrojeniu nuklearnym panuje stagnacja. Nowe technologie sprzyjają powstawaniu niebezpiecznego zachwiania równowagi”, powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas. Sięgając po broń atomową Korea Północna prowokuje całą światową społeczność. Dlatego 75 lat po katastrofie konieczne są „nowe bodźce na rzecz kontroli zbrojeń i rozbrojenia”. Jak podkreślił: „Świat nigdy nie może zapomnieć, co się wydarzyło w Hiroszimie i kilka dni później w Nagasaki – i dlaczego”. Jak przyznał Heiko Mass, coraz bardziej niepokoi go, że „krótkowzroczna i nieodpowiedzialna polityka mocarstwowa” może zagrozić złożonym wcześniej zobowiązaniom.

75 lat Hiroszimy i Nagasaki

6. sierpnia 1945 r., gdy w Europie II wojna światowa dobiegła już końca, USA zrzuciły bombę atomową na japońskie miasto Hiroszima. Bomba o nazwie „Little Boy“ zamieniła je w piekło: w ciągu paru sekund fala uderzeniowa i temperatura sięgająca 6000° C zmiotła miasto z powierzchni ziemi. Dziesiątki tysięcy z 350 tys. mieszkańców zginęły natychmiast, a do końca 1945 r. zmarło szacunkowo dalsze 140 tysięcy osób. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu Japończyków przypłaciło ten atak życiem; wielu skutki promieniowania zabiły dopiero po latach.

Trzy dni po Hiroszimie Amerykanie zrzucili drugą bombę atomową na Nagasaki. Krótko po tym Cesarstwo Japonii skapitulowało. Hiroszima do dzisiaj jest światowym symbolem wojny, ale i pokoju.

Hiroszima: „Grzech pierworodny ludzkości“

Biskup Kościoła ewangelickiego Berlina, Brandenburgii i Łużyc Górnych Christian Staeblein opowiedział się za całkowitą likwidacją broni atomowej. „Słusznie broń ta jest i powinna być potępiana, słusznie ludzie na całym świecie angażują się, by zniknęła z naszej planety”, napisał w czwartek, w gościnnym artykule na łamach berlińskiego dziennika „B.Z.”.

„Jeżeli coś strasznego, w gruncie rzeczy niewyobrażalnego staje się po raz pierwszy, mówimy o grzechu pierworodnym”, napisał biskup. Zrzucenie bomby atomowej było takim grzechem pierworodnym. „Po 6. sierpnia 1945 nikt, kto chce użyć bomby atomowej, nie może się już powoływać na słowa Jezusa 'przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią'. Teraz wiemy, o co chodzi, gdy produkujemy taką broń”, podsumował biskup Staeblein.

75 lat po zarzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę, o godzinie 8:15 czasu lokalnego, minutą ciszy Japonia uczciła pamięć ofiar. Ze względu na pandemię koronawirusa uroczystości są w tym roku znacznie skromniejsze niż w minionych latach.

(dpa, afp, epd / stas)

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Szef niemieckiego MSZ ostrzega w 75. rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę przed nuklearnym wyścigiem zbrojeń.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy%3A%20Potrzebne%20nowe%20bod%C5%BAce%20na%20rzecz%20rozbrojenia%20atomowego&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54457349&x4=11395&x5=Niemcy%3A%20Potrzebne%20nowe%20bod%C5%BAce%20na%20rzecz%20rozbrojenia%20atomowego&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-potrzebne-nowe-bod%C5%BAce-na-rzecz-rozbrojenia-atomowego%2Fa-54457349&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-potrzebne-nowe-bodźce-na-rzecz-rozbrojenia-atomowego/a-54457349?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54456317_401.jpg
Image caption Premier Japonii Shinzo Abe zapewnił w swoim przemówieniu o swoim zaangażowaniu na rzecz świata bez broni atomowej
Image source Reuters/Kyodo

Item 28
Id 54452789
Date 2020-08-06
Title Niemiecka prasa o skutkach eksplozji w Bejrucie: "Katastrofa pod wieloma względami"
Short title Niemiecka prasa o politycznych skutkach eksplozji w Bejrucie
Teaser Czwartkowe gazety zgodnie oceniają, że tragiczna eksplozja w Bejrucie dowodzi słabości państwa i zagraża nawet Europie.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa: "Ta wtorkowa tragedia wydaje druzgocący wyrok na klasę polityczną Libanu, która odpowiada za załamanie się dawnego porządku tego podzielonego pod względem wyznaniowym kraju. Zaledwie kilka rodzin, stanowiących w większości stare dynastie polityczne, splądrowało Liban, nie zapominając o przekazaniu części majątku swojej klienteli politycznej. Gdy w październiku ubiegłego roku pojawiły się pierwsze oznaki, że Liban stoi na skraju bankructwa, a warunki życiowe zwykłych Libańczyków zaczęły się dramatycznie pogarszać, przede wszystkim młodzież zaczęła protestować przeciwko temu upadłemu porządkowi i jego skorumpowanym przedstawicielom. Nawet jeśli będziemy mieli stale na uwadze, że do tego wypadku doszło w Bejrucie, jest on przerażającym przykładem tego, jak bardzo niestabilny jest cały świat arabski. Tylko w kilku państwach arabskich bowiem są u władzy politycy zasługujący na miano odpowiedzialnych".

Zdaniem "Frankfurter Rundschau": "Straszliwa eksplozja w Bejrucie przyniosła niewyobrażalne cierpienie wielu mieszkańcom tego i tak już umęczonego kraju. Niezależnie od tego, co było przyczyną detonacji, jej skutki będą bardzo poważne. Już na początku tego roku Liban stanął w obliczu załamania gospodarczego i politycznego. Później pojawiła się tam pandemia koronawirusa, a teraz - ta eksplozja w Bejrucie. Liban trzeba będzie ustabilizować. Nie można bowiem dopuścić do powrotu czasów wojny domowej w tym kraju z lat 1975-1990. Pożar na Bliskim Wschodzie jest już wystarczająco duży. Wojna domowa w Syrii jest tego kolejnym dowodem. To prawda, że Komisja Europejska chce wysłać do Libanu ponad stu ratowników, ale to może być tylko pierwszym krokiem, za którym muszą pójśc dalsze. Jest to nie tylko naszym obowiązkiem moralnym, ale leży także w naszym interesie. Europa sąsiaduje z Bliskim Wschodem. Rozpadnięcie się Libanu odczujemy od razu na naszej własnej skórze".

"Mitteldeutsche Zeitung" z Halle pisze: "To jest katastrofa i to pod wieloma względami. Straszliwa eksplozja w Bejrucie przyniosła nieopisane cierpienie wielu ludziom w tym udręczonym kraju. Może ona także doprowadzić do tego, że Liban jako państwo po prostu się rozpadnie. To z kolei przyniosłoby nowe napięcia w tym i tak już wystarczająco niestabilnym zakątku świata i, być może, także dramatyczne skutki dla Europy".

«Badische Zeitung» z Freiburga analizuje: "Od prawie roku Liban pogrąża się w katastrofalnej spirali zniszczenia. Krajowi grozi klęska głodu i zaostrzony koronakryzys. Przez tę straszną eksplozję w bejruckim porcie wytrzymałość Libańczyków została wystawiona na kolejną ciężką próbę. To śródziemnomorskie państwo nie wyjdzie z kryzysu o własnych siłach. Potrzebuje pomocy społeczności międzynarodowej, której dotychczas nie udzielano, ponieważ w rządzie uczestniczy proirański Hezbollah. Bez pomocy międzynarodowej kraj ten jednak upadnie. Grozi mu wojna domowa, która może objąć również inne państwa regionu".

"Hessische Niedersaechsische Allgemeine" z Kassel stwierdza: "Rozmiar katastrofy z Bejrutu jest tak monstrualny i tak wstrząsający, że trudno jest to wyrazić słowami. Mimo to trzeba znależć właściwe słowa, żeby powiedzieć jak można pomóc temu, i tak już złupionemu, krajowi. A to, że trzeba mu pomóc, nie podlega dyskusji. Mimo wszelkich zastrzeżeń i wątpliwości natury politycznej, wymaga tego po prostu ludzka solidarność. Zredukowanie Libanu do roli państwa nieprzyjaznego wobec Izraela też byłoby przejawem krótkowzroczności. Jakkolwiek w obliczu zaistniałej tragedii może to zabrzmieć niewłaściwie, w ruinach Bejrutu kryje się także szansa. Szansa na nowe zbliżenie, a może i porozumienie. Szansa dla Zachodu, który może dowieść, że los Libanu nie jest mu obojętny. Pomoc humanitarna, wsparcie polityczne oraz kredyty będące warunkiem reform wspomogą konieczne zmiany w Libanie i jego przeżycie jako państwa. Oraz, co także jest ważne, sprawią, że islamistyczni radykałowie z Hezbollahu nie przejmą pełni władzy w Libanie".

"Nordwest-Zeitung" z Oldenburga konkluduje: "Ta katastrofa jest w tym samym stopniu katalizatorem kryzysu, jak i jego wynikiem. Jeśli potwierdzi się, że przez lata i bez nadzoru składowano w porcie tony tego diabelstwa (saletry amonowej, red.), a rząd o tym wiedział, ale nic nie zrobił, będzie to kolejnym objawem zapaści Libanu jako państwa. Ten kraj, który funkcjonuje według zasad lichego, pochodzącego z lat 40tych, systemu zachowania we władzach proporcji wyznaniowych, a w rzeczywistości jest kontrolowany przez organizację terrorystyczną Hezbollah, dosłownie się zawalił. Lokalne elity systematycznie go rujnowały, a kilka miesięcy temu okazało się też, że libańskie społeczeństwo obywatelskie jest za słabe, by położyć temu kres".

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Czwartkowe gazety zgodnie oceniają, że tragiczna eksplozja w Bejrucie dowodzi słabości państwa i zagraża nawet Europie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20skutkach%20eksplozji%20w%20Bejrucie%3A%20%22Katastrofa%20pod%20wieloma%20wzgl%C4%99dami%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54452789&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20skutkach%20eksplozji%20w%20Bejrucie%3A%20%22Katastrofa%20pod%20wieloma%20wzgl%C4%99dami%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-skutkach-eksplozji-w-bejrucie-katastrofa-pod-wieloma-wzgl%C4%99dami%2Fa-54452789&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-skutkach-eksplozji-w-bejrucie-katastrofa-pod-wieloma-względami/a-54452789?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 29
Id 54452365
Date 2020-08-06
Title Hiszpańska monarchia: błogosławieństwo czy przekleństwo dla gospodarki?
Short title Hiszpańska monarchia: błogosławieństwo czy przekleństwo?
Teaser Były król Juan Carlos podejrzewany o korupcję uciekł ze swojego kraju. Trwa dyskusja, czy monarchia w ogóle przynosi jakieś korzyści. Również dla gospodarki.

Zdaniem hiszpańskiego profesora Francisco Javiera Alvareza emerytowany król Juan Carlos okazał się w trakcie trwania kadencji zwykłym oszustem, który wywoził do rajów podatkowych walizki pełne pieniędzy. – Jakby był przedsiębiorcą budowlanym, który zajmuje się drobną przestępczością – stwierdził specjalizujący się w prawie karnym ekspert z Uniwersytetu Karola III w Madrycie.

Alvarez jest przekonany, że były król, co jest „typowe dla Burbonów”, poprzez swoje „obsceniczne” zachowanie bardziej zaszkodził gospodarce kraju niż się jej przysłużył. Hiszpańscy prokuratorzy prowadzą dochodzenie przeciwko Juanowi Carlosowi. Były król jest podejrzewany o przyjęcie milionów dolarów korzyści majątkowych od władz Arabii Saudyjskiej. W sprawie chodzi o budowę kolei dużych prędkości między Mekką a Mediną. Za jeden z odcinków odpowiadało konsorcjum firm hiszpańskich.

Decyzją o ucieczce z kraju Juan Carlos kolejny raz wywołał skandal. Podczas oficjalnej konferencji prasowej hiszpańskiego rządu nie podano informacji na temat tego, dokąd udał się były król i w jaki sposób chce finansować swoje nowe życie. Pytanie jest zasadne również dlatego, że jego syn Felipe VI, ze względu na potwierdzające się coraz bardziej podejrzenia wobec ojca, pozbawił go państwowego rocznego dochodu w wysokości 200 000 euro.

Korupcja i nepotyzm

Na tym jednak prawdopodobnie nie koniec. Juan Carlos miał podczas swojego panowania przyjmować różne prezenty i kwoty od firm i rządów, które nie zostały w jasny sposób udokumentowane, zaznaczył Alvarez. Z roku na rok miało być coraz gorzej.

Do tego dochodziły romanse i brzemienne w skutkach safari. W 2012 roku, kiedy system finansowy Hiszpanii bliski był bankructwa, pojawiły się zdjęcia króla podczas sponsorowanego polowania na słonie w Republice Botswany.

– To był początek końca pewnej ery, w której korupcja i nepotyzm były w naszym kraju na porządku dziennym – podkreśla Fernando Cocho Perez, ekspert ds. bezpieczeństwa i założyciel firmy doradczej H4dm.

W 2014 roku 82-letni dziś Juan Carlos abdykował – oficjalnie ze względów zdrowotnych. – W rzeczywistości monarcha nie był już jednak wiarygodny jako głowa państwa – tłumaczy Cocho Perez. Wykryto konta w Szwajcarii i fundację w Panamie, które zostały skojarzone z monarchią.

Od ambasadora gospodarki do kłopotliwego przypadku

Ceniony ekonomista Juan Velarde Fuertes popiera jednak mimo wszystko monarchię, podobnie jak wielu hiszpańskich konserwatystów. 93-latek pracował dla dyktatury, kiedy Juan Carlos żył jeszcze na emigracji w Portugalii. Podejrzewa się, że również teraz uciekł do Portugalii, choć niektóre media donoszą, że przebywa na Dominikanie u jednego z zaprzyjaźnionych przedsiębiorców.

Pomimo wszystkich skandali ekonomista Velarde Fuertes jest zdania, że hiszpańska monarchia jest dla krajowej gospodarki opłacalna. Tym bardziej, że jak podała w ubiegłym roku gazeta „El Economista”, jest ona ze swoim rocznym budżetem wynoszącym 8 milionów euro, w korzystnym położeniu w porównaniu z innymi europejskimi krajami.

Wtedy nie było jednak oficjalnie wiadomo, o czym od lat wiedziało wiele osób. Juan Carlos nie tylko był kobieciarzem, ale i przyjmował łapówki. Wiedziała o tym obecna królowa Letizia, była dziennikarka, zanim objęła tron, twierdzi Cocho Perez.

Król Felipe VI próbuje wykonywać swoje zadanie lepiej niż jego ojciec. Skorumpowany i w 2018 skazany za defraudację szwagier Inaki Urdangarin został wykluczony z rodziny królewskiej już w 2015 roku. Teraz przyszła kolej na własnego ojca.

52-letni Felipe, który w międzyczasie posiwiał, jest od tego czasu osamotniony. Jego żona wśród Hiszpanów nie jest zbyt popularna, a prawie 15-letnia następczyni tronu Leonora, będzie mogła objąć swój urząd tylko w przypadku śmierci albo abdykacji ojca, jeżeli zmieniona hiszpańska konstytucja będzie akceptowała kobietę w roli głowy państwa.

– Ten krok wywoła ogromną dyskusję w społeczeństwie na temat sensu istnienia monarchii, której ta prawdopodobnie nie przetrwa – przewiduje Cocho Perez. Aby „uchronić wzór korony” Felipe VI zrezygnował w marcu tego roku ze spadku po ojcu.

Deal z Saudyjczykami

Skandal dotyczący odcinka kolejowego między Mekką a Mediną nie pójdzie jednak tak szybko w zapomnienie. Transakcja uchodzi bowiem za jeden z najbardziej prestiżowych projektów w historii hiszpańskiej gospodarki. Do jej zawarcia pomiędzy saudyjską rodziną królewską i dwunastoma hiszpańskimi firmami doszło w 2011 roku. Wśród tych firm znalazł się również koncern kolejowy Renfe i producent pociągów Talgo. – To nie pierwsza transakcja hiszpańskich firm, za którą Juan Carlos I otrzymywał korzyści majątkowe – podkreśla karnista Alvarez.

Dla państwowej firmy Renfe głośna sprawa nieszczęsnych powiązań saudyjskich i hiszpańskich władców nadchodzi w bardzo niekorzystnym momencie. Kolej, która od paru lat wreszcie znów przynosi zyski, ma nadzieję na zagraniczne zlecenia. Zainicjowany w 2018 roku projekt z 35 pociągami i możliwością przewożenia 60 milionów pasażerów rocznie był jej wizytówką.

Doradca biznesowy Cocho Perez wątpi w to, że gospodarka Hiszpanii potrzebuje monarchii. – Hiszpańskie Bluechips, Banco Santander czy Telefonica chcą stabilności. Jest tam, podobnie jak w całej reszcie kraju, niewiele osób naprawdę przekonanych do rodziny królewskiej – dodaje. Według niego Hiszpania zmierza w stronę przekształcenia się w republikę, co uznaje za nieuniknione.

Pracujący w Palmie na Majorce niemiecki adwokat Tim Wirth wierzy natomist, że Felipe VI wprowadzi w kraju gospodarczą stabilność. – Akurat dla Majorki, gdzie królowie mają swoją letnią rezydencję, jest to niezmiernie ważne. Wyspa nie byłaby tak bezpieczna bez tych okoliczności. A jeżeli by nie była, to znane osoby z całego świata nie kupowałyby tu nieruchomości – zauważa.

Bez rodziny królewskiej, która również w tym roku spędza wakacje w pałacu Marvient, Baleary „nigdy nie miałyby turystycznie takiego znaczenia”, przekonuje Wirth.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Short teaser Były król Juan Carlos podejrzewany o korupcję uciekł ze swojego kraju. Czy monarchia ma sens?
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Hiszpa%C5%84ska%20monarchia%3A%20b%C5%82ogos%C5%82awie%C5%84stwo%20czy%20przekle%C5%84stwo%20dla%20gospodarki%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54452365&x4=11400&x5=Hiszpa%C5%84ska%20monarchia%3A%20b%C5%82ogos%C5%82awie%C5%84stwo%20czy%20przekle%C5%84stwo%20dla%20gospodarki%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fhiszpa%C5%84ska-monarchia-b%C5%82ogos%C5%82awie%C5%84stwo-czy-przekle%C5%84stwo-dla-gospodarki%2Fa-54452365&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200806&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/hiszpańska-monarchia-błogosławieństwo-czy-przekleństwo-dla-gospodarki/a-54452365?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 30
Id 54451449
Date 2020-08-05
Title Ostatnia szansa na zobaczenie historycznych słupów granicznych
Short title Ostatnia szansa na zobaczenie starych słupów granicznych
Teaser Jeszcze do końca września będzie można w Bad Muskau zobaczyć stare słupy graniczne między Polską a Niemcami. Potem przejdą do historii.

Po niemal 30 latach od zjednoczenia Niemiec do jesieni znikną ostatnie historyczne słupy graniczne z czasów NRD, ustawione wzdłuż polsko-niemieckiej granicy.

Trwa bowiem wymiana wszystkich 307 niemieckich słupów granicznych w kraju związkowym Saksonia. Prace przebiegają od południa ku północy i dobiegają już końca. Odpowiedzialne za wymianę słupów są państwowe przedsiębiorstwo geodezji Saksonii (GeoSN).

– Granica przebiega przez rzekę. Słupy graniczne stoją po stronie polskiej i po niemieckiej również. Były już stare i częściowo zniszczone przez powódź. Wszystkie zostały już wymienione z wyjątkiem tych w parku w Bad Muskau – mówi DW Barbara Wolters z GeoSN.

Po 1990 roku betonowe słupy pokryto warstwą tworzywa sztucznego w niemieckich czarno-czerwono-złotych barwach narodowych.

Historyczne betonowe słupy graniczne zostały ustawione niemal 60 lat temu wzdłuż Nysy Łużyckiej. Do końca września w Parku księcia Puecklera w Bad Muskau będzie je jeszcze można zobaczyć. Spośród ośmiu, które jeszcze zostały w niezmienionej formie, pięć można obejrzeć z bliska, a trzy pozostałe, na wyspie Wehrinsel, jedynie z daleka.

Nowe słupy, które już niedługo pojawią się w miejscu starych są z tworzywa sztucznego wzmocnionego szklanym włóknem. Mają około 3 metrów wysokości, przy czym jedynie nieco ponad dwa metry wystają ponad ziemię.

(DPA)/gwo

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Short teaser Jeszcze tylko do końca września będzie można w Bad Muskau zobaczyć stare słupy graniczne między Polską a Niemcami.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Ostatnia%20szansa%20na%20zobaczenie%20historycznych%20s%C5%82up%C3%B3w%20granicznych&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54451449&x4=11400&x5=Ostatnia%20szansa%20na%20zobaczenie%20historycznych%20s%C5%82up%C3%B3w%20granicznych&x6=1&x7=%2Fpl%2Fostatnia-szansa-na-zobaczenie-historycznych-s%C5%82up%C3%B3w-granicznych%2Fa-54451449&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/ostatnia-szansa-na-zobaczenie-historycznych-słupów-granicznych/a-54451449?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 31
Id 54451431
Date 2020-08-05
Title Berlińska policja chce walczyć z prawicowym ekstremizmem w swoich szeregach
Short title Berlińska policja: walka z ekstremizmem w jej szeregach
Teaser Takich przypadków nie jest wiele, ale każdy z nich szkodzi wizerunkowi policji. Bywa, że przyszli funkcjonariusze wydrapują podczas wykładów swastyki na biurkach albo przekazują na czacie hitlerowskie pozdrowienie.

Przeciwko takim incydentom i postawom berlińska policja zamierza występować zdecydowanie energiczniej i konsekwentniej niż do tej pory. W jej szeregach nie może być miejsca na prawicowy ekstremizm, a do uporania się z tym zjawiskiem ma posłużyć specjalny plan, zawierający jedenaście punktów. Plan ten obejmuje zarówno posunięcia prewencyjne, jak i działania wymierzone bezpośrednio w konkretne osoby i zjawiska. Zapowiedzieli to dziś (05.08.2020) senator (minister) spraw wewnętrznych Berlina Andres Geisel z SPD i komendant stołecznej policji Barbara Slowik.

11-punktowy "Program wewnętrznego zapobiegania i zwalczania możliwych tendencji ekstremistycznych" obejmuje między innymi powołanie pełnomocnika policji do spraw ekstremizmu, możliwość anonimowego informowania przełożonych o ekstremistycznych postawach i poglądach niektórych kolegów, przesłuchiwanie ich przez funkcjonariuszy kontrwywiadu, szczegółowe rozmowy z kandydatami na policjantów oraz przeprowadzanie okresowych badań naukowych na temat postaw, wartości i światopoglądu policjantów.

Co ulegnie zmianie?

W przyszłości, podczas przyjmowania kandydatów do służby w policji, przeprowadzane będzie ich wewnętrzne rozpoznanie z udziałem kontrwywiadu, który może zgłaszać swoje obserwacje i zastrzeżenia wobec ich właściwej postawy. Taka kontrola będzie powtarzana.

W razie wykrycia podejrzanych postaw i zachowań zostaną one przyporządkowane, w pięciostopniowym systemie, do określonych kategorii, by je łatwiej przeanalizować i ocenić. W razie uznania kogoś za przypadek "pomarańczowy" lub "czerwony", na wzór sygnalizacji ulicznej, dana osoba zostanie zwolniona ze służby.

Członkostwo w partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) nie zostało na razie uznane za przeszkodę do podjęcia lub kontynuowania służby w policji, powiedział senator Geisel.

Policjanci pełniący od dawna służbę w takich trudnych dzielnicach jak Neukoelln albo Wedding, gdzie - wskutek określonych przestępstw i wykroczeń - można najczęściej zetknąć się z oznakami niechęci, a nawet wrogości wobec cudzoziemców i imigrantów, będą w przyszłości szybciej kierowani do służby w innych, spokojniejszych dzielnicach miasta.

Policja nie jest taka zła

Jak poinformował senator Geisel, w ciągu czterech ostatnich lat ze służby w berlińskiej policji zwolniono dyscyplinarnie 33 funkcjonariuszy z powodu wykroczeń o podłożu ekstremistycznym. Nie jest do dużo, zważywszy że w berlińskiej policji służy łącznie 25 tysięcy policjantek i policjntów, "ale każdy taki przypadek to o jeden za dużo", podkreślił Andreas Geisel.

Każdy przejaw rasizmu, ksenofobii, niechęci wobec imigrantów i innych osób oraz ekstremizmu stwarza policji spory problem, a wśród samych policjantów budzi trudne pytanie, także natury moralnej, "czy powinienem na to zareagować, a jeśli tak, to jak; czy też lepiej będzie odwrócić wzrok i udawać, że nic wielkiego się nie stało?". Właśnie z tego powodu w programie walki z ekstremizmem w berlińskiej policji znalazł się punkt regulujący to zagadnienie w kategoriach służbowych i moralnych.

To program obliczony na lata

Program ten jest obliczony na wiele lat i - jak powiedział senator (minister) spraw wewnętrznych Berlina - ma służyć także do ochrony uczciwych i sumiennych policjantów przed obiegowymi pomówieniami i niczym nieusprawiedliwionymi zarzutami.

"Takie pomówienia i oskarżenia wciąż się powtarzają i naszym obowiązkiem jest skutecznie się temu przeciwstawiać", podkreślił senator Geisel. Dotyczy to zwłaszcza policji, która z uwagi na szczególny charakter jej zadań i obowiązków powinna być "ponad wszelkimi podejrzeniami". Opracowując ten plan działania, berlińska policja poszła śladem innych niemieckich krajów związkowych.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Rządząca obecnie w Berlinie koalicja złożona z partii SPD, Lewica i Zielonych podjęła w ostatnich miesiącach dodatkowe kroki sprzyjające lepszej kontroli działalności policji. Przewidują one między innymi powołanie specjalnego pełnomocnika Senatu Berlina do spraw policji i spraw obywateli, do którego można będzie kierować skargi i zażalenia na nieprawidłową pracę policji. Ponadto uchwalono ustawę antydyskryminacyjną, na podstawie której osoby potraktowane przez urzędy i policję w sposób rasistowski będą mogły ubiegać się o odszkodowanie.

(DPA/jak)

Short teaser Takich przypadków nie jest wiele, ale każdy z nich szkodzi wizerunkowi policji.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Berli%C5%84ska%20policja%20chce%20walczy%C4%87%20z%20prawicowym%20ekstremizmem%20w%20swoich%20szeregach&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54451431&x4=11395&x5=Berli%C5%84ska%20policja%20chce%20walczy%C4%87%20z%20prawicowym%20ekstremizmem%20w%20swoich%20szeregach&x6=1&x7=%2Fpl%2Fberli%C5%84ska-policja-chce-walczy%C4%87-z-prawicowym-ekstremizmem-w-swoich-szeregach%2Fa-54451431&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/berlińska-policja-chce-walczyć-z-prawicowym-ekstremizmem-w-swoich-szeregach/a-54451431?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54321586_401.jpg
Image caption Berlińscy policjanci
Image source Reuters/F. Bensch

Item 32
Id 54448558
Date 2020-08-05
Title Niemcy: Stephan Ernst przyznał się do zamordowania Waltera Luebckego
Short title Stephan Ernst przyznał się do zamordowania Waltera Luebckego
Teaser Główny podejrzany w procesie o zamordowanie prezydenta rejencji Kassel, Stephan Ernst, po raz pierwszy przyznał się na sali sądowej do winy.

Stephan Ernst powrócił w ten sposób do swego pierwszego zeznania, które później odwołał. Wniósł jednak do niego nowe, ważne szczegóły.

Przyznając się na sali sądowej do winy oświadczył: "W tym momencie zobaczyłem, że on (Walter Luebcke) próbuje wstać i wtedy go zastrzeliłem". Oświadczenie to odczytał dziś (05.08.2020) adwokat Ernsta, Mustafa Kaplan podczas rozprawy przed wyższym sądem krajowym we Frankfurcie nad Menem. Stephan Ernst równocześnie poważnie obciążył współoskarżonego w tym procesie Markusa H., który krytycznego dnia także był obecny na miejscu zbrodni i odegrał w niej decydującą rolę.

Prezydent rejencji Kassel Walter Luebcke został zastrzelony na tarasie swojego domu w czerwcu 2019 roku. Niemiecka prokuratura generalna zarzuca jego zabójcy, Stephanowi Ernstowi, działanie z pobudek ekstremistyczno-prawicowych. Luebcke znany był ze swego przyjaznego stosunku do uchodźców i wielokrotnie ostro krytykował hasła głoszone przez antyislamski i antymigracyjny ruch PEGIDA.

Nowa wersja zeznań Ernsta

Drugiemu oskarżonemu, Markusowi H., prokuratura zarzuca współudział w morderstwie. To, że Markus H. był obecny na miejscu zbrodni, początkowo umknęło uwadze prowadzących dochodzenie przeciwko Ernstowi, który zeznał, że w "trudnej fazie jego życia Markus H. był mu mentorem". Obecnie Ernst oświadczył:. "to on mnie zradykalizował i podżegał". Markus H. miał także wybrać Waltera Luebckego jako cel zamachu. Podczas ćwiczeń w strzelaniu z pistoletu Markus H. przyniósł tarczę z wizerunkiem Angeli Merkel i wyjaśnił Ernstowi, że sporządzi także tarczę z wizerunkiem prezydenta rejencji Kassel. W odróżnieniu od Angeli Merkel, Walter Luebcke jest kimś, do kogo można będzie podejść", stwierdził Markus H. Ponadto nazwał go "zdrajcą ludu".

Dlaczego zginął Walter Luebcke

Po spotkaniu obywatelskim w 2015 roku, na którym Luebcke opowiedział się za przyjmowaniem w Niemczech uchodźców, Markus H. oświadczył, że temu politykowi CDU należałoby "złożyć wizytę". Zgodnie ze złożonym oświaczeniem, Ernst i H. zdecydowali się na taki krok w czerwcu 2019 roku. Celem tej wizyty nie było zabicie Waltera Luebckego, ale "użycie broni w każdym razie stanowiło rozważaną przez nas alternatywę".

Gdy Ernst i H. zagrozili mu bronią, Luebcke siedział na krześle na tarasie swojego domu. Gdy zaś próbował się z niego podnieść, Ernst nacisnął na spust pistoletu. "Być może tylko czekałem na taką reakcję pana Luebckego, żeby zacząć strzelać", oświadczył Ernst.

Ernst ubolewa i zgłasza wolę współpracy

Wobec rodziny ofiary Stephan Ernst wyraził swoje ubolewanie. "Wiem, co ja i Markus H. uczyniliśmy, było to niewybaczalne i niesłuszne". Nasz czyn był tchórzliwy i straszny zarazem.

Obecne przyznanie sie przez 46-letniego Stephana Ernsta do zastrzelenia Waltera Luebckego zawiera w sobie treści, które złożył już wcześniej podczas śledztwa. Było tam także to, co zeznał póżniej, gdy zastrzelenie prezydenta rejencji Kassel określił mianem wypadku z bronią i gdy podał, że strzelcem był Markus H. Jako uzasadnienie nowej wersji wydarzeń Ernst podał, że jego ówcześni adwokaci nakłonili go do podania Markusa H. jako zabójcy. Ernst oświadczył ponadto, że będzie odpowiadał na pytania sądu dotyczące nowej wersji jego zeznań.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

(DPA/jak)

Short teaser Główny podejrzany o zamordowanie prezydenta rejencji Kassel przyznał się do winy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy%3A%20Stephan%20Ernst%20przyzna%C5%82%20si%C4%99%20do%20zamordowania%20Waltera%20Luebckego&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54448558&x4=11395&x5=Niemcy%3A%20Stephan%20Ernst%20przyzna%C5%82%20si%C4%99%20do%20zamordowania%20Waltera%20Luebckego&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-stephan-ernst-przyzna%C5%82-si%C4%99-do-zamordowania-waltera-luebckego%2Fa-54448558&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-stephan-ernst-przyznał-się-do-zamordowania-waltera-luebckego/a-54448558?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/49507661_401.jpg
Image caption Stephan Ernst przyznał się do winy
Image source picture-alliance/dpa/U. Deck

Item 33
Id 54445752
Date 2020-08-05
Title SZ: Intensywna dyskusja o ochronie państwa prawa trwa
Short title SZ: Dyskusja o ochronie państwa prawa trwa
Teaser Francja naciska na uzależnienie wypłaty funduszy unijnych od praworządności. Presja na Węgry i Polskę rośnie, pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Mimo opuszczonych biur i spodziewanych w Brukseli upałów, nie ustaje intensywna dyskusja na temat skutecznego europejskiego mechanizmu ochrony praworządności – pisze „Sueddeutsche Zeitung” (5.08.2020) w artykule „Wartości Unii”.

Na swoim ostatnim szczycie ws. budżetu UE do 2027 r. i funduszu odbudowy szefowie unijnych państw i rządów uzgodnili wprawdzie mętne sformułowanie – „system warunkowości”, ale na ile będzie on skuteczny, nie zależy tylko od planowanych na wrzesień negocjacji z Parlamentem Europejskim. „Nakazem chwili jest wywieranie presji na coraz bardziej autorytarne państwa, takie jak Polska i Węgry” – konstatuje brukselski korespondent SZ Matthias Kolb.

Europa to nie tylko wspólny rynek

I właśnie to robi Francja – wywiera presję. Francuski sekretarz stanu Clément Beaune domaga się na łamach „Financial Times” jasnych reguł i sankcji. „Nie możemy powiedzieć Francuzom, Węgrom, Polakom i innym obywatelom, że okazujemy w Europie solidarność finansową a nie dbamy o to, by były przestrzegane podstawowe zasady demokracji, wolności mediów i ochrony mniejszości” – powiedział 38-letni Beaune, jak pisze SZ „polityk, którego wpływów nie powinno się nie doceniać”. Na szczycie w Brukseli był jeszcze doradcą prezydenta Macrona, teraz jest nowym sekretarzem stanu ds. europejskich.

Beaune przebywał właśnie w Szwecji, która tak jak Niderlandy i inne państwa skandynawskie wspiera Paryż w zamiarze wprowadzenia zasady „pieniądze za praworządność”. Jeżeli zaczną się budzić wątpliwości, czy UE broni swoich podstawowych wartości, Europejczycy mogą przestać w nią wierzyć, ostrzegł: „Europa jest nie tylko rynkiem, ale też wspólnym projektem politycznym i kulturowym”.

Kolejny raz decyzja w rękach TSUE

Skutki erozji państwa prawa jak najbardziej mogą być odczuwalne także poza granicami poszczególnych państw, zauważa SZ, a pokazał to w miniony piątek Sąd Okręgowy w Amsterdamie. Ponieważ ma wątpliwości, czy polskie sądy są jeszcze niezależne, wstrzymał ekstradycję do kraju Polaka podejrzanego o przemyt narkotyków. Teraz Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) w Luksemburgu ma rozstrzygnąć, czy można jeszcze mieć zaufanie do polskich sądów i powierzyć im podejrzanego.

SZ przypomina, że w marcu br. ekstradycji podejrzanego do Polski z tego samego powodu odmówił Wyższy Sąd Krajowy w Karlsruhe, a w 2018 r. głowiła się nad tym Irlandia, która w końcu zwróciła się do TSUE.

Sędziowie w Luksemburgu rozwinęli wówczas dwuetapową procedurę – najpierw sąd musi ocenić, czy w kraju ubiegającym się o ekstradycję podejrzanego zagrożony jest „rzetelny proces”, a w drugim etapie sprawdzić, czy takie ryzyko dotyczy rozpatrywanego, konkretnego przypadku. „Od tamtego czasu rząd w Warszawie, wobec którego KE wszczęła w 2017 r. postępowanie o naruszenie unijnego prawa, dalej realizuje swoją reformę sądownictwa”, pisze monachijski dziennik.

Niemcy sprawujące w tym półroczu prezydencję w Radzie UE, nie chcą się wypowiadać na ten temat zbyt ostro, podkreśla autor artykułu w SZ, ale sekretarz stanu do spraw europejskich Michael Roth (SPD) nazywa wzmocnienie praworządności „jednym z naszych priorytetów”.

Jednak można

Jak zauważa dziennik, szefowej KE Ursuli von der Leyen zarzuca się często „bojaźliwą reakcję na akcje Warszawy i Budapesztu”. Ale w końcu czerwca najwyższy urząd unijny pokazał, że ma możliwości i może z nich skorzystać – sześć polskich miast nie dostało żadnych pieniędzy na projekty w ramach unijnego partnerstwa miast, bo uznały się za „strefę wolną od ideologii LGBT”, co jest dyskryminacją mniejszości seksualnych i godzi w podstawowe wartości UE, do których przestrzegania zobowiązali się jej wszyscy członkowie. SZ przypomina, że chodzi o sumy rzędu 5 000-25 000 euro.

Dziennik przytacza też słowa von der Leyen, która przed swoim urlopem napisała na Twitterze: „Nasze traktaty gwarantują, że każda osoba w Europie ma prawo bycia tym, kim chce, prawo do życia tam, gdzie chce, do kochania, kogo chce i mierzenia tak wysoko, jak chce”.

„Von der Leyen opowiada się za Unią równouprawnienia. Nie tylko w Parlamencie Europejskim wielu ma nadzieję, że po letniej przerwie po tych słowach nastąpią czyny” – podsumowuje Sueddeutsche Zeitung.

Niniejszy artykuł prezentuje opinie wyrażone na łamach niemieckiej prasy i niekoniecznie odzwierciedla stanowisko redaktora Sekcji Polskiej Deutsche Welle.

Short teaser Francja naciska na uzależnienie wypłaty funduszy unijnych od praworządności. Presja na Węgry i Polskę rośnie, pisze SZ.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::SZ%3A%20Intensywna%20dyskusja%20o%20ochronie%20pa%C5%84stwa%20prawa%20trwa&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54445752&x4=30855&x5=SZ%3A%20Intensywna%20dyskusja%20o%20ochronie%20pa%C5%84stwa%20prawa%20trwa&x6=0&x7=%2Fpl%2Fsz-intensywna-dyskusja-o-ochronie-pa%C5%84stwa-prawa-trwa%2Fa-54445752&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/sz-intensywna-dyskusja-o-ochronie-państwa-prawa-trwa/a-54445752?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53863315_401.jpg
Image caption Sędziowie w Luksemburgu znowu muszą podjąć decyzję ws. Polski
Image source picture-alliance/dpa/A. Immanuel Bänsch

Item 34
Id 54445039
Date 2020-08-05
Title Koronakryzys: Dzieci nauczyły się w domu o wiele mniej niż w szkole
Short title Koronakryzys: Dzieci nauczyły się o wiele mniej niż w szkole
Teaser Według badania Ifo, nauka w domu nie zdała egzaminu. Odkąd z powodu koronawirusa zostały zamknięte szkoły, drastycznie spadł czas poświęcany przez uczniów na naukę.

Jak wynika z ankiety renomowanego monachijskiego instytutu badań ekonomicznych Ifo uczniowie, którzy przed zamknięciem szkół poświęcali dziennie na naukę 7,4 godzin, w domu spędzali na niej jedynie 3,6 godziny dziennie. Wyniki te, zdaniem Ludgera Woessmanna z Ifo pokazują, jak ważny jest powrót do normalnych zajęć szkolnych.

Badania wykazały, że 38 procent spędziło na nauce najwyżej dwie godziny dziennie, 74 procent 4 godziny, a 14 procent zaledwie godzinę. Proporcje odwróciły się natomiast, jeśli chodzi o korzystanie z urządzeń mobilnych, takich jak telefony komórkowe a także komputery czy telewizory. W przypadku tych urządzeń czas korzystania z nich wydłużył się z czterech godzin do ponad pięciu (5,2). Czas poświęcany na czytanie, sport lub zajęcia kreatywne nie uległ natomiast zmianie i wyniósł nieco ponad trzy godziny (3,2) dziennie.

Czas przed telewizorem i z komórką

Badanie przeprowadzono w oparciu o reprezentatywną grupę 1 099 rodziców wybranych losowo. Zadawano im pytania dotyczące ich najmłodszego dziecka i jego aktywności podczas epidemii koronawirusa i zamkniętych w związku z tą sytuacją szkół.

Wzrost czasu spędzanego przed telewizorem, z grami komputerowymi lub telefonem komórkowym był szczególnie widoczny w przypadku uczniów, u których wyniki w nauce są słabe. W tej grupie uczniów odnotowano zdecydowany spadek czasu poświęcanego na naukę. Doszukano się natomiast jedynie nieznacznych różnic dotyczących zmniejszenia czasu poświęcanego na naukę u osób z rodzin inteligenckich i tych, z niższym wykształceniem. W każdej z badanych grup uczennice poświęcały na naukę o pół godziny więcej niż uczniowie.

Niewystarczający kontakt uczniów z nauczycielami

Więcej niż połowa uczniów miała rzadziej niż raz w tygodniu wspólne zajęcia online, 45 procent spośród nich nie miało ich nigdy. Dwie trzecie rodziców stwierdziło, że ich dziecko miało mniej niż raz w tygodniu indywidualny kontakt z nauczycielem, z czego 44 procent przyznało, że do indywidualnych rozmów z nauczycielem nigdy nie doszło. 17 procent nie otrzymało żadnej informacji na tematy wykonanych prac domowych.

Ze względu na to, że większość rodziców zakłada, że ich dzieci nauczyły się „o wiele mniej”, sami bardziej angażowali się w edukację swoich pociech. Zamiast spędzanej zwykle pół godziny dziennie na naukę z dzieckiem, spędzali nad książkami i na zadaniach domowych dziecka mniej więcej godzinę.

Homeschooling obciąża psychikę

Jednocześnie większość ankietowanych rodziców uważa, że ich rodziny dobrze poradziły sobie z zamknięciem szkół. 38 procent zaznacza jednak, że zaistniała sytuacja była dla ich dziecka i dla nich samych dużym obciążeniem psychicznym. 28 procent rodziców przyznało, że częściej dochodziło do kłótni między nimi i dziećmi niż wcześniej.

Z innego badania przeprowadzonego przez Ifo na reprezentatywnej grupie 10 000 osób wynika, że większość Niemców uważa, że zamknięcie szkół było mniej lub bardziej słuszne. Równocześnie niemal 80 procent ankietowanych opowiada się za obowiązkowymi zajęciami online i codziennym kontaktem nauczycieli z uczniami. Jeżeli rodziny nie dysponują laptopami, powinny zostać one udostępnione. Co więcej, niemal 60 procent pytanych osób jest zdania, że noszenie maseczek w szkole powinno być obowiązkowe.

Zgodnie ze stanowiskiem Narodowej Akademii Nauk Leopoldina ze środy (05.08.2020), dostęp do placówek edukacyjnych powinien być zapewniony wraz ze środkami higieny i regularnymi testami na COVID-19 , dopóki będzie to tylko możliwe. Ponadto niezbędne jest lepsze „zazębienie” internetowej oferty nauki z zajęciami osobistymi, jak również dobra infrastruktura cyfrowa dla wszystkich dzieci.

(KNA)/gwo

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Short teaser Według badania Ifo, nauka w domu nie zdała egzaminu. Uczniowie o wiele mniej uczą się w domu niż w szkole.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronakryzys%3A%20Dzieci%20nauczy%C5%82y%20si%C4%99%20w%20domu%20o%20wiele%20mniej%20ni%C5%BC%20w%20szkole&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54445039&x4=11400&x5=Koronakryzys%3A%20Dzieci%20nauczy%C5%82y%20si%C4%99%20w%20domu%20o%20wiele%20mniej%20ni%C5%BC%20w%20szkole&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronakryzys-dzieci-nauczy%C5%82y-si%C4%99-w-domu-o-wiele-mniej-ni%C5%BC-w-szkole%2Fa-54445039&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronakryzys-dzieci-nauczyły-się-w-domu-o-wiele-mniej-niż-w-szkole/a-54445039?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 35
Id 54441411
Date 2020-08-05
Title Po eksplozji w Bejrucie. Deklaracje pomocy i kondolencje z całego świata
Short title Po eksplozji w Bejrucie. Deklaracje pomocy z całego świata
Teaser Co najmniej 100 zabitych i 4000 rannych, płonące statki i magazyny, spustoszone budynki i ulice: części Bejrutu przypominają pobojowisko. Wśród rannych są też żołnierze ONZ i pracownik niemieckiej ambasady.

Po dwóch potężnych eksplozjach, jakie we wtorek późnym popołudniem (4.08.2020) wstrząsnęły stolicą Libanu, bejrucki port spowiła ogromna chmura dymu. Libański Czerwony Krzyż mówi jak dotąd o stu zabitych i ponad czterech tysiącach rannych. Według ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie, wśród rannych jest pracownik niemieckiej ambasady. Budynek dyplomatycznego przedstawicielstwa RFN jest uszkodzony. Rząd powołał do życia sztab kryzysowy.

„Rząd federalny jest wstrząśnięty. Jesteśmy myślami z tymi, którzy stracili bliskich. Rannym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Zaoferujemy Libanowi pomoc”, napisała na Twitterze wicerzeczniczka niemieckiego rządu Ulrike Demmer:

Uszkodzony jest także statek Narodów Zjednoczonych. Według oświadczenia ONZ ranni zostali też żołnierze misji pokojowej UNIFIL w Libanie.

Przyczyną saletra amonowa?

W opinii premiera Libanu Hassana Diaba przyczyną wybuchu mogły być ogromne ilości magazynowanej w porcie saletry amonowej. Jest „niedopuszczalne”, żeby w hali portowej był trzymany ładunek szacunkowo 2750 ton tej substancji i to przez sześć lat, bez podjęcia szczególnych środków bezpieczeństwa, stwierdził Diab. Przedtem zapowiedział, że odpowiadający za tę katastrofę zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Muszą „zapłacić za tę tragedię”. Dzisiejszą środę premier ogłosił dniem żałoby narodowej.

Wcześniej szef bezpieczeństwa Libanu Abbas Ibrahim wyraził przypuszczenie, że źródłem wybuchu mógł być „skonfiskowany przed laty materiał wybuchowy”. W 2013 r. władze libańskie zabroniły opuszczenia portu statkowi płynącemu z Gruzji do Mozambiku. Powodem były stwierdzone w nim różne braki. Po sporze sądowym załoga mogła wyjechać, statek ze swoim niebezpiecznym ładunkiem został w porcie.

Saletra amonowa, która może być używana także do produkcji ładunków wybuchowych, w wysokich temperaturach może wybuchnąć. Substancja jest najczęściej używanym nawozem, ale może być też wykorzystywana do silników rakietowych.

Detonacje było słychać w całym kraju – także w oddalonej 240 km stolicy Cypru Nikozji. Według niemieckiego Instytutu Geologicznego GZG wstrząsy wywołane eksplozją były porównywalne z trzęsieniem ziemi o sile 3,5 stopnia w skali Richtera.

Jak relacjonowała w rozmowie telefonicznej z Bejrutu reporterka DW Razan Salman, szpitale i tak już przepełnione z powodu pandemii COVID-19, są beznadziejnie przeciążone. Na ulicach dojazdowych do szpitali rozgrywały się straszne sceny, panował chaos. Wielu ludzi wpadło w panikę. Nawet w budynkach oddalonych od epicentrum wybuchu zostały uszkodzone szyby. „Ulice Bejrutu są usłane odłamkami szkła”, mówiła Salman.

Libańskie wojsko pomagało w transporcie rannych do szpitali, społeczeństwo zostało wezwane do oddawania krwi. „Jest to katastrofa w prawdziwym tego słowa znaczeniu”, powiedział libański minister zdrowia Hamad Hassan podczas wizyty w jednym ze szpitali.

Nagrania wideo pokazują ruiny budynków i porozrzucanych wybuchami pojazdów. Dojazd do portu jest spustoszony. Liban liczący ponad sześć milionów mieszkańców jest zależny od importu żywności. Władze wskazują, że magazynowane w porcie zboże nie nadaje się teraz do spożycia. Najwyższa Rada Obrony Libanu obwołała aglomerację Bejrut z szacunkowo 2,4 mln mieszkańców, za „miasto w stanie katastrofy”. Rada zaleciła też rządowi, by na swoim posiedzeniu w środę wprowadził stan wyjątkowy.

Deklaracje pomocy ze świata

Katastrofa w Bejrucie wstrząsnęła całym światem. Zewsząd napływają do Libanu deklaracje pomocy. Do pierwszych krajów oferujących wsparcie, należały państwa Zatoki Perskiej. Katar chce wysłać szpitale polowe, Kuwejt zadeklarował pomoc medyczną, szef dyplomacji Jordanii Aiman Safadi powiedział, że jego kraj jest gotowy do udzielenia każdej pomocy, jakiej Liban będzie potrzebował.

Także Izrael, który formalnie znajduje się w stanie wojny z Libanem, okazał gotowość natychmiastowego postawienia do dyspozycji pomocy medycznej i humanitarnej. Wsparcie zaoferowały też Niemcy i Stany Zjednoczone. Prezydent USA Donald Trump mówił na konferencji prasowej w Białym Domu o rzekomym ataku „rodzajem bomby”. Pytany o szczegóły powołał się na wypowiedzi swoich generałów.

(dw, afp, rtr, ap, dpa, kann / stas)

Short teaser Co najmniej 100 zabitych i 4000 rannych, spustoszone budynki i ulice: części Bejrutu przypominają pobojowisko.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Po%20eksplozji%20w%20Bejrucie.%20Deklaracje%20pomocy%20i%20kondolencje%20z%20ca%C5%82ego%20%C5%9Bwiata&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54441411&x4=11395&x5=Po%20eksplozji%20w%20Bejrucie.%20Deklaracje%20pomocy%20i%20kondolencje%20z%20ca%C5%82ego%20%C5%9Bwiata&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpo-eksplozji-w-bejrucie-deklaracje-pomocy-i-kondolencje-z-ca%C5%82ego-%C5%9Bwiata%2Fa-54441411&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/po-eksplozji-w-bejrucie-deklaracje-pomocy-i-kondolencje-z-całego-świata/a-54441411?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 36
Id 54437617
Date 2020-08-05
Title Fake newsy na temat koronakryzysu. Czy stoi za tym Rosja?
Short title Fake newsy na temat koronakryzysu. Czy stoi za tym Rosja?
Teaser Źródła wywiadowcze i nowe badania sugerują, że Rosja próbuje destabilizować zachodnie demokracje oraz UE za pomocą celowych, fałszywych doniesień o pandemii. Badania DW.

Witamy w świecie fałszywych wiadomości o kornawirusie. To celowy akt bioterroryzmu, przy pomocy którego NATO chce zwalczać Rosję. Jego rozprzestrzenianie się we Włoszech można było powstrzymać tylko dzięki rosyjskiej pomocy. Rosyjska szczepionka przeciw koronawirusowi jest już od dawna gotowa, mycie rąk jest bezużyteczne w zapobieganiu pandemii, COVID-19 to normalna fala grypy, a za tym wszystkim stoją plany światowej dominacji Billa Gatesa.

W wirze strachu przed koronawirusem już dawno rozprzestrzenił się inny rodzaj choroby: tak zwana „infodemia”. Od czasu odkrycia nowego koronawirusa SARS-CoV-2 teorie spiskowe, fałszywe doniesienia i plotki pojawiają się jak grzyby po deszczu. Podobnie jak rzeczywisty koronawirus, również „infodemia” zaraża ludzi i może mieć niebezpieczne konsekwencje. Prawdziwa skala tej epidemii półprawd i nieprawd staje się coraz bardziej wyraźna, a podmioty stojące za nią stają się coraz bardziej rozpoznawalne.

„Celem jest osłabienie UE

Od czasu pojawienia się wirusa nasiliła się walka o wpływy i wolność interpretacji na platformach cyfrowych. − Pandemia to idealna pożywka dla dezinformacji − mówi Peter Stano w wywiadzie dla DW. „Celem jest podkopanie i osłabienie UE”.

Stano jest rzecznikiem Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, gdzie jest odpowiedzialny m.in. za dezinformację i zagrożenia hybrydowe. Odkąd koronawirus dotarł do Europy, jego zespół zarejestrował już ponad 600 przypadków dezinformacji na temat patogena w bazie danych EUvsDisinfo - i to tylko w odniesieniu do Europy. Arsenał dezinformacji cyfrowej jest różnorodny. Polega na sianiu nieufność do systemów opieki zdrowotnej, przedstawianiu decydentów politycznych jako słabeuszy, instytucji demokratycznych jako nieudolnych, a Europę jako podzieloną. Czasami wypowiedzi i fakty są wyrwane z kontekstu i łączone na nowo, czasami rozpowszechniane są niezgrabne i bezczelne kłamstwa. Oba warianty mają potencjał, by wzbudzać wątpliwości, a nawet zagrażać ludzkiemu życiu.

Ogromny zasięg fałszywych wiadomości

Na przykład w Belgii, Wielkiej Brytanii i Holandii doszło do fałszywych doniesień, że standard telefonii komórkowej 5G wywołuje COVID-19. I kiedy zasady higieny, takie jak mycie rąk lub minimalny dystans, są kwestionowane, „takie wiadomości mogą być zabójcze”, mówi Peter Stano. Jego zdaniem, Bałkany są zagrożonym regionem. Tam „gracze rosyjskiej propagandy starają się wywołać niepewność i zapobiec planowanemu przystąpieniu do UE”. Chociaż nie ma wyraźnych dowodów na skuteczność metod propagandowych, istnieją pewne poszlaki. W ostatnim badaniu naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego mogli wykazać wiodącą rolą rosyjskich nadawców państwowych i mediów. Artykuły na temat koronawirusa, które były publikowane w języku francuskim, niemieckim i hiszpańskim, miały przeciętnie wyższy wskaźnik odziaływania niż artykuły w wiodących mediach krajowych, takich jak „Le Monde”, „Der Spiegel” i „El País”.

Christian Schwieter, współautor opracowania, wie dlaczego. − Media takie jak Russia Today (RT) donoszą wiele o protestach społecznych i kwestiach, które budzą niepokój. Sprawozdania emocjonalne wywołują więcej reakcji w serwisach społecznościowych − mówi niemiecki badacz, który wraz ze swoimi kolegami zbadał 35 856 artykułów w trzech językach.

Nieznany nadawca

Według ustaleń oksfordzkich badaczy, rosyjskie media państwowe wyjątkowo szczegółowo relacjonują o protestach przeciwko pandemii i teoriach spiskowych. Chińskie i tureckie media państwowe raczej podkreślały rzekomo wzorowe postępowanie z pandemią w swoich krajach. Według zespołu badaczy, hiszpańskojęzyczny oddział irańskiego państwowego nadawcy „IRIB” − HispanTV, wykorzystał pandemię do szerzenia krytycznych głosów przeciwko USA.

Ale są też ataki bez wyraźnej tożsamości nadawcy. Na przykład serwisy informacyjne InfoRos, InfoBrics.org i OneWorld.Press rozpowszechniają informacje o pandemii, która według urzędników rządu USA ma swoje źródło w rosyjskim wywiadzie wojskowym GRU. „New York Times”, jak również agencja prasowa AP, informowały o odpowiednich wskazówkach z kręgów wywiadowczych USA, zgodnie z którymi rozpowszechnianiem fałszywych informacji na tych platformach zajmowały się dwie osoby, które miały powiązania z GRU. Miało to doprowadzić do zamieszania w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w USA w listopadzie tego roku. Jest to dalszy rozwój rosyjskiej taktyki propagandowej stosowanej już w kampanii wyborczej w USA w 2016 roku.

Odwrócić uwagę od pandemii

W Rosji takie raporty często przyjmowane są wzruszeniem ramion. „Kolejna dawka fałszywych wiadomości z NYT”, podała państwowa stacja telewizyjna Vesti.ru. Jak krytykował Andriej Iliaszenko, redaktor naczelny InfoRos, publikacje te zostały błędnie umieszczone w kontekście ingerencji w amerykańską kampanię wyborczą. Przeszłość dwóch domniemanych popleczników rosyjskich wojskowych służb specjalnych GRU, Denisa Tyurina i Aleksandra Starunskiego, nie jest w ogóle udowodniona, podsumowuje komentarz na portalu Vesti.ru. Historia ta jest niczym innym jak próbą odwrócenia uwagi od własnych problemów z pandemią COVID-19.

Nawet uważani za niezależnych rosyjscy eksperci są sceptyczni wobec najnowszych publikacji na temat fake newsów z Rosji. − Czy personel wojskowy był zaangażowany w strategiczne kampanie dezinformacyjne o koronawirusie? Nie wydaje mi się − mówi Ivan Sassursky w wywiadzie dla DW. Sassurskij jest kierownikiem Katedry Nowych Mediów i Teorii Komunikacji na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. Udostępnione informacje wywiadowcze nie oznaczają automatycznie, że są one wiarygodnym źródłem, argumentuje Sassursky. − Nie można wszystkiego wytłumaczyć «ręką Moskwy»− uważa Sassursky. W wyborach prezydenckich w USA wiele się mówi o wpływie Rosji, ale rzadko korzysta się ze zweryfikowanych informacji. Rosyjski ekspert oczekuje, że sama amerykańska kampania wyborcza „dostarczy wiele fałszywych wiadomości”.

Pragnienie zemsty

Obecna rosyjska propaganda różni się zasadniczo od starego sowieckiego stylu. „Zamiast propagować wiarę w zdominowany przez komunizm postęp, dzisiejsze kampanie dezinformacyjne próbują podważyć zaufanie do racjonalnego rozwiązywania problemów”, pisze rosyjski analityk mediów Andriej Archangielski. „Jest to nie tylko próba zdyskredytowania demokracji”, twierdzi, ale także pragnienie Kremla, by „zemścić się na zachodnich demokracjach za niepowodzenie sowieckiego projektu”. Duża część fałszywych wiadomości staje się bardziej zrozumiała, gdy weźmie się pod uwagę ten motyw, uważa Archangielski.

Ekspert Peter Stano jest przekonany, że wojnę w ludzkich umysłach można wygrać tylko poprzez społeczny pokaz siły. − Społeczeństwo obywatelskie stoi przed wyzwaniem, wszyscy musimy robić więcej − mówi.

− Jednym ze sposobów walki z rozprzestrzenianiem się dezinformacji jest zwiększenie umiejętności korzystania z mediów wśród obywateli i bardziej krytyczne traktowanie źródeł w internecie – uważa Stanko.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Short teaser Źródła wywiadowcze i nowe badania sugerują, że Rosja próbuje destabilizować zachodnie demokracje oraz UE. Badania DW.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Fake%20newsy%20na%20temat%20koronakryzysu.%20Czy%20stoi%20za%20tym%20Rosja%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54437617&x4=11395&x5=Fake%20newsy%20na%20temat%20koronakryzysu.%20Czy%20stoi%20za%20tym%20Rosja%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Ffake-newsy-na-temat-koronakryzysu-czy-stoi-za-tym-rosja%2Fa-54437617&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/fake-newsy-na-temat-koronakryzysu-czy-stoi-za-tym-rosja/a-54437617?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54418689_401.jpg
Image caption Zmienianie faktów lub całkowite zastępowanie ich kłamstwami - fake newsy
Image source picture-alliance/Chromorange/C. Ohde

Item 37
Id 54438840
Date 2020-08-05
Title Niemiecka prasa o Bundeslidze: Musi zwyciężyć rozsądek
Short title Niemiecka prasa o Bundeslidze: Musi zwyciężyć rozsądek
Teaser Środowe wydania niemieckich gazet poświęcone są Bundeslidze i jej przygotowaniom w czasach pandemii do ruszającej we wrześniu jesiennej rundy piłkarskiej.

Dziennik „Augsburger Allgemeine" pisze:

„Wytyczne DFL są całkowicie rozsądne. Żadnego alkoholu na stadionie, żadnych kibiców drużyny przeciwnej, żadnych miejsc stojących. Doprowadzi to do znacznego pogorszenia nastrojów - a jednak ma sens. Pożądane są pełne areny. Każdy kibic piłki nożnej tęskni za festiwalami piłkarskimi, które swoją fascynację czerpią również z pasji fanów. Ale póki co musi wygrać rozsądek - tak, aby w przyszłości znów było głośno i tłoczno na stadionach”.

Frankfurter Rundschau" stwierdza:

„Analogicznie do życia w czasach pandemii sezon jesienny stoi pod znakiem zapytania. Tak bardzo krytykowana Bundesliga zdobyła z trudem kredyt zaufania polityków i społeczeństwa. Ponowny start po dwumiesięcznej przerwie od połowy maja do początku lipca przebiegł prawie bez komplikacji. A jednak ponownie ogromna jest presja na profesjonalną piłkę. Presja zdrowotna, ponieważ liczba przypadków rośnie i nikt nie wie, czy nie będzie konieczne zamykanie ponownie późną jesienią stałych rozgrywek. Presja społeczna, gdyż władze landowe będą się dokładnie przyglądać, jak zdyscyplinowani są kibice i kluby na drodze do nowej normalności. Ogromna jest również presja finansowa, ponieważ wszystkie kluby Bundesligi stracą dwucyfrowe przychody w wysokości od 15 do 50 mln euro”.

Dziennik „Nordbayerische Kurier" konstatuje:

„Dzisiaj w wielu miejscach panuje lekkomyślność i przepływ podróżnych jest trudny do kontrolowania. I nawet osoby bezpośrednio zaangażowane w Bundeslidze znowu mają więcej kontaktów społecznych niż tygodnie temu. Czy w tych czasach pasuje wyobrażenie o pełnych trybunach stadionów piłkarskich? Raczej nie, pomimo wprowadzenia środków zaradczych, jak zakaz alkoholu, rejestracja kibiców czy niedopuszczenie kibiców drużyny przeciwnej. Same te wytyczne pokazują, że wyzwań nie ubędzie, że nie ubędzie też pułapek, na przykład w postaci zachwiań nastroju wśród fanów, a pytania pozostaną nie mniej palące”.

W podobnym tonie wypowiada się „Mitteldeutsche Zeitung” z Halle:

„Niemiecka Liga Piłki Nożnej (DFL) ma nadzieję, że na początku nowego sezonu we wrześniu będzie w stanie ponownie zająć przynajmniej część trybun - przy jednoczesnym przestrzeganiu surowych środków higieny i wielu wymogów. Takie przygotowania do dnia X są na razie przydatne. Jednocześnie jednak budzą one również oczekiwania społeczne. Błędem jest skupianie się wyłącznie na działaniach zachodzących na stadionach. Przyjazd i wyjazd kibiców wiąże się prawdopodobnie z jeszcze większym ryzykiem infekcji. Również piłka nożna aż do zwycięstwa nad koronawirusem powinna istnieć tylko w lekkiej wersji. Od każdego gola więcej wart jest rozsądek”.

Natomiast dziennik Straubinger Blatt" jest zdania, że.

„Mecze piłkarskie i wyprawy na stadiony to wentyl bezpieczeństwa, rozrywka i spełnienie dla tysięcy osób. Trzeba się zastanowić, czy rozsądna koncepcja w tym zakresie nie mogłaby spuścić nieco ciśnienia z kotła pandemii. Czyż nie jest to sposób na wyprowadzenie z ulic i demonstracji przeciwko koronakryzysowi tysięcy ludzi, którzy bratają się z wrogami demokracji, by przekazać ludziom niebezpieczne poglądy. W końcu jest to decyzja według uznania. Tak jak każde rozluźnienie w czasach pandemii jest tylko kompromisem pomiędzy zdrowiem, bezpieczeństwem i wolnością. Niewielkie pchnięcie w kierunku wolności byłoby dobre dla obecnych nastrojów w kraju”.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Short teaser Środowe wydania gazet poświęcone są Bundeslidze i jej przygotowaniom w pandemii do zbliżającej się jesiennej rundy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20Bundeslidze%3A%20Musi%20zwyci%C4%99%C5%BCy%C4%87%20rozs%C4%85dek%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54438840&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20Bundeslidze%3A%20Musi%20zwyci%C4%99%C5%BCy%C4%87%20rozs%C4%85dek%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-bundeslidze-musi-zwyci%C4%99%C5%BCy%C4%87-rozs%C4%85dek%2Fa-54438840&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200805&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-bundeslidze-musi-zwyciężyć-rozsądek/a-54438840?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 38
Id 54437665
Date 2020-08-04
Title Koronkryzys rozdzielił zakochanych. Akcja "Love Is Not Tourism"
Short title Koronkryzys i zakochani. Akcja "Love Is Not Tourism"
Teaser Zaostrzone przepisy dotyczące wjazdu do poszczególnych krajów rozdzieliły tysiące niezamężnych par na całym świecie. Także w Niemczech mnożą się głosy, domagające się pragmatycznego i jednolitego rozwiązania tej sprawy.

"Zamknięcie międzynarodowych granic w czasach pandemii COVID-19 było - i wciąż jest - sensowne i wręcz konieczne. To oczywiste, że musimy wstrzymać wyprawy turystyczne, by chronić siebie i innych" - czytamy na stronie internetowej akcji "Love Is Not Tourism" (pol. Miłość to nie turystyka).

"Jednak miłość to nie turystyka. Tu nie chodzi tylko o letnie wakacje; tu chodzi o zdrowie psychiczne oraz przyszłość ludzi na całym świecie" - argumentują twórcy inicjatywy.

"Jak członkowie rodziny"

Autorzy akcji ("jako zakochani oraz rodziny") apelują do rządów wszystkich państw o zmianę przepisów dotyczących podróżowania; o to, by pozwoliły na "niebiurokratyczne i bezpieczne zjednoczenie się partnerów pozostających w związkach na odległość, jak się na to pozwala członkom rodziny".

"Jesteśmy gotowi poddać się odpowiednim procedurom bezpieczeństwa, czyli sami płacić za testy i pójść na kwarantannę do chwili uzyskania negatywnego wyniku lub przeczekać wymagane 14 dni, o ile pary bez ślubu oraz takie rodziny będą mogły odwiedzić najważniejsze dla siebie osoby". Wśród wymienionych na stronie akcji państw, które już zgodziły się na złagodzenie restrykcji są Dania, Norwegia, Niderlandy, Islandia, Szwajcaria oraz Austria i Czechy (pod pewnymi warunkami).

Co można zrobić?

Twórcy akcji instruują, że aby się do niej przyłączyć, należy opublikować w mediach społecznościowych post z hasztagami: #LoveIsNotTourism oraz #LoveIsEssential. Dzięki temu akcja ma zyskać szerszy zasięg i przyciągnąć uwagę polityków oraz mediów informacyjnych. "Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego problemu i jak wiele osób on naprawdę dotyka. Na świecie jest więcej międzynarodowych par niż by się mogło wydawać. Niech ludzie to zobaczą!" - głosi apel.

Na stronie ponadto zamieszczono linki do kont akcji w mediach społecznościowych oraz z petycjami do władz poszczególnych krajów, a także biorących udział w inicjatywie portali. W Niemczech jest to lista kontaktów do posłów Bundestagu oraz trzy różne strony w internecie. W Polsce zaś - link do petycji online oraz Twitterowe konta premiera i prezydenta.

Władze Niemiec widzą nadzieję

O tym, że akcja jest skuteczna, może świadczyć fakt, że dotarła do ministra zdrowia Szlezwika-Holsztynu. Heiner Gerg z FDP optymistycznie stwierdził, że w dyskusji na temat połączenia rozdzielonych wskutek pandemii koronawirusa niezamężnych par nastąpi długo oczekiwany postęp. To reakcja właśnie na posty oznaczone odpowiednimi hasztagami.

- Po jasnych i nie budzących wątpliwości wypowiedziach niemieckiego ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa z ostatniego weekendu, który zażądał od partnera koalicyjnego w rządzie szybkiego uregulowania sytuacji rozdzielonych niezamężnych par na płaszczyźnie narodowej, jestem w tej chwili umiarkowanym optymistą co do tego, że także w Niemczech dojdzie do załatwienia tej sprawy - powiedział Garg w rozmowie z Niemiecką Egencją Prasową (DPA).

Inne państwa, takie jak Dania, Austria i Holandia, ponownie otworzyły granice dla niezamężnych par. Szef niemieckiej dyplomacji, Heiko Maas z SPD, już wcześniej mówił w wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel", że "Niemcy powinny być w Europie pionierem, a nie naśladowcą, w połączeniu ze sobą zakochanych par, rozdzielonych od miesięcy wskutek koronakryzysu".

Niemiecki dwugłos w sprawie połączenia rozdzielonych par

Niemiecki minister spraw zagranicznych stawia na uregulowanie tej prawy w oparciu o przepisy obowiązujące w danym kraju. Także minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer z CSU, podkreślił ostatnio, że opowiada się za bliskim rozluźnieniem przepisów wjazdowych, ale - w odróżnieniu od ministra spraw zagranicznych - na płaszczyźnie europejskiej.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Wcześniej, Heiner Garg, razem z minister spraw wewnętrznych Szlezwika-Holsztynu Sabine Suetterlin-Waack z CDU, zwrócił się listownie do Horsta Seehofera z wezwaniem, aby mając na uwadze obecne, niemieckie przewodnictwo w Radzie UE, doprowadził do szybkiego umożliwienia powrotu do Niemiec rozdzielonym parom, na wzór innych państw unijnych. Na razie, jak oświaczył Garg: "Kolega Seehofer nie odpowiedział jeszcze na nasz list".

(loveisnottourism.org/, DPA/jak)

Short teaser Internetowa akcja idzie z pomocą niezamężnym parom rozdzielonym przez koronakryzys.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronkryzys%20rozdzieli%C5%82%20zakochanych.%20Akcja%20%22Love%20Is%20Not%20Tourism%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54437665&x4=11400&x5=Koronkryzys%20rozdzieli%C5%82%20zakochanych.%20Akcja%20%22Love%20Is%20Not%20Tourism%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronkryzys-rozdzieli%C5%82-zakochanych-akcja-love-is-not-tourism%2Fa-54437665&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronkryzys-rozdzielił-zakochanych-akcja-love-is-not-tourism/a-54437665?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54279911_401.jpg
Image caption Związki na odległość. Można słać listy, ale jak długo?
Image source picture-alliance/imageBROKER/C. Ohde

Item 39
Id 54437110
Date 2020-08-04
Title Koronakryzys. Targ w Słubicach zamknięty, kierowcy ciężarówek obawiają się testów
Short title Koronakryzys. Targ w Słubicach zamknięty
Teaser W Polsce wzrasta liczba zarażonych koronawirusem. Ze względu na skalę zachorowań wśród handlowców zamknięto centralny targ w Słubicach. Lekarze w pobliskiej Brandenburgii są zaniepokojeni.

Lekarze w graniczącej ze Słubicami Brandenburgii obawiają się skutków sobotnich demonstracji w Berlinie przeciwko ograniczeniom związanym z koronakryzysem. Tymczasem, polscy i litewscy kierowcy ciężarówek na autostradzie A12 w Słubicach zachowywali wczoraj (03.08.2020) spokój. Osoby powracające z urlopów w krajach ryzyka od tego tygodnia mają być objęte testami na koronawirusa na lotniskach i dworcach kolejowych. Nie planuje się jednak, przynajmniej na razie, objęcia nimi kierowców ciężarówek przekraczających granice wielu państw.

Zamknięto targowisko w Słubicach, handlarze przejdą test

W Polsce w ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano 680 przypadków zarażenia się koronawirusem. Ze względu na dużą liczbę zachorowań wśród handlowców zamknięto centralny targ w Słubicach, bardzo popularny także wśród Niemców, którzy chętnie robią tam zakupy.

Władze miejskie Słubic podały wczoraj, że wszyscy sprzedawcy i właściciele straganów zostaną przetestowani na koronawirusa. W najbliższych dniach mają zostać przetestowani także handlowcy z dwóch innych, mniejszych targowisk. Będą mogli powocić do pracy tylko wtedy, gdy wynik testów będzie negatywny.

Kierowcy nie chcą przywrócenia kontroli na granicach

Kierowcy mają jednak swoje zmartwienia. Boją się korków i opóźnień w dotarciu na miejsce z ładunkiem. Jeden z nich, którego cytują niemieckie media, właśnie powrócił z kursu do Szwajcarii. Wykonuje najrozmaitsze zlecenia napływające z Niemiec, Danii, Belgii oraz Holandii. Wzrastająca ponownie liczba zarażeń koronawirusem w Polsce napełnia go niepokojem, ale nie życzy sobie ponownego wprowadzenia kontroli na granicach.

Dla kierowców, którzy są opłacani od dostarczonego ładunku, taki przymusowy przestój oznacza poważne straty finansowe. Kierowca ponadto podkreśla, że podczas pracy ma niewielki kontakt z innymi osobami, ponieważ większość czasu spędza w kabinie swojej ciężarówki.

Ogólna sytuacja budzi coraz większe obawy

Wzrost zarażeń w Polsce nie jest obecnie głównym powodem do obaw na granicy niemiecko-polskiej. Prawdziwym problemem jest sobotnia demonstracja w Berlinie z udziałem ponad 20 tysięcy osób. Demonstranci nie przestrzegali nakazu noszenia masek ochronnych i nie utrzymywali zalecanego dystansu społecznego. Budzi to obawy o możliwy wzrost zarażeń koronawirusem we wschodniej Brandenburgii. Lekarze ostro krytykują lekkomyślną postawę protestujących i przestrzegają przed możliwymi skutkami takiego zachowania. Mają nadzieję, że taka masowa demonstracja się więcej nie powtórzy.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Lekarze zwracają także uwagę na ludzi powracających obecnie z urlopu. Osoby, u których wykryto już obecność koronawirusa, miały zaskakująco dużo kontaktów z innymi. Dlatego apelują do wszystkich urlopowiczów, aby także podczas letniego wypoczynku przestrzegali obowiązujących ograniczeń.

(ntv.de, rbb, DPA/jak)

Short teaser Ze względu na skalę zachorowań wśród handlowców zamknięto targ w Słubicach. Lekarze w Brandenburgii są zaniepokojeni.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronakryzys.%20Targ%20w%20S%C5%82ubicach%20zamkni%C4%99ty%2C%20kierowcy%20ci%C4%99%C5%BCar%C3%B3wek%20obawiaj%C4%85%20si%C4%99%20test%C3%B3w&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54437110&x4=11400&x5=Koronakryzys.%20Targ%20w%20S%C5%82ubicach%20zamkni%C4%99ty%2C%20kierowcy%20ci%C4%99%C5%BCar%C3%B3wek%20obawiaj%C4%85%20si%C4%99%20test%C3%B3w&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronakryzys-targ-w-s%C5%82ubicach-zamkni%C4%99ty-kierowcy-ci%C4%99%C5%BCar%C3%B3wek-obawiaj%C4%85-si%C4%99-test%C3%B3w%2Fa-54437110&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronakryzys-targ-w-słubicach-zamknięty-kierowcy-ciężarówek-obawiają-się-testów/a-54437110?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53797314_401.jpg
Image caption Granica polsko-niemiecka w Słubicach
Image source DW/W. Szymański

Item 40
Id 54435351
Date 2020-08-04
Title Interpol: Cyberprzestępcy coraz częściej atakują także szpitale
Short title Interpol: Cyberprzestępcy coraz częściej atakują szpitale
Teaser Według Interpolu, cyberprzestępcy w czasie pandemii koronawirusa coraz częściej atakują duże korporacje i kluczową infrastrukturę.

Kilka państw członkowskich zgłosiło ataki przy użyciu szkodliwych oprogramowań na obiekty rządowe i medyczne, takie jak szpitale - powiedziała we wtorek międzynarodowa organizacja policyjna Interpol. Tempo, w jakim nasilają się ataki cybernetyczne, jest niepokojące, powiedział sekretarz generalny Interpolu Juergen Stock. Rosnące uzależnienie od internetu oferuje przestępcom nowe możliwości, ponieważ środki bezpieczeństwa online wielu firm i użytkowników nie są już aktualne, mówi Stock.

Szkodliwe oprogramowania

Ankieta przeprowadzona w państwach członkowskich wykazała, że przestępcy coraz częściej wykorzystują szkodliwe oprogramowania do kradzieży danych - poinformował Interpol. Niektóre z informacji zawartych w badaniu zostały przekazane również przez przedsiębiorstwa z sektora prywatnego. Według Interpolu liczba niebezpiecznych adresów internetowych zawierających słowa klucze: „Koronawirus” lub „Covid” wzrosła od lutego do marca 2020 roku o 569 procent.

Fake newsy

Oszukańcze domeny mogą być wykorzystywane na przykład do wyłudzania informacji (phishing) lub do dostarczania szkodliwych oprogramowań, jak wyjaśniła organizacja. Interpol ostrzegł, że cyberprzestępczość będzie w najbliższej przyszłości nadal rosnąć. Jest to wynik tego, że obecnie wielu pracowników firm pracuje w domu. Co piąte państwo biorące udział w badaniu podało, że problem stanowi także rozprzestrzenianie się fake newsów o koronawirusie w połączeniu ze szkodliwym oprogramowaniem.

Siedziba Interpolu znajduje się w Lyonie we Francji, a wraz ze 194 państwami członkowskimi jest najważniejszą organizacją policyjną na świecie. Za pośrednictwem Interpolu państwa wymieniają informacje o osobach poszukiwanych i informują o rozwoju sytuacji w zakresie przestępczości zorganizowanej.

(DPA/jar)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Według Interpolu, cyberprzestępcy w czasie pandemii coraz częściej atakują duże korporacje i kluczową infrastrukturę.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Interpol%3A%20Cyberprzest%C4%99pcy%20coraz%20cz%C4%99%C5%9Bciej%20atakuj%C4%85%20tak%C5%BCe%20szpitale&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54435351&x4=11395&x5=Interpol%3A%20Cyberprzest%C4%99pcy%20coraz%20cz%C4%99%C5%9Bciej%20atakuj%C4%85%20tak%C5%BCe%20szpitale&x6=1&x7=%2Fpl%2Finterpol-cyberprzest%C4%99pcy-coraz-cz%C4%99%C5%9Bciej-atakuj%C4%85-tak%C5%BCe-szpitale%2Fa-54435351&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/interpol-cyberprzestępcy-coraz-częściej-atakują-także-szpitale/a-54435351?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/46371812_401.jpg
Image caption Sekretarz generalny Interpolu Juergen Stock
Image source picture-alliance/AP Photo/K. Jebreili

Item 41
Id 54435412
Date 2020-08-04
Title Niemcy: Przeszukania w związku z aferą cum-ex
Short title Niemcy: Przeszukania w związku z aferą cum-ex
Teaser W śledztwie prowadzonym przeciwko bankierom i handlarzom akcjami, związanym z miliardowymi transakcjami typu cum-ex, kolońska prokuratura przeszukała dziś (04.08.2020) dwa biura Federalnego Związku Banków Niemieckich.

Funkcjonariusze prokuratury znaleźli dowody potwierdzające zarzut, że banki i doradcy finansowi mieli wpływ na teksty ustaw i pism Ministerstwa Finansów sprzed roku 2010, umożliwiające dalsze prowadzenie transakcji finansowych typu cum-ex. Poinformowały o tym rozgłośnie WDR, NDR i dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Wskutek tych operacji niemiecki fiskus stracił miliardy euro.

Obie strony potwierdzają przeszukania

Prokuratura w Kolonii potwierdziła informacje o przeszukaniach. Służyły one zabezpieczeniu materiału dowodowego, umożliwiającego kontynuowanie dochodzenia w sprawie wyjaśnienia skomplikowanego, faktycznego stanu rzeczy o istotnym znaczeniu dla prowadzonego śledztwa, oznajmił prokurator naczelny przy kolońskim sądzie krajowym Ulrich Bremer. Ze względu na dobro śledztwa i tajemnicę podatkową nie podano żadnych nazwisk.

Federalny Związek Banków Niemieckich (BDB), reprezentujący interesy niemieckich banków prywatnych, podobnie jak prokuratura podkreślił, że przeszukania przeprowadzone w jego biurach w Berlinie i Frankfurcie nad Menem nie były skierowane przeciwko osobom odpowiedzialnym ani pracownikom BDB. "W całej rozciągłości współpracujemy z władzami", oświadczył BDB.

Jak można zarobić na transakcjach cum-ex

W transakcjach cum-ex chodzi o taki obrót akcjami w dniu wypłaty dywidendy, żeby uzyskać wielokrotny zwrot podatku od zysków kapitałowych, który de facto został zapłacony tylko raz. W ten sposób fiskus różnych państw, w tym także Niemiec, ponosił wielomiliardowe straty. W 2012 roku rząd w Berlinie zablokował przeprowadzanie takich operacji.

Niektóre sprawy trafiły wtedy do sądu. W jednej z nich zapadł nawet wyrok, który nie jest jednak jeszcze prawomocny. Sąd krajowy w Bonn skazał w marcu tego roku dwóch obywateli brytyjskich za oszustwa podatkowe, względnie pomoc za dokonywanie takich oszustw. Wyrok opiewał na karę pozbawienia wolności na jeden rok i dziesięć miesięcy oraz jeden rok więzienia w zawieszeniu.

Boński sąd stanął na stanowisku, że sporne transakcje typu cum-ex są nielegalne i jako takie podlegają karze. Było to pierwsze orzeczenie sądowe tego typu. Prokuratura w Kolonii obecnie prowadzi śledztwo "przeciwko wielu obwinionym" o dokonywanie transakcji cum-ex.

Partia Lewica: takie operacje są nielegalne

Wiceprzewodniczący klubu poselskiego partii Lewica w Bundestagu Fabio De Masi oświadczył, że nie tylko operacje cum-ex, umożliwiające wyłudzanie zwrotu podatków, są przestępstwem. Jak powiedział, "są one w takim samym stopniu przestępstwem, w jakim było utrzymywanie przez dekadę luki w prawie pozwalającej bankowemu lobby na jej rozszerzanie".

Komisja śledcza Bundestagu do spraw transakcji typu cum-ex nie miała w latach 2016 i 2017 dostępu do wielu ważnych dokumentów, powiedział dalej Fabio De Masi. "Teraz jednak, dzięki odważnym sędziom, mamy szansę uzyskać wgląd w tę sprawę. Związane z nią akta muszą zostać ponownie otwarte, a odpowiedzialni za tę aferę muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności", podkreślił De Masi.

Winnych jest wielu

Ruch obywatelski "Transformacja finansowa" bezpośrednio skrytykował postawę Federalnego Związku Banków Niemieckich, który, jak oświadczyli działacze tego ruchu, "odegrał ważną rolę w największym oszustwie podatkowym w dziejach Niemiec". Zdaniem tego ruchu BDB "o wiele za późno" poinformował o transakcjach cum-ex Ministerstwo Finansów. Ustawa w tej sprawie z 2007 roku nie doprowadziła do zaprzestania transakcji tego typu. Przeciwnie, umożliwiła ich kontynuowanie na szkodę niemieckich podatników, za co BDB nigdy publicznie nie przeprosił, ani nie wydał oświadczenia w tej sprawie, twierdzi ruch "Transformacja finansowa".

(AFP/jak)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser W śledztwie związanym z transakcjami cum-ex, prokurtura przeszukała dwa biura Federalnego Związku Banków Niemieckich.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Niemcy%3A%20Przeszukania%20w%20zwi%C4%85zku%20z%20afer%C4%85%20cum-ex&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54435412&x4=11398&x5=Niemcy%3A%20Przeszukania%20w%20zwi%C4%85zku%20z%20afer%C4%85%20cum-ex&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-przeszukania-w-zwi%C4%85zku-z-afer%C4%85-cum-ex%2Fa-54435412&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-przeszukania-w-związku-z-aferą-cum-ex/a-54435412?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/48188755_401.jpg
Image caption Kolejne przeszukania w aferze cum-ex
Image source picture-alliance/chromorange/C. Ohde

Item 42
Id 54434134
Date 2020-08-04
Title AI: Rażące naruszenia praw człowieka w USA
Short title AI: Rażące naruszenia praw człowieka w USA
Teaser Po śmierci Amerykanina George'a Floyda w całych USA doszło do protestów. W wielu przypadkach policja brutalnie obchodziła się z demonstrantami. Amnesty International piętnuje teraz „rażące naruszanie praw człowieka”.

Organizacja obrony praw człowieka Amnesty International (AI) zarzuca policji USA, że w czasie trwających w całym kraju na przełomie maja i czerwca protestów przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy wobec Afroamerykanów, w rażący sposób naruszała prawa człowieka. Jak głosi badanie opublikowane we wtorek (4.08.2020), funkcjonariusze policji wielokrotnie użyli przeciwko – przeważnie pokojowo demonstrującym – przemocy fizycznej, drażniących substancji chemicznych takich jak gaz łzawiący i gaz pieprzowy, a także pocisków gumowych.

Wydarzenia te budzą poważne zastrzeżenia co do „prawa do życia, bezpieczeństwa osób, tej samej ochrony prawnej” oraz do wolności wypowiedzi i prawa do pokojowych zgromadzeń – pisze AI.

Amnesty przytacza 125 przypadków przemocy

Protesty wybuchły po przeprowadzonej 25 maja 2020 w Minneapolis brutalnej akcji policyjnej, która doprowadziła do śmierci 46-letniego, ciemnoskórego obywatela USA George'a Floyda. W swoim raporcie Amnesty International podaje przykłady „niewspółmiernej i często niepohamowanej przemocy” w 40 stanach USA oraz stolicy kraju Waszyngtonie – w sumie jest mowa o 125 niezależnych od siebie przypadkach.

Ofiarami policyjnej przemocy padają nie tylko demonstranci, ale też siły ratunkowe i dziennikarze. Organizacja domaga się od władz USA podejmowania zdecydowanych kroków przeciwko brutalnym policjantom i wysokiej rangi funkcjonariuszom. Wszyscy muszą ponieść odpowiedzialność na drodze postępowania sądowego lub dyscyplinarnego.

Ponad tysiąc ofiar śmiertelnych rocznie

„Interwencja funkcjonariuszy federalnych, tak jak ostatnio w Portland, nie może być rozwiązaniem”, powiedziała Katharina Masoud z niemieckiej sekcji AI. Jak podkreśliła, „zasady pracy policji w USA muszą się zmienić od podstaw – zarówno na płaszczyźnie lokalnej, jak i federalnej”.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>

Według Amnesty International z rąk policji ginie rocznie w Stanach Zjednoczonych ponad tysiąc osób. Nie są to dokładne dane, ponieważ rząd nie gromadzi tego typu informacji. Ze statystyk wynika jednak, że nieproporcjonalnie dużą grupę śmiertelnych ofiar stanowią ciemnoskórzy Amerykanie.

(DPA,AFP / stas)

Short teaser Po śmierci George'a Floyda w USA doszło do brutalnie tłumionych protestów. AI piętnuje rażące naruszanie praw człowieka.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::AI%3A%20Ra%C5%BC%C4%85ce%20naruszenia%20praw%20cz%C5%82owieka%20w%20USA&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54434134&x4=11395&x5=AI%3A%20Ra%C5%BC%C4%85ce%20naruszenia%20praw%20cz%C5%82owieka%20w%20USA&x6=1&x7=%2Fpl%2Fai-ra%C5%BC%C4%85ce-naruszenia-praw-cz%C5%82owieka-w-usa%2Fa-54434134&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/ai-rażące-naruszenia-praw-człowieka-w-usa/a-54434134?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 43
Id 54431387
Date 2020-08-04
Title Niemieccy lekarze: „Jesteśmy w drugim, płaskim szczycie epidemii“
Short title Niemieccy lekarze: „Jesteśmy w drugim szczycie epidemii“
Teaser Zdaniem związku zawodowego lekarzy Marburger Bund, Niemcy są na początku drugiej fali zachorowań na COVID-19. Niemieccy lekarze ostrzegają przed lekceważeniem zagrożenia i wzywają do przestrzegania zaleceń.

W ocenie związku zawodowego lekarzy Marburger Bund, Niemcy już objęła druga fala epidemii koronawirusa. Przewodnicząca związku Susanne Johna mówi we wtorkowym wydaniu (4.08.2020) dziennika „Augsburger Allgemeine" o „drugim, płaskim szczycie epidemii”. Nie jest ona wprawdzie porównywalna z sytuacją w maju i kwietniu, mimo to liczba nowo zakażonych rośnie.

„Tym samym istnieje niebezpieczeństwo, że kombinacją odsuwania zagrożenia i tęsknoty za normalnością zaprzepaścimy sukcesy, jakie osiągnęliśmy dotąd w Niemczech”, ostrzegła Johna. Z naciskiem zaapelowała do społeczeństwa, by nadal przestrzegało reguł: „Wszyscy tęsknimy za normalnością. Ale jesteśmy chwilowo w stanie, który nie jest normalny”. Dopóki nie będzie skutecznego leku przeciwko COVID-19, trzeba stłumić rozprzestrzenianie się wirusa.

„Dystans, higiena, maska”

Jak zaznaczyła lekarka: „Funkcjonuje to tylko z przestrzeganiem formuły AHA – Abstand, Hygiene, Alltagsmaske (dystans, higiena, maseczka ochronna). Broniła tych zasad także w obliczu protestów w miniony weekend i porównała je z wprowadzeniem obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodach, który także spotkał się z gwałtownym sprzeciwem. Ale „tak jak pasy, również maska ochronna ratuje życie”.

Marburger Bund: szpitale są przygotowane

Według szefowej związku Marburger Bund szpitale w Niemczech są przygotowane na rosnącą liczbę pacjentów chorych na COVID-19. Inaczej niż podczas pierwszej fali epidemii, łóżka w szpitalach nie mają być rezerwowane dla potencjalnych pacjentów, tylko stawiane do dyspozycji zależnie od liczby chorych. W praktyce w tzw. pierwszej fazie na oddziałach intensywnej terapii będzie stała do dyspozycji tylko niewielka ilość łóżek. Dopiero, gdy będą zajęte, 24 godziny później zostanie ogłoszona druga faza i stopniowo zwiększana liczba miejsc na oddziałach intensywnej terapii.

„Taka procedura będzie prowadzona krok po kroku, aż do osiągnięcia najwyższego stanu alarmowego i wyczerpania wszystkich, dostępnych miejsc leczenia dla pacjentów chorych na COVID-19”, powiedziała Susanne Johna.

Lekarze ostrzegają przed lekceważeniem zagrożenia w dniach rosnącej znowu liczby infekcji koronawirusem w Niemczech.

879 nowych przypadków

Po tym, jak przez wiele tygodni liczba nowych przypadków zarażeń koronawirusem w Niemczech nie przekraczała 300 do 500 na dobę, w ostatnich dniach liczba ta oscylowała między 800 i 1000. W minionych 24 godzinach Instytut Roberta Kocha odnotował 879 nowych, potwierdzonych infekcji. Tym samym liczba osób zakażonych koronawirusem wzrosła w Niemczech do 211 281. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła o 8 i wynosi obecnie 9 156.

(tagesschau.de/stas)

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Zdaniem związku zawodowego lekarzy Marburger Bund, Niemcy są na początku drugiej fali zachorowań na COVID-19.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemieccy%20lekarze%3A%20%E2%80%9EJeste%C5%9Bmy%20w%20drugim%2C%20p%C5%82askim%20szczycie%20epidemii%E2%80%9C&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54431387&x4=11400&x5=Niemieccy%20lekarze%3A%20%E2%80%9EJeste%C5%9Bmy%20w%20drugim%2C%20p%C5%82askim%20szczycie%20epidemii%E2%80%9C&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemieccy-lekarze-jeste%C5%9Bmy-w-drugim-p%C5%82askim-szczycie-epidemii%2Fa-54431387&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemieccy-lekarze-jesteśmy-w-drugim-płaskim-szczycie-epidemii/a-54431387?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54367569_401.jpeg
Image source picture-alliance/dpa/M. Kusch

Item 44
Id 54428770
Date 2020-08-04
Title Większość Niemców popiera wycofanie z kraju części amerykańskich żołnierzy
Short title Gros Niemców popiera wycofanie z kraju części żołnierzy USA
Teaser Tysiąc amerykańskich żołnierzy wycofanych z Niemiec trafi do Polski, poinformował w poniedziałek Waszyngton. Niemieckie społeczeństwo przede wszystkim chce się pozbyć broni atomowej USA.

Stany Zjednoczone potwierdziły zwiększenie kontyngentu ich wojsk w Polsce o dalsze 1000 żołnierzy. Liczba stacjonujących rotacyjnie żołnierzy zostanie podwyższona z obecnie 4500 do 5500, poinformował w poniedziałek (3.08.2020) Departament Obrony USA. Podstawą jest nowe porozumienie, które „scementuje” partnerstwo między obydwoma krajami.

Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak powiedział w piątek, że do Polski trafi „co najmniej” 1000 amerykańskich żołnierzy. Dwa dni wcześniej Stany Zjednoczone potwierdziły wycofanie z Niemiec blisko 12 tys. swoich żołnierzy. Ich część wróci do USA, część zostanie rozlokowana w innych europejskich krajach.

Rotacyjna obecność

Informując o wysłaniu 1000 żołnierzy do Polski Stany Zjednoczone nie mówią o ich stałej, tylko rotacyjnej obecności. Tym samym żołnierzom nie będą towarzyszyły w Polsce ich rodziny.

W 1997 r. w ramach Aktu Założycielskiego NATO-Rosja (Akt Założycielski o Wzajemnych Stosunkach, Współpracy i Bezpieczeństwie pomiędzy NATO i Federacją Rosyjską z 1997 roku) Sojusz Północnoatlantycki zapewnił Rosję, że rezygnuje ze stałego i dużego liczebnie stacjonowania żołnierzy w krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Krytyka po obu stronach Atlantyku

Wycofanie tak dużej części amerykańskich żołnierzy z Niemiec (blisko 12 tys. z 36 tys.) wywołało krytykę po obu stronach Atlantyku. Szef departamentu obrony Mark Esper podkreśla wprawdzie, że chodzi o reorganizację amerykańskich sił zbrojnych w Europie, służącą wzmocnieniu NATO i zwiększeniu odstraszania Rosji. Jednak prezydent USA Donald Trump uzasadnia to posunięcie w pierwszym rzędzie zbyt niskimi, jego zdaniem, wydatkami Niemiec na obronę.

Krytycy zarzucają prezydentowi osłabianie stosunków transatlantyckich i w efekcie – wzmacnianie pozycji prezydenta Rosji Władimira Putina.

Jasna opinia społeczeństwa

Podczas gdy niemieccy politycy krytykują decyzję USA, społeczeństwo ją raczej popiera. Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie agencji DPA przez instytut badania opinii publicznej YouGov, 47 proc. Niemców pozytywnie ocenia zredukowanie amerykańskich sił stacjonujących w RFN. Co czwarty Niemiec uważa wręcz, że amerykańscy żołnierze w ogóle powinni opuścić Niemcy. Innego zdania nie jest nawet co czwarty (32 proc.), a za pozostaniem dotychczasowej liczby amerykańskich żołnierzy w Niemczech jest tylko 28 procent. Zaledwie 4 proc. respondentów opowiedziało się za zwiększeniem tej liczby, a 21 proc. nie miało zdania.

Jeszcze bardziej wyraziste jest zdanie niemieckiego społeczeństwa, jeżeli chodzi o amerykańską broń jądrową składowaną w bazach w Niemczech. USA nie planuje wprawdzie jej wycofania, ale domagają się tego niemieccy socjaldemokraci. Zdanie SPD dzieli dwie trzecie społeczeństwa. 66 proc. uważa, że broń atomowa składowana w bazie Büchel w Nadrenii-Palatynacie powinna stamtąd zniknąć. Zaledwie 19 proc. jest zdania, że broń jądrowa może tam zostać, a 16 nie ma zdania.

Równie klarowne jest zdanie Niemców na temat argumentu prezydenta Trumpa, że Republika Federalna łoży za mało na obronność. Tylko 25 proc. popiera tę opinię, 58 proc. się jej sprzeciwia.

(AFP, DPA/stas)

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser 1000 żołnierzy USA wycofanych z Niemiec trafi do Polski. Niemieckie społeczeństwo chce się pozbyć broni atomowej USA.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Wi%C4%99kszo%C5%9B%C4%87%20Niemc%C3%B3w%20popiera%20wycofanie%20z%20kraju%20cz%C4%99%C5%9Bci%20ameryka%C5%84skich%20%C5%BCo%C5%82nierzy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54428770&x4=11395&x5=Wi%C4%99kszo%C5%9B%C4%87%20Niemc%C3%B3w%20popiera%20wycofanie%20z%20kraju%20cz%C4%99%C5%9Bci%20ameryka%C5%84skich%20%C5%BCo%C5%82nierzy&x6=1&x7=%2Fpl%2Fwi%C4%99kszo%C5%9B%C4%87-niemc%C3%B3w-popiera-wycofanie-z-kraju-cz%C4%99%C5%9Bci-ameryka%C5%84skich-%C5%BCo%C5%82nierzy%2Fa-54428770&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/większość-niemców-popiera-wycofanie-z-kraju-części-amerykańskich-żołnierzy/a-54428770?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52188651_401.jpg
Image source picture-alliance/Nat. Guard/Cover Images

Item 45
Id 54427489
Date 2020-08-04
Title FAZ o decyzji SN ws. wyborów prezydenckich: Brak kontroli
Short title FAZ o decyzji SN ws. wyborów prezydenckich: Brak kontroli
Teaser Andrzej Duda wygrał dzięki polityce socjalnej, a nie manipulacjom, jego wyboru nie można więc kwestionować. Ale uzasadnienie odrzucenia przez SN protestu ws. mediów pokazuje, jak niebezpieczne jest upolitycznienie sądów.

„Nie może mieć żadnych poważnych wątpliwości co do zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich 12 lipca 2020. Sąd Najwyższy w Warszawie uznałby zapewne wybory za ważne także wtedy, gdyby izba orzekająca nie składałaby się tylko z sędziów wyznaczonych przez narodowo-konserwatywny rząd” – pisze Reinhard Veser w komentarzu „Bez kontroli” opublikowanym we wtorkowym (4.08.2020) wydaniu dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Sukces Dudy nie jest wynikiem manipulacji czy nadużycia władzy, lecz polityki socjalnej, dzięki której życie wielu Polaków uległo poprawie – wyjaśnia komentator.

„Dlatego protesty wyborcze składane przez obóz przegranego kandydata Rafała Trzaskowskiego sprawiają wrażenie mieszanki politycznej bezradności i nieumiejętności przegrywania” – czytamy w „FAZ”.

Upolityczniony wymiar sprawiedliwości

Veser zastrzegł, że pomimo tego protesty wyborcze nie były bezprzedmiotowe. Sądowa kontrola proceduralnych i administracyjnych błędów, jak w przypadku ponad 90 przypadków, w których sąd uznał skargi za uzasadnione, jest ważna dla uczciwości wyborów, nawet jeśli nie zmieniła ich wyniku.

Z drugiej strony – pisze Veser – uzasadnienie odrzucenia skargi na nierówne traktowanie kandydatów przez media pokazuje, jak niebezpieczne dla polskiej demokracji może być upolitycznienie przez rząd PiS-u wymiaru sprawiedliwości. „Nie można raczej liczyć na to, że ci sędziowie w poważnej sytuacji kontrolowaliby władze, jeżeli ich zdaniem nagonka na Trzaskowskiego w publicznych mediach nie przekraczała ram uczciwych relacji dziennikarskich” – pisze w konkluzji Veser.

Short teaser Andrzej Duda wygrał dzięki polityce socjalnej a nie manipulacjom, dlatego jego wyboru nie można kwestionować, pisze FAZ.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::FAZ%20o%20decyzji%20SN%20ws.%20wybor%C3%B3w%20prezydenckich%3A%20Brak%20kontroli&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54427489&x4=30855&x5=FAZ%20o%20decyzji%20SN%20ws.%20wybor%C3%B3w%20prezydenckich%3A%20Brak%20kontroli&x6=0&x7=%2Fpl%2Ffaz-o-decyzji-sn-ws-wybor%C3%B3w-prezydenckich-brak-kontroli%2Fa-54427489&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/faz-o-decyzji-sn-ws-wyborów-prezydenckich-brak-kontroli/a-54427489?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 46
Id 54425542
Date 2020-08-04
Title Niemiecka prasa o protestach przeciwko ograniczeniom w czasach korony: "Tania prowokacja"
Short title Niemiecka prasa o protestach przeciwko ograniczeniom
Teaser Niemieckie gazety potępiają łamanie zasad bezpieczeństwa przez organizatorów demonstracji podczas pandemii. Podkreślają, że to nie przejaw wolności, a raczej łamanie prawa.

«Neue Presse» z Coburga stwierdza: "Ten, kto nawołuje do demonstracji, by podważyć nakazy mające ograniczyć pandemię i samowolnie zignorować obowiązek zachowania odstępu oraz noszenia masek ochronnych, ten nie wzywa do obrony wolności, lecz do popełnienia przestępstwa. Chce prowokować zamiast informować. Każdy ma prawo demonstrować w swojej sprawie i bronić się przed nieprawnymi działaniami. Także w sposób spektakularny lub zaprzeczający zdrowemu rozsądkowi. Ale ten, kto wzywa do masowego przeciwstawiania się przepisom porządkowym, ten nie ma zapisanego po swojej stronie prawa do wolności. Nie chodzi o pochopnie wydane zakazy, wystarczą ostrzejsze przepisy. Te jednak muszą zostać wprowadzone w życie."

«Augsburger Allgemeine» z kolei zaznacza: "Takie zachowanie w sumie osłabia przekaz samych demonstrantów: Kto jest przeciwny nakazowi noszenia masek ochronnych lub zachowania odstępu, najlepiej okaże to protestując przy zachowaniu właśnie tych zasad. Dzięki temu wyraźnie pokaże, że tu chodzi o sprawę, nie zaś o tanią prowokację."

«Mittelbayerische Zeitung» podobnie zauważa: "To niebezpieczna mieszanka, która dała o sobie znać przy okazji tak zwanych koronawolnościowych demonstracji. W Berlinie przekrój ich uczestników podczas minionego weekendu sięgał od ultraprawicowców po skrajną lewicę. Politycznemu marginesowi chodzi tu w istocie rzeczy o zniszczenie znienawidzonego przezeń systemu, nie bacząc na to, że druga, jeszcze ostrzejsza fala koronawirusa może mieć nawet gorsze skutki gospodarcze. Ten margines w cyniczny sposób uczynił z tego zwykły happening. Temu zjawisku towarzyszy prawdziwa armia, miejmy nadzieję, tylko czasowo pozbawionych rozsądku ludzi, którzy fałszywie pojmując poczucie wspólnoty wzmagają ów duchowy marsz donikąd. Jak bowiem można w inny sposób wyjaśnić upieranie się przy ponad milionie uczestników tego protestu, skoro fakty w oczywisty sposób temu zaprzeczają? Z drugiej strony prawdą jest, że do protestu przyłączyli się tymczasem ludzie mający poważne obawy o swoją egzystencję, którzy swoje troski i lęki mają wypisane na twarzy."

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

«Nürnberger Nachrichten» konkluduje: "Nikt w Niemczech nie musi obawiać się utraty podstawowego prawa do zgromadzeń i demonstracji. Jednoznacznie dowodzi tego orzecznictwo sądów administracyjnych i Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. W razie wątpliwości sądy orzekają na korzyść demonstrantów. Na przykład budzące naprawdę poważne wątpliwości demonstracje skrajnie prawicowych radykałów są w Niemczech w dalszym ciągu legalne. Ale mamy na nie lekarstwo w postaci kontrdemonstracji. W przeszłości, na przykład w Norymberdze, mieliśmy okazję doświadczyć, po której stronie opowiada się większość społeczeństwa. Na pewno nie po stronie ekstremistów wszelkiej maści, tylko po stronie obywatelek i obywateli stojących na gruncie demokracji.

Short teaser Niemieckie gazety potępiają łamanie zasad bezpieczeństwa przez organizatorów demonstracji podczas pandemii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20protestach%20przeciwko%20ograniczeniom%20w%20czasach%20korony%3A%20%22Tania%20prowokacja%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54425542&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20protestach%20przeciwko%20ograniczeniom%20w%20czasach%20korony%3A%20%22Tania%20prowokacja%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-protestach-przeciwko-ograniczeniom-w-czasach-korony-tania-prowokacja%2Fa-54425542&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-protestach-przeciwko-ograniczeniom-w-czasach-korony-tania-prowokacja/a-54425542?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2020/bpol200803_001_demo_01v_partner.jpg

Item 47
Id 54424327
Date 2020-08-04
Title Niemcy. Prezydent apeluje: „Droga do normalności nie prowadzi przez lekkomyślność”
Short title Niemcy. „Droga do normalności nie prowadzi przez ignorancję”
Teaser „Tak, jest lato, ale jest to lato między nadzieją i obawami”. Prezydent RFN w orędziu ostrzegł Niemców przed lekkomyślnością i brakiem odpowiedzialności podczas pandemii.

Prezydent Frank-Walter Steinmeier ostro skrytykował weekendowe demonstracje w Berlinie przeciwko ograniczeniom związanym z koronakryzysem. Wezwał społeczeństwo do zachowywania się w dalszym ciągu w sposób odpowiedzialny, by uniknąć ponownego wprowadzenia ostrych ograniczeń, czyli tzw. lockdown.

"Na każdym z nas spoczywa odpowiedzialność"

- Nieodpowiedzialność jednych oznacza zwiększone ryzyko dla nas wszystkich - powiedział prezydent we wczorajszym (03.08.2020) orędziu. Jeżeli nie będziemy teraz szczególnie ostrożni, zagrozimy zdrowiu wielu ludzi. Ponadto wystawimy na szwank wyzdrowienie naszego społeczeństwa, naszej gospodarki i odrodzenie się naszego życia kulturalnego - dodał.

Frank-Walter Steinmeier upomniał: - Na każdym z nas spoczywa odpowiedzialność za uniknięcie drugiego lockdownu. Jest to przecież oczywiste: druga faza zastoju dotknęłaby nas wszystkich jeszcze silniej. Dlatego powinniśmy być szczególnie ostrożni; w pracy, podczas zabawy, na urlopie i podczas powrotu z wakacji do domu. Dalej unikajcie niepotrzebnego ryzyka! Wykorzystajcie możliwość przetestowania się na koronawirusa! Nawet jeżeli sprawia wam to trudności, zachowajcie cierpliwość i działajcie rozsądnie! - apelował prezydent Niemiec.

"Droga do normalności nie prowadzi przez ignorancję"

- Droga do normalności, której wszyscy sobie życzymy, nie prowadzi przez lekkomyślność, beztroskę oraz ignorancję - podkreślił Steinmeier. - Normalność, życie bez maseczki ochronnej i konieczności zachowania dystansu społecznego uzyskamy tylko wtedy, gdy w czasie pozostałym nam do zdobycia skutecznych lekarstw na koronawirusa zachowamy konieczne dyscyplinę i rozsądek. Musimy nadal zachowywać dystans społeczny, musimy w dalszym ciągu przestrzegać zaleceń higienicznych, a w tym także nakazu noszenia maseczek ochronnych.

Frank-Walter Steinmeier powiedział, że jest zadowolony z tego, że żyje w kraju, w którym zdecydowana większość społeczeństwa zachowuje się rozsądnie i odpowiedzialnie oraz solidarnie. Prezydent RFN podkreślił jednak, że nie powinniśmy spoczywać na laurach i dać się omamić piękną, słoneczną pogodą. - Jest jeszcze za wcześnie, żebyśmy mogli złagodzić walkę z pandemią. Nasza obecna sytuacja w dalszym ciągu "jest niepewna i chwiejna", podkreślił Frank-Walter Steinmeier.

"Covidioci" i "zagrożenie dla społeczeństwa"

W sprzeczności z apelem prezydenta pozostają sobotnie demonstracje w Berlinie. Ich uczestnicy wzywali mieszkańców stolicy Niemiec do zrzucenia maseczek ochronnych. Postawa demonstrantów spotkała się z natychmiastową odpowiedzią niemieckich polityków.

Przewodnicząca partii SPD Saskia Esken mowiła o "covidiotach", a szef klubu poselskiego CDU w landtagu Brandenburgii Jan Redmann oświadczył, że "nie możemy sobie pozwolić na drugi, równie niebezpieczny wygłup tego typu".

W podobnym duchu szybko wypowiedzieli się także inni politycy, a dyskusja w tej sprawie wciąż nabiera rozpędu. "Wolność demonstracji jest szczególnie ważną zdobyczą państwa prawa", powiedziała minister sprawiedliwości Christine Lambrecht (SPD) w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung". Ale ograniczenia związane z pandemią koronawirusa muszą być w dalszym ciągu ściśle przestrzegane, żeby niepotrzebnie nie narażać zdrowia i życia innych ludzi. "Nie mam żadnego zrozumienia dla demonstrantów, którzy samowolnie się im przeciwstawiają", podkreśliła minister Lambrecht.

Ekspert partii CDU ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Armin Schuster dostrzega w takich demonstracjach "zagrożenie dla społeczeństwa" i uważa, że należy zezwalać na ich organizowanie tylko po uwzględnieniu wszystkich związanych z nimi okoliczności albo, jak powiedział w wywiadzie dla dziennika "Rheinische Post", "po prostu ich zakazać".

Wiceprzewodniczący klubu poselskiego CDU/CSU w Bundestagu Thorsten Frei z kolei podkreślił, że zakaz organizowania demonstracji jest dopuszczalny tylko w sytuacjach wyjątkowych, ale gdy same demonstracje stają się czynnikiem wysokiego ryzyka, wtedy "państwo nie może pozostawać bezczynne". Opinię tę Frei wyraził w rozmowie z dziennikiem "Die Welt".

Grzywny za naruszenie porządku publicznego

Ekspert partii SPD od polityki ochrony zdrowia Karl Lauterbach domaga się kary grzywny dla demonstrantów naruszających porządek publiczny i przepisy obowiązujace w koronakryzysie. "Gdy dziesiątki tysięcy osób agresywnie domagają się nieprzestrzegania przepisów dotyczących zachowania dystansu społecznego, zagrażają przez to zdrowiu publicznemu", powiedział Lauterbach w wywiadzie dla stacji NDR Info. Jego zdaniem uczestników takich demonstracji powinno się wylegitymować, aby w razie potrzeby móc ich ukarać grzywną.

"Ci ludzie są zagubieni i zdesperowani"

Wiceprzewodniczący partii AfD Tino Chrupalla stanął natomiast po stronie demonstrantów. - W ich zachowaniu nie dopatrzyłem się żadnych błędów - powiedział w wywiadzie dla pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej ARD i podkreślił, że protesty przebiegły w sposób pokojowy. - Ich uczestnicy skorzystali jedynie z przysługujących im praw i swobód obywatelskich, z czego "możemy być tylko zadowoleni" - podkreślił wiceszef Alternatywy dla Niemiec.

Zrozumienie dla demonstrantów okazał także wiceprzewodniczący Bundestagu Wolfgang Kubicki z partii FDP. Jest on pewny, jak powiedział, że wśród protestujących znalazło się wiele osób, "które nie są jeszcze dla nas stracone, tylko czują się obecnie zagubione i nie wiedzą, czemu właściwie mają służyć wprowadzone ograniczenia". Jego zdaniem niemieccy politycy nie potrafili im tego wszystkiego lepiej wyjaśnić.

Związek Niemieckich Miast i Gmin zwrócił uwagę, że takie demostracje nie powinny przekształcić się w nowe siedlisko rozsiewające koronawirusa. Jak oświadczył jego przewodniczący Helmut Dedy w rozmowie z dziennikami wydawanymi przez grupę medialną Funke: "Posunięciem nieodpowiedzialnym jest zgromadzenie na tak ograniczonej przestrzeni tak wielu osób, ponieważ w tych warunkach nie można należycie przestrzegać obowiązujących obecnie przepisow i ograniczeń".

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Zdaniem policji, w sobotnich demonstracjach w Berlinie uczestniczyło około 17 tysięcy osób, a około 20 tysięcy wzięło udział w późniejszym wiecu. Został on rozwiązany przez siły porządkowe, ponieważ jego uczestnicy nie nosili maseczek ochronnych i nie przestrzegali obowiązku zachowania niezbędnego dystansu społecznego.

(DW, DPA, AFP/jak)

Short teaser „Mamy lato między nadzieją i obawami”. Prezydent RFN w orędziu ostrzegł Niemców przed lekkomyślnością podczas pandemii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy.%20Prezydent%20apeluje%3A%20%E2%80%9EDroga%20do%20normalno%C5%9Bci%20nie%20prowadzi%20przez%20lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54424327&x4=11395&x5=Niemcy.%20Prezydent%20apeluje%3A%20%E2%80%9EDroga%20do%20normalno%C5%9Bci%20nie%20prowadzi%20przez%20lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-prezydent-apeluje-droga-do-normalno%C5%9Bci-nie-prowadzi-przez-lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87%2Fa-54424327&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200804&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-prezydent-apeluje-droga-do-normalności-nie-prowadzi-przez-lekkomyślność/a-54424327?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54410650_401.jpg
Image caption Berlińska demonstracja przeciwko ograniczeniom w koronakryzysie
Image source picture-alliance/dpa/C. Soeder

Item 48
Id 54424626
Date 2020-08-03
Title Badania: Ludzie mogą zarazić Covidem-19 zwierzęta domowe
Short title Badania: Ludzie mogą zarazić Covidem-19 zwierzęta domowe
Teaser Koty i psy mogą zarazić się koronawirusem od właścicieli. Zdaniem naukowców zarażenie w drugą stronę jest mało prawdopodobne.

Zwierzęta domowe jak koty i psy mogą zarazić się od ludzi koronawirusem Sars-CoV-2. Potwierdzają to ustalenia włoskich ekspertów, którzy przebadali wysoką liczbę czworonogów.

Naukowcy z północnych Włoch poddali badaniom 540 psów i 277 kotów, głównie z regionu Lombardia, który był jednym z najmocniej dotkniętych epidemią koronawirusa. Zwierzęta pochodziły częściowo z domów, których mieszkańcy przechodzili Covid-19.

Badanie wykazało obecność przeciwciał koronawirusowych u 3,4 procent psów i 3,9 procent kotów. Oznacza to, że przeszły one wcześniej infekcję wywołaną Sars-CoV-2. U żadnego ze zwierząt nie wykryto aktywnego wirusa. Testy trwały od marca do maja tego roku.

Bez niespodzianki

W opinii dyrektora Instytutu Friedricha-Loefflera w Greifswaldzie Thomasa Mettenleitera, wyniki badań nie są niespodzianką. – Potwierdzają to co już wiemy – powiedział. Zaznaczył jednak, że to dobrze, iż zostały przeprowadzone z tak dużą liczbą zwierząt. – Nie jest łatwo znaleźć tyle próbek – dodał.

Mettenleiter powiedział, że naukowcy wychodzą z założenia, iż koronawirus przenosi się zazwyczaj z człowiek na zwierzę, a nie odwrotnie. Prawdopodobnie tylko w przypadku holenderskiej fermy norek było odwrotnie. Ale także tam źródłem pierwszej infekcji był człowiek.

Badanie włoskich naukowców potwierdza dotychczasowe założenia Instytutu Friedricha Loefflera, że psy i koty nie odgrywają roli w roznoszeniu koronawirusa. Kluczowe jest przekazywanie wirusa z człowieka na człowieka.

Zakażenie psa lub kota koronawirusem nie musi automatycznie oznaczać, że wirus namnaża się w drogach oddechowych zwierzęcia i że jest przez nie roznoszony – zaznaczył naukowiec.

Zdaniem Mettenleitera nie ma jak dotąd dowodów na to, że infekcja koronawirusem może okazać się śmiertelna dla zwierzęcia. We włoskim badaniu testowano tylko żywe osobniki. Co prawda w USA zdechł niedawno pies, u którego wykryto koronawirusa, ale zwierzę chorowało na nowotwór.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Instytut Loefflera obecnie prowadzi badania nad podatnością innych zwierząt na Sars-CoV-2. Pierwsze wyniki wskazują, że wirusem mogą zarazić się niektóre gatunki nietoperzy oraz fretki. Nie stwierdzono za to zachorowań świń czy kur.

(DPA/szym)

Short teaser Koty i psy mogą zarazić się koronawirusem od właścicieli. Zdaniem naukowców zarażenie w drugą stronę jest mało realne.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Badania%3A%20Ludzie%20mog%C4%85%20zarazi%C4%87%20Covidem-19%20zwierz%C4%99ta%20domowe%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54424626&x4=11400&x5=Badania%3A%20Ludzie%20mog%C4%85%20zarazi%C4%87%20Covidem-19%20zwierz%C4%99ta%20domowe%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fbadania-ludzie-mog%C4%85-zarazi%C4%87-covidem-19-zwierz%C4%99ta-domowe%2Fa-54424626&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/badania-ludzie-mogą-zarazić-covidem-19-zwierzęta-domowe/a-54424626?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53831280_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa Themendienst/K. Neumann

Item 49
Id 54421966
Date 2020-08-03
Title Komentarz: Umowa brexitowa ofiarą sezonu ogórkowego
Short title Komentarz: Umowa brexitowa ofiarą sezonu ogórkowego
Teaser Negocjacje między Londynem i Unią utknęły w martwym punkcie. Czas mija, a Europejczykom coraz mniej zależy na porozumieniu. KOMENTARZ

– Czas na porozumienie ucieka – ostrzegał główny unijny negocjator Michel Barnier po ostatniej rundzie negocjacji w Londynie. Ile razy już to słyszeliśmy? Obezwładniające uczucie déjà-vu staje się coraz silniejsze. To co w ubiegłym roku prowadziło w atmosferze gorącego sporu do politycznego wzburzenia, wywołuje obecnie jedynie wzruszenie ramion. Brytyjczycy są już poza Unią, a stosunki gospodarcze, może się wydawać, interesują już tylko ekspertów.

Unia Europejska zarzuca brytyjskiemu rządowi, że nie wykazuje poważnego zainteresowanie postępem w negocjacjach i nie jest gotowy do niezbędnych kompromisów. Z kolei Brytyjczycy oskarżają pozostałych Europejczyków o biurokratyczne zaślepienie i brak elastyczności. Ale na Brukseli nie robi to wrażenia. Poznano się już bowiem na Borisie Johnsonie i spodziewa się, że znowu będzie ostro grał do ostatniego momentu, aby krótko przed końcem ustąpić w atmosferze wielkiej wrzawy.

U siebie brytyjski premier podsyca nadzieje, że poprzez swój upór jest w stanie szantażować Unię, a w październiku, w ostatniej chwili, zmienić kurs. Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że nie wiadomo jeszcze, która z brexitowych frakcji w jego partii i rządzie będzie górą. Czy zwyciężą ci umiarkowani chcący użytecznej umowy i dobrych stosunków? Czy może twardogłowi, niosący na sztandarach hasło „suwerenność” i gotowi bronić go w okopach do końca?

„Byle jaka” umowa

W międzyczasie brytyjskie życzenia wobec zapisów post brexitowego porozumienia skurczyły się do minimalnych rozmiarów. Dyskusji podlega już tylko najprostsza umowa handlowa. Brytyjczycy schowali do kieszeni wcześniejsze, daleko idące żądania specjalnych praw. To, co zostało, to niewiele więcej niż bezcłowa wymiana towarów i w miarę sprawny ruch transportowy.

Ale porozumienia nie widać nawet w sprawie tej „byle jakiej” umowy, jak nazywają ją krytycy. Europejczycy chcą większych zabezpieczeń wobec Wielkiej Brytanii niż w umowie handlowej z Kanadą. Obawiają się bowiem dumpingu i nieuczciwej konkurencji, gdy otworzą swój ogromny rynek wewnętrzny dla brytyjskiego eksportu. Chcą uczciwych reguł gry dla gospodarek po obu stronach.

Unia Europejska nie chce obniżenia standardów dotyczących środowiska, pracy czy zabezpieczeń socjalnych. Chce też przeforsować zakaz pomocy publicznej, co rząd w Londynie stanowczo odrzuca. Brytyjczycy w tym bowiem upatrują główny powód wyjścia z UE – absolutna wolność robienia w polityce i ekonomii tego, co chcą. Problem w tym, że idea totalnej suwerenności jest nie do pogodzenia z umową handlową, bazującą na kooperacji. Brytyjski rząd będzie musiał zdecydować, którą drogę wybrać. Drogę wolności i osamotnienia, czy dobrych relacji z największymi sąsiadami.

Brexit? Pandemia dużo zmieniła

Unia Europejska składała w ostatnich tygodniach propozycje Brytyjczykom, jak można by rozwiązać patową sytuację, choćby w kwestii roli Trybunału Sprawiedliości UE. Teraz Bruksela czeka na ruch Londynu. Polityczna presja ze strony Europejczyków jest jednak niewielka. Pogodzono się już z brexitem. Jeśli uda osiągnąć porozumienie, to dobrze. Jeśli nie, to świat się nie zawali.

Kryzys spowodowny koronawirusem i wspólny unijny plan gospodarczej odbudowy doprowadziły do relatywizacji brexitowych przetasowań. Wiele krajów jest zadowolonych z tego, że udało się porozumieć co do pakietu pomocowego, a zarazem zrobić kolejny krok w integracji. Wyjście Wielkiej Brytanii ze wspólnoty i problemy ze współpracą w przyszłości wydają się być sprawą o marginalnym znaczeniu.

Nie ma już nikogo, kto byłby gotowy zainwestować poważny polityczny kapitał w post-brexitową umowę. „Nie będzie umowy za wszelką cenę", słychać choćby w Paryżu.

Także kanclerz Angela Merkel, która przewodniczy w tym półroczu pracom Rady UE, daje do zrozumienia, że wspólny europejski rynek wewnętrzny jest ważniejszy niż dobro i życzenia Brytyjczyków. Jeśli Londyn liczy na ratunek ze strony Merkel, to może – tak jak w przeszłości – się przeliczyć.

W tym chaotycznym i spolaryzowanym świecie byłoby jednak czym ważnym i koniecznym, aby Europa porozumiała się ze swoim brytyjskim sąsiadem we wszystkich obszarach gospodarki i polityki. Jeśli się nie uda, byłoby to świadectwem bankructwa obu stron i geopolityczną porażką. Unia Europejska nie będzie jednak stawać na głowie, aby wyjść Brytyjczykom naprzeciw. Może być tak, że Boris Johnson znowu za bardzo szarżuje, przeceniając swoje możliwości. Nikt nie ucierpi na tym bardziej niż sam brytyjski premier i jego obywatele. Dlatego może powinien on wykorzystać letnie wakacje do refleksji na temat sztuki kompromisu.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Negocjacje między Londynem i Unią utknęły w martwym punkcie. Europejczykom coraz mniej zależy na porozumieniu. KOMENTARZ
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa::Komentarz%3A%20Umowa%20brexitowa%20ofiar%C4%85%20sezonu%20og%C3%B3rkowego&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54421966&x4=12095&x5=Komentarz%3A%20Umowa%20brexitowa%20ofiar%C4%85%20sezonu%20og%C3%B3rkowego&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkomentarz-umowa-brexitowa-ofiar%C4%85-sezonu-og%C3%B3rkowego%2Fa-54421966&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/komentarz-umowa-brexitowa-ofiarą-sezonu-ogórkowego/a-54421966?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54296953_401.jpg
Image caption David Frost i unijny negocjator Michel Barnier w Brukseli. Zdjęcie archiwalne
Image source Reuters/O. Hoslet

Item 50
Id 54421216
Date 2020-08-03
Title Strażacy na ratunek: "Koń w basenie"
Short title Strażacy na ratunek: "Koń w basenie"
Teaser Mimo szalejących upałów skok do basenu nie zawsze jest przyjemny. Szczególnie dla konia.

Upały zachęcają do kąpieli, ale pod warunkiem, że zabawa jest bezpieczna i dobrowolna. Skok do zbiornika z chłodną wodą nie zawsze jednak jest zaplanowaną przyjemnością. Taką właśnie przygodę przeżyli mieszkańcy jednego z domów w Obernheim w Badenii-Wirtembergii, gdy w ich basenie wylądował koń, a niedługo potem - oddział strażaków.

Wielki strach, wielki plusk

Jak ustalono, skubiący trawę koń wpadł w panikę z powodu grzmotu po uderzeniu pioruna podczas letniej burzy. Przerażone zwierzę zaczęło uciekać na oślep, w olimpijskim stylu pokonując ogrodzenie pastwiska. Pech chciał, że tuż za płotem rozciągał się ogród z przydomowym basenem, w którym koń gwałtownie zakończył ucieczkę.

Pomysłowi strażacy

Zwierzę nie potrafiło o własnych siłach wydostać się ze zbiornika, ponieważ ściany były za wysokie. Na miejsce wezwano straż pożarną. W akcji wzięło udział 17 strażaków, którzy wypompowali wodę z basenu oraz zbudowali z europalet trap. Koń wyszedł po nim bezpiecznie na powierzchnię i spokojnie wrócił na pastwisko dalej skubać trawę.

(DPA/jak)

Short teaser Mimo szalejących upałów skok do basenu nie zawsze jest przyjemny. Szczególnie dla konia.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Stra%C5%BCacy%20na%20ratunek%3A%20%22Ko%C5%84%20w%20basenie%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54421216&x4=11400&x5=Stra%C5%BCacy%20na%20ratunek%3A%20%22Ko%C5%84%20w%20basenie%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fstra%C5%BCacy-na-ratunek-ko%C5%84-w-basenie%2Fa-54421216&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/strażacy-na-ratunek-koń-w-basenie/a-54421216?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/51524070_401.jpg
Image caption Koński szał zakończył się w basenie
Image source picture-alliance/dpa/S. Schuldt

Item 51
Id 54418551
Date 2020-08-03
Title Uchodźcy: SOS z południa Europy
Short title Uchodźcy: SOS z południa Europy
Teaser Burmistrzowie z południa Włoch alarmują: obozy dla uchodźców są przepełnione, w społeczeństwie nasila się niezadowolenie. Także inne kraje śródziemnomorskie zgłaszają rosnącą liczbę migrantów.

Włodarze wielu włoskich miejscowości są wściekli na rząd w Rzymie. Mówią o upale nie do zniesienia i ciasnocie w za małych, przepełnionych obozach dla uchodźców – i domagają się dla swoich miast i gmin, by wstrzymać przyjmowanie kolejnych osób.

Przez Morze Śródziemne tylko do Włoch przybyło w tym roku już ponad 13 tys. osób – blisko 9 tys. więcej niż w tym samym czasie 2019 roku. Jak podało UNHCR, najwięcej wyruszyło w ryzykowną podróż w lipcu, ze względu na stosunkowo spokojne morze.

Nastroje się załamują

Felix Weiss z niemieckiej organizacji pozarządowej na rzecz ratowania uchodźców Sea-Watch wrócił właśnie do Niemiec z kilkutygodniowej misji rozpoznawczej na Lampedusie. – Sytuacja na Lampedusie jest nadzwyczaj napięta. W minionych miesiącach na własną rękę dotarło na wyspę blisko 5500 ludzi. To są dwie, trzy łodzie dziennie. A Lampedusa jest wyspą, która żyje prawie wyłącznie z turystyki – reasumuje Weiss.

Wolontariusze z Niemiec nie odnotowują jeszcze wprawdzie żadnych ataków na uchodźców, ale niedawno zostały podpalone dwa cmentarzyska drewnianych łodzi, na których przypłynęli na Lampedusę imigranci. Wyraźnie jest też odczuwalna zmiana nastrojów wśród mieszkańców, wcześniej bardzo otwartych na uchodźców.

Zbijanie kapitału politycznego

Jak obserwują wolontariusze, w koronakryzysie sytuacja się zaostrzyła. Tym bardziej, że turystyka niemal kompletnie się załamała – liczba turystów na wyspie nie sięga nawet połowy ich normalnej liczby, szacuje Felix Weiß. Nie rozładowuje to napięcia, gdy jednocześnie na turystyczne plaże przybijają łodzie z imigrantami.

W tej napiętej sytuacji wsparcie proponowane przez Rzym nie jest przyjmowane ze szczególnym entuzjazmem. Rząd chce wysłać do portu sycylijskiej gminy Porto Empedocle statek, na którym mieliby przejść kwarantannę migranci i osoby szukające ochrony azylowej. Burmistrzyni tego niewielkiego portu nie jest zachwycona i odrzuca pomysł. Obawia się, że stojący na redzie statek może zaszkodzić turystyce, która także tam jest jednym z głównych źródeł dochodów.

Jednocześnie problemów przysparza zapobieganie zarażeniu koronawirusem w ośrodkach dla uchodźców. Niedawno setki imigrantów na własną rękę opuściło ośrodki recepcyjne, naruszając tym samym zasady kwarantanny. Szczęśliwie nie doszło w nich jak dotąd do wybuchu zarażeń.

Matteo Salvini, szef prawicowej włoskiej Ligi, próbuje tymczasem zbić na tej sytuacji kapitał polityczny. Podczas pobytu na Lampedusie przed tygodniem były minister spraw wewnętrznych obarczył nowo przybyłych imigrantów odpowiedzialnością za załamanie się turystyki na wyspie i za złą sytuację rybaków. Z poklaskiem swoich zwolenników nawołuje na Twitterze do powstrzymania „inwazji imigrantów”, którzy jego zdaniem nie potrzebują żadnej pomocy.

Na Lampedusę docierają teraz przede wszystkim imigranci z Tunezji, dotkliwie odczuwającej skutki pandemii.

Pomóc ma Bruksela

W odpowiedzi na wysyłane z południa kraju sygnały SOS rząd w Rzymie zmobilizował wojsko. Na Sycylię zostało odkomenderowanych blisko 300 żołnierzy. Ich zadanie – pilnowanie ośrodków recepcyjnych i kwarantanny. Rzym zwrócił się też o pomoc do Unii Europejskiej – co w pierwszym rzędzie oznacza, że europejscy partnerzy powinni przyjąć do siebie kontyngenty uchodźców.

W piątek wieczorem szefowie resortów spraw wewnętrznych Włoch i Francji, Luciana Lamorgese i Christophe Castaner uzgodnili nową inicjatywę polityczną. Oboje ministrowie chcą wnieść nowe życie w tzw. porozumienie maltańskie. We wrześniu 2019 pięć krajów UE: Finlandia, Francja, Malta, Niemcy i Włochy porozumiało się w sprawie dobrowolnego przyjmowania uchodźców i migrantów przez państwa UE. Ale nie udaje się wcielać tego porozumienia w życie.

Więcej przybyszów także w Hiszpanii

Nie tylko Włochy odnotowują obecnie rosnącą liczbę ludzi szukających ochrony. Coraz więcej uchodźców i migrantów przybywa też przez Morze Śródziemne do Hiszpanii. Rekordowy był w tym roku lipiec, gdy na hiszpańskich wybrzeżach wylądowało blisko 2 tys. ludzi. Do Murcji i Almeríi przybyło tylko w miniony weekend 700 osób. Większość pochodzi z Algierii, a nie tak jak dotąd z Maroka.

W przeciwieństwie do Włoch, sytuacja w Hiszpanii nie zaostrzyła się w stosunku do ub. roku, z wyjątkiem Wysp Kanaryjskich. Ale nie znaczy to, że rząd ma sytuację pod kontrolą. Obserwatorzy mówią o chaosie kompetencyjnym związanym z kwarantanną. Z obawy przed przywleczeniem wirusa SARS-CoV-2 hiszpański rząd nie chce lokować nowych uchodźców w ośrodkach recepcyjnych. Ale nie stawia do dyspozycji pomieszczeń koniecznych do odbycia przez nich kwarantanny. O te mają się starać regionalne rządy. Chwilowym rozwiązaniem są namioty, tyle że przy panujących w Hiszpanii temperaturach nie jest to optymalne wyjście.

Stosunkowo spokojna jest natomiast sytuacja na greckich granicach. W lipcu zarejestrowano na nich tylko 244 migrantów, podała na zapytanie DW Agencja Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. W tym samym miesiącu 2019 r. było to 5008 osób. Znacznie poważniejszym problemem są ciągle jeszcze beznadziejnie przepełnione obozy dla uchodźców na greckich wyspach.

Nowe propozycje we wrześniu

Przebywający w Grecji premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet domaga się w związku z tym europejskiego rozwiązania kryzysu uchodźczego w Grecji. „Wstępując na grecką ziemię, uchodźcy wstępują też na europejską ziemię”, powiedział Laschet w poniedziałek (3.08.2020) w Atenach po rozmowie z premierem Grecji Kyriakosem Mitsotakisem. Jak dodał: „Dlatego można rozwiązać ten kryzys tylko wspólnymi, europejskimi siłami”.

Unia Europejska tymczasem od lat nie może ruszyć z miejsca z planowaną reformą azylową. Cypr, Grecja, Hiszpania, Malta i Włochy domagają się zobowiązującego mechanizmu relokacji uchodźców. Zdecydowanie sprzeciwiają się temu państwa Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Węgry, Czechy, Słowacja) oraz Estonia, Łotwa i Słowenia. W liście do Komisji Europejskiej siódemka ta podkreśliła niedawno, że jest gotowa pomóc krajom, które ponoszą największy ciężar kryzysu migracyjnego, ale na swoich warunkach i nie godzi się na „żadną formę” przymusowej relokacji uchodźców.

Komisja Europejska chce przedstawić we wrześniu nowe propozycje rozwiązania kryzysu migracyjnego.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

(DW,DPA/stas)

Short teaser Burmistrzowie z południa Włoch alarmują: obozy dla uchodźców są przepełnione, w społeczeństwie rośnie niezadowolenie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Uchod%C5%BAcy%3A%20SOS%20z%20po%C5%82udnia%20Europy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54418551&x4=11395&x5=Uchod%C5%BAcy%3A%20SOS%20z%20po%C5%82udnia%20Europy&x6=1&x7=%2Fpl%2Fuchod%C5%BAcy-sos-z-po%C5%82udnia-europy%2Fa-54418551&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/uchodźcy-sos-z-południa-europy/a-54418551?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54401724_401.jpg
Image caption Łódź z migrantami u wybrzeży Lampedusy
Image source Reuters/M. Buccarello

Item 52
Id 54417057
Date 2020-08-03
Title Niemiecki ekspert: szczepionka możliwa już wkrótce
Short title Niemiecki ekspert: szczepionka możliwa już wkrótce
Teaser Wyniki pierwszych testów klinicznych są obiecujące – mówi szef instytutu Paula Ehrlicha, który dopuszcza do użytku wyroby medyczne w Niemczech.

Kierujący instytutem prof. Klaus Cichutek ocenił, że szczepionkę przeciwko wirusowi SARS-CoV-2, odpowiedzialnemu za obecną pandemię, może udać się przygotować już niebawem. – Z pierwszych testów klinicznych dowiedzieliśmy się, że niektóre szczepionki rzeczywiście mogą wywołać u ludzi specyficzną reakcję immunologiczną – powiedział w rozmowie z telewizją ZDF. Jak dodał, to bardzo dobre wiadomości.

Cichutek wskazał, że na świecie prowadzonych jest obecnie blisko 150 projektów badawczych w tym obszarze. 26 znajduje się w fazie testów klinicznych. Sześć jest już na etapie zbierania danych statystycznych dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek, poinformował biochemik. W tej tak zwanej trzeciej fazie badań sprawdza się, czy opracowany środek faktycznie chroni przez chorobą.

Instytut Paula-Ehrlicha, którym kieruje prof. Cichutek, odpowiada w Niemczech za dopuszczanie do testów nowych leków i późniejszą zgodę na wprowadzenie ich na rynek.

W ciągu minionej doby w Niemczech zanotowano 509 nowych przypadków zachorowania na COVID-19. To mniej niż w ostatnich dniach, gdy notowano blisko 900 przypadków, ale też wyraźnie więcej niż na początku wakacji.

Testy dla wracających z urlopu

Od ubiegłego tygodnia w Niemczech wprowadzono darmowe i dobrowolne testy na obecność koronawirusa dla wszystkich osób wracających do kraju z zagranicy. Jeszcze w tym tygodniu ma zacząć obowiązywać rozporządzenie ministra zdrowia wprowadzające obowiązkowe testy dla osób wracających z terenów uznanych za obszar podwyższonego ryzyka.

Należą do nich m.in. USA, kraje Ameryki Łacińskiej, liczne kraje afrykańskie, Rosja, Ukraina, Białoruś a spośród krajów Unii Europejskiej – Luksemburg i niektóre regiony Hiszpanii.

(AFD,DPA/szym)

Short teaser Wyniki testów są obiecujące – mówi szef instytutu Paula Ehrlicha, który dopuszcza do użytku leki w Niemczech.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemiecki%20ekspert%3A%20szczepionka%20mo%C5%BCliwa%20ju%C5%BC%20wkr%C3%B3tce&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54417057&x4=11400&x5=Niemiecki%20ekspert%3A%20szczepionka%20mo%C5%BCliwa%20ju%C5%BC%20wkr%C3%B3tce&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecki-ekspert-szczepionka-mo%C5%BCliwa-ju%C5%BC-wkr%C3%B3tce%2Fa-54417057&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecki-ekspert-szczepionka-możliwa-już-wkrótce/a-54417057?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54185127_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/B. Wüstneck

Item 53
Id 54411688
Date 2020-08-03
Title Coraz mniej elektrowni węglowych na świecie
Short title Coraz mniej elektrowni węglowych na świecie
Teaser Po raz pierwszy zmniejszyła się w tym roku na świecie liczba elektrowni węglowych, głównie w Europie – wykazało badanie.

W pierwszym półroczu 2020 na całym świecie zostały przyłączone do sieci elektrownie węglowe o łącznej mocy 18,3 GW, ale w tym samym czasie skończyły pracę elektrownie o mocy 21 GW – wynika z opublikowanego w poniedziałek (3.08.2020) badania organizacji ekologicznych Global Coal Plant Trackers i Global Energy Monitor.

Na zakończenie produkcji energii z węgla zdecydowały się przede wszystkim kraje europejskie: W I półroczu br. zostały w nich odłączone od sieci elektrownie węglowe o mocy 8,3 GW, kolejne o mocy 6 GW mają zakończyć pracę w II półroczu.

Wyraźnie zmniejsza się też liczba planowanych i budowanych elektrowni na węgiel w Azji Południowo-Wschodniej – o 70 proc. w porównaniu ze średnimi wartościami z 2015 roku.

Elektrownie węglowe są odpowiedzialne za około 40 proc. globalnych emisji CO2.

Wyjątkiem Chiny

Światowa redukcja energii z węgla nastąpiła mimo sytuacji w Chinach, które wbrew globalnemu trendowi stawiają na elektrownie węglowe. Planowana tylko w tym roku w Chinach rozbudowa mocy jest w 90 procentach oparta na energii z węgla; zaczęta została budowa 86 proc. planowanych, nowych elektrowni a 62 proc. elektrowni węglowych zostało przyłączonych do sieci.

Pomijając Chiny, na całym świecie już od 2018 r. obserwuje się kurczenie się floty elektrowni węglowych.

Niemcy odejdą od węgla w 2038 r.

W Niemczech od lat nie buduje się żadnej nowej elektrowni zasilanej węglem. Budowa nowej elektrowni węglowej Datteln 4 w Nadrenii Północnej-Westfalii rozpoczęła się już w 2007 r., ale ze względu na usterki i spory polityczne dopiero w maju br. rozpoczęła działalność. Dwa miesiące później, w lipcu br. Bundestag zatwierdził długo dyskutowaną, podjętą przez rząd decyzję o najpóźniej do 2038 r. całkowitym zakończeniu produkcji energii z węgla.

(Reuters/stas)

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>

Short teaser Po raz pierwszy zmniejszyła się w tym roku na świecie liczba elektrowni węglowych, głównie w Europie – wykazało badanie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Coraz%20mniej%20elektrowni%20w%C4%99glowych%20na%20%C5%9Bwiecie&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54411688&x4=11398&x5=Coraz%20mniej%20elektrowni%20w%C4%99glowych%20na%20%C5%9Bwiecie&x6=1&x7=%2Fpl%2Fcoraz-mniej-elektrowni-w%C4%99glowych-na-%C5%9Bwiecie%2Fa-54411688&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/coraz-mniej-elektrowni-węglowych-na-świecie/a-54411688?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53626312_401.jpg
Image caption Obiekt wieloletnich starć i dyskusji: elektrownia na węgiel kamienny węgiel kamienny Datteln w Nadrenii Północnej-Westfalii
Image source picture-alliance/dpa/G. Kirchner

Item 54
Id 54408687
Date 2020-08-03
Title Niemiecka prasa o protestach w Berlinie: lekkomyślność zamiast odwagi
Short title Prasa o protestach w Berlinie: lekkomyślność zamiast odwagi
Teaser Poniedziałkowe wydania gazet poświęcone są sobotnim protestom w Berlinie przeciwko restrykcjom rządu w obliczu pandemii.

„Mitteldeutsche Zeitung" z Halle konstatuje:

„Prawda o koronawirusie jest mniej spektakularna, niż twierdzą demonstranci - ale niemniej dramatyczna. Jeśli wirus, dla którego nie ma obecnie dostępnej surowicy, zyska przewagę, umrze na niego o wiele więcej osób, niż już umarło. Każdy, kto temu zaprzecza lub twierdzi, że słabi podlegają tak czy owak nieuniknionej „selekcji”, musi zadać sobie pytanie o swój pogląd na człowieczeństwo. Szczególnie w kraju, gdzie niespełna 100 lat temu przynależność do „rasy” była kwestią życia i śmierci”.

Dziennik „Der neue Tag" komentuje:

„Pandemia koronawirusa jest daleka od zakończenia. Berlińscy demonstranci, w swoim nieodpowiedzialnym egoizmie, zadbali o to, by druga fala nieco bardziej się zbliżyła. Są po części odpowiedzialni, jeśli ludzie zachorują, jeśli gospodarka przy następnym lockdownie podupadnie. Będą płakali nad tym najgłośniej”.

Natomiast Frankfurter Rundschau" pisze:

„Można potraktować setki tysięcy ofiar śmiertelnych na koronawirusa i miliony zarażonych ludzi jako drobiazg lub bajeczkę. Można postawić własną niechęć do noszenia maski, a także przekonanie o jej nieużyteczności nad obawą innych przed zakażeniem. Wtedy jednak nie należy już mówić o wzajemnym poszanowaniu. Wolność nie polega na tym, że nie widzi się dalej, niż czubek własnego nosa, ale dotyczy także innych. Każdy, kto ze względu na swoje zdrowotne przekonania maszeruje z prawicowymi ekstremistami, „Obywatelami Rzeszy” i innymi przeciwnikami demokracji, musi zadać sobie pytanie, komu pozwala się zawłaszczyć. Tym, którzy machają tam flagą wojenną Rzeszy i napastują dziennikarzy, a wolność poglądów, wolność prasy i demokracji są w ich ustach tylko pustymi frazesami. Jeśli istnieje zagrożenie dla wolności, to właśnie tutaj”.

Dziennik „Augsburger Allgemeine" podsumowuje:

„Cały świat podziwia Niemcy za to, że przeszły przez pandemię koronawirusa lepiej niż większość innych krajów. Ale teraz to, co zostało osiągnięte, jest lekkomyślnie wystawione na ryzyko. Druga fala z wieloma ofiarami śmiertelnymi staje się coraz bardziej prawdopodobna, ponieważ w upale lata zbyt wielu ludzi myli odwagę z lekkomyślnością, co zawsze stwarzało zagrożenie dla życia”.

Dziennik „Nürnberger Nachrichten" stwierdza:

„Dyscyplina, której początkowo przestrzegaliśmy, a która prawdopodobnie uratowała wielu od śmierci, należy teraz do przeszłości. Zamiast tego mamy do czynienia z codzienną lekkomyślnością - maskami noszonymi pod brodą, pocałunkami na przywitanie w kawiarni, wypełnionymi po brzegi plażami. Mało kogo obchodzi zachowanie minimalnego odstępu. Bardzo ułatwiamy tym rozprzestrzenianie się wirusa. Nie potrzebuje on 300 zarażonych, by zainfekować kolejnych 300 osób. Wystarczy jeden. Wydaje się, że prawie wszyscy o tym zapomnieli".

Short teaser Poniedziałkowe wydania gazet poświęcone są sobotnim protestom w Berlinie przeciwko restrykcjom rządu w obliczu pandemii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%20o%20protestach%20w%20Berlinie%3A%20lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87%20zamiast%20odwagi&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54408687&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20protestach%20w%20Berlinie%3A%20lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87%20zamiast%20odwagi&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-protestach-w-berlinie-lekkomy%C5%9Blno%C5%9B%C4%87-zamiast-odwagi%2Fa-54408687&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-protestach-w-berlinie-lekkomyślność-zamiast-odwagi/a-54408687?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2020/bpol200803_001_demo_01v_partner.jpg

Item 55
Id 54398623
Date 2020-08-03
Title Niemcy: Jak wygląda życie za Odrą?
Short title Niemcy: Jak wygląda życie za Odrą?
Teaser Dla rodzin z dziećmi Niemcy mogą wydawać się rajem. Dobrą sławą cieszy się też niemiecka służba zdrowia i system socjalny. Ale Republika Federalna Niemiec ma też swoje słabe strony.

Niemcy – już trzeci rok z rzędu – pozostają najwyżej ocenianą potęgą światową – wynika z najnowszego sondażu Gallupa. Taką opinię wyraziło 44 proc. ankietowanych ze 135 krajów. Drugie w rankingu Stany Zjednoczone mogły liczyć na poparcie 33 proc., choć za prezydenta Baracka Obamy zajmowały w sondażu zwykle pierwsze miejsce. Na dalszych pozycjach uplasowały się Chiny (32 proc.) i Rosja (30 proc.).

Jak się żyje w kraju, który uznawany jest za największą światową potęgę? „Dobrze i chętnie” – twierdzi partia Angeli Merkel, która takie hasło wypisała na swoich plakatach przed wyborami parlamentarnymi w 2017 roku. Ale i sami Niemcy są zadowoleni z warunków, w jakich żyją – wynika z Indeksu Lepszego Życia OECD.

Tolerancyjni i otwarci

Zadowolona jest także Adrianna Tomczak, twórczyni bloga „Emigracja po sukces”. Ada – doktor nauk społecznych, trenerka i pasjonatka rozwoju osobistego – przyjechała do Niemiec cztery lata temu. Zaczynała od pracy w hotelu, ale szybko dotarła do dziedziny, którą lubi najbardziej – marketingu online. Dzisiaj motywuje do sukcesu innych. Jak mówi, życie w Niemczech ma wiele zalet, które na co dzień bardzo ułatwiają funkcjonowanie. – Tolerancja, otwartość na innego człowieka, wsparcie. To odbija się na naszych działaniach – mówi. – Możliwości rozwoju jest wiele, ale inicjatywa musi wyjść od nas.

Ada zaczęła od intensywnej nauki języka niemieckiego. Za kursy zapłaciła z własnej kieszeni, ale w ośrodkach oświatowych VHS (a takie są niemal w każdym mieście) ceny kursów niemieckiego nie przekraczają pięciu euro za półtoragodzinną lekcję. Podobnie kosztują lekcje języków obcych, nawet tych najbardziej egzotycznych.

Polka szybko zintegrowała się ze społecznością niewielkiej miejscowości w Nadrenii-Palatynacie, choć Niemcy – jak mówi – zwykle potrzebują czasu i są mało spontaniczni. – Zaskakują mnie solidarnością i umiejętnością budowania społeczności, czy to poprzez związki sportowe, chóry lub towarzystwa charytatywne – mówi Ada Tomczak.

Jakie zarobki?

Nie byłoby niemieckiego dobrobytu bez sprzyjających wskaźników gospodarczych i pozytywnego rozwoju na rynku pracy, ale czy tak pozostanie w czasach pandemii?

Przeciętne wynagrodzenie w Niemczech wynosiło w ubiegłym roku 3994 euro brutto miesięcznie – wynika z danych Federalnego Urzędu Statystycznego. Faktycznie jednak aż dwie trzecie zatrudnionych dostaje pensje niższe od średniej. Gorzej opłacany jest m.in. personel pielęgniarski i opiekuńczy. Opiekun w domu spokojnej starości zarabia średnio 3116 euro miesięcznie, a fachowy personel w szpitalu 3502. Gorzej jest także w handlu spożywczym (2345 euro) i gastronomii (2480 euro).

Niemcy uchodzą jednak za mistrzów oszczędzania. Statystycznie udaje im się odłożyć prawie 11 proc. rocznych dochodów. Oszczędzają chociażby na przerwie obiadowej; ponad połowa Niemców woli przynieść sobie jedzenie z domu.

Nie oszczędzają za to na podróżach. Wyjeżdżają często i chętnie. Na główny urlop w roku przeznaczają około 12 dni.

W tym roku ze względu na pandemię koronawirusa Niemcy mogą zaoszczędzić nawet 12,5 proc. rocznych dochodów – wyliczył DZ Bank, choć nie brakuje też pesymistycznych analiz, powołujących się na załamanie gospodarki.

Kraj lokatorów

Nie wszyscy są w stanie zaoszczędzić. Choć płaca minimalna wynosi w Niemczech 9,35 euro na godzinę, trudno przy takich stawkach opłacić horrendalny w wielu miastach czynsz. W zależności od regionu stawki wahają się od 5 do 18 euro za metr kwadratowy.

Najtaniej można wynająć mieszkanie na wschodzie kraju (np. w Chemnitz czy Magdeburgu), w Bremerhavem lub Zagłębiu Ruhry. Najdrożej jest w Stuttgarcie (14,50 euro), Frankfurcie nad Menem (15 euro) i Monachium (18 euro). W Berlinie średni czynsz sięga 13 euro za metr kwadratowy.

W żadnym innym kraju UE odsetek lokatorów nie jest tak wielki. Tylko niecałe 48 proc. Niemców posiada nieruchomości. Dla porównania – w Polsce cztery kąty na własność ma ponad 84 proc. mieszkańców.

Hartz IV, czyli ile potrzeba na życie

Kto, mimo własnych dochodów, nie jest w stanie opłacić mieszkania, może ubiegać się o zapomogę na czynsz i koszty ogrzewania. Suma zależy od wysokości dochodów, opłat za mieszkanie i ilości osób w gospodarstwie domowym. Przeciętnie dodatek wynosi 150 euro. Gospodarstw skazanych na pomoc państwa przy płaceniu czynszu przybywa. Już teraz korzysta z niej prawie 550 tys. rodzin.

Maleje za to liczba osób otrzymujących zasiłek Hartz IV. To podstawowe zabezpieczenie dla bezrobotnych, którzy dłużej niż rok pozostają bez pracy. Pojedynczej osobie przysługuje 432 euro miesięcznie. Do tego dochodzą dodatki na mieszkanie, dzieci i naukę.

– Kto zostaje bez pracy, może liczyć na pomoc państwa. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie się zwrócić – mówi Adrianna Tomczak. Urzędy oferują kursy uprawniające do pracy w nowym zawodzie bądź podnoszące posiadane kwalifikacje. Wstępem może być kilkutygodniowy kurs, na którym bezrobotni rozpracowują z trenerami swoje predyspozycje zawodowe.

Z pierwszymi testami predyspozycji zawodowych mają do czynienia już dzieci w wieku 13-14 lat. To wtedy większość szkół prowadzi kilkudniowe zajęcia zawodowe, bada potrzeby, kompetencje i organizuje pierwsze praktyki zawodowe.

Niemieckie 500+

Dla rodzin z dziećmi Niemcy mogą wydawać się rajem. Na każde dziecko, niezależnie od sytuacji finansowej rodziny, przysługuje zasiłek – tzw. kindergeld. Na pierwsze i drugie dziecko wynosi on po 204 euro miesięcznie, na trzecie – 210 euro, a na każde dalsze – 235. Rząd Angeli Merkel zapowiedział już podwyżkę od przyszłego roku o 15 euro na dziecko.

Posiadanie dzieci uprawnia też do ulgi podatkowej. Tzw. ryczałt na dzieci w rozliczeniu podatkowym to obecnie 7812 euro na dziecko, a w przyszłym roku już 8388 euro.

Ale to nie wszystko. Wizyty u lekarza są dla dzieci bezpłatne, również przepisane lekarstwa (przynajmniej do 14. roku życia) czy podróż w towarzystwie osoby dorosłej pociągami dalekobieżnymi. Rodzice w Niemczech nie mają też dużych wydatków na podręczniki szkolne. Kupuje je szkoła, a rodzice zobligowani są pokryć koszty zakupu co najwyżej dwóch książek.

Za opiekę nad dziećmi płaci się w zależności od swoich dochodów, a ceny ustala każda gmina z osobna. Zwykle dla rodziców o średnich dochodach oznacza to wydatek rzędu 150-200 euro miesięcznie. Berlin, ale i inne niemieckie miasta, zrezygnowały już z opłat za przedszkola.

Niemiec u lekarza

Dobrą sławą cieszy się na świecie niemiecka służba zdrowia. Zadowolona jest także większość Niemców. Narzekają tylko z powodu długiego oczekiwania na wizytę u specjalisty. Co trzeci pacjent czekał w ubiegłym roku dłużej niż 21 dni. Nowa ustawa ma to zmienić i ograniczyć czas oczekiwania do maksymalnie czterech tygodni. Oczekuje się, że nowe przepisy nie tylko uporządkują niemiecki system opieki zdrowotnej, ale i podwyższą szanse na zdrowie.

Jednak to, jak długo żyją Niemcy, może zależeć także od regionu, w którym mieszkają. Największe szanse na długie życie mają mieszkańcy Bawarii i Badenii-Wirtembergii – wynika z analizy Instytutu Maxa Plancka w Rostocku. Różnica jest niemała – w przypadku kobiet prawie 4 lata, a w przypadku mężczyzn 5,4. Najkrócej (średnio 81,8 lat) żyją kobiety w powiecie Salzland w Saksonii-Anhalt, zaś w powiecie Starnberg niedaleko Monachium dożywają 85,7 lat.

Monachium to dobre okolice także dla mężczyzn, którzy dożywają tam średnio 81,2 lat. Najmniejsze szanse na długowieczność mają panowie w Bremerhaven na północy Niemiec (75,8 lat). Powód? Przede wszystkim bezrobocie i konieczność życia z zasiłku.

Short teaser Dla rodzin z dziećmi Niemcy mogą być rajem. Dobrą sławą cieszy się też służba zdrowia i system socjalny. Są też minusy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemcy%3A%20Jak%20wygl%C4%85da%20%C5%BCycie%20za%20Odr%C4%85%3F%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54398623&x4=11400&x5=Niemcy%3A%20Jak%20wygl%C4%85da%20%C5%BCycie%20za%20Odr%C4%85%3F%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-jak-wygl%C4%85da-%C5%BCycie-za-odr%C4%85%2Fa-54398623&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200803&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-jak-wygląda-życie-za-odrą/a-54398623?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/47858539_401.jpg
Image caption Niemcy: Jak wygląda życie za Odrą?
Image source picture-alliance/dpa/M. Balk

Item 56
Id 54408870
Date 2020-08-02
Title Europejski Dzień Pamięci o Holokauście Romów:„Faszyzm władzę zdobywa w czasie pokoju”
Short title Europejski Dzień Pamięci o Holokauście Romów
Teaser Na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau pamięć ofiar po raz pierwszy wspólnie uczcili przedstawiciele Sinti i Romów, Żydów i protestantów. Dominowały odniesienia do teraźniejszości.

Tegoroczne uroczystości przynajmniej w dwóch aspektach różniły się od tych w ubiegłych latach. Po pierwsze, z powodu koronawirusa uroczystości w dużej mierze przeniesiono do świata wirtualnego, po drugie ze względu na to, że po raz pierwszy w Auschwitz tego dnia spotkali się przedstawiciele Sinti i Romów, Żydów i protestantów.

Romani Rose z Centralnej Rady Sinti i Romów w Niemczech przyjeżdża do Auschwitz co roku. Ponad 40 razy przechodził przez bramę z napisem „Arbeit macht frei”. – Jesteśmy to winni ofiarom. Auschwitz to wielki cmentarz naszej, ale i żydowskiej mniejszości – mówi w rozmowie z DW. Wspólnie z Josefem Schusterem, przewodniczącym Centralnej Rady Żydów w Niemczech i Heinrichem Bedford-Strohmem, przewodniczącym Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (EKD), uczcili w Auschwitz pamięć 20 000 zamordowanych w obozie Sinti i Romów, składając tym samym hołd 500 000 Sinti i Romom zamordowanym w okupowanej przez nazistów Europie.

Pięć lat temu Parlament Europejski ustanowił 2 sierpnia Europejskim Dniem Pamięci o Holokauście Romów. Romani Rose przypomniał także, że to Polska była pierwszym europejskim krajem, który uchwalił 2 sierpnia Dniem Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti w 2011 roku.

Rose zaznaczył jednak również, że samo upamiętnienie nie wystarczy i że rasizm, nacjonalizm muszą być zdecydowanie zwalczane. Dodał, że Europa stoi w obliczu wielkich wyzwań w związku z zakorzenionym w wielu krajach „rasistowskim nacjonalizmem”. Auschwitz upomina się o „wstawiennictwo za demokracją i praworządnością i za jasnym przeciwstawieniem się rasizmowi, antysemityzmowi, antycyganizmowi”, powiedział DW.

W Auschwitz spotkał on również przedstawicieli Sinti i Romów w Polsce, w tym Władysława Kwiatkowskiego ze Stowarzyszenia Romów w Polsce, który uczestniczył w przygotowaniu tegorocznych uroczystości. Jego rodzina straciła podczas wojny w obozach i gettach wielu krewnych. – Do dziś nie mieści mi się w głowie, że to było tak niedawno temu. Zewsząd kipiała nienawiść tylko dlatego, że ktoś jest inny czy prowadzi inny tryb życia, czy mówi innym językiem. Tak niewiele trzeba, by to się powtórzyło – powiedział. Jego ojciec Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, mówił o „plemiennym nacjonalizmie”, który jest obecny wokół nas, „jakby tragiczna lekcja historii nigdy się nie wydarzyła”. – Faszyzm, mimo że kojarzy się z wojną, władzę zdobywa w czasie pokoju – przypomniał. Podkreślił także, że najgorsze, co może się zdarzyć, to obojętność.

Bedford-Strohm: Teraz tym bardziej trzeba wspólnego upamiętnienia

Heinrich Bedford Strohm z EKD przyznał w rozmowie z DW, że szczególnie w obecnych czasach wspólne upamiętnienie „jest mocnym sygnałem na przyszłość”. Jego zdaniem, to konieczne, by zajmować jasne stanowisko. To jego pierwsza wizyta w Auschwitz-Birkenau, ale także pierwsza jako przewodniczącego Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech. Przyznał, że dzień ten sprawił, iż nie może pojąć, „jak ludzie innym ludziom mogą zrobić coś takiego”. Teolog wspomniał także o roli Kościoła Ewangelickiego w czasach drugiej wojny światowej i zaznaczył, że „w chrześcijańskiej teologii przez wiele stuleci pielęgnowano antyjudaizm, co doprowadziło do tego, że antysemici mogli podjąć próbę powołania się na chrześcijańską teologię i jej nadużyli”. Dodał, że to ważne, by dostrzec, że po Holokauście ukształtowano na nowo teologię, w której „antyjudaizm nie ogrywał żadnej roli”. „Jezus był Żydem. Zapominanie o tym jest wielką winą naszych kościołów. Dziś jest oczywiste, że jest tak, jak mówił Dietrich Bonhoeffer, kto przepędza Żydów z Zachodu, przepędza z Zachodu Chrystusa”.

Świadkowie odchodzą

Świadków tamtych wydarzeń jest coraz mniej. Edward Paczkowski pozostaje prawdopodobnie ostatnim żyjącym Romem w Polsce, który mógłby jeszcze opowiedzieć o okrucieństwie, które hitlerowskie Niemcy wyrządziły Sinti i Romom w Auschwitz. Jego stan zdrowia od jakiegoś czasu nie pozwala już na to, by uczestniczył w uroczystościach. Został zabrany do obozu jako więzień polityczny, kiedy miał 12 lat. Wielokrotnie opowiadał o tym, że był bity, bo nie rozumiał, kiedy esesman po niemiecku wywoływał jego obozowy numer. W rozmowie z Onetem powiedział kilka miesięcy temu: „Na każdym apelu byliśmy wyczytywani. Jak był mój numer, musiałem się odezwać. W pewnym momencie zapadła cisza. Zaczęli szukać w szeregach. To byłem ja. Zostałem pobity, skopany, ubranie miałem całe we krwi. To była moja pierwsza lekcja w obozie: bardzo szybko trzeba było nauczyć się języka niemieckiego”. Jak zaznaczył w tej samej rozmowie, przeżył być może tylko dlatego, że ukrywał swoje pochodzenie. Paczkowski był jednym spośród 23 000 Sinti i Romów, którzy zostali przywiezieni do Auschwitz z kilkunastu krajów. Byli oni trzecią największą grupą w obozie po Żydach i Polakach. „Musi to zawstydzać nas, Niemców, że Sinti i Romowie musieli wyczekiwać całe dziesięciolecia na to, aby zostać uznanymi za prześladowanych ze strony narodowego socjalizmu, na przyznanie im prawa do odszkodowania”, powiedział w swoim przesłaniu wideo szef Bundestagu Wolfgang Schaeuble.

2 sierpnia 1944

2 sierpnia został wybrany dniem pamięci o Zagładzie Sinti i Romów, gdyż 76 lat temu, w nocy z 2 na 3 sierpnia Niemcy przystąpili do likwidacji w obozie Auschwitz II-Birkenau tzw. obozu rodzinnego dla Cyganów (Zigeunerfamilienlager). W komorach gazowych zamordowano wówczas 4 300 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci. Więźniowie próbowali stawiać opór, ale esesmani stłumili bunt.

W maju tego samego roku doszło do pierwszego buntu Romów w Auschwitz. Wiosną rozpoczęto przenoszenie zdolnych do pracy więźniarek i więźniów z Zigeunerfamilienlager do obozów pracy i obozów koncentracyjnych w Niemczech. Romscy więźniowie zabarykadowali się w barakach i nie wyszli na wezwanie strażników, którzy zmuszeni zostali do zmiany planów. „W barakach panowała kompletna cisza. Zgromadzeni w nich Cyganie uzbrojeni w noże, łopaty, żelazo, łomy i kamienie oczekiwali na dalszy bieg wydarzeń. Z baraków nie wyszli. Wśród esesmanów zapanowała konsternacja”, relacjonował Tadeusz Joachimowski, który pełnił funkcję pisarza w Zigeunerfamilienlager. Esesmani zmienili tymczasowo swoje plany, ale bunt ten nie zatrzymał dalszego mordowania. W Auschwitz-Birkenau zginęło ponad milion osób. Holokaust zabrał życie sześciu milionom Żydów. Im wszystkim oddano dziś hołd, bo jak w rozmowie z ARD zaznaczył Josef Schuster z Centralnej Rady Żydów w Niemczech: „Doświadczamy sytuacji, w której nacjonalizm, rasizm, antycyganizm i antysemityzm znów rozprzestrzeniają się w Europie. W dniu jak ten, w tym miejscu wyraźnie dostrzegam, do czego to może prowadzić, do jakich pogardliwych wobec ludzi czynów”.

Short teaser W byłym niemieckim nazistowskim obozie zagłady Auschwitz-Birkenau uczczono pamięć pomordowanych Sinti i Romów.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Europejski%20Dzie%C5%84%20Pami%C4%99ci%20o%20Holokau%C5%9Bcie%20Rom%C3%B3w%3A%E2%80%9EFaszyzm%20w%C5%82adz%C4%99%20zdobywa%20w%20czasie%20pokoju%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54408870&x4=11395&x5=Europejski%20Dzie%C5%84%20Pami%C4%99ci%20o%20Holokau%C5%9Bcie%20Rom%C3%B3w%3A%E2%80%9EFaszyzm%20w%C5%82adz%C4%99%20zdobywa%20w%20czasie%20pokoju%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Feuropejski-dzie%C5%84-pami%C4%99ci-o-holokau%C5%9Bcie-rom%C3%B3w-faszyzm-w%C5%82adz%C4%99-zdobywa-w-czasie-pokoju%2Fa-54408870&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/europejski-dzień-pamięci-o-holokauście-romów-faszyzm-władzę-zdobywa-w-czasie-pokoju/a-54408870?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54408104_401.jpg
Image caption Uroczystości w Auschwitz. Na zdjęciu (od lewej): Josef Schuster, Romani Rose, Heinrich Bedford-Strohm
Image source DW/M. Mojkowska

Item 57
Id 54408034
Date 2020-08-02
Title WHO o pandemii: Wciąż nie widać końca
Short title WHO o pandemii: Wciąż nie widać końca
Teaser WHO nie spodziewa się, by pandemia koronawirusa wkrótce się skończyła. Niebezpieczeństwo jest nadal „bardzo duże”, ostrzega organizacja. W niektórych częściach świata wirus nadal szybko się rozprzestrzenia.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zakończenie pandemii koronawirusa jest jeszcze bardzo odległe. Komitet ds. Sytuacji Nadzwyczajnych WHO spodziewa się, że pandemia będzie trwała „na pewno bardzo długo”, podała organizacja - sześć miesięcy po tym, jak ogłosiła międzynarodowy stan wyjątkowy.

W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach liczba zgonów wzrosła do ponad 200 tys. Pandemia nadal rozprzestrzenia się także w RPA i Australii. Komitet ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ostrzegł, że zagrożenie ze strony Covid-19 jest nadal „bardzo duże”. Jednocześnie dostrzegł on niebezpieczeństwo, że z powodu „presji społeczno-gospodarczej” może dojść do zmęczenia w stosowaniu środków zwalczania patogena.

Nowe ognisko infekcji w Australii

Według spisu przeprowadzonego przez agencję prasową AFP, który opiera się na oficjalnych danych, do tej pory koronawirusem zostało zakażonych około 17,8 mln osób na całym świecie. Ponad 685 tys. osób zmarło.

Kraje, które pierwotnie zapanowały nad epidemią, zgłaszają obecnie nowe ogniska infekcji. I tak australijski stan Victoria ogłosił „stan klęski” po dramatycznym wzroście zakażeń i zaostrzył godzinę policyjną w Melbourne.

Rosnąca liczba przypadków w RPA

W Republice Południowej Afryki (RPA) liczba potwierdzonych infekcji koronawirusem przekroczyła w sobotę pół miliona. Według oficjalnych danych, liczba ofiar śmiertelnych wynosi 8153.

RPA jest najbardziej dotkniętym przez pandemię krajem na kontynencie afrykańskim. Jednakże przeprowadza się tam więcej testów niż w wielu innych krajach afrykańskich.

Ponad 200 tys. zmarłych w Ameryce Łacińskiej

W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach zanotowano do tej pory ponad 4,9 miliona zakażeń. Tylko na Brazylię i Meksyk przypada prawie trzy czwarte zgonów. Drugi dzień z rzędu Meksyk odnotował w sobotę (1.08.2020) nowy rekord liczby codziennych infekcji koronawirusem. Według władz, w ciągu 24 godzin zarejestrowano 9556 nowych przypadków. Całkowita liczba infekcji wynosi obecnie ponad 434 tys. Meksyk jest najbardziej dotknięty pandemią po USA i Brazylii.

Dramatyczny wzrost w Honkongu

Także w Hongkongu, który początkowo miał pandemię pod kontrolą, liczba zakażeń ostatnio ponownie dramatycznie wzrosła. W związku z tym władze otworzyły w sobotę na terenie dawnych targów Expo szpital polowy dla 500 pacjentów Covid-19.

W USA odnotowano dotychczas około 4,6 mln zarażonych osób i ponad 154 tys. przypadków śmiertelnych. W Europie liczba zakażeń wzrosła do prawie 3,2 miliona. Ponad 210 tys. ludzi zmarło w wyniku infekcji.

(ARD/jar)

Short teaser WHO nie spodziewa się, by pandemia koronawirusa wkrótce się skończyła. Niebezpieczeństwo jest nadal „bardzo duże”.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::WHO%20o%20pandemii%3A%20Wci%C4%85%C5%BC%20nie%20wida%C4%87%20ko%C5%84ca&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54408034&x4=11400&x5=WHO%20o%20pandemii%3A%20Wci%C4%85%C5%BC%20nie%20wida%C4%87%20ko%C5%84ca&x6=1&x7=%2Fpl%2Fwho-o-pandemii-wci%C4%85%C5%BC-nie-wida%C4%87-ko%C5%84ca%2Fa-54408034&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/who-o-pandemii-wciąż-nie-widać-końca/a-54408034?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54328828_401.jpg
Image caption Stacja testów na koronawirusa w Monachium
Image source picture-alliance/dpa/S. Hoppe

Item 58
Id 54407700
Date 2020-08-02
Title Higiena, maski, odstęp. Uczniowie w Niemczech wracają do szkół
Short title Higiena, maski, odstęp. Uczniowie wracają do szkół
Teaser W niektórych regionach Niemiec to już koniec wakacji. Uczniowie wracają do szkół. A co z pandemią?

Po letniej przerwie wakacyjnej uczniowie we wschodnioniemieckim landzie Meklemburgia – Pomorze Przednie, a także w niektórych częściach Szlezwiku-Holsztynu wracają w poniedziałek do szkół. W następnych tygodniach wakacje skończą się także w pozostałych landach.

Aktualne plany przewidują powrót do regularnych zajęć stacjonarnych, choć nie bez ograniczeń. – Normalne lekcje będą możliwe tylko wtedy, gdy restrykcyjnie przestrzegane będą zasady dotyczące higieny, noszenia masek ochronnych i zachowania odstępu na korytarzach i szkolnych boiskach – powiedziała niemiecka minister edukacji Anja Karliczek (CDU).

Szefowa resortu opowiedziała się za wprowadzeniem obowiązku noszenia masek w szkołach. Ogłosiły to już władze landów Bawaria, Badenia – Wirtembergia oraz Berlin. Maski trzeba będzie nosić we wszystkich budynkach szkolnych, ale nie podczas lekcji.

W Nadrenii Północnej – Westfalii noszenie masek przez uczniów jest jak dotąd dobrowolne. W Hesji czy Saksonii decyzję w tej sprawie mają podejmować władze szkół.

Landy decydują same

Poszczególne landy mają różne zalecenia organizacji działalności szkół. Wprowadza się m.in. stałe grupy, tak aby uczniowie mieli bezpośredni kontakt z jak najmniejszą liczbą dzieci, czy losowe testowanie uczniów na obecność wirusa. Odradza się albo zakazuje śpiewania na lekcjach muzyki.

W niektórych landach uczniowie należący do grupy podwyższone ryzyka mogą zostać zwolnieni z obowiązku chodzenia do szkoły, ale będą musieli zdać egzaminy końcowe.

Władze oświatowe zdają sobie sprawę z fakty, że nakaz zachowania 1,5 metra odstępu między uczniami będzie trudny do wyegzekwowania, dlatego w niektórych sytuacjach można z niego zrezygnować. Szkoły przygotowują też scenariusze na wypadek pojawienia się przypadków choroby.

Po wakacjach niemieckie szkoły mają działać w miarę normalnie, choć w niektórych landach ofertę edukacyjną w szkołach trzeba będzie zredukować i wesprzeć się nauczaniem zdalnym. Będzie tak w Meklemburgii – Pomorzu Przednim, gdzie brakuje nauczycieli.

Około 400 z 13 tysięcy pedagogów w tym landzie nie wróci do klas, bo jako osoby starsze albo cierpiące na inne choroby, narażone są na ciężki przebieg infekcji koronawirusem. Będą oni pracować z domu i w miarę możliwości prowadzić zajęcia online.

(DPA,ZDF/szym)

Short teaser W niektórych regionach Niemiec to już koniec wakacji. Uczniowie wracają do szkół. A co z pandemią?
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Higiena%2C%20maski%2C%20odst%C4%99p.%20Uczniowie%20w%20Niemczech%20wracaj%C4%85%20do%20szk%C3%B3%C5%82&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54407700&x4=11400&x5=Higiena%2C%20maski%2C%20odst%C4%99p.%20Uczniowie%20w%20Niemczech%20wracaj%C4%85%20do%20szk%C3%B3%C5%82&x6=1&x7=%2Fpl%2Fhigiena-maski-odst%C4%99p-uczniowie-w-niemczech-wracaj%C4%85-do-szk%C3%B3%C5%82%2Fa-54407700&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/higiena-maski-odstęp-uczniowie-w-niemczech-wracają-do-szkół/a-54407700?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54393236_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/A. Dedert

Item 59
Id 54406978
Date 2020-08-02
Title „Havel”. Pokazać człowieka, nie legendę
Short title „Havel”. Pokazać człowieka, nie legendę
Teaser To pierwszy pełnometrażowy film fabularny o Václavie Havlu - zmarłym ponad osiem lat temu dramatopisarzu, obrońcy praw człowieka i polityku.

Obraz największego męża stanu pokomunistycznej Europy, który na kinowym płótnie nakreślił Slávek Horák, nie jest bynajmniej jego biografią. I to nie tylko dlatego, że ogranicza się do czasu, zanim Václav Havel wypowiedział słowa prezydenckiej przysięgi.

Akcja filmu zaczyna się w roku 1968 – w czasie, gdy komunistyczna Czechosłowacja przeżywa euforię praskiej wiosny, zakończoną brutalną interwencją wojsk Układu Warszawskiego w nocy z 20 na 21 sierpnia.

Potem reżyser robi skok do roku 1976. Havel jest świadkiem brutalnej akcji milicji przeciw undergroundowym muzykom i uczestniczy w procesie wytoczonym im przez reżim. Ich skazanie na lata więzienia staje się dla niego i jego przyjaciół inspiracją do spisania Karty 77 – manifestu wzywającego komunistyczne władze, by dotrzymywały stanowionych przez nie praw, a także zobowiązań przyjętych na helsińskiej Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Po opublikowaniu dokumentu także Havel trafia do więzienia. Wychodzi po czterech miesiącach, po podpisaniu deklaracji, że nie będzie udzielać się politycznie i zajmie się pisaniem. To jeden z kluczowych momentów filmu – i życia Havla, który jednak zobowiązania nie dotrzymuje i wraca za kraty. Tym razem na cztery i pół roku. I kiedy znów przed nim pojawia się kartka papieru i pióro, tym razem odsuwa je od siebie – wraz z paszportem, z którym mógłby wylecieć do USA.

Ostatnia data, to rok 1989 – dzień, w którym usłyszawszy o pobiciu przez czechosłowackie ZOMO demonstrujących w Pradze studentów wskakuje w swego mercedesa i rusza ze swej chaty na wsi do stolicy. Tam od razu staje się wiodącą postacią ruchu, który niebawem przejmie władzę w państwie.

Film kończą sceny z placu Wacława wypełnionego po brzegi ludzkim tłumem, który oglądamy zza pleców jego i jego żony Olgi, gdy wchodzą na balkon wydawnictwa Melantrich – praską trybunę aksamitnej rewolucji.

Wariacje na temat

O tym, że patrzymy na przyszłego prezydenta, dowiadujemy się chwilę wcześniej z jego rozmowy z przybyłym z Bratysławy Alexandrem Dubczekiem, który komunikuje zamiar kandydowania na najwyższe stanowisko w państwie. Havel oznajmia mu, że to on będzie jedynym kandydatem. Przedtem zapyta jeszcze pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Czechosłowacji z czasu praskiej wiosny, „dlaczego się wtedy do nas nie przyłączyłeś?” – dlaczego nie podpisał Karty 77, której egzemplarz Havel dostarczył mu wówczas osobiście do domu w Bratysławie, przynajmniej w filmowej wersji zdarzeń.

To moment, w którym wciąż niepewny siebie główny bohater działa zdecydowanie i z człowieka, który za każdym razem podkreśla, że chce jedynie pisać, zmienia się w pełnokrwistego polityka.

– Takiej rozmowy nigdy nie było – mówi DW Petruszka Szustrová, która przyjaźniła się z Václavem Havlem od czasów dysydenckich i także była sygnatariuszką Karty 77. Ale akceptuje prawo reżysera do przedstawiania w filmie fikcyjnej wariacji na temat biografii głównego bohatera. Jednak trudna jest dla niej do przyjęcia scena z Dubczekiem na premierze sztuki Havla w 1968 roku. – Czy pan sobie wyobraża pierwszego sekretarza w takim małym teatrze jak Divadlo Na zábradlí? Bo ja nie.

Havel jak Havel

A jednak Szustrovej film się podoba. Zresztą nie tylko jej. Znakomita większość krytyków chwali autentyczność wnoszoną do filmu przez odtwórcę głównego bohatera Viktora Dvorzáka, który wygląda jak Havel, porusza się jak Havel i nawet mówi jak Havel, choć rera trochę za mocno. Przede wszystkim jednak filmowy Havel nie jest pomnikiem, lecz niemalże zwyczajnym człowiekiem z mnóstwem ludzkich wad, zwłaszcza w życiu prywatnym.

Jeszcze więcej pochwał zbiera ze wszech stron Ania Geislerová, niezwykle przekonująco grająca Olgę Havlovą – zdecydowaną, silną kobietę u boku wciąż niepewnego i wahającego się intelektualisty. Obojgu nie ustępują Bára Seidlová w roli nienazwanej choćby imieniem kochanki i Martin Hofmann jako przyjaciel „Landiak” – aktor i sygnatariusz Karty 77 Pavel Landovský.

Poza nimi – i wspomnianym już Dubczekiem – chyba żadne imię czy nazwisko już nie pada. Być może właśnie po to, by jeszcze swobodniej poruszać się po biografii głównego bohatera. Widzowi pozostaje domyślać się, że profesor, który umiera, gdy Havel pierwszy raz siedzi w więzieniu, to filozof Jan Patoczka, a dramaturg, który na rok wyjeżdża do Wiednia, to Pavel Kohout, którego po przekroczeniu austriackiej granicy władze komunistycznej Czechosłowacji pozbawiły obywatelstwa. O tym jednak będą wiedzieć tylko ci, którzy pamiętają lub znają tamte czasy.

Za mało Havla w Havlu

Są też jednak głosy krytyczne. Najmocniejszy w dzienniku „Hospodarské noviny”, którego recenzent Tomász Stejskal zwraca uwagę, że film koncentruje się na chwilach niepewności tytułowego bohatera, a na Havla artystę i dysydenta brakuje miejsca. „Tak, jakby polityk Havel narodził się w 1989 roku”, właśnie w opisanej wyżej fikcyjnej rozmowie z Dubczekiem. Tymczasem Havel już jako młody człowiek napisał w 1956 roku list do nowo powstałego wówczas literackiego tygodnika „Kvieten” („Maj”), w którym krytycznie wyraził się o linii tego pisma. Ten list spowodował, że został zaproszony na zjazd literatów, „gdzie nie zawahał się zabrać głos jako pierwszy i określić swoim wystąpieniem nieznanego, początkującego autora kierunek całego sympozjum”, pisze Stejskal.

Z kolei Tomasz Sejdl na portalu Aktualne.cz przypomina wystąpienie Havla z roku 1969, który po samospaleniu Jana Palacha publicznie wezwał do rezygnacji partyjny beton – „Bilaka, Indrę, Koldera i innych komunistycznych kolaborantów”.

„Niepewność i zdecydowanie dopełniały się w skomplikowanej naturze Havla”, twierdzi Stejskal i ubolewa, że film Horáka „uczłowieczył” głównego bohatera do tego stopnia, „że ​​czasami pozostaje z tego jedynie wieczne wahanie się.” Sam Viktor Dvorzák zaś wiernie imituje zewnętrzne cechy Havla, „ale nie tworzy obrazu człowieka, którego niektórzy uwielbiają, a inni krytykują aż do nienawiści. Ten Havel jest przede wszystkim godny pożałowania”, konkluduje recenzent.

– U Havla to nie było niezdecydowanie. On po prostu nie uważał, że jego poglądy są najważniejsze, i nigdy nie starał się ich narzucać innym. Ale były to poglądy klarowne i zdecydowane – zapewnia Petruszka Szustrová w rozmowie z Deutsche Welle.

Wczuć się w Havla

„Film jest fikcją, a nie dokumentem”, tłumaczy reżyser Slávek Horák tygodnikowi „Respekt” w wywiadzie, który ukazał się kilka dni po premierze. „Nie próbowałem tworzyć legendy Havla, czy celebryty Havla, ale człowieka.”

Żeby to się mogło udać, nie wystarczyło pokazać głównego bohatera w dramatycznych sytuacjach sowieckiej inwazji, tajnych spotkań, więziennej celi, czy na tle demonstrujących tłumów. Czasami trzeba było unieść kurtynę w górę i pokazać Havla inscenizującego najważniejsze chwile swojego życia publicznego na deskach teatru. Ale przede wszystkim konieczne było sięgnięcie do jego sfery prywatnej, do życia intymnego, w którym bynajmniej nie był tak niezłomny, jak w działalności opozycyjnej, gdzie zawiódł jeden jedyny raz, podpisując deklarację otwierającą przed nim bramy więzienia.

„Wiem, że w pewnych, uczuciowych sprawach nie jestem tak moralnie stały, jakbyś na to zasługiwała”, powtarza pod koniec filmu słowa, które wypowiedział już raz na jego początku. „Ale zawsze byłaś moją pierwszą damą”, dodaje tym razem. „Wolałabym być twoją jedyną damą”, odpowiada cicho Olga, która dobrze wie o niewierności męża. On zresztą wcale się z tym nie tai. W którymś momencie zaprasza nawet do gospody i żonę, i kochankę, by zaproponować im wspólne życie. I ponosi sromotną porażkę na oczach siedzących przy sąsiednich stolikach esbeków.

„To jest temat, z którym może się utożsamić każdy”, odpowiada Horák dziennikarce „Respektu” na pytanie, co w życiu intymnym Havla tak bardzo go zainteresowało. „Nie każdy z nas ma za sobą polityczne boje, walczył z socjalizmem, pisał petycje, ale każdy ma stosunki międzyludzkie (…) Chciałem, by widzowie mogli wczuć się w Havla, przejść z nim jego historię, żeby nie tylko oglądali ilustracje jego życia, ale i przeżywali je.”

I to akurat mu się udało, również dzięki znakomitej pracy kamerzysty Jana Šťastnego, który przybliża nam bohaterów z ekranu aż tak bardzo, że po prostu zapominamy, że jesteśmy w kinie.

Short teaser To pierwszy pełnometrażowy film fabularny o Havlu - dramatopisarzu, obrońcy praw człowieka i polityku.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura::%E2%80%9EHavel%E2%80%9D.%20Pokaza%C4%87%20cz%C5%82owieka%2C%20nie%20legend%C4%99&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54406978&x4=11399&x5=%E2%80%9EHavel%E2%80%9D.%20Pokaza%C4%87%20cz%C5%82owieka%2C%20nie%20legend%C4%99&x6=1&x7=%2Fpl%2Fhavel-pokaza%C4%87-cz%C5%82owieka-nie-legend%C4%99%2Fa-54406978&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura" />
Item URL https://www.dw.com/pl/havel-pokazać-człowieka-nie-legendę/a-54406978?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2019/bpol190911_002_praga_01i_partner.jpg

Item 60
Id 54406723
Date 2020-08-02
Title Były doradca Trumpa krytykuje wycofanie żołnierzy z Niemiec
Short title Były doradca Trumpa krytykuje wycofanie żołnierzy z Niemiec
Teaser W wywiadzie dla "Welt am Sonntag" John Bolton mówi, że osłabi to USA jak i bezpieczeństwo całego Zachodu.

Były doradca prezydenta USA Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton skrytykował plan wycofania z Niemiec blisko 12 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

– Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z zajmowanych przez nas pozycji nie jest punktem dodatnim ani dla USA, ani dla bezpieczeństwa Zachodu w swojej całości – powiedział w rozmowie z niemiecką gazetą „Welt am Sonntag”.

Bolton dodał, że wycofanie żołnierzy jest „niedobrą zapowiedzią tego, co nas czeka, jeśli Trump zostanie ponownie wybrany”. Zdaniem Boltona Trump postępuje jednak podobnie do wcześniejszego prezydenta Baracka Obamy, który, jak ocenił, „także nie za bardzo zawracał sobie głowę resztą świata”.

– Są to specyficzne formy amerykańskiego izolacjonizmu (…) Tak, rola Ameryki w polityce światowej się skurczyła – powiedział.

Od doradcy do krytyka

John Bolton przez półtora roku doradzał prezydentowi Trumpowi w sprawach bezpieczeństwa narodowego. We wrześniu ubiegłego roku opuścił Biały Dom skłócony z prezydentem.

W opublikowanej niedawno książce „The room where it happened” Bolton kreśli fatalny obraz Donalda Trumpa. Zarzuca mu stawianie swoich osobistych interesów powyżej spraw bezpieczeństwa narodowego i interesów kraju. Bolton oskarża w niej prezydenta o zwrócenie się do Chin z prośbą o pomoc w reelekcji i potwierdza zarzuty, jakoby Trump naciskał na władze Ukrainy, aby podjęły śledztwo przeciwko jego politycznemu rywalowi Joe Bidenowi.

Były doradca opisuje ponadto Trumpa jako niekompetentnego i niezorientowanego. Poprzez swoją książkę Bolton, który od lat doradza republikańskiej administracji USA, chce utrudnić reelekcję prezydenta. – W najbliższych wyborach po raz pierwszy w moim życiu nie zagłosuje na kandydata Republikanów – powiedział „Welt am Sonntag”.

(AFP/szym)

Short teaser W wywiadzie dla "Welt am Sonntag" John Bolton mówi, że osłabi to USA jak i bezpieczeństwo całego Zachodu.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::By%C5%82y%20doradca%20Trumpa%20krytykuje%20wycofanie%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20z%20Niemiec%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54406723&x4=11397&x5=By%C5%82y%20doradca%20Trumpa%20krytykuje%20wycofanie%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20z%20Niemiec%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fby%C5%82y-doradca-trumpa-krytykuje-wycofanie-%C5%BCo%C5%82nierzy-z-niemiec%2Fa-54406723&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/były-doradca-trumpa-krytykuje-wycofanie-żołnierzy-z-niemiec/a-54406723?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53911889_401.jpg
Image caption Były doradca prezydenta Trumpa John Bolton
Image source picture-alliance/dpa/P. Semansky

Item 61
Id 54406271
Date 2020-08-02
Title FAS: Czy AfD usunie z Goerlitz polskich handlarzy?
Short title FAS: Czy AfD usunie z Goerlitz polskich handlarzy?
Teaser Targowisko w Goerlitz jest pozytywnym przykładem współpracy polsko-niemieckiej. Jednak prawicowo-populistyczna AfD uważa, że niemieccy kupcy są dyskryminowani i chce pozbyć się z miasta polskich handlarzy - pisze FAS.

Reportaż z położonego nad granicą z Polską Goerlitz „Nie każda kurka jest niemiecka” ukazał się w niedzielę we „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”. Targowisko w Goerlitz ma tradycję sięgającą XIX stulecia. Dzierżawcą miejskiego terenu, na którym od poniedziałku do soboty kwitnie handel, są Francois Fritz i jego żona. Ich biznesowym partnerem jest polskie małżeństwo Paszkiewiczów – pisze Stefan Locke.

Kupujący na bazarze mogą się posilić polskim rosołem lub daniami azjatyckimi. Na stoiskach z owocami i warzywami, po zakończeniu sezonu na truskawki, królują ogórki i rzodkiewki z Niemiec oraz kurki i czarne jagody z Polski.

Fritz prowadzi swój biznes od 18 lat. Większość handlarzy zna osobiście. Jego kłopoty zaczęły się po wyborach samorządowych na wiosnę 2019 roku, w których Alternatywa dla Niemiec zdobyła 13 z 38 miejsc w radzie miasta, stając się najsilniejszym klubem. O mały włos AfD zdobyłaby też stanowisko burmistrza Goerlitz. Dzięki szerokiemu sojuszowi pozostałych partii, w decydującej turze wyborów zwyciężył Octavian Ursu z CDU.

Jak twierdzi Fritz, AfD chce usunąć zagranicznych handlarzy z miasta. Pierwszym krokiem w tym kierunku ma być rozwiązanie umowy o dzierżawę i zastąpienie Fritza osobą związaną z populistami.

Nie dla stoiska partyjnego AfD

Jak wyjaśnia „FAS” powodem konfliktu był brak zgody Fritza na ustawienie na targowisku partyjnego stoiska AfD. Dzierżawca uzasadnia swoją decyzję wrogim wobec Polaków nastawieniem tej partii, która „sieje strach” przed obcymi, co szkodzi interesom miasta. AfD zarzuca dzierżawcy, że preferuje polskich handlarzy, przydziela im lepsze i większe działki, a także przyznaje ulgi w opłatach. „To nieprawda” – zapewnia Fritz.

Prawicowi populiści agitują ponadto przeciwko handlarzom odzieży z Pakistanu. Zdaniem AfD zarówno Pakistańczycy, jak i Polacy, Czesi, Hindusi i Wietnamczycy powinni opuścić bazar, żeby zrobić miejsce dla handlarzy niemieckich.

„AfD chce głównie niemieckiego targowiska z niemieckimi handlarzami” – mówi Fritz. Jest to postulat absurdalny, ponieważ liczba Niemców handlujących na bazarze systematycznie spada. Klub AfD kilkakrotnie składał w radzie miasta wnioski o natychmiastowe rozwiązanie umowy o dzierżawę. Powodem miały być nieprawidłowości w korzystaniu z bazarowego parkingu.

Fritz mówi, że targowisko jest przykładem udanej współpracy polsko-niemieckiej. Zaznacza, że jest dumny z tego, że postawił się AfD. W czerwcu rada miasta odrzuciła dużą większością głosów wniosek o zerwanie umowy o dzierżawę. Na jesieni koncesja na dzierżawę będzie ponownie przyznawana. Burmistrz Ursu chciałby, aby Fritz i Paszkiewicz kontynuowali działalność, ale aktualni dzierżawcy mówią, że muszą się nad tym jeszcze zastanowić.

W wyborach samorządowych w maju 2019 roku AfD zdobyła w Goerlitz 29,1 proc. głosów stając się najsilniejszą siłą polityczną w tym powiecie. Prawicowo-populistyczne ugrupowanie cieszy się największym poparciem na terenach graniczących z Polską i Czechami.

Short teaser Prawicowo-populistyczna AfD uważa, że niemieccy kupcy są dyskryminowani i chce pozbyć się z miasta polskich handlarzy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::FAS%3A%20Czy%20AfD%20usunie%20z%20Goerlitz%20polskich%20handlarzy%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54406271&x4=30855&x5=FAS%3A%20Czy%20AfD%20usunie%20z%20Goerlitz%20polskich%20handlarzy%3F&x6=0&x7=%2Fpl%2Ffas-czy-afd-usunie-z-goerlitz-polskich-handlarzy%2Fa-54406271&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/fas-czy-afd-usunie-z-goerlitz-polskich-handlarzy/a-54406271?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/49106367_401.jpg
Image caption Zgorzelec po lewej i Goerlitz po prawej stronie
Image source picture-alliance/dpa/S. Kahnert

Item 62
Id 54118246
Date 2020-08-02
Title Polskie drogi. Powojenne losy dipisów w Niemczech
Short title Polskie drogi. Powojenne losy dipisów w Niemczech
Teaser W połowie 1945 roku na terenach byłej Trzeciej Rzeszy według rożnych szacunków znajdowało się od 1,5 do 2 mln Polaków, w tym około 100 tysięcy osób do osiemnastego roku życia.

Danuta Jelinek z Dortmundu jest jedną z ostatnich z tamtego pokolenia dipisów (ang. displaced persons), czyli osób, które po II wojnie światowej nie mogły lub nie chciały wrócić do Polski. Jej rodzina pochodziła ze Stryja koło Lwowa, a ziemie te po wojnie znalazły się poza terytorium Polski. Jej rodzice planowali emigrację do Kanady i już z dwoma kuframi byli na statku, który miał tam płynąć ale wtedy zginęły ich papiery i cała rodzina musiała zejść na ląd. Jak wspominała jej nieżyjąca matka w obozach dla uchodźców po II wojnie światowej było bardzo ciężko.

Danuta Jelinek była z rodziną aż w 16 obozach dla uchodźców zanim w 1951 roku otrzymali mieszkanie w Dortmundzie, na pierwszym w Niemczech osiedlu dla dipisów, gdzie mieszka do dziś, tak jak jej córka i wnuczka. Osiedle to było taką „ Małą Polską”, bo tam wszyscy Polacy znali się jeszcze z obozów. Jak wspomina, gdy poszła do szkoły, to w szkole nie wolno jej było mówić po polsku, a w domu zabraniano jej mówić po niemiecku.

Trzy rodziny na pokój

Danuta Jelinek była min. w obozie w Reine, Essen, Reckenfeld ale najgorzej wspomina obóz w Solingen, bo tam do dziś znajduje się grób jej braciszka, który zaraził się mlekiem w obozie i umarł na szkarlatynę. Z początku władze nie chciały się zgodzić na jego pogrzeb, ale ponieważ w obozie była polska policja, uzyskano w końcu zgodę na jego pogrzeb w nocy.

– Ludzie mieszkali w strasznych warunkach. W jednym pokoju po dwie czy trzy rodziny, które odgradzały się kocami. Toalet nie było, tylko na zewnątrz. Codziennie awantury między ludźmi i gwałty na kobietach – tak pani Danuta opisuje warunki w obozach.

Ciężkie warunki polskich dipisów potwierdza dr Łukasz Wolak autor bloga o uchodźcach polskich w Niemczech. – Wielu polskich dipisów w powojennych Niemczech zmagało się z trudną sytuacją materialną i bytową. Wielu za drobne kradzieże trafiło do alianckich więzień - mówi badacz. Jak dodaje, zdarzały sie nawet wyroki śmierci.

– Znaczne problemy towarzyszyły matkom samotnie wychowującym dzieci, które utrzymywały się ze skromnego zasiłku socjalnego. Znamienny jest przypadek samotnej schorowanej kobiety wychowującej niepełnosprawną córkę, która zwróciła się o pomoc do zarządu głównego Zjednoczenia Polskich Uchodźców (ZPU) w sprawie o odszkodowanie za pobyt w obozie koncentracyjnym. Jej sytuację pogorszyła ciąża córki do której doszło w wyniku gwałtu amerykańskich żandarmów. Zrozpaczona kobieta była w potrzasku. Mimo skromnej renty jaką otrzymywała od władz RFN nie mogła swobodnie kupować lekarstw a także opiekować się niepełnosprawną córką i jeszcze nienarodzonym dzieckiem – mówi historyk dr Łukasz Wolak.

Nadzór nad polskimi uchodźcami sprawowała grupa Polskich Oficerów Łącznikowych przy Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Organizacja Oficerów Łącznikowych PSZ licząca 152 osoby była jedyną polską instytucją dopuszczoną do opieki nad obywatelami polskimi w Niemczech. W maju 1945 roku liczba uwolnionych polskich obywateli przekroczyła milion osób, które umieszczono w ponad 500 ośrodkach rozproszonych po całych zachodnich Niemczech. Opiece jednego polskiego oficera łącznikowego podlegało średnio 6,7 tys. Polaków.

„Byli bez mydła, bielizny, jarzyn”

W 1945 roku liczba polskich obozów dla uchodźców wynosiła ponad tysiąc. W 1947 było ich 344: w strefie amerykańskiej 95, brytyjskiej 203 i 46 w strefie francuskiej. Takie dane widnieją w dokumentacji oficerów łącznikowych, które znajdują się dzisiaj w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Polscy oficerowie łącznikowi interweniowali we wszystkich sprawach dotyczących określenia statusu i potrzeb polskich obywateli.

Jako tragiczne uznawali również warunki w obozach dla dipisów polscy księża. W lipcu 1945 roku arcybiskup Wojska Polskiego Józef Gawlina tak zanotował w swoich wspomnieniach wydanych w 2004 roku w opracowaniu prof. Jerzego Myszora:

„Wracając przejeżdżałem przez Braunau, miejsce urodzenia Hitlera. Ponury wygląd tego miasteczka spotęgowany został żalami i narzekaniami spotkanych Polek, które otrzymywały tylko 100 gram chleba dziennie, a nawet tego chleba nie dawano im codziennie, tylko jakiś kapuśniak”.

Ciężkie warunki zauważył też biskup Gawlina w obozie w Hof: „Byli bez mydła, bielizny, jarzyn. Cierpieli głód , bywali przerzucani bez zapowiedzi czasu i miejsca. Wielu było po raz trzeci, niektórzy po raz piąty w tym obozie. Woziło się ich bezcelowo. Z obozu zaś nie wypuszczano ich na miasto. Pewnej Polce nie pozwolono się widzieć z chorym mężem w szpitalu, a dopiero na pogrzeb dano jej przepustkę”.

Na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej w Niemczech wcale nie było lepiej. Budziło to rozgoryczenie i oburzenie byłych jeńców oflagów, o czym świadczą liczne artykuły prasowe na ten temat. Oto cytat z artykułu w „ Słowie Polskim” z dnia 23 lutego 1946 roku. „Pod pozorem tępienia tzw. czarnego rynku żandarmeria brytyjska dokonuje aktów zwykłego bezprawia i karygodnej samowoli w stosunku do oficerów i szeregowych zwykłych jeńców wojennych. Bezprawie to wzorowane jest na najgorszych metodach jakie wszyscy mamy w pamięci z okresu przebywania w obozach niemieckich. (…) Nie otrzymaliśmy dotąd bielizny, butów, płaszczy, prześcieradeł, nakryć głowy, słowem nic nie wyłączając pasty i szczotek do zębów i butów, nożyków do golenia itp. A przecież w chwili gdy nas uwalniano wielu z nas miało na nogach tylko drewniaki, obszarpany mundur i jedną koszulę na grzbiecie (…) Jeśli do tego dodać grubiańskie zachowanie się żandarmerii brytyjskiej, często grożenie bagnetem, rewolwerem i popychanie przy akompaniamencie niewybrednych przekleństw, jeśli dodać , że jeden z oficerów przed paru dniami został na dworcu uderzony w twarz w czasie kontroli przez żandarma brytyjskiego tylko dlatego, że zwrócił mu uwagę na niestosowność zachowania się – będziemy mieli obraz stosunków , które się tu wytworzyły” .

Dlatego wśród Polaków dominowało uczucie zawodu postawą Anglików jako sprzymierzeńców Polski, którzy zawiedli Polaków nie tylko we wrześniu 1939 roku ale też podczas konferencji Wielkiej Trójki , gdzie zapadały decyzje w sprawie granic i stref wpływów.

Short teaser W połowie 1945 roku na terenach byłej Trzeciej Rzeszy według rożnych szacunków znajdowało się od 1,5 do 2 mln Polaków.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka%3A%3AHistoria%20Najnowsza::Polskie%20drogi.%20Powojenne%20losy%20dipis%C3%B3w%20w%20Niemczech%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54118246&x4=12349&x5=Polskie%20drogi.%20Powojenne%20losy%20dipis%C3%B3w%20w%20Niemczech%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpolskie-drogi-powojenne-losy-dipis%C3%B3w-w-niemczech%2Fa-54118246&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200802&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka%3A%3AHistoria%20Najnowsza" />
Item URL https://www.dw.com/pl/polskie-drogi-powojenne-losy-dipisów-w-niemczech/a-54118246?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/18952239_401.jpg
Image caption Boże Ciało w 1946 roku w obozie dipisów Hanower Münden
Image source DW/B. Cöllen

Item 63
Id 54403897
Date 2020-08-01
Title Berliński lis ukradł ponad sto butów
Short title Berliński lis ukradł ponad sto butów
Teaser Wyjaśniła się zagadka butów znikających z przydomowych ogródków w Berlinie. Winnym okazał się lis kleptoman.

Lis nie miał sprecyzowanych upodobań co do obuwia. Kolekcjonował najróżniejsze buty – od gumowych klapek po skórzane kozaki. W sumie przywłaszczył sobie około stu sztuk obuwia, zostawionego przez właścicieli przed drzwiami domów albo w ogródkach.

Na gorącym uczynku nakrył go jeden z mieszkańców dzielnicy Zehlendorf Christian Meyer, któremu zniknął but biegowy zostawiony na tarasie. Mężczyźnie udało się nawet sfotografować złodzieja niosącego w pysku parę niebieskich klapek typu flip flop.

Później Meyer odkrył kryjówkę lisa, a tam pokaźną kolekcję obuwia. Zdjęcia trafiły do internetu. Jak donosiły lokalne media, mieszkańcy dzielnicy Zehlendorf od dłuższego czasu informowali o znikających butach.

Znalezione obuwie jest w większości tylko lekko nadgryzione. Kilka sztuk wróciło już do właścicieli. Christian Meyer, który rozpracował złodzieja, nie znalazł jednak swojego biegowego buta.

Pełnomocnik władz Berlina ds. dzikich zwierząt Derk Ehlert powiedział gazecie „Berliner Zeitung”, że skala kradzieży dokonanych przez lisa jest rzeczywiście niezwykła, ale zachowanie zwierzęcia da się wytłumaczyć.

Jak mówił, młode lisy lubią wyroby ze skóry. „Skóra to martwe zwierzę i tak też pachnie. Młode osobniki pokazują w ten sposób, że są gotowe na polowanie” – ocenił. Kradzieże gumowego obuwia Ehlert tłumaczy ludzkim potem i solami, które znajdują się na klapkach, co czyni je atrakcyjnymi dla lisa.

Short teaser Wyjaśniła się zagadka butów znikających z przydomowych ogródków w Berlinie. Winnym okazał się lis kleptoman.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Berli%C5%84ski%20lis%20ukrad%C5%82%20ponad%20sto%20but%C3%B3w%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54403897&x4=11400&x5=Berli%C5%84ski%20lis%20ukrad%C5%82%20ponad%20sto%20but%C3%B3w%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fberli%C5%84ski-lis-ukrad%C5%82-ponad-sto-but%C3%B3w%2Fa-54403897&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/berliński-lis-ukradł-ponad-sto-butów/a-54403897?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54389680_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/A. Riedl

Item 64
Id 54403713
Date 2020-08-01
Title Koronawirus. Protesty przeciwko restrykcjom w Berlinie
Short title Koronawirus. Protesty przeciwko restrykcjom w Berlinie
Teaser Tysiące osób wyszły na ulice Berlina protestując przeciwko działaniom rządu w obliczu pandemii. Większość nie miała maseczek ani nie zachowywała odstępu.

Bez maseczek na twarzach i bez zachowania odpowiedniego dystansu do innych osób – tak na ulicach Berlina protestowało w sobotę ponad dwadzieścia tysięcy osób niezadowolonych z działań rządu Niemiec wobec pandemii koronawirusa.

Pierwsza demonstracja, która ruszyła przez centrum miast przed południem, zgromadziła według policji około 17 tysięcy uczestników. Po około trzech godzinach została jednak zatrzymana i rozwiązana ze względu na lekceważenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w czasie pandemii. Przeciwko organizatorom wszczęto postępowanie.

Druga demonstracja rozpoczęła się po południu. Zgłoszono udział około 10 tys. osób. Policja przez cały czas nawoływała przez megafony do zasłaniania twarzy i zachowywania odstępu. Dokumentowano przypadki łamania przepisów.

"Wolność i opór"

Demonstracje odbyły się pod hasłem „Koniec pandemii – dzień wolności”. Uczestnicy wznosili okrzyki „wolność” i „opór”. Niektórzy przekonywali, że pandemia koronawirusa to „najwieksza teoria spiskowa”. Sprzeciwiali się też obowiązkowi szczepień.

Tymczasem liczba nowych przypadków zarażenia koronawirusem w Niemczech znowu szybko rośnie. Jak podał Instytut Roberta Kocha, w ciągu ostatniej doby stwierdzono aż 955 zachorowań.

Krytycznie o demonstracjach wypowiedzieli się niemieccy politycy. Szefowa socjaldemokratycznej SPD Saskia Esken pisała na Twitterze o „covid-idiotach” i zarzucała im nieodpowiedzialność. „Zagrażają nie tylko naszemu zdrowiu, zagrażają naszym sukcesom w walce z pandemią i ożywieniu gospodarki, edukacji i społeczeństwa”.

Federalny minister gospodarki Peter Altmaier wezwał wcześniej do zaostrzenia kar za łamanie zasad ochrony przed koronawirusem. „Każdy, kto celowo naraża innych, musi liczyć się z tym, że będzie to miało dla niego poważne konsekwencje” - powiedział polityk CDU. „Nie możemy narażać na szwank ożywienia gospodarczego, które dopiero się rozpoczyna, akceptując ponowny wzrost infekcji” – stwierdził.

(DPA,AFD,RTR/szym)

Short teaser Tysiące osób wyszły na ulice Berlina protestując przeciwko działaniom rządu w obliczu pandemii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronawirus.%20Protesty%20przeciwko%20restrykcjom%20w%20Berlinie&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54403713&x4=11400&x5=Koronawirus.%20Protesty%20przeciwko%20restrykcjom%20w%20Berlinie&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronawirus-protesty-przeciwko-restrykcjom-w-berlinie%2Fa-54403713&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronawirus-protesty-przeciwko-restrykcjom-w-berlinie/a-54403713?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54402677_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/C. Soeder

Item 65
Id 54402883
Date 2020-08-01
Title Druga fala pandemii. „Nie stać nas na ponowny lockdown”
Short title Druga fala pandemii. „Nie stać nas na ponowny lockdown”
Teaser Rośnie liczba nowych infekcji koronawirusem, a wśród ekonomistów rośnie obawa przed drugim lockdownem. Eksperci liczą na większą odpowiedzialność w społeczeństwie.

Wraz ze wzrostem liczby infekcji koronawirusem w Niemczech rośnie zaniepokojenie wśród czołowych ekonomistów w kraju. „Druga fala infekcji może być bardziej szkodliwa ekonomicznie niż pierwsza fala. Przecież wiele firm jest niewydolnych, ma wysokie zadłużenie i niewiele zostało im rezerw”, powiedział Marcel Fratzscher, prezes Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW), w wywiadzie dla „Rheinische Post”. Doświadczenia USA pokazują, że jasne zasady i wczesne ograniczenia są ważne dla utrzymania fali infekcji na jak najniższym poziomie i ograniczenia szkód gospodarczych. „Tylko wtedy, gdy zdecydowana większość ludności zachowuje się odpowiedzialnie, można czasowo ograniczyć obostrzenia i zminimalizować szkody”, powiedział Fratzscher.

Już w piątek niemiecki handel detaliczny apelował do klientów o większą dyscyplinę w przestrzeganiu zasad w okresie pandemii, takich jak obowiązek zachowania dystansu i noszenia masek. A prezes Niemieckiego Związku Handlu Detalicznego (HDE), Josef Sanktjohanser, powiedział: „Nie rujnujmy tego, co osiągnęliśmy”.

Federalny minister gospodarki Peter Altmaier wezwał również do zaostrzenia kar za łamanie zasad ochrony przed koronawirusem. „Każdy, kto celowo naraża innych, musi liczyć się z tym, że będzie to miało dla niego poważne konsekwencje” - powiedział polityk CDU. „Nie możemy narażać na szwank ożywienia gospodarczego, które dopiero się rozpoczyna, akceptując ponowny wzrost infekcji”. Należy skuteczniej niż dotychczas zapobiegać niedbałym i nieodpowiedzialnym zachowaniom.

„Musi chodzić o regionalne rozwiązania”

Tymczasem dyrektor Instytutu Gospodarki Niemieckiej (IW) Michael Huether wezwał rząd niemiecki, aby w związku z infekcją nie wprowadzał pośpiesznie drugiego ogólnokrajowego lockdownu. „Jego wprowadzenie jest uwarunkowane sytuacją epidemiczną w całym kraju”, powiedział Huether „Rheinische Post”. A taka ogólnokrajowa sytuacja zagrożenia obecnie jeszcze nie zaistniała. „Nie uważam, aby konieczne i odpowiedzialne było wprowadzenie drugiego lockdownu, biorąc pod uwagę społeczne i ekonomiczne skutki uboczne”, wskazał ekspert. I dodał, że „to musi być kwestia rozwiązań regionalnych”.

Również przewodniczący Niemieckiego Związku Małych i Średnich Przedsiębiorstw (BVMW), Mario Ohoven, apeluje do polityków o zapobieżenie drugiemu lockdownowi w przypadku wzrostu liczby infekcji. „Doprowadzenie niemieckiej gospodarki do ruiny przez kolejne zamknięcie byłoby nieodpowiedzialne”, powiedział Ohoven gazetom grupy medialnej Funke. „Nawet jeśli lokalne epidemie prowadzą do częściowo zwiększonej liczby infekcji, nie może to skutkować drugim zamknięciem”, ostrzegł szef BVMW.

„Nie stać nas na drugie zamknięcie”

Także premier Saksonii-Anhalt Reiner Haseloff wezwał do przestrzegania środków ostrożności. „Nie stać nas na drugie zamknięcie”, powiedział polityk CDU gazetom grupy medialnej Funke. „Nasza gospodarka nie byłaby w stanie sobie z tym poradzić, i ostatecznie miałoby to również negatywny wpływ na państwo opiekuńcze i jego stabilność”. Haseloff ostrzegał: „Prawdopodobnie nie byłoby możliwe powtórzenie działań pomocowych takich jak te w obecnych ramach finansowych. Dlatego potrzebujemy teraz najwyższej uwagi i zrozumienia dla pilnie potrzebnych środków, takich jak obowiązkowe maski”. W przypadku nowych ognisk infekcji, wymagane są „szybkie, nie wymagająca dużych nakładów i zróżnicowane środki działania na poziomie lokalnym.

(DPA/jar)

Short teaser Rośnie liczba nowych infekcji koronawirusem, a wśród ekonomistów rośnie obawa przed drugim lockdownem.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Druga%20fala%20pandemii.%20%E2%80%9ENie%20sta%C4%87%20nas%20na%20ponowny%20lockdown%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54402883&x4=11398&x5=Druga%20fala%20pandemii.%20%E2%80%9ENie%20sta%C4%87%20nas%20na%20ponowny%20lockdown%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Fdruga-fala-pandemii-nie-sta%C4%87-nas-na-ponowny-lockdown%2Fa-54402883&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/druga-fala-pandemii-nie-stać-nas-na-ponowny-lockdown/a-54402883?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53801796_401.jpg
Image caption Ulica w centrum Kolonii podczas pandemii
Image source picture-alliance/dpa/Henning Kaiser

Item 66
Id 54402021
Date 2020-08-01
Title Niemiecki ambasador przy ONZ krytycznie o pracy w Radzie Bezpieczeństwa
Short title Niemiecki ambasador ONZ o pracy w Radzie Bezpieczeństwa
Teaser W lipcu Radzie Bezpieczeństwa ONZ przewodniczył niemiecki ambasador Christoph Heusgen. Był zszokowany współpracą w Radzie z Chinami, Rosją i USA.

Efektywna współpraca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zawsze zależała od dobrej woli jej członków. Niemiecki ambasador przy ONZ, Christoph Heusgen, jest jednak obecnie wstrząśnięty bardzo złą sytuacją w tym germium i upadkiem wartości.

„Rozczarowujące, a nawet szokujące było to, że Rosja i Chiny nie skupiły się na potrzebach humanitarnych mieszkańców Syrii”, powiedział Heusgen gazecie „Rheinische Post” w związku z decyzją wykorzystania tylko jednego przejścia granicznego jako korytarza pomocy humanitarnej dla Syrii.

„Nie poczyniliśmy większych postępów jako Rada Bezpieczeństwa”,oświadczył samokrytycznie Heusgen, który podsumował niemiecko-belgijskie przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa. Sytuacja w Syrii pozostała „w sumie katastrofalna”.

Niemcy zasiadają obecnie w Radzie jako niestały członek, a od lipca Christoph Heusgen przewodniczył Radzie jako prezydent.

Heusgen: „Inaczej to będzie blamaż”

Niemiecki ambasador skrytykował USA za odstąpienie od wielostronnych umów i organizacji. „Oczywiście, organizacje międzynarodowe muszą być stale modernizowane, ale nie odwraca się od nich plecami, jeśli się z czymś nie zgadza”. Niezależnie od tego, kto jest u władzy w Waszyngtonie, trzeba promować wielostronną współpracę. „W przeciwnym razie, to będzie blamaż”.

Według Heusgena to bardzo godne ubolewania, że USA wycofały się z wielu porozumień międzynarodowych, na przykład z Unesco, z porozumienia klimatycznego, z irańskiego porozumienia jądrowego. Nie uczestniczyły one również w pracach Rady Praw Człowieka ONZ i Międzynarodowego Trybunału Karnego. Niemiecki ambasador przy ONZ za powód do niepokoju uznał również wycofanie się Donalda Trumpa ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). „Poza Amerykanami nie znam nikogo, kto powiedziałby, że światowa społeczność nie musi współpracować z WHO, aby zaradzić pandemii koronawirusa na taką skalę”.

Prezydent USA wywołał międzynarodowe oburzenie, kiedy oficjalnie wycofał swój kraj z WHO z powodu sporu dotyczącego sposobu postępowania w przypadku pandemii. Trump oskarża WHO o błędy w koronakryzysie, a także jednostronność na rzecz Chin. Krytycy natomiast oskarżają prezydenta USA, że poprzez wycofanie się z WHO, usiłuje odwrócić uwagę od swoich własnych błędów w walce z pandemią.

(DPA/jar)

Short teaser W lipcu Radzie Bezpieczeństwa ONZ przewodniczył Christoph Heusgen. Był zszokowany współpracą z Chinami, Rosją i USA.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemiecki%20ambasador%20przy%20ONZ%20krytycznie%20o%20pracy%20w%20Radzie%20Bezpiecze%C5%84stwa&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54402021&x4=11395&x5=Niemiecki%20ambasador%20przy%20ONZ%20krytycznie%20o%20pracy%20w%20Radzie%20Bezpiecze%C5%84stwa&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecki-ambasador-przy-onz-krytycznie-o-pracy-w-radzie-bezpiecze%C5%84stwa%2Fa-54402021&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecki-ambasador-przy-onz-krytycznie-o-pracy-w-radzie-bezpieczeństwa/a-54402021?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/51678630_401.jpg
Image caption Christoph Heusgen przewodniczył w lipcu Radzie Bezpieczeństwa ONZ i jest niezadowolony zw współpracy z USA, Chinami i Rosją
Image source picture-alliance/Anadolu Agency/A. Ozdil

Item 67
Id 54401953
Date 2020-08-01
Title Niemcy: rusza akcja bezpłatnych testów na koronawirusa
Short title Niemcy: rusza akcja bezpłatnych testów na koronawirusa
Teaser Osoby wracające do Niemiec z zagranicy mogą od dziś bezpłatnie przebadać się na koronawirusa. Mają na to trzy dni od momentu przekroczenia granicy.

W walce z pandemią koronawirusa Niemcy wprowadzają od tej soboty (01.08.2020) bezpłatne i dobrowolne testy dla wszystkich osób wracających do kraju z zagranicy. Podróżni mogą poddać się darmowym testom do 72 godzin po powrocie do Niemiec, nawet jeśli nie mają objawów choroby. Rozporządzenie w tej sprawie wydał minister zdrowia Jens Spahn.

Szef resortu zdrowia zaapelował, aby korzystać z tych możliwości. – Kto wraca z podróży powinien się przebadać. Dobrowolnie i darmowo – powiedział. Minister dodał, że rosnąca liczba nowych zachorowań na koronawirusa jest wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. – Wirus nie ma wakacji – podkreślił.

Trzy dni na test

Bezpłatny test można zrobić w ciągu 72 godzin od powrotu do Niemiec, czyli przez trzy dni. Pobieranie próbek będzie odbywać się na lotniskach, dworcach, niektórych przejściach granicznych, w oddziałach niemieckiego sanepidu i niektórych przychodniach lekarskich. Uruchomiono też specjalną infolinię z informacjami, gdzie znajduje się najbliższy punkt testowy.

Aby udowodnić, że faktycznie wróciło się z zagranicy należy pokazać bilet czy rachunek za nocleg albo w inny sposób potwierdzić podróż. Bezpłatny będzie też drugi test dla tej samej osoby. W zależności od obciążenia centrów testowych, wyniki mają być znane w ciągu 24 do 48 godzin, obiecuje ministerstwo zdrowia.

Akcja zostanie sfinansowana ze środków powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, ale władze zasygnalizowały już, że niemieckie kasy chorych mogą liczyć na wsparcie ze strony budżetu centralnego.

Testy także przymusowe

Od przyszłego tygodnia w Niemczech zostaną wprowadzone obowiązkowe testy na koronawirusa dla osób powracających z terenów uznanych za obszary ryzyka. Są wśród nich m.in. USA, Ukraina, Rosja, Pakistan, Meksyk, Brazylia, Bośnia i Hercegowina, Kosowo czy Izrael. Obszarem ryzyka są także niektóre regiony w północnej Hiszpanii oraz Luksemburg. Już teraz osoby wracające z tych krajów i regionów muszą poddać się 14 dniowej kwarantannie.

Z najnowszych, sobotnich danych Instytutu Roberta Kocha wynika, że ubiegłej doby w Niemczech stwierdzono 955 nowych przypadków choroby. Minister gospodarki Niemiec Peter Altmeier opowiedział się za zaostrzeniem kar dla osób, które nie przestrzegają obowiązujących obostrzeń. – Kto świadomie naraża innych, musi liczyć się z tym, że będzie to dla niego oznaczało poważne konsekwencje – powiedział.

(DPA,AFP/szym)

Short teaser Osoby wracające do Niemiec z zagranicy mogą od dziś bezpłatnie przebadać się na koronawirusa.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niemcy%3A%20rusza%20akcja%20bezp%C5%82atnych%20test%C3%B3w%20na%20koronawirusa&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54401953&x4=11400&x5=Niemcy%3A%20rusza%20akcja%20bezp%C5%82atnych%20test%C3%B3w%20na%20koronawirusa&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-rusza-akcja-bezp%C5%82atnych-test%C3%B3w-na-koronawirusa%2Fa-54401953&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-rusza-akcja-bezpłatnych-testów-na-koronawirusa/a-54401953?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54400376_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/B. Pedersen

Item 68
Id 54400850
Date 2020-08-01
Title Tagesspiegel: Liberalna połowa Polski musi zabrać głos
Short title Tagesspiegel: Liberalna połowa Polski musi zabrać głos
Teaser W sporze o prawa kobiet nie chodzi o „zbłądzenie” jednego z polskich ministrów, lecz o prowadzoną przez polski rząd wojnę kulturową – pisze niemiecki „Tagesspiegel”.

„Zdaniem polskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro istnieje niebezpieczna »ideologia gender«, która podkopuje tradycyjne wartości rodzinne. Innymi słowy: mężczyzna jest w rodzinie tym, który o wszystkim decyduje” – pisze Albrecht Meier w komentarzu opublikowanym w piątek wieczorem w internetowym wydaniu „Tagesspiegla”.

„W oparciu o ten obraz rodziny i świata Ziobro rozpoczął kampanię przeciwko konwencji stambulskiej, która ma chronić kobiety przed przemocą domową” – kontynuuje autor.

PiS na bakier z europejskimi wartościami

Meier zastrzega, że walka Ziobry przeciwko międzynarodowemu porozumieniu nie jest jego zdaniem „zbłądzeniem” pojedynczego ministra rządu w Warszawie. „Zapowiedź wypowiedzenia konwencji jest raczej dowodem na to, że podczas rządów PiS w Polsce coraz bardziej ograniczane są europejskie wartości podstawowe” – czytamy w „Tagesspieglu”.

„Liberalna połowa Polski, która w wyborach prezydenckich trzy tygodnie temu nieznacznie przegrała, powinna wobec sporu o konwencję Rady Europy pilnie wywalczyć sobie posłuch" – uważa Meier.

Gdzie jest liberalna połowa Polski?

Autor komentarza przypomina, że cztery lata temu szeroki ruch protestacyjny zapobiegł zaostrzeniu przez PiS przepisów aborcyjnych.

W poniedziałek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro złożył do minister rodziny, pracy i polityki społecznej wniosek o wszczęcie procedury wypowiedzenia konwencji. Według niego umowa w warstwie ideologicznej jest niezgodna z Konstytucją RP i polskim porządkiem prawnym. Premier Mateusz Morawiecki poinformował w czwartek, że skieruje do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności konwencji stambulskiej z konstytucją.

Short teaser W sporze o prawa kobiet chodzi o prowadzoną przez polski rząd wojnę kulturową – pisze niemiecki „Tagesspiegel”.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::Tagesspiegel%3A%20Liberalna%20po%C5%82owa%20Polski%20musi%20zabra%C4%87%20g%C5%82os%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54400850&x4=30855&x5=Tagesspiegel%3A%20Liberalna%20po%C5%82owa%20Polski%20musi%20zabra%C4%87%20g%C5%82os%20&x6=0&x7=%2Fpl%2Ftagesspiegel-liberalna-po%C5%82owa-polski-musi-zabra%C4%87-g%C5%82os%2Fa-54400850&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/tagesspiegel-liberalna-połowa-polski-musi-zabrać-głos/a-54400850?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54312896_401.jpeg
Image source Getty Images/AFP/W. Radwanski

Item 69
Id 54398526
Date 2020-08-01
Title Niemiecka prasa: Niemcy cieszą się latem, a liczba infekcji rośnie
Short title Niemcy cieszą się latem, a liczba infekcji rośnie
Teaser Komentatorów sobotnich wydań niemieckich gazet zajmuje rosnąca w niepokojący sposób liczba nowych zakażeń koronawirusem.

Komentator opiniotwórczego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze:

„Liczby, jakie docierają do nas z RKI (Instytutu Roberta Kocha – DW) niepokoją: liczba codziennych, nowych infekcji wirusem Sars-CoV-2 znowu zbliża się do granicy tysiąca. Co zadziwiające – w życiu publicznym niepokoju tego prawie się nie zauważa. Niemcy cieszą się latem i dawno minęły dni, kiedy dashbordy z aktualną liczbą zarażonych i śmiertelnych ofiar wirusa w Niemczech biły rekordy odwiedzalności. Można odnieść wrażenie, że pandemia powędrowała dalej, niebezpieczeństwo na miejscu, w kraju, stało się przewidywalne. Utrudnia to kontrolowanie epidemii i zwiększa ryzyko, że to, co już osiągnięto, zostanie zaprzepaszczone”.

Frankfurter Rundschau" zwraca z kolei uwagę, że:

„Nie wystarczy już pokazywać palcem na rzekomo nieodpowiedzialnych urlopowiczów, którzy sami powinni sobie płacić za testy na koronawirusa. Albo na pracowników sezonowych i zatrudnionych w rzeźniach, którzy rujnują nam statystyki. Sami zdołamy zwiększyć liczbę zarażeń. Na przykład w Berlinie, gdzie restauracje rzadko prowadzą listę gości a przed knajpami tworzą się gromady ludzi. Albo w pociągach, gdzie podróżni czasami w tak niesympatyczny sposób reagują na wskazanie na obowiązek noszenia masek ochronnych, że pracownicy kolei są bliscy załamania nerwowego. Musimy sami przystosować nasze zachowanie do sytuacji, jeżeli chcemy zapobiec drugiemu lockdownowi – i przekonać do tego także innych. Wszystko inne byłoby graniem z wirusem w pokera”.

Także gazeta z Badenii-Wirtembergii „Reutlinger General-Anzeiger" wskazuje na „budzące ogromne obawy wieści z frontu koronawirusa”:

„Kroki podejmowane przez państwo są jedną stroną medalu. Jakkolwiek to oklepane: naprawdę wszystko zależy od zachowania każdego z osobna. Nie chodzi o to, czy ktoś zostanie w domu, pojedzie do Schwarzwaldu czy nad Morze Śródziemne: chodzi o to, by mieć wzgląd na innych, zachować dystans społeczny i jeżeli to konieczne, nosić tę przeklętą maskę. Obowiązuje to w równym stopniu na plaży w weekend, jak na party pokolenia danceflooru. Koronawirus jest i pozostanie niebezpieczny. Kolejny lockdown ostatecznie pogrążyłby gospodarkę w recesji. A wówczas słodkie życie skończyłoby się na długo”.

O codzienności w stanie pogotowia pisze w swoim komentarzu „Mitteldeutsche Zeitung” (Halle):

„Niektóre meldunki na temat najnowszych przypadków zarażeń każą wątpić w dyscyplinę poniektórych i ich gotowość do nauki. Z pewnością nikt nie musi się tłumaczyć z radości życia czy z bycia towarzyskim. Dla jednych wyzwaniem jest potrzeba zrezygnowania z uczestniczenia w nabożeństwie w jak najliczniejszym gronie wiernych. Dla innych życie bez party jest jedną wielką nudą. Wszystko to jest jak najbardziej zrozumiałe. Ale kontrolowanie wirusa wymaga umiarkowania. Stosowanie się do zasad higieny i zachowania odstępu jest podstawowym warunkiem w miarę spełnionego życia z pandemią; znalezienie szczepionki na koronawirusa jeszcze potrwa. A do tego czasu życie w stanie pogotowia jest niestety niezbędne”.

Short teaser Komentatorów sobotnich wydań niemieckich gazet zajmuje rosnąca w niepokojący sposób liczba nowych zakażeń koronawirusem.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemiecka%20prasa%3A%20Niemcy%20ciesz%C4%85%20si%C4%99%20latem%2C%20a%20liczba%20infekcji%20ro%C5%9Bnie&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54398526&x4=11395&x5=Niemiecka%20prasa%3A%20Niemcy%20ciesz%C4%85%20si%C4%99%20latem%2C%20a%20liczba%20infekcji%20ro%C5%9Bnie&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-niemcy-ciesz%C4%85-si%C4%99-latem-a-liczba-infekcji-ro%C5%9Bnie%2Fa-54398526&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-niemcy-cieszą-się-latem-a-liczba-infekcji-rośnie/a-54398526?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54357408_401.jpg
Image caption Nielegalne, nocne party w jednym z parków Berlina
Image source DW/T. Kondratenko

Item 70
Id 54397733
Date 2020-08-01
Title Były naczelny Indexu: „Szkalująca mnie kampania jest żałosna i przerażająca”
Short title Były naczelny Indexu: „Żałosna i przerażająca kampania”
Teaser Szabolcs Dull*, były redaktor naczelny najbardziej popularnego na Węgrzech, niezależnego serwisu informacyjnego Index mówi w rozmowie z DW o tle swojego zwolnienia.

Deutsche Welle: W ubiegłym tygodniu został Pan zwolniony ze stanowiska naczelnego Indexu, największego i najbardziej popularnego medium na Węgrzech. Czy było to dla Pana niespodzianką?

Szabolcs Dull: Sposób zwolnienia na pewno był niespodzianką, bo szef fundacji Index, czyli mój szef László Bodolai, zaprosił mnie na rozmowę poza redakcją, by – jak powiedział – omówić interesy. Na miejscu błyskawicznie wręczył mi wypowiedzenie. Nie jest natomiast zaskoczeniem proces, który do tego doprowadził, bo minione tygodnie minęły pod znakiem starć, ponieważ publicznie broniłem niezależności redakcji znajdującej się pod obstrzałem.

Biznesmeni zbliżeni do kręgów rządowych są od kilku lat współwłaścicielami Indexu. Czy można było więc przewidzieć, że coś takiego się stanie?

Rzeczywiście w ostatnich latach pojawili się oligarchowie, zbliżeni do rządu ludzie interesu, którzy wkupili się do Indamedia, firmy zarządzającej wpływami reklamowymi Indexu. Dlatego redakcja była niespokojna. Dobre dwa lata temu postawiliśmy jasne warunki: musi zostać zapewniona merytoryczna niezależność redakcji i nie może mieć miejsca jakakolwiek interwencja z zewnątrz dotycząca składu zespołu. W minionych tygodniach były podejmowane próby ignorowania tego drugiego warunku – chodziło o tzw. plan reorganizacji – przeniesienia większości redakcji do zewnętrznych firm. Oznaczałoby to nasz koniec.

„Była to czerwona linia”

Kiedy ten plan został ujawniony, przesunął Pan wskazówkę publikowanego na stronie tzw. barometru niezależności Indexu z „niezależny” na „zagrożony”. Czy było to uzasadnione i mądre?

O stanie barometru zadecydowały nastroje panujące w redakcji. Czuliśmy, że jesteśmy zagrożeni. Dlatego przesunęliśmy wskazówkę barometru z zielonego pola na żółty, bo chcieliśmy przekazać silny, publiczny sygnał. Przedtem wielokrotnie mówiłem szefowi fundacji, że nie zgadzamy się z planami reorganizacji redakcji.

Czy słusznym krokiem było złożenie wypowiedzeń przez niemal całą redakcję po tym, jak został Pan zwolniony i wydawca portalu nie spełnił żądania zespołu, który domagał się przywrócenia Pana na stanowisko?

Kiedy poinformowałem zespół redakcyjny o moim zwolnieniu, prosiłem, żeby dalej pracował i bronił Indexu jako symbolu wolności prasy na Węgrzech. Ale redakcja najwyraźniej nie widziała już takiej możliwości. Taka solidarność mnie zaskoczyła i oczywiście bardzo poruszyła.

Jeden z redaktorów napisał, że mieli wybór między cichym wykrwawieniem się lub godną śmiercią. Jak Pan to skomentuje?

Dobrze sformułowane. Myślę, że redakcja odbierała sytuację tak, że w przyszłości będzie trzeba zawierać coraz więcej małych kompromisów i godzić się na ograniczenia. Musiałaby też pogodzić się ze zwolnieniem swojego redaktora naczelnego, który podniósł głos w obronie jej niezależności. Większość najwyraźniej nie chciała na to przystać. Była to dla niej czerwona linia.

Redakcja napisała w swoim oświadczeniu, że w swojej dotychczasowej formie Index przestał istnieć. Czy są jeszcze szanse uratowania portalu?

Nadal będzie istniała strona internetowa o nazwie Indeks. Ale to, co dotąd reprezentowaliśmy, nasze wartości, nasza niezależność, nasza wolność, z pewnością się skończyło.

Węgierski rząd zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z wydarzeniami związanymi z Indexem. Czy jest to wiarygodne?

Nie uważam, żeby moją rolą było analizowanie tego. Jedno jest pewne: po zwolnieniu mnie, prorządowe media rozpoczęły skierowaną przeciwko mnie nadzwyczaj brutalną, szkalującą mnie kampanię. Nic w niej nie odpowiada prawdzie.

Zarzucono Panu, że wykończył Pan Index z pomocą lewicowych polityków.

Przy innej okazji tak to skomentowałem: nie jestem katem, tylko ofiarą, której ścięto głowę. W końcu zostałem zwolniony i straciłem nie tylko pracę, ale też znaczącą część mojego życia. Kampania ta zawiera w sobie śmieszną i przerażającą część. Śmieszne jest to, że jakoby umówiłem się z politykami opozycji, iż zniszczymy Index. Przerażające jest opublikowanie przez prorządowy portal Origo listy moich rozmów telefonicznych i powoływanie się na nią w tej kampanii. Sprawa jest prosta: wiele lat pracowałem jako dziennikarz polityczny, znam praktycznie wszystkich węgierskich polityków, większość ma mój numer telefonu i raz po raz do mnie dzwoni. Nie mam niczego do ukrycia i każdy, kto ma do tego prawo, może zobaczyć listę moich rozmów telefonicznych. Ale przerażające jest to, że wbrew prawu ukazuje się ona na prorządowym portalu i jest użyta w skierowanej przeciwko mnie kampanii.

Czym był Index dla Węgier?

W minionych tygodniach poprosiliśmy naszych czytelników, żeby napisali, co oznacza dla nich Index. I wielu napisało, że jest to portal, po który sięgnęliby rano jako pierwszy, jeżeli chcieliby się poinformować. Wielu napisało też, że gdyby na świecie stało się coś ważnego i szukaliby tła tego wydarzenia, najpierw otworzyliby Index.

Węgierscy komentatorzy raz nazywają Index ikoną, innym razem instytucją albo stylem życia.

Tak, może tak być. Jako redakcja często czuliśmy naszą szczególną rolę. Wtedy, kiedy czytelnicy ogólnie nas pytali, co się właśnie dzieje i dlaczego. Przykładem jest koronakryzys. Konferencja prasowe węgierskiego sztabu kryzysowego śledziło na naszej stronie dziesięć razy więcej ludzi, niż na stronie rządu. Były to te same obrazy, ta sama konferencja na żywo, tylko transmitowana przez nas. Myślę, że to mówi samo za siebie.

Ustawi Pan teraz barometr Indexu na kolor czerwony – „nie jest już niezależny”?

Barometr stracił swój sens, prawie cała redakcja wypowiedziała pracę. Czy ustawimy go na kolor czerwony, czy nie, nie ma znaczenia.

Jakie ma Pan plany? Czy powstanie nowy projekt z byłymi pracownikami Indexu?

Ja osobiście mam, wynikający z umowy, sześciomiesięczny zakaz pracy w mediach. Studiuję teraz dalej prawo. Ale mam dużą nadzieję, że moje koleżanki i koledzy w dziennikarskim projekcie będą podtrzymywać wartości, jakie reprezentowaliśmy w Indexie.

Czy na Węgrzech istnieje jeszcze wolność prasy?

Jest to pytanie, na które trudno odpowiedzieć „tak“ lub „nie“. Mówię zawsze, że wolność prasy trzeba sobie wyobrazić jako pokój z uginającym się sufitem. Jeżeli sufit się obniży, niektórzy muszą się pochylić. Teraz sufit się właśnie obniżył.

*Szabolcs Dull, lat 36, studiował romanistykę i komunikację na Uniwersytecie Loránda Eötvösa w Budapeszcie. Pracował jako dziennikarz m.in. w rozgłośni publicznej Kossuth Rádió i portalach informacyjnych Origo i Index. Od 2019 r. był redaktorem naczelnym Indexu (index.hu). Teraz wznoww Budapeszcie studia prawnicze.

Short teaser Szabolcs Dull*, b. naczelny największego węgierskiego serwisu informacyjnego Index, mówi w DW o tle swojego zwolnienia.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::By%C5%82y%20naczelny%20Indexu%3A%20%E2%80%9ESzkaluj%C4%85ca%20mnie%20kampania%20jest%20%C5%BCa%C5%82osna%20i%20przera%C5%BCaj%C4%85ca%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54397733&x4=11395&x5=By%C5%82y%20naczelny%20Indexu%3A%20%E2%80%9ESzkaluj%C4%85ca%20mnie%20kampania%20jest%20%C5%BCa%C5%82osna%20i%20przera%C5%BCaj%C4%85ca%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Fby%C5%82y-naczelny-indexu-szkaluj%C4%85ca-mnie-kampania-jest-%C5%BCa%C5%82osna-i-przera%C5%BCaj%C4%85ca%2Fa-54397733&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200801&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/były-naczelny-indexu-szkalująca-mnie-kampania-jest-żałosna-i-przerażająca/a-54397733?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 71
Id 54396025
Date 2020-07-31
Title Seehofer: Wycofanie amerykańskich wojsk z Niemiec jest „nieładną sprawą“
Short title Seehofer: Wycofanie wojsk USA z RFN jest „nieładną sprawą“
Teaser Niemieccy politycy z niepokojem, ale i z rezerwą reagują na potwierdzone w środę przez USA wycofanie z Niemiec 12 tys. swoich żołnierzy.

„Dla stosunków niemiecko-amerykańskich jest to nieładna sprawa, ale potrafimy się z nią obejść”, powiedział w piątek (31.07.2020) szef niemieckiego MSW Horst Seehofer na łamach dziennika „Passauer Neue Presse”.Jak podkreślił polityk bawarskiej CSU, niemiecko-amerykańska przyjaźń i stosunki transatlantyckie mimo wszystko pozostaną stabilne.

W środę Waszyngton potwierdził zapowiadane wcześniej wycofanie z Niemiec części amerykańskich wojsk. Jak podał szef departamentu obrony Mark Esper, będzie to blisko 12 tys. z 36 tys. stacjonujących w Niemczech żołnierzy. Ponad połowa ma wrócić do USA, 5600 ma być rozlokowanych w innych państwach Europy.

Nowa sytuacja geostrategiczna

Były inspektor generalny Bundeswehry Harald Kujat wskazał na panującą dzisiaj nową sytuację. „Po upadku żelaznej kurtyny położenie geostrategiczne Niemiec zmieniło się. Nie jesteśmy już państwem we frontalnym położeniu, tylko strefą łączącą”, powiedział Kujat w „Rhein-Neckar-Zeitung“ (31.07.2020). W Polsce i krajach bałtyckich amerykańskie siły zbrojne mogłyby lepiej realizować zadania obronne Sojuszu niż w Niemczech, uważa niemiecki generał.

„Lepiej, żeby USA wycofały swoją broń atomową”

Szefowa klubu parlamentarnego Zielonych Katrin Göring-Eckardt uważa natomiast, że „byłoby lepiej, gdyby zamiast żołnierzy Amerykanie zabrali z Niemiec i Europy swoją broń atomową”. Wycofanie wojsk nie leży ani w interesie NATO, ani USA. Prezydent Donald Trump masowo obciąża tym krokiem stosunki transatlantyckie, stwierdziła Göring-Eckardt.

Także rzecznik partii Zieloni ds. polityki bezpieczeństwa Tobias Lindner uważa decyzję USA za problematyczną. „Europa nie będzie bardziej bezpieczna, jeżeli wojska zostaną przeniesione np. do Polski” powiedział w piątkowym wydaniu „Saarbrücker Zeitung”. „Istnieje akt NATO-Rosja, który wyklucza stałe stacjonowanie żołnierzy Sojuszu Północnoatlantyckiego w krajach wschodnioeuropejskich”, dodał Lindner. Ta jawna sprzeczność napawa go niepokojem.

Sigmar Gabriel, przewodniczący forum stosunków niemiecko-amerykańskich „Mostu Atlantyckiego” zakłada, że częściowe wycofanie amerykańskich wojsk z Niemiec jest nieuniknione – także za rządów nowego prezydenta USA. „Już od czasu rządów Baracka Obamy, a nie dopiero Donalda Trumpa, Stany Zjednoczone chcą się wycofywać ze swojego zaangażowania wojskowego na świecie. Społeczeństwo USA jest zmęczone wojnami, a hasłem zarówno z lewa, jak i z prawa jest «koniec niekończących się wojen», powiedział gazecie „General-Anzeiger” Sigmar Gabriel, były szef SPD i niemieckiej dyplomacji.

Polemiczna współpraca zbrojeniowa

W berlińskiej koalicji rządzącej rysuje się tymczasem spór o właściwą reakcję polityczną na posunięcie USA. Punktem spornym stała się sugestia szefa klubu parlamentarnego SPD Rolfa Mützenicha, który w reakcji na decyzję USA postawił pod znakiem zapytania wspólne, niemiecko-amerykańskie projekty zbrojeniowe. Prezydent USA Donald Trump prowadzi politykę opartą na „samowoli i wywieraniu presji”, powiedział „Süddeutsche Zeitung” (31.07.2020). Nie może być to podstawą partnerskiej współpracy. „Na tym tle będziemy musieli też spojrzeć w nowym świetle na kooperację zbrojeniową”, zaznaczył niemiecki socjaldemokrata.

Na ścisłej współpracy opierają się plany szefowej MON Annegret Kramp-Karrenbauer dotyczące między innymi zastąpienia nowymi maszynami przestarzałych myśliwców Tornado. W połowie mają to być amerykańskie Boeingi 45 F/A-18, a w dalszej przyszłości także samoloty niemiecko-francuskiej produkcji, która znajduje się jeszcze w fazie koncepcji.

Niemcy potrzebują jednak myśliwce szybciej, by w razie konfliktu mogły przenosić amerykańską broń jądrową rozmieszczoną w Niemczech. I właśnie do tego odniosła się wypowiedź Mützenicha, który już w maju br. rozpętał dyskusję dotyczącą stacjonowania w Niemczech broni jądrowej USA. Jednym z argumentów na rzecz jej pozbycia się była, jak wówczas powiedział, „nieobliczalność Trumpa”.

Teraz byłaby ku temu okazja, bo bez samolotów bojowych zdolnych do przenoszenia broni jądrowej, trzymanie w Niemczech amerykańskich bomb atomowych nie miałoby sensu.

W łonie chadecji wypowiedzi Mützenicha spotykają się z niezrozumieniem. Ekspert CDU ds. obronności Henning Otte zdecydowanie odrzucił sugestie socjaldemokraty. Zapowiedź wycofania amerykańskich wojsk z Niemiec jest wprawdzie godna ubolewania, „ale nie powinna prowadzić do dalszego wyobcowania w Sojuszu”, podkreślił Otte dodając, że USA nadal pozostaną najważniejszym partnerem Niemiec poza Europą.

(AFP,DPA,tagesschau.de/stas)

Short teaser Niemieccy politycy z niepokojem, ale i z rezerwą reagują na potwierdzone przez USA wycofanie z RFN 12 tys. żołnierzy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Seehofer%3A%20Wycofanie%20ameryka%C5%84skich%20wojsk%20z%20Niemiec%20jest%20%E2%80%9Enie%C5%82adn%C4%85%20spraw%C4%85%E2%80%9C&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54396025&x4=11395&x5=Seehofer%3A%20Wycofanie%20ameryka%C5%84skich%20wojsk%20z%20Niemiec%20jest%20%E2%80%9Enie%C5%82adn%C4%85%20spraw%C4%85%E2%80%9C&x6=1&x7=%2Fpl%2Fseehofer-wycofanie-ameryka%C5%84skich-wojsk-z-niemiec-jest-nie%C5%82adn%C4%85-spraw%C4%85%2Fa-54396025&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/seehofer-wycofanie-amerykańskich-wojsk-z-niemiec-jest-nieładną-sprawą/a-54396025?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/49962804_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/M. Führer

Item 72
Id 54393959
Date 2020-07-31
Title Sandały ze skarpetkami. Gdy obciach staje się modą
Short title Sandały ze skarpetkami. Gdy obciach staje się modą
Teaser Powszechne wyobrażenie o niemieckim turyście to drętwy facet w szortach i sandałach na białe skarpetki. Kto by sądził, że taki look może stać się trendem?

Kiedyś noszenie skarpet do sandałów było absolutnym faux pas. A sprawa jest przecież prosta: jeśli jest tak gorąco, żeby nosić sandały, po co komuś skarpetki? Jaki jest cel tego zestawienia, gdy zaczyna padać? Mokre stopy i od razu brudne skarpetki?

Z takiego modowego grzechu już od dawna podśmiewał się świat. Pionierami tego osobliwego trendu byli niemieccy turyści, którzy ze stoickim spokojem ignorowali fakt, że wyszydzano ich białe skarpetki w nieforemnych skórzanych sandałach. Jednak nie byli jedynymi, którzy zwrócili na siebie uwagę całego świata. Ta kombinacja była spotykana często u osób starszych, które nic nie robią sobie z mody i trendów. Niemniej jednak Niemiec noszący sandały ze skarpetkami urósł prawie do rangi narodowego stereotypu.

Modowa policja: wykluczone!

Ale to zjawisko kulturowe zasługuje na to, by mu się bliżej przyjrzeć. Czy rzeczywiście Niemcy są źródłem tego połączenia, które zostało niedawno kategorycznie odrzucone przez międzynarodową policję modową? Internet niewiele mówi o pochodzeniu tego stereotypu.

Istnieje strona Wikipedii o „Skarpetkach i sandałach” w języku angielskim i kilku innych językach, ale nie ma takiej strony w języku niemieckim. Wspomina się tam, że ​pierwszy udokumentowany dowód noszenia skarpet w sandałach znaleziono podczas wykopalisk na starożytnym stanowisku archeologicznym w North Yorkshire w Anglii. Analiza szczątków buta wykazała, że ​​Rzymianie stosowali takie połączenie już 2000 lat temu. Rzymsko-egipskie skarpety, podzielone na palcach i przeznaczone do noszenia z sandałami, zostały wydobyte w miejscu pochówku w Egipcie pod koniec XIX wieku. Prawdopodobnie pochodzą z IV-V wieku i znajdują się w zbiorach muzeum V&A w Londynie od 1900 roku.

Japończycy także wypracowali własny styl tego połączenia, jak zaznacza historyczka mody Birgit Haase, profesor z Uniwersytetu w Hamburgu. Skarpety tabi z XV wieku zostały opracowane specjalnie do noszenia z tradycyjnymi klapkami geta. Są używane w różnych kontekstach przez mężczyzn i kobiety oraz nadal stanowią w Japonii część formalnego stroju, na przykład podczas ceremonii parzenia herbaty.

Dla porównania: kombinacja skarpet i sandałów nie pojawia się nigdy w niemieckich strojach ludowych, a podkolanówki to klasyczny dodatek jedynie do bawarskich skórzanych spodni.

– Niemiecki stereotyp skarpet do sandałów rozprzestrzenił się za sprawą niemieckich turystów – wyjaśnia Lena Sämann, szefowa działu mody "Vogue Germany Online". – Przez lata niemieccy turyści za granicą byli znani jako ignoranci w dziedzinie dobrego gustu i stylu, którzy wspinali się po górach w tenisowych skarpetkach i sandałach trekkingowych, zadziwiając południe Europy – powiedziała w rozmowie z DW. Przez lata Niemcy byli mistrzami świata w podróżowaniu i niektórzy chcieli czuć się za granicą jak w domu – przypuszcza Sämann – i wybierali buty, które były tak wygodne jak ich domowe kapcie.

Zamiłowanie do funkcjonalnej mody

Znawczyni mody zwraca również uwagę, że „Niemiec jest szczęśliwy, gdy jest przygotowany na każdą sytuację”. Dlatego Niemcy mają taką słabość do ubrań funkcjonalnych – często widzi się nawet pary jednakowo ubrane! – i jeśli noszą skarpetki do sandałów trekkingowych to prawdopodobnie po to, żeby nie dostać tak szybko pęcherzy na stopach. Historyczka mody Birgit Haase podaje jeszcze jeden praktyczny powód takiego połączenia: skarpetki wchłaniają pot w sandałach, nie są więc tak bezużyteczne, jak się początkowo wydają. A że są obciachowe? No trudno…

Nawet jeżeli nie jest do końca jasne, od kiedy istnieje stereotyp niemieckiego turysty noszącego skarpety do sandałów, Niemcy mogą być dumni z triumfalnego przemarszu ich szczególnych sandałów ortopedycznych.

Birkenstock: dla hipisów i hipsterów

Birkenstock wyrósł na jedną z najbardziej znanych marek na świecie. Niemiecki szewc Johann Adam Birkenstock założył swoją rodzinną firmę w 1774 roku. Buty z korkową wkładką powstały w 1945 roku. Pierwszy model, który przypomina powszechnie noszone do dziś sandały Birkenstock, został wynaleziony w 1964 roku. Kultowy status obuwie to zawdzięcza przede wszystkim niemiecko-amerykańskiej projektantce Margot Fraser. Podczas zdrowotnego pobytu w Niemczech w 1966 roku odkryła, jak wygodne były te buty i sprzedawała je potem w Kalifornii, gdzie stały się popularne wśród hipisów. W latach 80. Fraser przekształciła tę markę w Stanach w biznes o wartości wielu milionów dolarów. Dziś trend sandałów ze skarpetkami jest bardziej fenomenem zachodniego wybrzeża USA, z którego naśmiewa się na przykład satyra telewizyjna „Portlandia” i niezliczone memy.

Brzydkie staje się modne

Niedawno popularność zyskały kolejne niemieckie, właściwie ortopedyczne sandały z korkiem w podeszwie. Sandały i klapki Wörishofer powstały w bawarskim uzdrowisku Bad Wörishofen w latach 40. XX wieku. Gdy w 2010 roku pojawiły się w nich gwiazdy Hollywood, takie jak Kirsten Dunst i Maggie Gyllenhaal, marka została dodana do listy „brzydkich” butów, które nagle stały się modne wraz z Birkenstockami, Crocsami i Uggsami.

Niemiecki gigant obuwniczy Adidas podarował światu mody inne kultowe obuwie. Jego sportowe klapki Adilette zostały zaprojektowane w 1963 roku na prośbę sportowców, którzy chcieli butów nadających się do noszenia w szatniach i pod prysznicami. Dzięki ortopedycznej gumowej podeszwie i pasiastej górze legendarny model przeniósł się teraz z basenu na ulicę, gdzie często jest również noszony ze skarpetkami, głównie przez hipsterów. – Po ulicach Berlina chodzą chłopcy, którzy wyglądają jak reinkarnacja byłego typowego niemieckiego turysty w krótkich spodenkach, czapeczce, skarpetkach tenisowych i sandałach trekkingowych – mówi redaktorka "Vogue".

Supergwiazdy celowo wyglądają niefajnie

W ostatnich latach niezliczone magazyny lifestyle'owe z entuzjazmem donosiły o transformacji dawnego modowego no-go w modny must-have. Od około dziesięciu lat marki takie jak Miu Miu, Wood Wood i Vetements wypuszczają swoje modelki na wybiegi w skarpetkach i sandałach. Kombinacja zyskała popularność wśród hipsterów, którzy zainspirowani unisexowym trendem normcore oraz irony chcieli wyglądać „celowo niefajnie”. Od Justina Biebera po rapera Tylera Creatora, od Mary-Kate i Ashley Olsen po M.I.A. Supergwiazdy również zaakceptowały ten trend.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Jednak spór o fajność czy obciachowość skarpetek do sandałów będzie się toczył dalej, pomimo wszystkich modnych marek, egzaltowanych, postironicznych hipsterów czy ekscentrycznych celebrytów. Niemieccy turyści nigdy w nim nie brali udziału, mimo że byli niekoronowanymi pionierami tego ruchu.

Short teaser Powszechne wyobrażenie o niemieckim turyście to facet w szortach i sandałach na skarpetki. A teraz taki look to trend!
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Sanda%C5%82y%20ze%20skarpetkami.%20Gdy%20obciach%20staje%20si%C4%99%20mod%C4%85&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54393959&x4=11400&x5=Sanda%C5%82y%20ze%20skarpetkami.%20Gdy%20obciach%20staje%20si%C4%99%20mod%C4%85&x6=1&x7=%2Fpl%2Fsanda%C5%82y-ze-skarpetkami-gdy-obciach-staje-si%C4%99-mod%C4%85%2Fa-54393959&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/sandały-ze-skarpetkami-gdy-obciach-staje-się-modą/a-54393959?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/49950209_401.jpg
Image caption Białe skarpetki do sandałów - niegdyś obiekt żartów, teraz trend
Image source picture-alliance/dpa/F. Gabbert

Item 73
Id 54393408
Date 2020-07-31
Title Zakaz alkoholu w miejscach publicznych. "Sposób na ekscesy i koronawirus"
Short title Zakaz alkoholu w miejscach publicznych. "Sposób na ekscesy"
Teaser Coraz więcej miast w RFN rozważa zakaz spożycia alkoholu w miejscach publicznych i jego sprzedaży na wynos. Ma to pomóc w utrzymaniu porządku i w walce z pandemią.

W Niemczech coraz głośniej mówi się o możliwym zakazie sprzedaży alkoholu na wynos i spożywania napojów alkoholowych w miejscach publicznych. Dyskusję wywołały nocne ekscesy we Frankfurcie i Stuttgarcie oraz przypadki jawnego lekceważenia zasad epidemicznych przez młodych ludzi chcących się wreszcie znów swobodnie bawić np. w Berlinie czy Hamburgu.

Uważa się za prawdopodobne, że Stuttgart wprowadzi zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Związek Niemieckiej Policji wysunął taką propozycję w debacie po chuligańskich ekscesach w centrach Stuttgartu i Frankfurtu nad Menem. Alkohol jest też zawsze czynnikiem wspierającym swobodne zachowanie i lekceważenie nakazu utrzymywania dystansu i unikania zgromadzeń w miejscach publicznych.

Szybkie decyzje władz

W związku z tym cały szereg niemieckich miast rozważa wprowadzenie zakazów, a politycy w Hamburgu już zareagowali: w ten weekend nie wolno już sprzedawać alkoholu w przestrzeni publicznej poza gastronomią w godzinach od 20:00 do 6:00. Jest to eksperyment wieloetapowy. Jeśli zakaz sprzedaży nie zadziała, kolejnym krokiem może być zakaz konsumpcji.

Podobny zakaz rozważa się dla Monachium i szeregu innych bawarskich miast. Rząd Bawarii wezwał we wtorek miasta i powiaty do zbadania ewentualnego zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Aby uchronić ludność przed nowymi infekcjami, rząd Bawarii chce wkrótce udzielić gminom niezbędnych wytycznych prawnych. Sprzedaż napojów alkoholowych na wynos jest już zakazana w niektórych bawarskich centrach miast. Na przykład w Augsburgu obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu po północy do końcu września. W Norymberdze zakaz ten obowiązuje tylko w weekendy. W Bambergu obowiązuje również zakaz sprzedaży alkoholi na wynos w znanej pubowej ulicy Sandstrasse.

Jak dowodzi ankieta „Politbarometer” ZDF, po zamieszkach w Stuttgarcie i Frankfurcie dwie trzecie (66 proc.) Niemców popiera zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. 32 proc. jest przeciwnych. Szczególnie respondenci w wieku 60 lat i starsi opowiadają się za zakazem, w tej grupie wiekowej za zakazem opowiedziało się 82 proc. respondentów. Natomiast tylko 32 proc. 35-latkow uważa taki zakaz za celowy.

Zakazy nie są proste

Środek ten jest dość kontrowersyjny, nie tylko od strony prawnej. Krytycy obawiają się, że rozluźniona młodzież rozproszy się po ulicach okalających popularne miejsca zabaw i spotkań, gdzie zakaz już nie obowiązuje. Tam wszyscy będą mogli dalej pić i gromadzić się w tłumie. Doświadczenia innych miast pokazują jednak, że zakaz taki może być odpowiednim środkiem, nawet jeśli nie wszystkie sytuacje daje się porównać.

Wysokie przeszkody prawne

W przeszłości często już wprowadzano zakazy spożywania alkoholu, aby zapobiec zamieszkom. Większość z nich została jednak skasowana przez sądy, np. we Fryburgu, Erfurcie czy Marburgu. Przeszkody prawne są bardzo wysokie dla takich zakazów: dotyczy to mniej sprzedaży, co spożycia alkoholu, ponieważ jest ono chronione konstytucyjnie jako „ogólna swoboda działania”, a wszelkie interwencje muszą być szczególnie uzasadnione.

– Prawo jest bezlitosne. Musimy udowodnić, że ludzie popełniają wykroczenia lub czyny karne za sprawa alkoholu. Zazwyczaj bardzo trudno jest to udowodnić w sądzie – powiedział portalowi informacyjnemu telewizji ARD tagesschau.de dyrektor wydziału bezpieczeństwa w ratuszu we Frankfurcie nad Menem, Markus Frank. W ubiegłym tygodniu, po ostatnich zamieszkach na centralnym Opernplatz w tym mieście, wydał on „tylko” zakaz wstępu tam od północy.

Ważna była widoczna obecność policji, która legitymowała szczególnie rozbawione osoby – podkreśla urzędnik magistratu. Już nawet samo ogłoszenie ograniczeń miało pożądany skutek. – Wielu ludzi spotkało się w innych miejscach. Gdy policja opuściła plac od pierwszej w nocy, ludzie rozproszyli się po całym mieście, więc nie ruszyli gromadnie dalej – powiedział rzecznik policji.

Kwestia polityczna, nie epidemiologiczna

Jak sensowne jest z naukowego punktu widzenia zakazanie alkoholu w ramach zwalczania koronawirusa, to „bardzo trudne pytanie, na które jako wirusolog nie mogę odpowiedzieć, ponieważ jest to ostatecznie decyzja polityczna” – mówi wirusolog z Drezna Alexander Dalpke w wywiadzie dla tagesschau.de. Zachowywanie dystansu, ograniczanie kontaktów towarzyskich i noszenie maski to nadal najlepsze sposoby zapobiegania rozprzestrzenianiu się choroby.

Wirusolog wierzy w sukces tych środków. – Z drugiej strony interakcje społeczne są istotną częścią naszego społeczeństwa – przyznał naukowiec. Chęć spotykania się z przyjaciółmi i świętowania nie może zostać trwale zabroniona. – Uważam, że ograniczenie spożycia alkoholu może pomóc w przypomnieniu ludziom, że nadal zaleca się pewne środki bezpieczeństwa i że łatwiej będzie przestrzegać obecnej ogólnej zasady”.

– Znów rosnąca liczba infekcji uzasadnia zakaz spożywania alkoholu – twierdzi natomiast Gerd Landsberg, prezes Niemieckiego Związku Miast i Gmin. W czasach pandemii masowe zabawy są niedopuszczalne. – Dokładnie zbadaliśmy to podczas zamknięcia. W miejscach publicznych nie mogły być więcej niż dwie osoby razem lub musiały one pochodzić z jednej rodziny”.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Ostrzega on także przed drugą falą zarażeń. – Egzekwowanie zasad jest ważne, powiedział Landsberg tagesschau.de. – W przeciwnym razie dostaniemy drugą falę, która może nawet już się zaczęła. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby tego uniknąć, ponieważ ogólnokrajowa blokada byłaby katastrofalna dla kraju i ludzi.

(DPA, ZDF, ARD/ma)

Short teaser Coraz więcej miast w RFN rozważa zakaz spożycia alkoholu w miejscach publicznych i jego sprzedaży na wynos.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Zakaz%20alkoholu%20w%20miejscach%20publicznych.%20%22Spos%C3%B3b%20na%20ekscesy%20i%20koronawirus%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54393408&x4=11400&x5=Zakaz%20alkoholu%20w%20miejscach%20publicznych.%20%22Spos%C3%B3b%20na%20ekscesy%20i%20koronawirus%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fzakaz-alkoholu-w-miejscach-publicznych-spos%C3%B3b-na-ekscesy-i-koronawirus%2Fa-54393408&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/zakaz-alkoholu-w-miejscach-publicznych-sposób-na-ekscesy-i-koronawirus/a-54393408?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/16797711_401.jpg
Image caption Czy zakaz alkoholu w miejscach publicznych jest dobrym pomysłem?
Image source picture-alliance/dpa

Item 74
Id 54392931
Date 2020-07-31
Title Koronakryzys. Handlowcy apelują do konsumentów o więcej dyscypliny
Short title Koronakryzys. Handlowcy apelują do konsumentów o dyscyplinę
Teaser Niemiecki handel detaliczny obawia się nowej fali pandemii. Już teraz grozi mu fala upadłości. Niemiecki Związek Handlu Detalicznego (HDE) upomina klientów o zachowanie większej dyscypliny.

Niemiecki handel detaliczny stoi w obliczu ogromnych strat wskutek epidemii koronawirusa. Wiele placówek handlowych z najwyższym trudem przetrzymało wprowadzone na początku pandemii ograniczenia. HDE zaapelował więc do klientów o przestrzeganie zaleceń higienicznych i porządkowych wprowadzonych z myślą zmniejszenia ryzyka zarażenia się koronawirusem.

Prezes HDE Josef Sanktjohanser powiedział, że "dużym niepokojem napełnia go nieprzestrzeganie przez część klientów wprowadzonych zaleceń i wzrost liczby osób zarażonych koronawirusem". Do klientów wystosował apel o zwiększone poczucie odpowiedzialności. "Nie pozwólmy zniszczyć tego, co już osiągneliśmy", oświadczył Sanktjohanser.

50 tysiącom handlowców zagraża bankructwo

Drugi lockdown sprawiłby, że wiele placówek handlowych byłoby nie do uratowania, powiedział dalej prezes HDE. W ocenie Niemieckiego Związku Handlu Detalicznego wskutek pierwszego lockdownu w Niemczech około 50 tysiącom sklepów grozi zamknięcie. Pominąwszy sklepy spożywcze, koronakryzys już przyniósł niemieckiemu handlowi 40 mld euro strat.

W marcu, kwietniu i w maju przeciętny kupujący wydał podczas wizyty w sklepie około 10 procent mniej pieniędzy niż zwykle. Obroty handlu spadły także dalej w czerwcu. Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden podał, że w czerwcu dochody handlu zmniejszyły się o 1,6 procent w porównaniu z sytuacją w maju. Największe straty poniósł handel odzieżowy. W trudnej sytuacji znalazły się także domy towarowe i inne placówki. Kwitnie za to handel internetowy i sprzedaż wysyłkowa.

Niepojąco wysoka liczba nowych zachorowań

Handlowców teraz niepokoi szczególnie zagrożenie koniecznością zamknięcia sklepów w związku z ponownym wzrostem liczby osób zarażonych koronawirusem. W ciągu ubiegłych 24 godzin, jak podał Instytut Roberta Kocha w Berlinie, odnotowano 870 nowych przypadków. W czwartek 30 lipca było ich ponad 900, najwięcej od maja.

Zgodnie z przepisami, jeżeli w jakimś powiecie lub mieście liczba nowych zarażeń przekroczy 50 na 100 tys. mieszkańców w ciągu tygodnia, należy tam wprowadzić ponowne zaostrzenia.

Takie posunięcie mogłoby dodatkowo utrudnić, i tak już niewesołą, sytuację w handlu detalicznym. Jak powiedział prezes HDE Sanktjohanser: "Jeśli pierwsza fala pandemii wywołała tak dramatyczne skutki w handlu, to nawet nie chcę sobie wyobrażać, czym mogłaby zakończyć się druga fala, Dla wielu handlowców, którzy z trudem przetrzymali pierwszą, druga fala oznaczałaby nieuchronne bankructwo ".

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

W ocenie Federalnej Agencji Pracy na razie liczba upadłości w zaskakujący sposób jest nieznaczna. Jest ich mniej niż podczas światowego kryzysu gospodarczego i finansowego. Sytuacja może jednak zmienić się na gorsze jesienią, twiedzą analitycy Agencji.

Short teaser Niemiecki handel detaliczny obawia się nowych, surowych ograniczeń, jeśli pandemia koronawirusa ponownie się nasili.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Koronakryzys.%20Handlowcy%20apeluj%C4%85%20do%20konsument%C3%B3w%20o%20wi%C4%99cej%20dyscypliny&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54392931&x4=11398&x5=Koronakryzys.%20Handlowcy%20apeluj%C4%85%20do%20konsument%C3%B3w%20o%20wi%C4%99cej%20dyscypliny&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronakryzys-handlowcy-apeluj%C4%85-do-konsument%C3%B3w-o-wi%C4%99cej-dyscypliny%2Fa-54392931&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronakryzys-handlowcy-apelują-do-konsumentów-o-więcej-dyscypliny/a-54392931?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54377667_401.jpg
Image caption Handel detaliczyn obawia się kolejnych bankructw
Image source picture-alliance/NurPhoto/Y. Tang

Item 75
Id 54391746
Date 2020-07-31
Title Unijne sankcje wobec hakerów z Rosji i Chin
Short title Unijne sankcje wobec hakerów z Rosji i Chin
Teaser UE po raz pierwszy zdecydowała się na działania odwetowe w reakcji na cyberataki ze strony Rosji i Chin. Objęto nimi sześć osób i trzy instytucje.

Unijne sankcje należy postrzegać jako ostrzeżenie wysłane pod adresem rządów w Moskwie i Pekinie. Podejrzewa się je o tolerowanie, a nawet wspieranie cyberataków na państwa członkowskie UE i inne. Sankcjami objęto "sześć osób i trzy instytucje odpowiedzialne za różne cyberataki i udział w nich", poinformowano w komunikacie Rady UE. Dotyczą one, między innymi, zakazu wjazdu na teren Unii Europejskiej oraz zamrożenie stanu majątkowego tych osób oraz instytucji.

Hakerzy żądają okupu

Unijne sankcje nałożono na czterech rosyjskich agentów, którym UE zarzuca próbę przeprowadzenia cyberataku na Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) w Hadze. Objęto nimi także centrum ds. technologii specjalnych rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU oraz dwóch domniemanych członków chińskiej grupy hakerów APT10. Chińczykom zarzuca się przede wszystkim przeprowadzenie akcji pod kryptonimem "Cloud Hopper", wymierzonej przeciwko dostawcom usług IT na całym świecie.

Jako powód podjętych działań odwetowych UE podaje także cyberataki dokonane przy użyciu specjalnego oprogramowania WannaCry i NotPetya. W ten sposób hakerzy mogli unieruchamiać różne komputery i domagać się okupu za ich odblokowanie. Przykładem takich działań ze strony cyberprzestępców było wygaszenie elektronicznych tablic informacyjnych na dworcach kolejowych w Niemczech.

"Haker z Bundestagu"

Jak podaje Niemiecka Agencja Prasowa (DPA), w tej chwili trwają jeszcze przygotowania do objęcia sankcjami hakera, który stoi za cyberatakiem na Bundestag w 2015 roku. Z kół unijnych dochodzą głosy, że zebrany materiał dowodowy jest wystarczający do nałożenia sankcji, a opracowywanie ich ma zostać zakończone w przyszłym tygodniu.

Chodzi tu o współpracownika rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU Dmitrija Badina. Niemiecka prokuratura generalna 5 maja wystosowała wobec niego nakaz aresztowania. Jak podano, Badin "jako członek grupy hakerów APT28, jest podejrzany o ponoszenie odpowiedzialności za cyberatak na niemiecki Bundestag na przełomie kwietnia i maja 2015 roku".

UE ogłasza pilny apel

Niezależnie od sankcji Rada UE wystosowała także apel polityczny: "Unia Europejska i jej państwa członkowskie w dalszym ciągu (...) będą wzywać każde państwo (...) do podjęcia stosownych działań przeciwko tym, którzy przeprowadzają złośliwe cyberataki". Ogłosił to wysoki przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell.

W ubiegłym roku UE opracowała podstawy prawne sankcji przeciwko hakerom odpowiedzialnym za cyberataki. Ten instrument wykorzystano obecnie po raz pierwszy.

(AFP, DPA/jak)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser UE po raz pierwszy zdecydowała się na działania odwetowe w reakcji na cyberataki ze strony Rosji i Chin.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa::Unijne%20sankcje%20wobec%20haker%C3%B3w%20z%20Rosji%20i%20Chin&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54391746&x4=12095&x5=Unijne%20sankcje%20wobec%20haker%C3%B3w%20z%20Rosji%20i%20Chin&x6=1&x7=%2Fpl%2Funijne-sankcje-wobec-haker%C3%B3w-z-rosji-i-chin%2Fa-54391746&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/unijne-sankcje-wobec-hakerów-z-rosji-i-chin/a-54391746?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53477072_401.jpg
Image caption Bruksela wreszcie ukarała hakerów z Rosji
Image source picture-alliance/dpa/C. Ohde

Item 76
Id 54390034
Date 2020-07-31
Title Niemcy: Rozwiązano kompanię elitarnej jednostki komandosów
Short title Niemcy: Rozwiązano kompanię elitarnej jednostki komandosów
Teaser Druga kompania elitarnej jednostki komandosów KSK uchodzi za wylęgarnię skrajnie prawicowych postaw w Bundeswehrze. Niemiecka minister obrony podjęła decyzję o jej rozformowaniu.

Do rozformowania drugiej kompanii KSK doszło podczas specjalnego apelu w Calw, macierzystym garnizonie tej jednostki. Od 1 sierpnia druga kompania przestaje istnieć. Jak poinformowało dowództwo Bundeswehry, jej żołnierze zostaną przeniesieni do innych pododdziałów KSK albo będą służyć w pozostałych jednostkach wojskowych.

Rozwiązanie tej kompanii jest częścią posunięć zarządzonych przez minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer w ramach odpowiedzi na prawicowo-ekstremistyczne incydenty, do których doszło w szeregach KSK.

Hitlerowskie pozdrowienie i świńskie łby

Druga kompania KSK jest jedną z czterech kompanii operacyjnych tej jednostki specjalnej komandosów, wyspecjalizowanej w uwalnianiu zakładników i innych działaniach wymagających szczególnych kwalifikacji. Niemieckie Ministerstwo Obrony nie podaje, ilu żołnierzy liczy KSK. Ich liczebność ocenia się na około 300 komandosów oraz kilkuset dodatkowych żołnierzy pełniących funkcje wspomagające, na przykład w logistyce.

Żołnierze drugiej kompanii "zasłynęli" z hucznych obchodów pożegnania jednego z dowódców KSK w kwieniu 2017 roku, podczas których śpiewano piosenki prawicowych zespołów rockowych, unoszono rękę w geście hitlerowskiego pozdrowienia i zorganizowano zawody w rzucaniu świńskimi łbami na odległość. Wywołalo to skandal i dało początek afery wokół ekstremistycznych postaw i poglądów w szeregach KSK.

KSK ma czas na zmiany do października

W maju tego roku na działce w Saksonii, należącej do jednego z żołnierzy drugiej kompanii, policja znalazła kryjówkę z bronią, amunicją i metariałami wybuchowymi. Stwierdzono również, że w KSK panuje także częściowo "toksyczny styl dowodzenia".

Minister Kramp-Karrenbauer zleciła podjęcie działań mających ukrócić te nieprawidłowości, ze skrajnie prawicowymi postawami i poglądami na czele. Katalog podjętych posunięć obejmuje 60 różnych kroków. Najbardziej spektakularnym z nich jest rozwiązanie drugiej kompanii.

Do 31 pażdziernia jednostka KSK ma czas na udowodnienie, że zmieniła się w pożądanym kierunku. W przeciwnym razie grozi jej całkowite rozwiązanie.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

(DW, AFP, DPA/jak)

Short teaser Druga kompania elitarnej jednostki komandosów KSK uchodziła za wylęgarnię skrajnie prawicowych postaw w Bundeswehrze.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy%3A%20Rozwi%C4%85zano%20kompani%C4%99%20elitarnej%20jednostki%20komandos%C3%B3w&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54390034&x4=11395&x5=Niemcy%3A%20Rozwi%C4%85zano%20kompani%C4%99%20elitarnej%20jednostki%20komandos%C3%B3w&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-rozwi%C4%85zano-kompani%C4%99-elitarnej-jednostki-komandos%C3%B3w%2Fa-54390034&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-rozwiązano-kompanię-elitarnej-jednostki-komandosów/a-54390034?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2019/bpol191023_004_skrajnaprawic_01v_partner.jpg

Item 77
Id 54388233
Date 2020-07-31
Title „Sueddeutsche Zeitung” o Pileckim, miejscu pamięci i braku zainteresowania Polską
Short title „SZ” o Pileckim, pomniku i braku zainteresowania Polską
Teaser Publicysta Jens Bisky przybliża niemieckim czytelnikom postać Witolda Pileckiego. Jego zdaniem, w Berlinie potrzebne jest miejsce pamięci poświęcone Polakom.

Artykuł Jensa Bisky’ego „Ochotnik do Auschwitz” ukazał się w przeddzień 76. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, w największym niemieckim dzienniku opiniotwórczym „Sueddeutsche Zeitung”.

Za punkt wyjścia do rozważań nad niedostateczną znajomością historii Polski w Niemczech posłużyła Bisky’emu postać Witolda Pileckiego oraz działalność istniejącej od ubiegłego roku filii Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Pod wrażeniem wystawy o Pileckim

Autor pisze o „robiącej duże wrażenie” wystawie Instytutu poświęconej „polskiemu patriocie” Pileckiemu. Przypomina o udziale rotmistrza w Powstaniu Warszawskim. Powstańcy „zerwali się przeciwko okupantom, którzy od napaści na Polskę 1 września 1939 r. prowadzili politykę wypędzeń, zniewolenia i zagłady”.

Jens Bisky przypomina też, że podczas powstania zginęło 200 tys. Polaków, 150 tys. zostało deportowanych do Rzeszy, a 350 tys. „przesiedlono”. Duża część Warszawy została „systematycznie zniszczona”, „zrównana z ziemią”.

Kompromisowy projekt

Jens Bisky opowiedział się za realizacją kompromisowego projektu miejsca pamięci zaproponowanego w czerwcu przez Niemiecki Instytut Spraw Polskich (DPI) w Darmstadt i Fundację Pomnik Pomordowanych Żydów Europy.

Projekt obejmuje pomnik upamiętniający wybuch wojny 1 września 1939 r. i jej ofiary – Polaków i inne narody. Ośrodek dokumentacyjny ma pokazać porównawczo niemieckie systemy okupacyjne w całej Europie. Część placówki ma być udostępniona na kształcenie młodzieży i spotkania.

Propozycja jest „dobrze uzasadniona i niezwykle ambitna”, gdyż będzie musiała uwzględnić historyczne debaty w rodzaju sporu o Pakt Ribbentrop-Mołotow, kolaborację i ruch oporu – pisze Bisky. W tych sporach aktualne polityczne konflikty odgrywają często większą rolę niż wyniki naukowych badań.

Nacjonalizacja pamięci?

Publicysta „Sueddeutsche Zeitung” zwraca uwagę na argumenty krytyków projektu. Jedni przestrzegają przed „nacjonalizacją“ pamięci historycznej, inni uważają, że „postnarodowa perspektywa” może doprowadzić do „relatywizacji cierpienia i zbrodni”. Zdaniem autora zarówno Instytut Pileckiego, jak i postać rotmistrza są dowodem na to, że podejście narodowe i postnarodowe nie muszą stanowić przeciwieństwa.

„Kto chce opowiedzieć o życiu Pileckiego, ten musi też mówić o Berlinie i Moskwie, Londynie i Waszyngtonie, Bernie i Rzymie, a także o ludziach z całej Europy zamordowanych w Auschwitz“ – pisze Bisky.

Autor przedstawił najważniejsze wydarzenia z życia Pileckiego. Polski oficer dał się zaaresztować Niemcom, dzięki czemu w 1940 roku trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Będąc więźniem, informował polskie podziemie o sytuacji w obozie. W 1943 r. uciekł z obozu. Brał udział w Powstaniu Warszawskim, a następnie trafił do oflagu w Murnau. Do Polski wrócił w 1945 r. Władze komunistyczne aresztowały go trzy lata później. Po pokazowym procesie został skazany na śmierć i stracony.

Jens Bisky zwraca uwagę, że Pilecki sprzeciwiał się retoryce nacjonalistycznych ugrupowań, ograniczających Polskę do narodu chrześcijańskiego. Antysemityzm służy jedynie Niemcom – twierdził.

Patriotyzm moralnym kompasem

„Patriotyzm Pileckiego może być dziś przestarzały, należący do przeszłości. Był jednak dla niego moralnym kompasem nakazującym nazywanie po imieniu bezprawia i niegodzenie się na cierpienia innych” – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

Publicysta przypomniał, że Władysław Bartoszewski, który tak jak Pilecki trafił do Auschwitz we wrześniu 1940 r., od lat domagał się pomnika polskich ofiar w Berlinie. Bartoszewski zmarł w 2015 r., a dyskusja o pomniku toczy się dalej.

Pomnik, jeżeli powstanie, będzie jedynie częścią większego i trudniejszego zadania, jakim jest walka z brakiem zainteresowania (Polską) i półprawdami (na temat Polski) w niemieckim społeczeństwie - pisze w konkluzji Jens Bisky.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Dziennik przybliża życie Witolda Pileckiego. Jego zdaniem, w Berlinie potrzebne jest miejsce pamięci poświęcone Polakom.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::%E2%80%9ESueddeutsche%20Zeitung%E2%80%9D%20o%20Pileckim%2C%20miejscu%20pami%C4%99ci%20i%20braku%20zainteresowania%20Polsk%C4%85&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54388233&x4=30855&x5=%E2%80%9ESueddeutsche%20Zeitung%E2%80%9D%20o%20Pileckim%2C%20miejscu%20pami%C4%99ci%20i%20braku%20zainteresowania%20Polsk%C4%85&x6=0&x7=%2Fpl%2Fsueddeutsche-zeitung-o-pileckim-miejscu-pami%C4%99ci-i-braku-zainteresowania-polsk%C4%85%2Fa-54388233&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/sueddeutsche-zeitung-o-pileckim-miejscu-pamięci-i-braku-zainteresowania-polską/a-54388233?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/38830636_401.jpg
Image caption Warszawa: pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego
Image source Picture-Alliance/AP Photo/C. Sokolowski

Item 78
Id 54388114
Date 2020-07-31
Title Prezydent Trump myśli o przełożeniu wyborów KOMENTARZ
Short title Prezydent Trump myśli o przełożeniu wyborów KOMENTARZ
Teaser Pandemia koronawirusa przyczyniła się do tego, ze szanse wyborcze Donalda Trumpa topnieją. Lecz nie chce on oddać tej walki walkowerem. Komentarz Ines Pohl.

Amerykański prezydent dołożył wszelkich starań, aby zbagatelizować pandemię. Taił informacje, kłamał, zwodził, a na koniec wręcz mówił o uzdrawiajacej sile DNA istot pozaziemskich. Przystał nawet na ponad 150 tys. ofiar śmiertelnych, aby zapobiec załamaniu gospodarczemu Ameryki. A osiągnął coś wręcz przeciwnego.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych przeżywa historyczny kryzys, którego końca nie widać. Liczba infekcji eksploduje, zwiększając obawy przed zarażeniem coraz większej liczby Amerykanów. Wszystko to źle wpływa na prowadzenie interesów. Zwłaszcza w obliczu światowego kryzysu gospodarczego, który stopniowo pokazuje swoje lodowate oblicze.

Umiera ostatnia nadzieja Trumpa

Ostatnia nadzieja Trumpa na obronę fotela w Białym Domu umiera. Jeśli gospodarka nadal będzie podupadać, nie powiedzie się reelekcja tego prezydenta z wielkimi obietnicami na ustach. Już teraz dwucyfrową przewagę ma jego rywal Joe Biden. I zdaje się, że tego spadku nie można już powstrzymać. Podobnie jak niszczycielskiego impetu prezydenta.

Tuż po opublikowaniu informacji o 30-procentowym spadku PKB, Trump w tweecie rozważał przełożenie wyborów. Jego uzasadnienie: wybory korespondencyjne są szczególnie narażone na oszustwa wyborcze. Nie ma na to dowodów, ale to nie ma dla niego najmniejszego znaczenia. Nie obchodzi go też to, że od strony prawnej jest mało prawdopodobne, by można było przełożyc wybory ze względu na pandemię.

Im bliżej 3 listopada, tym wyraźniej widać, że Donald Trump jest gotowy pogrążyć swój kraj w chaosie i trwale osłabić demokratyczną konstytucję w przypadku przegrania wyborów. Mając to na uwadze, należy bliżej przyjrzeć się jego posunięciom politycznym. Dlaczego wysyła policję federalną do miast takich jak Portland? Nie po to, by załagodzić przemoc, ale żeby jeszcze bardziej pogłębić podział kraju. Dlaczego wieczorem przed świętem narodowym przemawia akurat w Mount Rushmore, mając w tle rzeźbione głowy prezydentów, którzy reprezentują dyskryminację rasową i handel niewolnikami? W momencie, gdy nastroje w kraju są tak rozgrzane? On chce po prostu dzielić naród i rozdrapywać stare rany.

Demokraci ostrzegali już wcześniej

Demokraci, tacy jak Bernie Sanders czy Joe Biden, ostrzegali już wcześniej, że ten prezydent nie zaakceptuje porażki bez walki. Wydaje się, że te obawy są słuszne. Co więcej, im Trump ma mniejsze szanse na wygranie wyborów, tym większa będzie jego niszczycielska wściekłość.

Lecz ostatecznie Trumpowi nie uda się podważyć amerykańskiego systemu prawa. Jesteśmy jednak świadkami militaryzacji walki politycznej na ulicach Stanów Zjednoczonych, która musi napawać niepokojem. Dobrze jest, że coraz więcej Republikanów dystansuje się od swojego błądzącego prezydenta. Chyba zaczyna im świtać, że nie mają przyszłości z tym człowiekiem i że w rezultacie będą musieli przejąć za niego odpowiedzialność.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Pandemia zmniejszyła szanse wyborcze Trumpa. Ale on nie chce oddać walki walkowerem - pisze Ines Pohl.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Prezydent%20Trump%20my%C5%9Bli%20o%20prze%C5%82o%C5%BCeniu%20wybor%C3%B3w%20KOMENTARZ&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54388114&x4=11395&x5=Prezydent%20Trump%20my%C5%9Bli%20o%20prze%C5%82o%C5%BCeniu%20wybor%C3%B3w%20KOMENTARZ&x6=1&x7=%2Fpl%2Fprezydent-trump-my%C5%9Bli-o-prze%C5%82o%C5%BCeniu-wybor%C3%B3w-komentarz%2Fa-54388114&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/prezydent-trump-myśli-o-przełożeniu-wyborów-komentarz/a-54388114?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 79
Id 54386034
Date 2020-07-31
Title Niemiecka prasa: Niemcy tkwią w poważnej recesji
Short title Niemiecka prasa: Niemcy tkwią w poważnej recesji
Teaser Piątkowe wydania gazet zajmuje rekordowy spadek PKB w Niemczech i prognozy na najbliższą przyszłość. Komentatorzy zwracają przy tym uwagę, że w niepewnych czasach prognozy mają jeszcze mniej sensu niż zwykle.

Zdaniem „Frankfurter Rundschau":

„Słówkiem 'historyczne' należy się posługiwać ostrożnie. Ale w czwartek nie było powodu do językowej wstrzemięźliwości. Liczby, jakie podali statystycy z obu stron Atlantyku, nie zostawiają miejsca na upiększanie: pandemia koronawirusa doprowadziła do historycznego załamania się gospodarki. W wyniku koronakryzysu i zamrożenia życia, niemiecka gospodarka skurczyła się w II kwartale o 10,1 procent. Podobnego spadku PKB nie było od początku prowadzenia takich kwartalnych statystyk w początkach lat 70-tych. Po spadku o 2 proc. na początku roku teraz wiadomo oficjalnie: Niemcy tkwią w poważnej recesji. Jakkolwiek okrutne są te liczby, nie są zaskakujące. Jeżeli zamrożone są gałęzie gospodarki, fabryki nie produkują żadnych samochodów, statki nie rozładowują ładunku i nikt nie zamawia sznycli, dobrobyt się kurczy. Załamania się spodziewano, szokujący jest przede wszystkim jego wymiar”.

Dziennik „Kölner Stadt-Anzeiger" ostrzega, że nawet bogate Niemcy mogą nie wytrzymać obciążenia:

„Rząd federalny wziął do ręki miliardowe sumy, by złagodzić najgorsze skutki kryzysu. Spojrzenie za ocean pokazuje, że jak dotąd funkcjonowało to całkiem dobrze. Ale nawet tak silny kraj jak Niemcy wiecznie nie wytrzyma hojnych programów wsparcia i socjalnych. Po cichu przedstawiciele rządu dawno już mówią, że trzeba uważać, żeby nie stworzyć dwuklasowego społeczeństwa bezrobotnych sprzed koronakryzysu i po nim. 'Tłuste lata minęły', już na początku 2019 r. ostrzegał minister finansów Scholz. Wówczas chyba sam nie wierzył, jak bardzo może mieć rację”.

„Większość ekonomistów mimo to wychodzi z założenia, że w II kwartale recesja osiągnęła punkt krytyczny i teraz gospodarce będzie się wiodło znowu coraz lepiej” – zauważa lokalna gazeta „Heilbronner Stimme" (Badenia-Wirtembergia) – „Pytanie tylko: jak szybko? W obliczu potężnych sum, jakie państwo postawiło do dyspozycji dla rewitalizacji gospodarki, nie jest nierealna nadzieja na szybki wzrost po głębokim upadku. Tym bardziej, że praca w niepełnym wymiarze godzin zapobiegła dotąd masowemu bezrobociu. Koniec końców jednak szczęście i nieszczęście gospodarki nadal zależy od koronawirusa. Dopóki liczba infekcji rośnie i grożą dalsze lockdowny, ani konsumenci, ani przedsiębiorstwa nie będą miały pewności, która jest potrzebna, by konsumować i inwestować”.

Frankfurter Allgemeine Zeitung" apeluje tymczasem do poczucia odpowiedzialności każdego z obywateli:

„Nawet jeżeli nie ma jeszcze wiarygodnych danych statystycznych na trzeci kwartał, obserwacja takich zjawisk, jak rosnące zużycie energii elektrycznej czy liczba ciężarówek na autostradach, wskazują na rozpoczynającą się rekonwalescencję gospodarki po kwartale strachu. Czy to dochodzenie do zdrowia nabierze rozpędu i będzie długotrwałe, trudno dzisiaj powiedzieć. W czasach ogromnej niepewności prognozy mają jeszcze mniej sensu niż normalnie. (…) W rękach polityki jest utrzymanie globalizacji przez zapewnienie otwartych rynków i zapobieżenie zniszczeniu międzynarodowych łańcuchów dostaw. W rękach nas wszystkich leży zapobieżenie przez odpowiedzialne obchodzenie się z pandemią, by z całą siłą nie uderzyła w nas jej druga fala”.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Piątkowe wydania niemieckich gazet zajmuje rekordowy spadek PKB w Niemczech.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%3A%20Niemcy%20tkwi%C4%85%20w%20powa%C5%BCnej%20recesji&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54386034&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%3A%20Niemcy%20tkwi%C4%85%20w%20powa%C5%BCnej%20recesji&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-niemcy-tkwi%C4%85-w-powa%C5%BCnej-recesji%2Fa-54386034&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-niemcy-tkwią-w-poważnej-recesji/a-54386034?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54383267_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/J. Stratenschulte

Item 80
Id 54385321
Date 2020-07-31
Title Ekspertka: „Z Indexem Węgry tracą instytucję“
Short title Ekspertka: „Z Indexem Węgry tracą instytucję“
Teaser Krytyczny węgierski portal index.hu ma zostać przebudowany od podstaw. „Jest to symboliczny punkt zwrotny w historii wolności prasy na Węgrzech”, mówi w rozmowie z DW specjalistka ds. mediów Ágnes Urbán*.

DW: W ubiegłym tygodniu został zwolniony Szabolcs Dull, redaktor naczelny portalu index.hu. Na znak protestu niemal wszyscy dziennikarze portalu wypowiedzieli pracę. Czy można powiedzieć, że Index przestał istnieć?

Ágnes Urbán: Index nie był tylko po prostu portalem, ale największym i najsilniejszym medium internetowym na Węgrzech. I przede wszystkim był też instytucją. Z formalnego i technicznego punktu widzenia na pewno pozostanie, ale przestanie istnieć w formie, jaką znamy.

W minionych dziesięciu latach na węgierskim rynku medialnym miały miejsce drastyczne wydarzenia polityczne. Jak klasyfikuje Pani w tym kontekście skandal związany z Indexem?

Jest to punkt zwrotny. Tak silna marka jak Index nie wpadła jeszcze w ręce rządu. Porównywalny jest może tylko przypadek stacji telewizyjnej TV2, ale ta obraca się w sektorze rozrywki, a nie wiadomości.

Rząd zaprzecza, że ma coś wspólnego z aferą wokół Indexu. Czy jest to wiarygodne?

Nie, w żadnym wypadku. Od 2018 r. współwłaścicielem Indexu są firmy zbliżone do kół rządowych, a marcu br. 50 procent udziałów w spółce Indamedia, zarządzającej wpływami reklamowymi portalu, przejął Miklós Vaszily. W krajobrazie węgierskich mediów zbliżonych do rządu jest on zawodnikiem wagi ciężkiej. Vaszily był m.in. szefem telewizji publicznej MTVA i szeregu prywatnych mediów bliskich rządowi Viktora Orbána. Rozwiązał niezależną redakcję krytycznego wobec rządu portalu Origo i zastąpił ją zespołem prorządowym. Nie ulega wątpliwości, że rząd nie może twierdzić, iż nie ma nic wspólnego z całą sprawą.

Prorządowe media oskarżają zwolnionego naczelnego Szabolcsa Dullę, że zniszczył Index z pomocą lewicowych polityków. Co Pani na to?

Media prorządowe zostały zaskoczone wydarzeniami i przez wiele dni nie bardzo wiedziały, o co chodzi. Najpierw milczały, potem wymyśliły, że za sprawą kryją się lewicowe partie opozycyjne. Pomogły im protesty organizowane przez liberalne partie opozycyjne. Ale jest to całkowicie zwariowana narracja. Dlaczego opozycja miałaby zniszczyć największe niezależne medium? Zaszkodziłaby tylko sobie samej, chociażby z perspektywy wyborów, które odbędą się za dwa lata. I nawet gdyby miałaby kryć się za tym opozycja, trudno uwierzyć, żeby była do tego zdolna zważywszy, że w minionym dziesięcioleciu nie postawiła praktycznie na nogi niczego rozsądnego.

Podobnie skutecznego medium jak Index nie ma na Węgrzech. Czy oznacza to symboliczny koniec wolności prasy?

Takie zdanie już padło, gdy jesienią 2016 r. przez noc został zamknięty dziennik „Népszabadság”. Ale jeżeli pewnego dnia spojrzy się wstecz, myślę, że będzie można powiedzieć, iż obecne wydarzenia związane z Indexem były prawdziwym punktem zwrotnym w historii wolności prasy na Węgrzech.

Co tracą Węgry z Indexem?

Index był jednym z najważniejszych elementów węgierskiej opinii publicznej. Dla całego pokolenia był najważniejszym źródłem informacji i portalem z milionem użytkowników dziennie. Dziś podobnie silny gracz byłby na Węgrzech niewyobrażalny. Index jest rówieśnikiem Internetu na Węgrzech, rozrastał się praktyczne z całą węgierską strefą online. Więcej: dla wielu Węgrów Index był równoznaczny z Internetem. Na pewno na Węgrzech nie będzie jeszcze raz czegoś takiego jak Index. Zostało to teraz stracone.

W związku z wydarzeniami wokół Indexu Komisja Europejska wielokrotnie wyraziła swoje zaniepokojenie stanem wolności prasy na Węgrzech. Czy UE może coś zdziałać?

Tak, jak najbardziej. Między innymi to właśnie nasze centrum analiz medialnych wniosło w latach 2016 i 2019 skargę do UE, ze względu na wypaczone warunki konkurencji na węgierskim rynku medialnym, między innymi z racji selektywnego rozdzielania zleceń reklam państwowych spółek. Jeżeli KE poważnie by się tym zajęła, mogłaby niejedno zrobić dla przywrócenia na Węgrzech wolności prasy. Środki ma w ręku. Nie wiem, dlaczego z nich nie korzysta.

Jak będzie ukierunkowany w przyszłości Index?

Wydaje mi się, że nie będzie nową platformą propagandową, bo większość tylko by ją wyśmiała, tak jak w przypadku niezależnego kiedyś portalu Origo. Myślę, że będą podejmowane próby zrobienia z Indexu czegoś, co działa jak dawny Index, ale z innego typu wiadomościami. Będzie się jednak zwracało uwagę na to, by nie było żadnych doniesień dziennikarstwa śledczego i na to, by żenujące skandale partii Viktora Orbána Fidesz były wspominane już tylko na marginesie.

Właściciel portalu informacyjnego 24.hu Zoltán Varga powiedział w wywiadzie, że także jego medium jest pod coraz większą presją. Jakie następne kroki może podjąć rząd?

Varga prawdopodobnie dobrze ocenia sytuację. Bo też portal 24.hu ma znaczącą grupę odbiorców, największą po Indexie, choć daleki jest od jego znaczenia. Myślę, że najpierw wszystko się trochę uspokoi, bo Fidesz nie jest zainteresowany ciągłymi skandalami. Ale na dłuższą metę na medialnym froncie nie zapanuje spokój.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

*Dr. Ágnes Urbán, rocznik 1974 jest jedną z wiodących węgierskich specjalistek ds. mediów. Od 2012 r. jest kierowniczką katedry medioznawczej na Uniwersytecie Korwina w Budapeszcie i od wielu lat bada ekonomikę, konsumpcję i modele działalności gospodarczej mediów. Jest ekspertką niezależnej pracowni badającej rynek medialny „Mérték Médiaelemző Műhely”, najważniejszego węgierskiego centrum analiz medialnych.

Short teaser Przebudowa krytycznego portalu Index jest punktem zwrotnym w historii wolności prasy na Węgrzech, uważa Ágnes Urbán*.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Ekspertka%3A%20%E2%80%9EZ%20Indexem%20W%C4%99gry%20trac%C4%85%20instytucj%C4%99%E2%80%9C&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54385321&x4=11395&x5=Ekspertka%3A%20%E2%80%9EZ%20Indexem%20W%C4%99gry%20trac%C4%85%20instytucj%C4%99%E2%80%9C&x6=1&x7=%2Fpl%2Fekspertka-z-indexem-w%C4%99gry-trac%C4%85-instytucj%C4%99%2Fa-54385321&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200731&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/ekspertka-z-indexem-węgry-tracą-instytucję/a-54385321?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54314317_401.jpg
Image caption Budapeszt: protesty przeciwko przejęciu wpływu politycznego na portal Index
Image source DW/F. Schlagwein

Item 81
Id 54382297
Date 2020-07-30
Title Komentarz: Jak naprawdę ma się niemiecka gospodarka?
Short title Komentarz: Jak naprawdę ma się niemiecka gospodarka?
Teaser Pandemia koronawirusa doprowadziła w Niemczech do dramatycznego załamania się gospodarki. Przy czym naprawdę złe czasy jeszcze nadejdą, uważa Henrik Boehme. KOMENTARZ

Jest to niewiarygodna liczba – minus 10,1 procent. Jeszcze nigdy w powojennej historii Niemiec gospodarka nie wpadła w taką recesję jak w II kwartale 2020. Jest to zatem historyczny dzień, na który eksperci będą się powoływać jeszcze przez wiele lat, kiedy sytuacja znowu zacznie się poprawiać. Tak jak dotąd punktem odniesienia było 7,9-procentowe załamanie gospodarcze w II kwartale 2009 r., kiedy globalny kryzys finansowy zepchnął światową gospodarkę na skraj przepaści.

Recesja nie może jednak dziwić, kiedy fabryki przestają produkować, w portach stoją puste kontenerowce, usługi są zamrożone, wszystkie targi odwołane, a restauracje zamknięte. Znamy teraz odpowiedź przynajmniej na jedno pytanie: czy spadek PKB osiągnie dwucyfrową liczbę czy nie. Oczywiście wszelkiej maści augurzy natychmiast starają się patrzeć w przyszłość i wskazują, że po rozluźnieniu dwumiesięcznego lockdownu silnik gospodarki znowu zaskoczył i krytyczny punkt został przezwyciężony.

Z ciemności do światła

„Z pewnością" w III kwartale gospodarka znowu będzie rosła, nawet wyraźnie; niektóre sondaże sygnalizują wręcz „dynamiczne rozkręcanie się” gospodarki i powrót na ścieżkę silnego wzrostu. Inne badania odnotowują „wyraźnie zmniejszający się pesymizm” w przedsiębiorstwach.

Wszystko to nie wymaga głębokiej znajomości materii: w końcu rząd federalny zasznurował gigantyczny pakiet koniunkturalny, który szybko zaczął przynosić pierwsze efekty. A ponadto: kto wychodzi z ciemnej piwnicy, stosunkowo szybko dostrzega pierwszy promień światła.

Zła wiadomość: to byłoby chwilowo tyle dobrych wiadomości. Bo też jakkolwiek dobroczynne jest działanie miliardów z pakietów ratunkowych i przyjętych przez państwo regulacji wyjątkowych: często tuszują one tylko problemy, z jakimi borykały się firmy już przed koronakryzysem. Ten obrzydliwy wirus nie tylko wpędza ludzi w chorobę albo ich wręcz zabija, nie – bez pardonu wywleka też na światło dzienne problemy przedsiębiorstw. Komu więc przed koronakryzysem wiodło się jeszcze jako tako, temu pomogą może pieniądze z Berlina. Ale jeżeli komuś usuwa się grunt pod nogami, a takich jest wielu i będzie jeszcze więcej, znajdzie się w beznadziejnej sytuacji.

Gospodarka planowa zamiast rynkowej?

Jest to pytanie, na które trzeba odpowiedzieć: jak długo państwo może trzymać parasole ochronne, chronić firmy przed plajtą i interweniować na rynkach? Pojawianie się i znikanie firm, bo nie były w stanie stawić czoła kryzysom, jest chlebem powszednim gospodarki rynkowej. A jak kończą się gospodarki planowe, w których gospodarkę reguluje państwo, można było zobaczyć 30 lat temu w NRD.

Bądź co bądź, jak wykazało badanie monachijskiego Instytutu Badań nad Gospodarką (Ifo), co piąte przedsiębiorstwo uważa, że koronakryzys zagraża jego egzystencji. Grupa ubezpieczeniowo-finansowa Euler Hermes prognozuje toczącą się na Niemcy „bezprzykładną falę bankructw”. Dotknięta może być każda branża. Szczególnie zagrożone są transport lotniczy i turystyka. I branże, które cierpią już od dłuższego czasu: na przykład handel detaliczny. Pełzający upadek tradycyjnych niemieckich domów towarowych, których resztki firmuje nazwa „Galeria Karstadt Kaufhof”, koronakryzys przyspieszy w dramatycznym tempie.

Podobnie ponuro, co jest prawdziwym zagrożeniem dla rynku pracy, wygląda położenie przemysłu samochodowego. Interesy już od dłuższego czasu mają się w nim źle (hasła: dieselgate i pożegnanie z silnikami spalinowymi), ale i tam koronawirus działa jak katalizator. Związek zawodowy IG Metall uważa, że zagrożonych jest blisko 300 tys. miejsc pracy. I nie chodzi tylko o potężne koncerny motoryzacyjne, ale także o wiele firm średniej wielkości – dostawców towarów i usług oraz producentów maszyn i urządzeń. Wśród tych ostatnich ni mniej ni więcej, tylko blisko 80 procent z ponad 6600 przedsiębiorstw uskarża się na „odczuwalny lub poważny” spadek popytu. Dla jasności: branża zatrudnia ponad milion ludzi i tym samym więcej, niż przemysł samochodowy.

Co musi się teraz stać

Jeszcze za mało złych wiadomości? Ekstremalnie zorientowana na eksport niemiecka gospodarka może tym bardziej ucierpieć, jeżeli ważni odbiorcy, tacy jak USA, ale też Brazylia i Indie, nie poradzą sobie z pandemią. I jeszcze jeden problem: wręcz dramatycznie wzrasta liczba przedsiębiorstw, których zadłużenie jest wysokie, a zyski niskie. Nie tylko w Niemczech, ale też w innych krajach Europy i podobnie w USA. To znaczy: zyski nie wystarczą na zapłacenie na bieżąco odsetek. Błędne koło. Przy czym długi same w sobie nie są niczym złym: Volkswagen jest zadłużony na 192 mld dolarów (rekordzista w gronie najbardziej zadłużonych firm świata), ale w każdej chwili jest w stanie zapłacić wierzycielom. I właśnie o to chodzi – tymczasem ze względu na pandemię koronawirusa wiele firm nie może tego zrobić.

Co musi się zatem teraz stać, żeby jesień i zima (już ze względu na możliwą drugą falę epidemii) nie były jeszcze bardziej posępne? Rząd federalny musi patrzeć, gdzie może pomóc przynajmniej w pewnych punktach, gdzie może jeszcze raz musi dopasować pakiet koniunkturalny? Ale przede wszystkim musi przedłużyć regulację dotyczącą skróconego czasu pracy i dostosować do sytuacji prawo upadłościowe.

Ale może pojawi się wkrótce szczepionka – i wszystko będzie dobrze. Jednak dla wielu przedsiębiorstw, które opierają swoją działalność na złym modelu, może być za późno.

Short teaser Pandemia SARS-CoV-2 doprowadziła w RFN do dramatycznego załamania się gospodarki. I będzie jeszcze gorzej. KOMENTARZ
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Komentarz%3A%20Jak%20naprawd%C4%99%20ma%20si%C4%99%20niemiecka%20gospodarka%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54382297&x4=11398&x5=Komentarz%3A%20Jak%20naprawd%C4%99%20ma%20si%C4%99%20niemiecka%20gospodarka%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkomentarz-jak-naprawd%C4%99-ma-si%C4%99-niemiecka-gospodarka%2Fa-54382297&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/komentarz-jak-naprawdę-ma-się-niemiecka-gospodarka/a-54382297?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52759678_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/U. Anspach

Item 82
Id 54380988
Date 2020-07-30
Title Archeologia: Jedna z zagadek Stonehenge rozwiązana. Ale przybyła kolejna
Short title Archeologia: Jedna z zagadek Stonehenge rozwiązana
Teaser Archeologom udało się rozwiązać jedną z zagadek Stonehenge. Z artykułu w fachowym magazynie "Science Advances" wynika, że kamienie użyte do jego budowy pochodzą z West Woods, miejsca oddalonego od niego o 25 kilometrów.

"Uważam, że mamy tu do czynienia z bardzo dobrze zorganizowaną społecznością", oświadczył główny autor tego artykułu David Nash. Jego zdaniem budowniczowie kromlechu zdecydowali się z czysto praktycznych względów na West Woods jako miejsce, z którego pochodził budulec.

Analiza chemiczna

Grupie badaczy, skupionych wokół Nasha, udało się przeanalizować skład chemiczny kamieni użytych do postawienia tej imponującej budowli megalitycznej. Przenośne aparaty rentgenowskie, którymi ją prześwietlono, pokazały, że Stonehenge w niemal 99 proc. zbudowano z ziemi okrzemkowej z niewielkim dodatkiem innych osadów. Odkrycie to sprawiło, że badacze zaczęli szukać miejsca, z którego mogła pochodzić większość budulca.

Wcześniejsze badania wykazały, że mniejsze kamienie w Stonehenge pochodzą z odległej o około 200 kilometrów na wschód Walii. Nowe wyniki potwierdzają teorię, że największe głazy przeniesiono do Stonehenge w tym samym czasie, czyli na 2500 lat przed narodzinami Chrystusa. To z kolei zaprzecza wcześniejszym przypuszczeniom, że położony w bezpośrednim pobliżu kromlechu wielki blok megalityczny pochodzi z jego najbliższej okolicy i że ustawiono go tam już wcześniej.

W jaki sposób pierwotni Brytyjczycy byli w stanie przetransportować na odległość 25 kilometrów bloki skalne o wadze dochodzącej do 30 ton, tego w dalszym ciągu nie wiadomo. Na ogół przypuszcza się, że posłużyli się w tym celu wielkimi saniami.

Megality od stuleci są zagadką dla naukowców. Najbardziej rozpowszechniona teoria głosi, że te imponujące budowle służyły do oberwacji astronomicznych. Kromlech Stonehenge jest skierowany w stronę Słońca. W 1986 roku został wciągnięty na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Kolejne sensacyjne odkrycie

Stonehenge jest pełne zagadek. Ostatnio naukowców zaczęła trapić kolejna. W pobliżu kromlechu archeolodzy bowiem odkryli właśnie prehistoryczną kamienną formację, której wiek jest szacowany na 4,5 tys. lat. Badacze z ponad 20 uniwersytetów połączyli siły, dzięki czemu znaleźli "20 lub więcej dużych dziur w ziemi, o średnicy ponad 10 metrów i głębokości 5 metrów", jak poinformowali przedstawiciele University of St Andrews. To prawdopodobnie jedna z największych prehistorycznych struktur na terenie obecnej Wielkiej Brytanii.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Jamy rozlokowane są na linii okręgu o średnicy ponad 2 km. Neolityczna formacja leży niecałe 3 kilometry od stanowiska Stonehenge. Naukowcy przypuszczają, że pochodzi z neolitu i wyznaczała granice świętego obszaru.

Nick Snashall, archeolog pracująca przy Stonehenge, uważa odkrycie za "zdumiewające" i rzucające nowe światło na życie i wierzenia "naszych przodków z okresu neolitu".

(AFP/jak)

Short teaser Z artykułu w magazynie "Science Advances" wynika, że kamienie użyte do jego budowy pochodzą z miejsca oddalonego 25 km.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura::Archeologia%3A%20Jedna%20z%20zagadek%20Stonehenge%20rozwi%C4%85zana.%20Ale%20przyby%C5%82a%20kolejna&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54380988&x4=11399&x5=Archeologia%3A%20Jedna%20z%20zagadek%20Stonehenge%20rozwi%C4%85zana.%20Ale%20przyby%C5%82a%20kolejna&x6=1&x7=%2Fpl%2Farcheologia-jedna-z-zagadek-stonehenge-rozwi%C4%85zana-ale-przyby%C5%82a-kolejna%2Fa-54380988&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura" />
Item URL https://www.dw.com/pl/archeologia-jedna-z-zagadek-stonehenge-rozwiązana-ale-przybyła-kolejna/a-54380988?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53895122_401.jpg
Image caption Stonehenge to zagadka zajmująca naukowców od stuleci
Image source picture-alliance/empics/PA Wire/B. Birchall

Item 83
Id 54379123
Date 2020-07-30
Title Pandemia nie odpuszcza ani na chwilę. Gdzie najwięcej zachorowań?
Short title Pandemia nie odpuszcza ani na chwilę. Gdzie najgorzej?
Teaser Liczba infekcji koronawirusem rośnie nie tylko w Europie. Kraje na całym świecie codziennie zgłaszają wysokie liczby nowych zakażeń i bezskutecznie walczą z pandemią.

Minęło około siedmiu miesięcy od ujawnienia pierwszych infekcji koronawirusem w chińskiej metropolii Wuhan. Od tego czasu patogen rozprzestrzenił się prawie na całym świecie i nadal nic nie wskazuje na to, żeby pandemia mogła wygasnąć. Wręcz przeciwnie: w wielu krajach występuje coraz większa liczba infekcji – i to pomimo faktu, że w niektórych przypadkach poczyniono ogromne postępy w walce z rozprzestrzenianiem się wirusa.

Przypadek Australii

Rząd Australii ogłosił w kwietniu, że tygodnie rygoru epidemiologicznego przyniosły pozytywny skutek. Pandemia została opanowana, restrykcje można było poluzować. W rzeczywistości w Australii codziennie występowało kilkadziesiąt nowych infekcji. Ale po złagodzeniu rygoru, liczby znowu zaczęły rosnąć. W szczególności metropolia Melbourne donosiła o wzroście liczby infekcji, tak że zdecydowano się na zamknięcie miasta na początku lipca. Wprowadzone ograniczenia nie przyniosły jednak pożądanego powrotu do niewielkiej liczby przypadków. Na początku tego tygodnia australijskie władze ds. zdrowia zgłosiły około 550 nowych infekcji w ciągu jednego dnia; to więcej niż kiedykolwiek od wybuchu pandemii na kontynencie. Liczba dziesięciu zgonów dziennie, osiągnięta w niedzielę, to także nowy rekord w Australii. Niemniej jednak rząd ufa, że uda mu się powstrzymać wirusa, ponieważ prawie wszystkie nowe zgłoszone infekcje dotyczą wyłącznie Melbourne. Poza metropolią utrzymuje się niski poziom infekcji.

Wzrost zakażeń w Japonii i Izraelu

Inne kraje również odnotowały wyraźny wzrost liczby infekcji w ciągu ostatnich kilku dni, m.in. Japonia. W środę (29.07.2020) japońska stacja telewizyjna NHK poinformowała, że po raz pierwszy w kraju w ciągu 24 godzin zarejestrowano ponad 1000 nowych przypadków. Do tej pory w Japonii zarażonych zostało łącznie 11 861 osób, połowę tych przypadków odnotowano w tym miesiącu.

Izrael również zmaga się od tygodni z rosnącą liczbą infekcji: wczoraj dzienna liczba infekcji wzrosła do ponad 2000. Rozwój pandemii wywołał protesty krytykujące władze w tym kraju. Tysiące demonstrantów, szczególnie w Tel Awiwie, wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciwko niedostatecznym – ich zdaniem – działaniom rządu w walce z pandemią.

Ponad 153 tys. zgonów w USA

Stany Zjednoczone pozostają krajem najbardziej dotkniętym pandemią w skali świata. Według danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, w Stanach Zjednoczonych z powodu COVID-19, ciężkiego przebiegu infekcji koronawirusem, zmarło ponad 150 tys. osób.

W kilku stanach USA obowiązują restrykcje epidemiczne, jak np. nakaz zakrywania ust i nosa. Szkoły i sklepy są częściowo zamknięte. Ale pomimo tego wirus nadal się rozprzestrzenia: tylko w ciągu ostatnich 24 godzin potwierdzono ponad 68 tys. dalszych infekcji. Jak dotąd ponad 4,5 miliona ludzi w Stanach Zjednoczonych zostało zarażonych wirusem. Ponad 153 tys. zmarlo.

Dziesiątki tysięcy infekcji dziennie w Brazylii

Rejestrowana dziennie liczba infekcji w Brazylii jest nawet wyższa niż obecne liczby infekcji w USA. W środę władze zarejestrowały ponad 70 tys. nowych przypadków koronawirusa – więcej niż kiedykolwiek w ciągu jednego dnia. Liczba zarejestrowanych przypadków to 2,5 miliona, a ponad 90 tys. mieszkańców zmarło na COVID-19.

Eksperci uważają jednak, że niezgłoszona liczba zakażonych i ofiar śmiertelnych może być znacznie wyższa, ponieważ Brazylia nie ma wystarczających możliwości testowania około 210 milionów mieszkańców.

Duża liczba utajonych przypadków w Indiach

To samo podejrzewa się w Indiach. Tutaj również władze mówią o ogromnym wzroście liczby infekcji. Tylko w ciągu wczorajszego dnia ponad 52 tys. osób zaraziło się tam wirusem. Organizacje pomocowe ostrzegają, że ponad 1,5 miliona przypadków zgłoszonych do tej pory w Indiach to nierealistyczne dane. Wskaźnik infekcji prawdopodobnie jest znacznie wyższy, ale w Indiach brakuje również możliwości przeprowadzania masowych testów.

Dziennik „Times of India” niedawno donosił o badaniach przeprowadzonych w Bombaju, które wykazały powszechną obecność patogenu: około 7 tys. osób z biednych dzielnic zostało przebadanych na obecność przeciwciał koronawirusa. Ponad połowa badanych mieszkańców miała te przeciwciała, co świadczy o tym, że była już zakażona.

Europejscy rekordziści

Aktualnie w Europie największy dzienny wzrost liczby infekcji koronawirusem odnotowuje Francja (2117), Hiszpania (2031), Ukraina (1197), Wielka Brytania (763), Niemcy (835) i Polska (615).

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

(RTR, JHU/ma)

Short teaser Liczba infekcji koronawirusem rośnie nie tylko w Europie. Kraje na całym świecie codziennie zgłaszają wysokie liczby.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Pandemia%20nie%20odpuszcza%20ani%20na%20chwil%C4%99.%20Gdzie%20najwi%C4%99cej%20zachorowa%C5%84%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54379123&x4=11400&x5=Pandemia%20nie%20odpuszcza%20ani%20na%20chwil%C4%99.%20Gdzie%20najwi%C4%99cej%20zachorowa%C5%84%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpandemia-nie-odpuszcza-ani-na-chwil%C4%99-gdzie-najwi%C4%99cej-zachorowa%C5%84%2Fa-54379123&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/pandemia-nie-odpuszcza-ani-na-chwilę-gdzie-najwięcej-zachorowań/a-54379123?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54371712_401.jpg
Image caption Koronawirus w Brazylii
Image source picture-alliance/NurPhoto/G. Basso

Item 84
Id 54378675
Date 2020-07-30
Title Koronawirus w Niemczech. W szpitalu umierał co piąty pacjent z COVID-19
Short title Niemcy. W szpitalu umierał co piąty pacjent z COVID-19
Teaser Naukowcy przeanalizowali dane odnośnie hospitalizacji osób zarażonych koronawirusem i ich terapii w 920 niemieckich szpitalach.

Około jednej piątej pacjentów z COVID-19, przyjętych do 920 niemieckich szpitali od końca lutego do połowy kwietnia 2020 roku, zmarło. Śmiertelność wynosiła 53 proc. u pacjentów wentylowanych i 16 proc. u osób niewentylowanych. Ogólnie respirowano 17 proc. pacjentów.

Takie są główne wyniki analizy Instytutu Badawczego powszechnej kasy chorych AOK (WIdO), Niemieckiego Interdyscyplinarnego Stowarzyszenia Intensywnej Terapii i Medycyny Ratunkowej (DIVI) oraz Uniwersytetu Technicznego w Berlinie, która została opublikowana w czasopiśmie medycznym „The Lancet Respiratory Medicine”. Według informacji podanych w środę (29.07.2020) w Berlinie, przeanalizowano dane około 10 tys. pacjentów z potwierdzoną diagnozą COVID-19.

Respirator nie pomógł wszystkim

Ogółem zmarło około jednej piątej (22 proc.) pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiego przebiegu infekcji koronawirusem. Śmiertelność wśród mężczyzn wynosiła 25 proc., o 6 punktów procentowych więcej niż kobiet (19 proc.). Bez względu na płeć śmiertelność wśród osób starszych była bardzo wysoka: 27 proc. zmarło w grupie 70-79 lat, 38 proc. w grupie 80+. Kobiety i mężczyźni mieli podobny współczynnik śmiertelności w przypadku, gdy byli respirowani.

Śmiertelność była znacznie niższa u pacjentów, którzy nie znaleźli się pod respiratorem, ale jednak sięgała 16 proc.

- Wysokie wskaźniki śmiertelności jasno pokazują, że stosunkowo duża liczba pacjentów z bardzo ciężkim przebiegiem choroby była leczona w klinikach. Te ciężkie przypadki szczególnie dotyczyły osób starszych i osłabionych, ale występowały również u młodszych pacjentów - powiedział Jürgen Klauber, dyrektor zarządzający WIdO .

Łącznie 1727 (17 proc.) z 10021 pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 znalazło się pod respiratorem. Nieco ponad trzy czwarte tych pacjentów otrzymało respirację inwazyjną. Średni wiek pacjentów wynosił 68 lat - zarówno w grupie wentylowanej, jak i niewentylowanej. Odsetek wentylowanych mężczyzn wynosił 22 proc., prawie dwukrotnie więcej niż kobiet (12 proc.); jednak śmiertelność była na porównywalnym poziomie.

Szereg chorób współistniejących

Pacjenci z COVID-19 leczeni w szpitalu często cierpieli na szereg chorób współistniejących. Na przykład 24 proc. pacjentów bez respiracji miało zaburzenia rytmu serca; było to 43 proc. pacjentów z wentylacją. Cukrzyca była obecna u 26 proc. pacjentów bez wentylacji i u 39 proc. pacjentów z wentylacją.

Połowa wentylowanych pacjentów była pod respiratorem przez ponad 10 dni; średni czas pobytu w szpitalu dla pacjentów z COVID-19 wynosił 14 dni. U pacjentów niewentylowanych był to okres znacznie krótszy: wychodzili ze szpitala po 12 dniach, natomiast pacjenci wentylowani po 25 dniach. 23 proc. pacjentów dotkniętych ciężkim przebiegiem infekcji musiało nawet pozostawać pod respiratorem dłużej niż 21 dni.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

(KNA/ma)

Short teaser Naukowcy przeanalizowali dane odnośnie hospitalizacji osób zarażonych koronawirusem i ich terapii w 920 szpitalach.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronawirus%20w%20Niemczech.%20W%20szpitalu%20umiera%C5%82%20co%20pi%C4%85ty%20pacjent%20z%20COVID-19&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54378675&x4=11400&x5=Koronawirus%20w%20Niemczech.%20W%20szpitalu%20umiera%C5%82%20co%20pi%C4%85ty%20pacjent%20z%20COVID-19&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronawirus-w-niemczech-w-szpitalu-umiera%C5%82-co-pi%C4%85ty-pacjent-z-covid-19%2Fa-54378675&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronawirus-w-niemczech-w-szpitalu-umierał-co-piąty-pacjent-z-covid-19/a-54378675?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54367615_401.jpeg
Image caption Klinika w Essen
Image source picture-alliance/dpa/M. Kusch

Item 85
Id 54377954
Date 2020-07-30
Title Niemcy: Pomnik Erwina Rommla zyskał nowy element. "Szukajmy prawdy"
Short title Niemcy: Pomnik Erwina Rommla zyskał nowy element
Teaser Postać ofiary miny przeciwpiechotnej stanęła przed pomnikiem w Heidenheim, mieście, z którego pochodził feldmarszałek III Rzeszy. Miejscowe władze tłumaczą, że zmiana ta ma zainspirować ludzi do "szukania prawdy".

Władze leżącego na południu Niemiec Heidenheim zainstalowały rzeźbę przedstawiającą człowieka z amputowaną nogą, ofiarę miny przeciwpiechotnej. Rzeźba stanęła naprzeciwko masywnego pomnika z piaskowca, dedykowanego feldmarszałkowi Wehrmachtu Erwinowi Rommlowi, słynnemu "Lisowi Pustyni", który dowodził Afrika Korps, niemieckim korpusem ekspedycyjnym w Afryce.

"Ta rzeźba nie głosi prawdy, ale ma zachęcać do jej poszukiwań" - wyjaśnia burmistrz miasta, Bernhard Ilg.

"Prawy, rycerski, odważny".

Niemiecki feldmarszałek urodził się w Heidenheim w Wirtembergii jako jedno z pięciorga dzieci dyrektora miejscowej szkoły. Wybrał karierę wojskową, której apogeum przypadło na czasy drugiej wojny światowej. Jego talent dowódczy, charyzma oraz, jak się później okazało, sympatia dla wojskowej opozycji wobec Adolfa Hitlera sprawiły, że był darzony powszechnym szacunkiem, mimo służby w strukturach reżimu nazistowskiego. Został zmuszony do samobójstwa w wyniku podejrzeń o udział w zamachu na Hitlera, choć dzisiejsi historycy uważają, że nie był jednym ze spiskowców.

Erwin Rommel jest uznawany w Niemczech za najpopularniejszego żołnierza swojej epoki. Napis na tylnej ścianie poświęconego mu pomnika głosi, że feldmarszałek był "prawy, rycerski oraz odważny".

Druga wojna wciąż zabija

Oddziały pod dowództwem Erwina Rommla pozostawiły jednak ponure dziedzictwo. W całej Afryce Północnej wciąż leżą ukryte w ziemi niezliczone miny przeciwpiechotne. Eksperci szacują, że 17 milionów aktywnych min brytyjskich, włoskich oraz niemieckich wciąż jest rozsianych na pustyni, zbierając śmiertelne żniwo. Ponad 33 tys. osób zginęło z powodu pozostałych po drugiej wojnie światowej min przeciwpiechotnych, a 75 tys. zostało rannych, jak wynika ze statystyk, które oficjalnie zaczęto prowadzić w latach 80-tych XX wieku.

"Co przede wszystkim robiły oddziały niemieckie w Afryce Północnej?", pyta historyk Wolfram Wette w rozmowie z dziennikiem "Süddeutsche Zeitung". I natychmiast odpowiada: "Prowadziły imperialistyczną, zbrodniczą agresję".

Debata wokół usunięcia pomnika Erwina Rommla

Artysta, który jest autorem rzeźby dostawionej do pomnika feldmarszałka Rommla, podkreśla, że postać została celowo pomniejszona, by wyglądała na przytłoczoną ogromem bloku z piaskowca. - Chciałem skonfrontować monumentalne rozmiary oryginalnego pomnika z kruchością ofiary miny przeciwpiechotnej - wyjaśnia Rainer Joos.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Miasto Heidenheim od lat stara się znaleźć sposób, by zmierzyć się z dziedzictwem feldmarszałka. Dodanie okaleczonej postaci do pomnika nastąpiło w czasie zapoczątkowanej w USA dyskusji, czy z przestrzeni publicznej należy usuwać pomniki poświęcone kontrowersyjnym przywódcom i postaciom historycznym. Rainer Joos uważa, że taka decyzja byłaby błędem: "Jeśli pozwolimy, by pomnik obrósł trawą, będzie to oznaczać koniec ważnego zadania, jakim jest uporanie się z historią".

Short teaser Przed pomnikiem w Heidenheim stanęła pozbawiona nogi postać ofiary miny przeciwpiechotnej.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura::Niemcy%3A%20Pomnik%20Erwina%20Rommla%20zyska%C5%82%20nowy%20element.%20%22Szukajmy%20prawdy%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54377954&x4=11399&x5=Niemcy%3A%20Pomnik%20Erwina%20Rommla%20zyska%C5%82%20nowy%20element.%20%22Szukajmy%20prawdy%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-pomnik-erwina-rommla-zyska%C5%82-nowy-element-szukajmy-prawdy%2Fa-54377954&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-pomnik-erwina-rommla-zyskał-nowy-element-szukajmy-prawdy/a-54377954?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54299657_401.jpg
Image caption Pomnik Erwina Rommla w Heidenheim
Image source picture-alliance/dpa/C. Schmidt

Item 86
Id 54377142
Date 2020-07-30
Title Niemcy. Historyczne załamanie gospodarcze
Short title Niemcy. Historyczne załamanie gospodarcze
Teaser Koronakryzys wtrącił niemiecką gospodarkę w głęboką recesję. W drugim kwartale jej wydajność dramatycznie spadła. Są jednak także pierwsze sygnały zmian na lepsze.

Niemiecka gospodarka pogrążona jest w kryzysie. W drugim kwartale PKB spadł o 10,1 proc. w porównaniu z sytuacją w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku. Poinformował o tym dziś (30.07.2020) Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden. Jest to najsilniejsze kwartalne załamanie gospodarcze w RFN od 1970 roku, w którym rozpoczęto statystyczną analizę tego zjawiska. Już na początku roku wydajność gospodarki wyraźnie się zmniejszyła.

Historyczne załamanie

Jak podał Federalny Urząd Statystyczny, w drugim kwartale tego roku niemiecki eksport oraz import towarów i usług uległ wyraźnemu załamaniu. To samo dotyczy konsumpcji na rynku wewnętrznym oraz inwestycji w przemyśle w nowe maszyny i urządzenia. Zwiększyły się natomiast wydatki na konsumpcję z kasy państwowej.

W porównaniu z rokiem ubiegłym wydajność niemieckiej gospodarki spadła o 11,7 proc. w skali kwartalnej. Do tej pory z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia tylko podczas światowego kryzysu gospodarczego i finansowego. W drugim kwartale 2009 roku podobny spadek wyniósł 7,9 proc.

A jednak "wyraźne oznaki ożywienia"

Niemieccy ekonomiści wychodzą z założenia, że koniunktura ożywi się w drugim półroczu, o ile pandemia koronawirusa ponownie się nie nasili. Wprowadzone ograniczenia z powodu pandemii zaczęto od maja stopniowo rozluźniać. Według Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW) obecnie mamy już do czynienia z "wyraźnymi oznakami ożywienia". Upłyną jednak przynajmniej dwa lata zanim niemiecka gospodarka otrząśnie się w pełni z załamania w drugim kwartale tego roku.

Niemiecki Bank Federalny uważa, że kulminacyjny punkt załamania się aktywności gospodarczej w kraju przypadł na kwiecień i od tego czasu gospodarka się odradza, a w drugim półroczu ten proces powinien ulec przyspieszeniu. "Przyczynią się do tego uchwalone pakiety pomocowe", stwierdzają analitycy Bundesbanku w swoim najnowszym raporcie miesięcznym. Na bieżący i przyszły rok rząd federalny przyjął pakiet koniunkturalny w łącznej wysokości 130 mld euro. W ramach rządowych działań pomocowych obniżono między innymi na pół roku podatek VAT z 19 na 16 procent, co ma ożywić popyt na rynku wewnętrznym.

W opinii analityków instytutu GfK posunięcia te przynoszą już pierwsze skutki. "Wyraźnie wzrosła gotowość konsumentów do robienia zakupów", stwierdza w lipcowym raporcie badacz postaw konsumentów Rolf Buerkl z GfK. Jego zdaniem Niemcy "ponownie zaczynają nabywać droższe artykuły i nie stronią dłużej od większych wydatków na dobra trwałe, co dopomoże koniunkturze". W lipcu, po raz trzeci w kolejnych miesiącach, poprawie uległ także indeks Ifo, obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorców. Mimo to rząd w Berlinie stoi na stanowisku, że Niemcy przeżywają w tym roku najsilniejszą recesję w ich powojennej historii i liczy się ze spadkiem PKB o 6,3 proc.

(RTR, DPA, AFP/jak)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Koronakryzys wtrącił niemiecką gospodarkę w głęboką recesję. Są jednak także pierwsze sygnały zmian na lepsze.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Niemcy.%20Historyczne%20za%C5%82amanie%20gospodarcze&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54377142&x4=11398&x5=Niemcy.%20Historyczne%20za%C5%82amanie%20gospodarcze&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-historyczne-za%C5%82amanie-gospodarcze%2Fa-54377142&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-historyczne-załamanie-gospodarcze/a-54377142?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54376964_401.jpg
Image caption Koronakryzys mocno dotknął niemiecką gospodarkę
Image source picture-alliance/dpa/M. Reichel

Item 87
Id 54373775
Date 2020-07-30
Title Europosłanka o planach wypowiedzenia przez Polskę Konwencji Stambulskiej: „Niemal mnie zamurowało“
Short title Europosłanka o planach wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej
Teaser Polski minister sprawiedliwości złożył wniosek o wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Europosłanka Evelyn Regner uważa, że sprzeciw ten wynika z pobudek ideologicznych i obrony patriarchalnego układu.

„Niemal mnie zamurowało, gdy usłyszałam o Polsce. Po wyborach rząd powinien właściwie podjąć działania zmierzające do jednoczenia ludności. Natomiast ten rząd decyduje się na prowokację” – powiedziała Eve­lyn Regner w wywiadzie opublikowanym w czwartek na łamach „Sueddeutsche Zeitung”.

Austriacka prawniczka kieruje komisją praw kobiet i równości w Parlamencie Europejskim. Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, potocznie Konwencją Stambulską, została opracowana przez Radę Europy.

Pobudki ideologiczne

„Chodzi o ideologię. Bo przecież właściwie żadne demokratyczne państwo na świecie nie może być przeciwko ochronie kobiet przed przemocą. Konwencji Stambulskiej przypisuje się jednak z powodów ideologicznych coś, czego tam nie ma, czyli kwestie genderowe” – wyjaśnia europosłanka motywy przeciwników Konwencji.

Redakcja zwraca uwagę, że przeciwnicy twierdzą, iż Konwencja dotyczy też równouprawnienia ludzi homoseksualnych lub transseksualnych, czyli grup określanych mianem LGBT. „Wszystko to, co przeszkadza prawicowo-nacjonalistycznym partiom i konserwatywnym kręgom kościelnym” – czytamy w „SZ”.

„Jestem oczywiście za pełnym równouprawnieniem i ochroną tych grup. Ale faktem jest to, że w Konwencji stambulskiej nie o to chodzi” – tłumaczy europosłanka.

Jak zaznacza, potwierdziła to ekspertyza wykonana w czasie, gdy do Konwencji miała przystąpić Armenia. „Stwierdzono jasno, że chodzi wyłącznie o ochronę kobiet, szczególnie przed przemocą, a dokładnie przed przemocą domową. Chodzi o pomoc dla ofiar, o prewencję, pieniądze na schroniska dla kobiet itp., a także o odpowiednie przepisy karne. O wszystko, co może sygnalizować kobietom, że istnieją placówki, do których mogą się zwrócić” – powiedziała Evelyn Regner.

Jej zdaniem przemoc domowa wobec kobiet jest „największym na świecie systematycznym naruszeniem praw człowieka”.

Niebezpieczne własne cztery ściany

„Własne cztery ściany są dla kobiet ciągle jeszcze najniebezpieczniejszym miejscem. Podczas kryzysu koronawirusa sytuacja jeszcze się pogorszyła. A fakt, że wychodzi to na światło dzienne i że się o tym coraz więcej mówi, niektórych prowokuje. Wywołuje społeczne niezadowolenie i kwestionuje patriarchalne społeczeństwa. Gdy mężczyzna już nie może bić kobiet, zostaje mu odebrana władza nad ich ciałem. W dodatku, Konwencja może stanowić w określonych krajach pierwszy krok do ekonomicznej niezależności. Istniejący układ władzy, w którym wiele kobiet jakoś się urządziło, ulega zachwianiu” – kontynuuje europosłanka.

Zdaniem Evelyn Regner, Konwencja Stambulska nie podoba się szczególnie rządom, które „zmierzają w kierunku autorytaryzmu”. „To hańba, że w Polsce i na Węgrzech (rządy) nie chcą chronić polskich i węgierskich kobiet” – podkreśliła szefowa komisji praw kobiet i równości w Parlamencie Europejskim.

Evelyn Regner skrytykowała Kościoły za sprzeciw wobec Konwencji. „Najwidoczniej miłość bliźniego nie obowiązuje we własnych czterech ścianach. Życzyłabym sobie, żeby Kościoły zajmowały bardziej zdecydowane stanowisko przeciw przemocy wobec kobiet i popierały cele Konwencji.”

Kontrola praworządności

Prawniczka zapowiedziała, że Parlament Europejski będzie obstawał przy kontroli praworządności w ramach budżetu UE i wypłaty środków na walkę ze skutkami koronawirusa. „Zwrócimy uwagę na to, żeby 50 proc. środków było przeznaczonych na kobiety“ – podkreśliła.

Evelyn Regner zwróciła uwagę, że szefowa KE Ursula von der Leyen zasygnalizowała możliwość opracowania unijnej strategii antyprzemocowej, gdyby Konwencja Stambulska, będąca projektem Rady Europy, poniosła fiasko.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

KE mogłaby jej zdaniem na bazie treści Konwencji opracować dyrektywę dla krajów UE. Europosłanka wskazała na rolę niemieckiej prezydencji i przypomniała, że niemiecka minister rodziny Franziska Giffey traktuje ochronę przed przemocą jako zadanie priorytetowe.

Short teaser Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro złożył wniosek o wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Evelyn Regner krytykuje.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::Europos%C5%82anka%20o%20planach%20wypowiedzenia%20przez%20Polsk%C4%99%20Konwencji%20Stambulskiej%3A%20%E2%80%9ENiemal%20mnie%20zamurowa%C5%82o%E2%80%9C&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54373775&x4=30855&x5=Europos%C5%82anka%20o%20planach%20wypowiedzenia%20przez%20Polsk%C4%99%20Konwencji%20Stambulskiej%3A%20%E2%80%9ENiemal%20mnie%20zamurowa%C5%82o%E2%80%9C&x6=0&x7=%2Fpl%2Feuropos%C5%82anka-o-planach-wypowiedzenia-przez-polsk%C4%99-konwencji-stambulskiej-niemal-mnie-zamurowa%C5%82o%2Fa-54373775&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/europosłanka-o-planach-wypowiedzenia-przez-polskę-konwencji-stambulskiej-niemal-mnie-zamurowało/a-54373775?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2019/bpol191009_009_kobietyszwajc_01i_partner.jpg

Item 88
Id 54370802
Date 2020-07-30
Title Chce odszkodowań od Niemiec. „Mały plaster na wielką ranę”
Short title Chce odszkodowań od Niemiec. „Mały plaster na wielką ranę”
Teaser Transport koleją do obozu koncentracyjnego kosztował cztery fenigi za kilometr. Kolej w Holandii i III Rzeszy prowadziła cyniczny biznes. Salo Muller walczy o odszkodowania.

W przypadku pociągów 84-letni Amsterdamczyk Salo Muller musi zawsze myśleć o ostatniej podróży swoich rodziców, w 1942 roku, do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Oboje zostali tam zamordowani. Salo Muller przetrwał wojnę w ukryciu w Holandii. Transporty Żydów pociągiem do obozów zagłady stały się dla niego symbolem Holocaustu - najgorszej zbrodni XX wieku.

„Zostali wtłoczeni do bydlęcych wagonów, po 60, 70 osób. Było tam wiadro na potrzeby fizjologiczne, wielu się udusiło”. Muller próbuje opisać to, co niewyobrażalne. „Żydzi musieli nawet kupić bilet na pociąg”. Bilet po śmierć.

Cyniczny model biznesowy

Eksterminacja Żydów była także cynicznym modelem biznesowym dla Kolei III Rzeszy (Reichsbahn), które zarobiły na niej szacunkowo setki milionów marek - płaconych przez Żydów. „Nic nigdy nie zrobiono z tym bezprawiem”, mówi Muller, żądając teraz od Niemiec odszkodowania w imieniu innych holenderskich ofiar. Takie żądania są trudne do wyegzekwowania. Ale Muller cieszy się wysoką popularnością w swojej ojczyźnie jako były fizjoterapeuta piłkarskiego rekordzisty Ajaxa Amsterdamu oraz jako autor książek. Ale przede wszystkim udało mu się już powalić na kolana koleje holenderskie. W latach 1941-1944 również one zarobiły miliony na transporcie Żydów do granic Niemiec.

Odszkodowania w Holandii. Pora na Niemcy

Dzięki wieloletnim i nieustającym wysiłkom Mullera kolej holenderska poddała się w 2018 roku i wypłaca teraz około 50 milionów euro odszkodowań dla prawie 7 tys. ofiar. 107 tys. Żydów zostało deportowanych z Holandii do obozów zagłady, tylko 5 tys. zdołało przeżyć.

Koleje III Rzeszy były odpowiedzialne za transport od granicy holenderskiej i naliczały przywództwu III Rzeszy cztery fenigi za osobę i kilometr kolejowy, dzieci płaciły połowę. Transport w wagonach bydlęcych był uważany za podróż trzecią klasą. Koszty te były w dużej mierze pokrywane przez samych Żydów z pieniędzy, które naziści zabierali im w obozach, z ich zagrabionego mienia lub z przymusowych składek od społeczności żydowskiej. „Koleje III Rzeszy były bardzo ważną częścią machiny zabijania”, mówi prawnik Salo Mullera, profesor Axel Hagedorn z Amsterdamu. W swoim oświadczeniu, skierowanym między innymi do kanclerz Angeli Merkel, subtelnie, ale wyraźnie wskazuje na ślady niesprawiedliwości: ta „sieć kolejowa”, według Hagedorna, „jest używana do dziś”.

Prawne komplikacje

Historycznie fakty są bezsporne, ale sprawa jest skomplikowana pod względem prawnym. Deutsche Bahn nie jest prawnym następcą Reichsbahn. Więc kto powinien być ścigany? „To odpowiedzialność leżąca w gestii rządu federalnego”, uważa prawnik. Po tym jak Holendrzy zapłacili, rośnie presja na Niemcy. Ale stawka jest wysoka, gdyż wraz z uznaniem roszczeń może dojść do stworzenia precedensu dla osób prześladowanych z innych krajów. Mimo to Salo Muller nie chce się poddać, również w imię swoich rodziców. Pamięta dokładnie ostatnie spotkanie z nimi w Hollandsche Schouwburg - teatrze w Amsterdamie, który był punktem zbornym Żydów do transportu.

Słynny fizjoterapeuta

„Do zobaczenia wieczorem i bądź grzeczny”, powiedziała mu matka, zanim zabrała go przedszkolanka. To również tytuł jego poruszających wspomnień. Przedszkole było jego ratunkiem. Salo Muller przetrwał w ośmiu różnych kryjówkach. Po wojnie przygarnęli go ciotka i wujek.

Muller został fizjoterapeutą w klubie piłkarskim Ajax Amsterdam, w jego złotych latach, gdy grała w nim legenda piłki nożnej Johan Cruyff. Jak wspomina, przez prawie 50 lat nigdy nie mówił o wojnie. Do 1995 roku, gdy pod naciskiem żony Conny dołączył do projektu świadków amerykańskiego reżysera Stevena Spielberga. Odtąd nie przestał już o tym mówić. Występuje w szkołach i prowadzi wykłady. W swoim ojczystym kraju Salo Muller dla wielu uchodzi za bohatera. Jednak odrzuca pochwały. „Nie jestem bohaterem, lecz raczej pitbullem”. Ten pies trzyma mocno i nie puszcza. „Ktoś musi przyznać się do winy i za to również zapłacić”, mówi Muller. „Mały plaster na wielką ranę”.

(DPA/jar)

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Transport koleją do obozu zagłady kosztował 4 fenigi za kilometr. Dobry interes dla kolei w Holandii i III Rzeszy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka%3A%3AHistoria%20Najnowsza::Chce%20odszkodowa%C5%84%20od%20Niemiec.%20%E2%80%9EMa%C5%82y%20plaster%20na%20wielk%C4%85%20ran%C4%99%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54370802&x4=12349&x5=Chce%20odszkodowa%C5%84%20od%20Niemiec.%20%E2%80%9EMa%C5%82y%20plaster%20na%20wielk%C4%85%20ran%C4%99%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Fchce-odszkodowa%C5%84-od-niemiec-ma%C5%82y-plaster-na-wielk%C4%85-ran%C4%99%2Fa-54370802&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka%3A%3AHistoria%20Najnowsza" />
Item URL https://www.dw.com/pl/chce-odszkodowań-od-niemiec-mały-plaster-na-wielką-ranę/a-54370802?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54371241_401.jpg
Image caption Salo Muller walczy w imię własnych rodziców i innych ofiar Holocaustu o odszkodowania
Image source picture-alliance/Pro Shots/T. Damen

Item 89
Id 54371565
Date 2020-07-30
Title Niemiecka prasa o wycofaniu wojsk USA: Ostro dotknie to Niemcy
Short title Niemiecka prasa o wycofaniu wojsk USA: Dotknie to Niemcy
Teaser Czwartkowe wydania gazet poświęcone są konkretnym już danym dotyczącym redukcji liczby żołnierzy amerykańskich w Niemczech.

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung" komentuje:

„Trump wycofaniem wojsk osłabia także amerykańską pozycję w sercu Europy. Tym samym zwiększa wątpliwości, co do pomocy Waszyngtonu. W ten sposób nie tworzy się większe, lecz mniejsze bezpieczeństwo. I po co? Prezydent, który używa wszystkich możliwych środków, nie będzie mógł aż do wyborów poinformować swojego elektoratu, że przeprowadzka i wycofanie wojsk zostało dokonane. Ta akcja będzie kosztowna. Siedziba główna w jadącym vanie jest tylko warunkowo gotowa do obrony. Szkody w NATO spowodowane tym działaniem – widoczne aż w Pekinie – są dostrzegane w Waszyngtonie nie tylko przez demokratycznych polityków ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Być może w Kongresie zwycięży rozum, nawet tuż przed wyborami. W zamian zaakceptowany zostałby także dalszy wybuch prezydenckiego użalania się nad sobą”.

Zdaniem „Allgemeine Zeitung":

„Wycofanie wojsk USA dotknie Niemcy ostrzej niż zapowiedział to prezydent Donald Trump. Ten, kto miał nadzieję, że Kongres USA może jeszcze zapobiec takiemu posunięciu i przyszła administracja amerykańska zmieni zdanie, ten może dalej marzyć. Wśród republikanów może być jeszcze wielu przekonanych zwolenników polityki transatlantyckiej, ale nie narażą oni perspektyw wyborczych swojego kandydata na porażkę”.

W podobnym tonie pisze „Südwest Presse” z Ulm:

„Wycofaniem wojsk USA osłabia swoją militarną obecność w jednym z ważniejszych europejskich krajów. Nawet nie wszyscy amerykańscy republikanie mogą dopatrzyć się w tym sensu. Trump może mieć nadzieję na punkty w amerykańskiej kampanii wyborczej, ale walka o władzę też nie jest dla niego bez ryzyka. Kongres mógłby jego zamiary wkrótce przyhamować, za kilka miesięcy także elektorat. W obu przypadkach trzeba mieć nadzieję”.

Dziennik „Badische Zeitung" konstatuje:

„Prawie połowa wycofywanych wojsk amerykańskich ma zostać przeniesiona do innych europejskich państw NATO. Czyli częściowe wycofanie z Niemiec nie jest wycofaniem z Europy. Pomimo wszystkich narzekań USA pozostaną strategicznie zaangażowane. Również w Moskwie nikt nie może potraktować tego jako amerykańskiego pożegnania z sojusznikami. A poza tym, czyż Europa, tak czy inaczej, nie chce bardziej zadbać o swoje bezpieczeństwo? Komu zatem najbardziej szkodzi nakładanie kary przez Trumpa? Najprawdopodobniej jego armii, która musi teraz zainwestować dużo środków w nowe miejsca i trudniej jej będzie prowadzić operacje na Bliskim Wschodzie”.

Natomiast „Volksstimme" z Magdeburga uważa:

„Na pewno nie jest to postulowane przez szefa departamentu obrony Marka Espera wzmocnienie Sojuszu Atlantyckiego wobec Rosji. O wiele bardziej jest to mieszanka składająca się z przymusu oszczędzania i mniej lub więcej – z zemsty. Prezydent USA Trump musi w przypadku wydatków wojskowych mocno uważać na pieniądze. Poza tym tą akcją wyrównuje otwarte jeszcze porachunki z Angelą Merkel. Chodzi o wydatki Niemiec na obronność i utrzymujący się wokół tego spór. Prezydentowi nie pasuje również, że Niemcy negocjują w sprawie rosyjskiego gazociągu, zamiast kupić płynny gaz z USA. Przynajmniej jedna osoba jest diabelnie zadowolona z redukcji wojsk USA: prezydent Rosji Władimir Putin”.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Czwartkowe wydania gazet poświęcone są konkretnym już danym dotyczącym redukcji liczby żołnierzy amerykańskich w RFN.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemiecka%20prasa%20o%20wycofaniu%20wojsk%20USA%3A%20Ostro%20dotknie%20to%20Niemcy%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54371565&x4=11395&x5=Niemiecka%20prasa%20o%20wycofaniu%20wojsk%20USA%3A%20Ostro%20dotknie%20to%20Niemcy%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-o-wycofaniu-wojsk-usa-ostro-dotknie-to-niemcy%2Fa-54371565&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-o-wycofaniu-wojsk-usa-ostro-dotknie-to-niemcy/a-54371565?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53828640_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/B. Wüstneck

Item 90
Id 54370022
Date 2020-07-30
Title Obowiązkowy test na koronawirusa w Niemczech. Co trzeba wiedzieć
Short title Obowiązkowy test na koronawirusa. Co trzeba wiedzieć
Teaser Każdy, kto przybywa do Niemiec z jednego ze 130 obszarów ryzyka, musi zostać przebadany na obecność koronawirusa. Testy będą obowiązywać od następnego tygodnia.

Kto powinien być badany?

Testy na koronawirusa mają obowiązywać od przyszłego tygodnia i powinny być obowiązkowe dla wszystkich osób wjeżdżających do Niemiec z obszaru ryzyka. Federalny minister zdrowia Jens Spahn (CDU) jednak odrzucił powszechny obowiązek badania wszystkich osób powracających z urlopu. Test jest „ingerencją w wolność osobistą” i musi być uzasadniony, jak zaznaczył polityk CDU w kilku wywiadach telewizyjnych.

Jednakże wyniki dobrowolnych testów na lotnisku we Frankfurcie pokazują na przykład, że 80 procent osób, które uzyskały wynik pozytywny na obecność wirusa, pochodziło z obszarów Europy niezagrożonych ryzykiem.

Podstawą prawną obowiązkowego testu jest ustawa o ochronie przed zakażeniami. Zawarty w niej paragraf został niedawno zmieniony w odniesieniu do wyjątkowych sytuacji, takich jak pandemia. Pozwala to władzy na wprowadzenie obowiązku przeprowadzania badań u osób podróżujących z obszarów ryzyka - w celu wykrycia i zapobiegania rozprzestrzenianiu się groźnych chorób zakaźnych.

Podróżni powracający z obszarów ryzyka są już poddawani dwutygodniowej kwarantannie; chyba, że mogą wykazać negatywny wynik testu na koronawirusa.

Które kraje są uważane za obszary ryzyka?

Instytut Roberta Kocha wymienił około 130 krajów jako obszary ryzyka, od Afganistanu po Republikę Środkowoafrykańską. Z obszaru Unii Europejskiej dołączył Luksemburg. Wśród krajów spoza Unii Europejskiej to USA, Rosja, Turcja, Izrael i Maroko są obecnie uważane za obszary ryzyka, podobnie jak kraje europejskie, takie jak Serbia i Bośnia i Hercegowina.

O tym, który kraj jest klasyfikowany jako obszar ryzyka, decydują wspólnie: Ministerstwo Zdrowia, Biuro Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Niemiec. Najważniejszym kryterium jest liczba nowo zakażonych osób w ciągu ostatnich siedmiu dni. Jeśli jest ich więcej niż 50 na 100 000 mieszkańców, kraj jest uznawany za obszar ryzyka.

Decyzja ta uwzględnia również to, czy epidemia ma charakter lokalny czy ogólnokrajowy, jak duże są możliwości testowania i co władze państwowe robią, aby opanować pandemię. Trwa dyskusja, czy prócz całych państw za obszary ryzyka mogą zostać uznane poszczególne regiony. Na przykład niemiecki MSZ już teraz odradza podróżowanie do północnych regionów Hiszpanii, takich jak Katalonia, Aragonia i Nawarra - bez uznania całej Hiszpanii za obszar ryzyka.

Jak dokładnie mają być przeprowadzone testy?

Wiele kwestii jest jeszcze otwartych. Jedno jest pewne: Na lotniskach i w portach morskich zostaną utworzone centralne stacje testowe dla osób powracających z obszarów wysokiego ryzyka. Po przybyciu, do Niemiec podróżni powinni zostać poinformowani przez policję federalną o możliwości przeprowadzenia testu. Policja federalna określi osoby podlegające badaniu za pomocą karty wyjazdu, na której podróżni wpisują swoje dane osobowe oraz informacje o miejscu pochodzenia.

Sposób, w jaki obowiązek przeprowadzania testów zostanie wdrożony w praktyce, leży w gestii krajów związkowych. Na lotniskach we Frankfurcie, Duesseldorfie, Kolonii/Bonn, Dortmundzie, Muenster/Osnabrueck, Lipsku/Halle, Norymberdze i Monachium już działają centra testowe. Berlin zamierza wkrótce pójść w ich ślady.

Kilka dni temu Federalne Zrzeszenie Niemieckiego Przemysłu Transportu Lotniczego opowiedziało się za tym, aby osoby podróżujące z przesiadkami robiły testy tylko na lotnisku docelowym. W przeciwnym razie istniało niebezpieczeństwo, że przegapią swoje połączenie lotnicze. Większość pasażerów z krajów ryzyka ląduje najpierw w węzłach komunikacyjnych we Frankfurcie lub Monachium, by stamtąd polecieć dalej.

W dotychczas przeprowadzonych dobrowolnych testach, na przykład na lotnisku Kolonia/Bonn, najpierw zapisywane są dane osobowe i numer telefonu osoby badanej. Powracający otrzymują wyniki testu najwcześniej po 24 godzinach za pomocą aplikacji. Dopóki wyniki nie będą znane, podróżni z obszarów ryzyka muszą przejść kwarantannę. Jeżeli wynik testu jest ujemny, nie stosuje się zalecanej w innym przypadku 14-dniowej kwarantanny. Lista ryzyka Instytutu Roberta Kocha zawiera przede wszystkim kraje spoza Europy. Dlatego testy obejmują większość podróżnych przede wszystkim w portach lotniczych i morskich. Minister zdrowia wskazał jednak w telewizji ZDF, że przy wjeździe samochodem i pociągiem do Niemiec również dochodzi do zakażeń. Obszarem ryzyka dla Niemiec obecnie jest sąsiedni Luxemburg. Nadal nie jest jasne, jak przetestować tych, którzy przyjeżdżają z takich krajów.

Kto płaci za testy?

Dla podróżnych z obszarów ryzyka testy powinny być bezpłatne. Już w zeszłym tygodniu rząd federalny oraz rządy landowe zgodziły się na przeprowadzenie bezpłatnych testów bezpośrednio na lotnisku. Okazuje się, że z sukcesem: na lotnisku Kolonia/Bonn pracownik centrum testowego powiedział DW: „Ponieważ dla niektórych testy były bezpłatne, znacznie więcej osób z nich skorzystało”.

Jak powiedział telewizji ARD i ZDF minister zdrowia Jens Spahn, badania nigdy nie powinny być ani kwestią kosztów dla jednostki, ani kwestią socjalną.

Polityk Zielonych Kordula Schulz-Asche powiedziała w radiu Deutschlandfunk, że ochrona ludności jest zadaniem publicznym. Ponadto, istnieje wiele innych powodów, nie tylko prywatne, aby podróżować do obszaru ryzyka.

Nadal otwarta jest kwestia refinansowania kosztów testów. Pozostałe testy na koronawirusa będą objęte ubezpieczeniem zdrowotnym, chociaż rząd federalny zapowiedział dotacje. Pojawiają się także głosy krytyczne dotyczące planowanego przejęcia kosztów testów. Minister zdrowia Nadrenii Północnej-Westfalii, Karl-Josef Laumann (CDU), chce obciążyć kosztami tych, których to dotyczy: „Każdy, kto podróżuje do obszaru ryzyka, musi wiedzieć, co robi i być świadomy konsekwencji”. Również FDP nalega, aby urlopowicze, którzy byli w obszarach wysokiego ryzyka, sami płacili za testy na koronawirusa.

(Tagesschau/jar)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Każdy, kto przybywa do Niemiec z jednego ze 130 obszarów ryzyka, musi zostać przebadany na obecność koronawirusa.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Obowi%C4%85zkowy%20test%20na%20koronawirusa%20w%20Niemczech.%20Co%20trzeba%20wiedzie%C4%87&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54370022&x4=11395&x5=Obowi%C4%85zkowy%20test%20na%20koronawirusa%20w%20Niemczech.%20Co%20trzeba%20wiedzie%C4%87&x6=1&x7=%2Fpl%2Fobowi%C4%85zkowy-test-na-koronawirusa-w-niemczech-co-trzeba-wiedzie%C4%87%2Fa-54370022&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200730&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/obowiązkowy-test-na-koronawirusa-w-niemczech-co-trzeba-wiedzieć/a-54370022?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54310962_401.jpeg
Image caption Na lotnisku we Frankfurcie można odpłatnie dać się zbadać na koronawirusa
Image source picture-alliance/dpa/B. Roessler

Item 91
Id 54371066
Date 2020-07-29
Title Komisja Europejska zabezpieczyła remdesivir dla 30 tys. osób
Short title KE zabezpieczyła remdesivir dla 30 tys. osób
Teaser Remdesivir to jedyny jak dotąd środek łagodzący przebieg COVID-19.

Komisja Europejska (KE) zakupiła za 63 mln euro lek remdesivir, który można stosować przy ciężkim przebiegu COVID-19. Od początku sierpnia mógłby on być stosowany w leczeniu tysięcy pacjentów. Umowa z amerykańską firmą farmaceutyczną Gilead na środek sprzedawany pod handlową nazwą Veklury została zawarta we wtorek (28.07.2020) - poinformowały brukselskie władze. Veklury zostanie udostępniony państwom członkowskim UE i Wielkiej Brytanii - byłemu krajowi UE. Zdaniem Komisji zabezpieczona ilość dawek leku pozwoli na leczenie około 30 tys. pacjentów z ciężkimi objawami choroby COVID-19 wywołanej przez koronawirusa. Ilość ta ma wystarczyć na kilka miesięcy.

Według KE Veklury to pierwszy zatwierdzony przez UE lek przeciwko COVID-19. W opinii niemieckiego Instytutu im. Roberta Kocha remdesivir jest wskazany w leczeniu osób dorosłych i młodzieży w wieku od 12 lat i osób starszych, cierpiących na zapalenie płuc wywołane COVID-19, które wymaga dodatkowego zaopatrzenia pacjenta w tlen. Międzynarodowe badanie z udziałem ponad 1000 uczestników wykazało pod koniec kwietnia 2020, że ​​remdesivir u pacjentów może skrócić czas ozdrowienia średnio o cztery dni - z 15 do 11 dni. Remdesivir został pierwotnie opracowany do leczenia wirusa Ebola, ale nie był wystarczająco skuteczny.

Londyn ma umowę z Sanofi i GlaxoSmithKline

Brytyjski rząd zapewnił sobie dostęp do możliwej szczepionki przeciwko koronawirusowi gigantów farmaceutycznych Sanofi i GlaxoSmithKline. Podpisał kontrakt na dostawę do 60 milionów dawek szczepionki – jak podano w Londynie, nie ujawniając szczegółów finansowych.

W kwietniu Sanofi i GSK połączyły swoje siły w celu opracowania szczepionki. Korporacje przewidują zatwierdzenie ich szczepionek przez organy regulacyjne w pierwszej połowie 2021 r., jeśli badania kliniczne zakończą się sukcesem.

Jak zaznaczyl przedstawiciel brytyjskiego rzadu, Wielka Brytania chce zapewnić sobie wczesny dostęp do kilku obiecujących projektów szczepionek, aby zwiększyć szanse na to, że jest wśród nich substancja skuteczna. Podpisano już umowy na ewentualną szczepionkę z takimi firmami jak BioNTech i Pfizer. W sumie Wielka Brytania zabezpieczyła dla siebie około 250 milionów dawek szczepionek.

(AFP,DPA/ma)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Remdesivir to jedyny jak dotąd środek łagodzący przebieg COVID-19.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Komisja%20Europejska%20zabezpieczy%C5%82a%20remdesivir%20dla%2030%20tys.%20os%C3%B3b%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54371066&x4=11395&x5=Komisja%20Europejska%20zabezpieczy%C5%82a%20remdesivir%20dla%2030%20tys.%20os%C3%B3b%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkomisja-europejska-zabezpieczy%C5%82a-remdesivir-dla-30-tys-os%C3%B3b%2Fa-54371066&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/komisja-europejska-zabezpieczyła-remdesivir-dla-30-tys-osób/a-54371066?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53942270_401.jpg
Image caption Fiolki z remdesivirem, lekiem na Covid-19
Image source picture-alliance/Yonhap

Item 92
Id 54370115
Date 2020-07-29
Title USA wycofują żołnierzy z RFN. Oficjalne dane
Short title USA wycofują żołnierzy z RFN. Oficjalne dane
Teaser Już czerwcu br. Stany Zjednoczone ogłosiły plany wycofania tysięcy żołnierzy z Niemiec. Teraz podają konkretne dane. Redukcja dotknie baz w Bawarii i Nadrenii-Palatynacie.

Liczba żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Niemczech ma zmniejszyć się o prawie 12 tys. To o około 2000 więcej niż wcześniej zakładano. Szef departamentu obrony Mark Esper oficjalnie przedstawił w środę (29.07.2020) plany w Waszyngtonie, potwierdzając wcześniejsze doniesienia mediów. Zgodnie z nimi ok. 6400 żołnierzy ma wrócić do USA, a kolejnych 5400 będzie rozlokowanych w innych krajach europejskich.

W Niemczech stacjonuje obecnie około 35 tys. amerykańskich żołnierzy. Według Espera pierwsi żołnierze mogliby zostać przeniesieni już za kilka tygodni.

Dowódca amerykańskich wojsk w Europie gen. Tod Walters ogłosił również w Waszyngtonie, że europejska kwatera główna, która obecnie znajduje się w Stuttgarcie, zostanie przeniesiona do Mons w Belgii. Prezydent USA Donald Trump nakazał częściowe wycofanie wojsk z RFN uzasadniając to, niedostatecznymi, jego zdaniem, nakładami Niemiec na obronność.

Mark Esper sprecyzował, ze wycofanie wojsk nastąpi z czterech baz wojskowych w Niemczech: Vilseck, Grafenwoehr i Wildflecken w Bawarii oraz amerykańskiej bazy lotniczej w Spangdahlem w Eifel.

Większość wycofanych żołnierzy - 6400 - powróci do USA. 5400 żołnierzy ma zostać przemieszczonych w Europie. W zeszłym miesiącu prezydent USA Donald Trump po spotkaniu w Waszyngtonie z polskim prezydentem Andrzejem Dudą zapowiedział, że w przyszłości w Polsce może stacjonować część amerykańskich żołnierzy, nie podał jednak bliższych szczegółów.

Niemcy się nie wywiązują z zobowiązania

Donald Trump potwierdził w połowie czerwca, że ​​liczba amerykańskich żołnierzy w Niemczech będzie zmniejszona z 35 do 25 tysięcy. Swoją decyzję oparł na fakcie, że Niemcy jako członek NATO nie wywiązywały się ze swoich zobowiązań, co do inwestycji w obronność. Członkowie NATO zobowiązali się do przeznaczania dwóch procent PKB na obronność do 2024 roku. Obecnie Niemcy przeznaczają na cele obronne ok. 1,37 proc. PKB i wydatki te w roku 2020 mają wynieść 45,2 mld euro.

Plany wycofania amerykańskich żołnierzy z Niemiec napotkały na krytykę w USA, także z obozu republikańskiego. Kongres Stanów Zjednoczonych mógłby zablokować częściowe wycofanie wojsk poprzez zablokowanie budżetu wojskowego lub przynajmniej znacznie je utrudnić.

Rząd w Berlinie nie został wcześniej poinformowany o planach rządu USA. Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas ostrzegł, że takie wycofanie wojsk USA z Niemiec zaszkodzi bezpieczeństwu Europy i samych Stanów Zjednoczonych.

(Tagesschau/matz)

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Już czerwcu br. Stany Zjednoczone ogłosiły plany wycofania tysięcy żołnierzy z Niemiec. Teraz podaja konkretne dane.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::USA%20wycofuj%C4%85%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20z%20RFN.%20Oficjalne%20dane&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54370115&x4=11395&x5=USA%20wycofuj%C4%85%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20z%20RFN.%20Oficjalne%20dane&x6=1&x7=%2Fpl%2Fusa-wycofuj%C4%85-%C5%BCo%C5%82nierzy-z-rfn-oficjalne-dane%2Fa-54370115&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/usa-wycofują-żołnierzy-z-rfn-oficjalne-dane/a-54370115?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53828576_401.jpg
Image caption Baza wojsk amerykańskich w Illesheim w Bawarii
Image source picture-alliance/dpa/N. Arme

Item 93
Id 54368812
Date 2020-07-29
Title Dzieci znikają w sieci. Za długo, za często
Short title Dzieci znikają w sieci. Za długo, za często
Teaser Według nowego badania z RFN dzieci i młodzież spędzają znacznie więcej czasu w internecie od czasu koronakryzysu. Pełnomocniczka rządu ds. uzależnień bije na alarm.

Dzieci i młodzież spędzały znacznie więcej czasu w sieciach społecznościowych i na grach komputerowych w czasie zamknięcia szkół w czasie pandemii niż w innych okresach. Według badania kasy chorych DAK Gesundheit, średnia długość użytkowania mediów społecznościowych w dni powszednie u dzieci w wieku od 10 do 17 lat wzrosła o 66 proc. Czas grania w gry komputerowe w tych dniach wzrósł odpowiednio o 75 proc.

Wyniki badania zostały oficjalnie zaprezentowane w Berlinie w środę (29.07.2020). Badacze z Niemieckiego Centrum ds. Uzależnień u Dzieci i Młodzieży przy Uniwersyteckiej Klinice Hamburg-Eppendorf (UKE) przeprowadzili wywiady z około 1200 rodzinami z dziećmi w wieku od 10 do 17 lat. W ramach badania porównano dane z września 2019 i kwietnia 2020.

Pełnomocniczka ds. uzależnień: „oszałamiający” wzrost

Pełnomocniczka niemieckiego rządu ds. uzależnień, Daniela Ludwig, uznała, tak znaczny wzrost użytkowania przez nieletnich internetu za „oszałamiający” i ostrzega, że ten rozwój „nie może tak dalej postępować”. Liczby te są apelem do rodziców, nauczycieli i polityków, aby zwracali na to większą uwagę. Chadecka polityk zaznacza przy tym, ze dzieci i młodzież muszą posiadać „kompetencje medialne”. Muszą wiedzieć, kiedy korzystanie z mediów staje się szkodliwe.

(DPA/ma)

Short teaser Według nowego badania z RFN dzieci i młodzież spędzają znacznie więcej czasu w internecie od czasu koronakryzysu.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Dzieci%20znikaj%C4%85%20w%20sieci.%20Za%20d%C5%82ugo%2C%20za%20cz%C4%99sto&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54368812&x4=11400&x5=Dzieci%20znikaj%C4%85%20w%20sieci.%20Za%20d%C5%82ugo%2C%20za%20cz%C4%99sto&x6=1&x7=%2Fpl%2Fdzieci-znikaj%C4%85-w-sieci-za-d%C5%82ugo-za-cz%C4%99sto%2Fa-54368812&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/dzieci-znikają-w-sieci-za-długo-za-często/a-54368812?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53611533_401.jpg
Image source picture-alliance/Newscom/R. Ben-Ari

Item 94
Id 54367827
Date 2020-07-29
Title Koronakryzys i rosyjska kampania dezinformacyjna
Short title Koronakryzys i rosyjska kampania dezinformacyjna
Teaser Przed wyborami prezydenckimi w USA przedstawiciele administracji waszyngtońskiej twierdzą, że Rosja celowo rozpowszechnia fałszywe informacje o koronakryzysie w Stanach Zjednoczonych. Rosjanie atakują także Niemcy.

Patrick Gensing, dziennikarz śledczy pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej ARD, który gruntownie zbadał tę sprawę, zwraca uwagę na zarzuty strony amerykańskiej dotyczące rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej na temat koronakryzysu w USA. W rozmowie z agencją AP niewymienieni z nazwiska przedstawiciele władz USA stwierdzili, że Moskwa chce wykorzystać pandemię koronawirusa w Stanach Zjednoczonych dla swoich celów przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w tym kraju.

Także dziennik "New York Times", powołujący się raporty służb specjalnych, doniósł o tej kampanii, w której dużą rolę odgrywają dwaj wysoko postawieni funkcjonariusze rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU: Denis T. i Aleksander S. Nie wiadomo, czy są to ich prawdziwe nazwiska. Ich zadaniem ma być rozpowszechnianie nieprawdziwych treści, opracowanych przez rosyjskie służby, na trzech stronach internetowych: InfoRos, InfoBrics.org oraz OneWorld.Press.

Jak rosyjskie służby widzą USA i Niemcy

Pomiędzy końcem maja i początkiem czerwca, jak pisze Patrick Gensing, na tych trzech stronach ukazało się około 150 artykułów, stawiających w złym świetle władze amerykańskie i wychwalające Rosję. Jeden z nich dotyczył rzekomej pomocy Rosji dla Ameryki w walce z Covid19, która miała sprzyjać odprężeniu w stosunkach rosyjsko-amerykańskich.

Na tych stronach można także znaleźć informacje o sytuacji w Niemczech. Okazuje się, że „Niemcy są od lat krajem pozbawionym przyszłości”; „że rdzenni Niemcy stali się mniejszością w swoim kraju; że „problemy związane z uchodźcami wymknęły się spod kontroli” i że „Covid19 jest także przyczyną załamania się Niemiec”.

Groźna mieszanka prawdy i kłamstw

Za tę kłamliwą kampanię, twierdzi Gensing, odpowiada przede wszystkim strona InfoRos. Amerykanie zwracają uwagę na sposób, w jaki jest ona realizowana. Artykuły o sytuacji w USA są napisane w doskonałym stylu po angielsku, a zamieszczane w nich treści są wymieszane z doniesieniami agencyjnymi w sposób utrudniający wykrycie ich pochodzenia i podnoszący ich wiarygodność.

Strona amerykańska pozostawia sprawą otwartą, czy te machinacje mają bezpośredni związek z tegorocznymi wyborami prezydenckimi w USA, w sposób zbliżony do rosyjskiej kampanii przeprowadzonej podczas poprzednich wyborów w 2016 roku.

Rosyjskie media odrzucają oskarżenia

Na internetowej stronie OneWorld zamieszczono oświadczenie odnoszące się do zarzutów o prowadzenie przez Rosję kampanii dezinformacyjnej.Wszelkie zachodnie doniesienia na ten temat uznano za kłamstwo, a One World zasugerował ponadto, że w USA działa jakieś „podziemne państwo”, które kryje się za tymi informacjami z zamiarem uniemożliwienia Donaldowi Trumpowi jego reelekcji.

Tymczasem w ubiegłym tygodniu szef amerykańskiego kontrwywiadu ostrzegł przed szkodliwą aktywnością rosyjskich trolli internetowych działających niezmordowanie dalej, zarówno w USA, jak i w Europie. W 2018 roku stwierdzono na przykład, że brytyjskie media ponad sto razy cytowały wypowiedzi rosyjskich trolli, nie zdając sobie sprawy z tego, że zostały one specjalnie spreparowane.

Rosyjscy trolle byli także aktywni podczas niemieckich wyborów do Bundesagu w 2017 roku, podkreśla dziennikarz śledczy ARD Patrick Gensing. Jako Maria, Margareth albo Tina prezentowali swoje profile w Internecie i brali aktywny udział w dyskusjach na tematy aktualne i wysyłali tweety do niemieckich polityków, między innymi do Renate Kuenast, Christiana Lindnera i Petera Taubera.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

W czerwcu tego roku Twitter zablokował konta wielu polityków i organizacji rosyjskich, ponieważ prowadzili oni skoordynowaną, polityczną kampanie dezinformacyjną. Koronakryzys nasilił to zjawisko do tego stopnia, że ONZ mówi już i „infodemii”, równie groźnej i szkodliwej jak pandemia koronawirusa.

(ARD, tagesschau.de/jak)

Short teaser Przedstawiciele Waszyngtonu twierdzą, że Rosja celowo rozpowszechnia fałszywe informacje o koronakryzysie w USA.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Koronakryzys%20i%20rosyjska%20kampania%20dezinformacyjna&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54367827&x4=11395&x5=Koronakryzys%20i%20rosyjska%20kampania%20dezinformacyjna&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronakryzys-i-rosyjska-kampania-dezinformacyjna%2Fa-54367827&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronakryzys-i-rosyjska-kampania-dezinformacyjna/a-54367827?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/37436366_401.jpg
Image caption Rosyjska dezinformacja zalewa świat w czasie koronakryzysu
Image source picture alliance/dpa/U. Baumgarten

Item 95
Id 54366324
Date 2020-07-29
Title Niebezpieczne życie obrońców środowiska. "Zginęło ich więcej niż kiedykolwiek"
Short title Niebezpieczne życie obrońców środowiska. "Zginęły setki"
Teaser Dla ludzi walczących o przyrodę najniebezpieczniejsza jest Ameryka Łacińska. W 2019 swoje zaangażowanie na rzecz środowiska przypłaciło życiem ponad 200 osób.

Obrońcy środowiska giną, ponieważ przeciwstawiają się wielkim interesom gospodarczym, walcząc o zachowanie natury, czystej wody, uczciwe rolnictwo oraz prawa tubylców do własnej ziemi. Konflikt z reguły dotyczy działań przedsiębiorstw górniczych i wydobywczych, koncernów energetycznych albo wielkich gospodarstw rolnych.

Szokujące dane

Z opublikowanego właśnie raportu organizacji pozarządowej Global Witness wynika, że w 2019 roku zabito co najmniej 212 obrońców środowiska na całym świecie. To najwięcej w historii dotychczasowych rocznych podsumowań.

Najwięcej zabójstw aktywistów ekologicznych dokonano w Kolumbii (64), na Filipinach (43) i w Brazylii (24). Ponad dwie trzecie z nich organizacja Global Witness odnotowała w państwach Ameryki Łacińskiej. Dwóch obrońców środowiska w ubiegłym roku zamordowano w należącej do Unii Europejskiej Rumunii.

Przeciętnie - zdaniem działaczy - dochodzi do czterech morderstw tygodniowo. Organizacja jednak zastrzega, że o wielu przypadkach nie wiadomo, ponieważ zostały zatuszowane lub ich nie zarejestrowano.

Śmierć za ropę i gaz

Do licznych (50) zabójstw doszło w związku z górnictwem. Na drugim miejscu (34 zabójstwa) znalazło się rolnictwo, a na trzecim (24 zabójstwa) gospodarka leśna. Blisko 40 proc. ofiar to autochtoni. Około 10 proc. zabitych to kobiety. Autorzy raportu podkreślają, że kobiety dodatkowo są narażone na przemoc seksualną lub stają się ofiarami nawet wtedy, gdy to nie one walczą o środowisko, ale któryś z członków ich rodzin.

- Wiele z najdrastyczniejszych naruszeń praw człowieka pozostaje w związku z intensywną eksploatacją bogactw naturalnych, jak również z korupcją w polityce i gospodarce - skomentowała Rachel Cox z organizacji Global Witness. Jak dodała, "obrońcy środowiska to ci, którzy przeciwko temu protestują".

Zdaniem organizacji Global Witness za tymi zabójstwami kryją się przeważnie przedsiębiorcy, bogaci farmerzy, a częściowo także politycy, przestępcze bandy, ugrupowania paramilitarne i rebelianci.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

- Rolnictwo, przemysł naftowy i gazowy oraz górnictwo odpowiadają za przemoc wobec obrońców środowiska. To te same gałęzie gospodarki, które wskutek wycinania lasów i emisji gazów cieplarnianych przyspieszają także niekorzystne zmiany klimatyczne - podkreśliła Rachel Cox.

(globalwitness.org, DPA, RTR, AFP/jak)

Short teaser W 2019 za swoje zaangażowanie zginęło ponad 200 osób walczących o przyrodę.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Niebezpieczne%20%C5%BCycie%20obro%C5%84c%C3%B3w%20%C5%9Brodowiska.%20%22Zgin%C4%99%C5%82o%20ich%20wi%C4%99cej%20ni%C5%BC%20kiedykolwiek%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54366324&x4=11400&x5=Niebezpieczne%20%C5%BCycie%20obro%C5%84c%C3%B3w%20%C5%9Brodowiska.%20%22Zgin%C4%99%C5%82o%20ich%20wi%C4%99cej%20ni%C5%BC%20kiedykolwiek%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniebezpieczne-%C5%BCycie-obro%C5%84c%C3%B3w-%C5%9Brodowiska-zgin%C4%99%C5%82o-ich-wi%C4%99cej-ni%C5%BC-kiedykolwiek%2Fa-54366324&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niebezpieczne-życie-obrońców-środowiska-zginęło-ich-więcej-niż-kiedykolwiek/a-54366324?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (1024 x 576) https://tvdownloaddw-a.akamaihd.net/stills/images/vdt_pl/2020/bpol200115_007_eko_01i_partner.jpg

Item 96
Id 54365930
Date 2020-07-29
Title Niemcy podnoszą zasiłek na dzieci. Większe wsparcie dla rodzin
Short title Niemcy podnoszą zasiłek na dzieci. Większe wsparcie rodzin
Teaser W roku 2021 wzrośnie zasiłek na dzieci i ulgi podatkowe dla rodziców.

Od przyszłego roku zasiłek na dzieci (Kindergeld) ma wzrosnąć miesięcznie o 15 euro. Niemiecki rząd przedstawił projekt odpowiedniej ustawy, przewidujący także ulgę podatkową dla rodzin z dziećmi. Tzw. ryczałt na dzieci (Kinderfreibetrag) w rozliczeniu podatkowym, czyli suma wolna od opodatkowania z tytułu posiadania dzieci, zostanie podniesiona z 7 812 euro do 8 388 euro. Federalny minister finansów Olaf Scholz (SPD) podkreślił, że celem rządu jest odciążenie rodzin na sumę 12 mld euro w nadchodzącym roku. Jeśli Bundestag przegłosuje tę ustawę, będzie to już druga podwyżka zasiłków na dzieci za obecnej kadencji rządu wielkiej koalicji.

Suma wypłat zasiłku na dzieci wzrasta od lat. W 2019 roku wyniosła 35,4 mld euro; w roku 2018 było to jeszcze 33,8 mld. Wzrost tej kwoty wynika nie tylko z szerszego grona odbiorców, ale także z podwyżki samego świadczenia, jaka nastąpiła w roku 2019. W lipcu 2019 zasiłek na pierwsze i drugie dziecko wzrósł o 10 euro do kwoty 204 euro, na trzecie dziecko wypłacanych jest 210 euro, a na każde dalsze dziecko 235 euro miesięcznie. Od przyszłego roku będzie to odpowiednio o 15 euro więcej.

Odbiorcy świadczenia za granicą

W ubiegłym roku Niemcy wypłaciły „Kindergeld" na sumę536 mln euro na dzieci mieszkające za granicą – podawał tabloid "Bild", powołując się na dane Ministerstwa Finansów.

Na zapytanie Deutsche Welle resort finansów w Berlinie nie potwierdził tych liczb. Podano jednak informację, że faktycznie wśród zagranicznych beneficjentów tego świadczenia socjalnego jest najwięcej polskich dzieci, niezależnie od ich miejsca zamieszkania. W kwietniu 2019 niemiecki „Kindergeld" pobierało 180 420 polskich dzieci. W roku 2017 było to niecałe 124 tys.

Łącznie w roku 2018 wypłacone zostały świadczenia na 291 tys. dzieci mieszkających poza granicami Niemiec, z czego 30 tys. dzieci miało niemieckie obywatelstwo.

Nie ma podwójnej alimentacji

Polacy, którzy żyją i pracują w Niemczech, a w Polsce pobierają świadczenie 500 plus, muszą je wliczyć do niemieckiego zasiłku rodzinnego.

Tak brzmiał wyrok Federalnego Trybunału Finansowego (BFH) ogłoszony w grudniu 2019 w Monachium. Jak uzasadniali sędziowie, polskie „500+" wypłacane na każde dziecko jest „regularnym świadczeniem finansowym przyznawanym stosownie do liczby i wieku dzieci”, a tym samym jest równoznaczne z niemieckim zasiłkiem rodzinnym.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>

Według przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej, obywatele UE mieszkający w Niemczech mogą otrzymać Kindergeld nawet, jeżeli ich dzieci żyją w Polsce. O ile jednak pobierają w kraju świadczenia na dzieci, o ich wysokość pomniejsza się niemieckie świadczenie.

(EPD,DPA/ma)

Short teaser W roku 2021 wzrośnie zasiłek na dzieci i ulgi podatkowe dla rodziców.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy%20podnosz%C4%85%20zasi%C5%82ek%20na%20dzieci.%20Wi%C4%99ksze%20wsparcie%20dla%20rodzin&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54365930&x4=11395&x5=Niemcy%20podnosz%C4%85%20zasi%C5%82ek%20na%20dzieci.%20Wi%C4%99ksze%20wsparcie%20dla%20rodzin&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-podnosz%C4%85-zasi%C5%82ek-na-dzieci-wi%C4%99ksze-wsparcie-dla-rodzin%2Fa-54365930&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-podnoszą-zasiłek-na-dzieci-większe-wsparcie-dla-rodzin/a-54365930?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/45023176_401.jpg
Image caption Kindergeld wzrośnie w przyszłym roku o 15 euro na dziecko
Image source picture-alliance/dpa/A. Warnecke

Item 97
Id 54365352
Date 2020-07-29
Title Marian Turski do Marka Zuckerberga: "Nie wolno negować Holocaustu"
Short title Marian Turski do Zuckerberga: "Nie wolno negować Holocaustu"
Teaser Ofiara Holocaustu, Marian Turski, przypomniał, że hitlerowskie zbrodnie nie wzięły się znikąd. Wystosował list otwarty do szefa Facebooka.

"Auschwitz nie spadł z jasnego nieba. Auschwitz wkradł się krok po kroku, od małych, dyskryminujących rozporządzeń począwszy aż po masowe ludobójstwo" napisał wiceprzewodniczący Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego w liście zamieszczonym w dzisiejszym (29.07.2020) wydaniu dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Założyciel Facebooka w ogniu krytyki

Swój list Marian Turski zaadresował do założyciela Facebooka Marka Zuckerberga. Zaapelował w nim o to, żeby "nie wbrew demokracji, tylko przeciwnie, z miłości do niej, nie zezwalał, aby na Facebooku mogli dochodzić do głosu ci, którzy negują Holocaust".

O Zuckerbergu - z uwagi na rosnącą stale liczbę nacechowanych nienawiścią wypowiedzi oraz fake newsów w mediach społecznościowych - wypowiedział się niedawno także krytycznie przewodniczący Konferencji Europejskich Rabinów Pinchas Goldschmidt. Jak stwierdził, szczególnie smutne i wskazujące na ślepotę wobec wydarzeń historycznych jest to, że akurat żydowski przedsiębiorca, jakim jest Zuckerberg, nie potrafi lub nie chce dostrzec, do czego może doprowadzić nienawiść i zniesławianie pewnych grup ludzi.

Negowanie Holocaustu to śmierć demokracji

Marian Turski, który przeżył obóz w Auschwitz, nazwał Zuckerberga jednym "z potentatów władzy, tak zwanej czwartej siły, ponieważ Facebook jest częścią tej czwartej siły". Jeżeli na Facebooku ktoś zachęcałby kogoś do zamordowania jego, Turskiego, to on uważa, że Zuckerberg z pewnością uzna to za niedopuszczalne. "Ale ludzie, którzy dziś negują Holocaust, są przedstawicielami pewnej ideologii, którą kierują dalej do młodego, współczesnego pokolenia; ideologii, która doprowadziła do śmierci sześciu milionów Marianów Turskich", podkreśla w swym liście wiceprzewodniczący Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

W dalszej części listu Marian Turski zwraca uwagę, że do Auschwitz doszło w określonych okolicznościach; wtedy, gdy "ludzie dali się ogłupić, gdy przyzwyczaili się do kolejnych kłamstw i zostali przepełnieni nienawiścią". Na końcu takiego, starannie zaplanowanego, "postępu kłamstw i mowy nienawiści" pojawiło się wezwanie i podżeganie do masowych morderstw. Dlatego negowanie Holocaustu jest "śmiertelne dla systemu demokratycznego", konkluduje Marian Turski.

(KNA/jak)

Short teaser Ofiara Holocaustu Marian Turski przypomniał w liście do szefa Facebooka, że hitlerowskie zbrodnie nie wzięły się znikąd.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Marian%20Turski%20do%20Marka%20Zuckerberga%3A%20%22Nie%20wolno%20negowa%C4%87%20Holocaustu%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54365352&x4=11400&x5=Marian%20Turski%20do%20Marka%20Zuckerberga%3A%20%22Nie%20wolno%20negowa%C4%87%20Holocaustu%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fmarian-turski-do-marka-zuckerberga-nie-wolno-negowa%C4%87-holocaustu%2Fa-54365352&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/marian-turski-do-marka-zuckerberga-nie-wolno-negować-holocaustu/a-54365352?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54183203_401.jpg
Image caption Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem w Jerozolimie: fotografie ofiar Holocaustu
Image source picture-alliance/dpa/N. Alon

Item 98
Id 54359175
Date 2020-07-29
Title Niemiecka prasa: ostatnie ostrzeżenie przed drugą falą pandemii
Short title Niemiecka prasa: ostatnie ostrzeżenie przed drugą falą
Teaser Niemieckie dzienniki komentują w środę (29.07.20) zagrożenie drugą falą pandemii koronawirusa.

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" stwierdza: "Pandemia nie została przezwyciężona i będzie tak jeszcze przez długi czas. To nie znaczy, że życie publiczne i prywatne musi odbywać się w fomule kryzysowej, ale funkcjonowanie gospodarki i placówek publicznych, na przykład szkół, zależy w najbliższych tygodniach i miesiącach od przebiegu pandemii COVID-19. Nie ma się co łudzić. Obowiązek poddania się testom i kwarantannie dla urlopowiczów są przestrogą dla wszystkich, by uświadomić sobie własną odpowiedzialność i w odpowiedni sposób się zachowywać".

Dziennik "Süddeutsche Zeitung" zauważa: "Choroby nie respektują granic. Nie są wewnętrzną sprawą poszczególnych państw, ale całego świata. W celu ochrony ludzi wymagają prowadzenia światowej polityki wewnętrznej, która nie zatrzymuje się na granicach państwowych. Jak bardzo jest to konieczne, pokazuje przykład chińskiego rządu, który poprzez swoją początkową politykę ukrywania problemu pomógł w rozprzestrzenianiu się wirusa. Podobnie jak rządy Bolsonaro i Trumpa w Brazylii i w USA, którzy pogardliwie zlekceważyli ustalenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i środowisk naukowych. Są oni wyzwaniem dla ludzkości, ponieważ narażają całą ludzkość na niebezpieczeństwo. Nie tylko swoich własnych obywateli, ale wszystkich tych, którzy nie mogli wziąć udziału w głosowaniu i sprawić, żeby Bolsonaro i Trump nie zostali wybrani".

Ekonomiczny dziennik "Handelsblatt" (Düsseldorf) analizuje: "Nie tylko ludziom, ale i gospodarce grozi nowa fala infekcji. Jeśli liczba zakażonych będzie znowu szybko rosła, już teraz jest jasne, jak obecne optymistycznie nastrajające wykresy w kształcie litery "V" wyglądać będą pod koniec sierpnia. Faza nadrabiania strat zakończy się, utrwali się recesja. Jeśli dopiero co odzyskane zaufanie zostanie zniszczone, miliardy wydane na pomoc wyparują".

Temat "drugiej fali" podejmuje też prasa regionalna. Na przykład dziennik "Rhein-Neckar Zeitung" (Heidelberg) komentuje: "Pomimo informacji o postępach może to jeszcze trochę potrwać, zanim wynaleziona zostanie szczepionka i stanie się powszechnie dostępna. Pesymiści stawiają pod znakiem zapytania nawet lato 2021 r., jednak to przedwczesne wnioski. W tej wyjątkowo trudnej sytuacji, potrzebna jest cecha, którą do tej pory kojarzyliśmy z życiem w społeczeństwach azjatyckich: duch wspólnotowej odpowiedzialności. Wszyscy muszą działać w taki sposób, aby nie szkodzić innym. Nieskrępowana zabawa, brak dystansu i higieny pomagają w rozprzestrzenianiu się wirusa. Wczorajsze dramatyczne apele ze strony polityków i naukowców powinny być zatem postrzegane jako ostrzeżenie, prawdopodobnie ostatnie".

Podobnie widzi to komentator innego regionalnego dziennika "Allgemeine Zeitung" (Moguncja): "Choć sytuacja w Niemczech jest pod kontrolą, jesień i zima wkrótce postawią nas przed kolejnymi wyzwaniami w radzeniu sobie z Covidem-19. Niekontrolowany wzrost infekcji w skali globalnej i tak spowalnia nas i naszą gospodarkę. Nie ma więc powodu do odwołania alarmu".

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Niemieckie dzienniki komentują w środę (29.07.20) zagrożenie drugą falą pandemii koronawirusa.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%3A%20ostatnie%20ostrze%C5%BCenie%20przed%20drug%C4%85%20fal%C4%85%20pandemii&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54359175&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%3A%20ostatnie%20ostrze%C5%BCenie%20przed%20drug%C4%85%20fal%C4%85%20pandemii&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-ostatnie-ostrze%C5%BCenie-przed-drug%C4%85-fal%C4%85-pandemii%2Fa-54359175&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-ostatnie-ostrzeżenie-przed-drugą-falą-pandemii/a-54359175?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52844043_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/R. Bonss

Item 99
Id 54359183
Date 2020-07-29
Title Pracownicy sezonowi: Praca w Niemczech? Nigdy więcej!
Short title Pracownicy sezonowi: Praca w Niemczech? Nigdy więcej!
Teaser W RFN kilka ubojni i farm przekształciło się w ogniska koronawirusa. Masowe infekcje stwierdzono u ich pracowników; większość z nich to robotnicy z Europy Wschodniej.

„Nigdy więcej nie przyjadę do Niemiec. Ani na wakacje, ani w odwiedziny. Za nic w świecie!” Mariana Costea przez dwa miesiące pracowała na farmie w Bawarii. Dłużej nie wytrzymała: niepłacone nadgodziny, brudne zbiorowe kwatery, brak środków ochronnych przed koronawirusem. – Nie wytrzymałam tego, że w jednym pokoju spało nas osiem, osiem osób korzystało z jednej łazienki, a 30 z kuchni” – mówi Rumunka w reportażu DW „Systematyczny skandal”. Opowiada, że w minibusie z zaledwie ośmioma miejscami rano na pole i wieczorem z powrotem do kwater przewożono 14 lub 15 osób. Zasady ochrony przed zakażeniami w Niemczech wyglądają inaczej – i powinny odnosić się również do pracowników sezonowych z Europy Wschodniej.

Koronawirus zdemaskowal skandal

Mariana Costea jest jedną z wielu zatrudnionych osób z Europy Wschodniej, które miały odwagę mówić o nieznośnych warunkach w niemieckich firmach w ostatnich tygodniach i miesiącach – w przemyśle mięsnym, w firmach kurierskich, w branży opiekuńczej, na budowach czy w gospodarstwach rolnych. Panują tam warunki, które – jak otwarcie przyznaje federalny minister pracy Hubertus Heil (SPD) – są znane od lat: – Koronawirus stał się szkłem powiększającym; widać jak na dłoni rzeczy, które szwankowały już od dawna – powiedział Heil podczas konferencji prasowej w Berlinie.

Alex B. również mówi o tych „rzeczach” w reportażu DW. Chce pozostać anonimowy, w filmie ma zapikslowaną twarz i zniekształcony glos. Boi się możliwych represji. Pracował u największego niemieckiego producenta mięsa, Tönnies, przez dwa lata: – Ukradli nam godziny pracy. Zamiast ośmiu godzin z dodatkową 45-minutową przerwą, pracowaliśmy od 10 do 13 godzin dziennie. Człowiek się wykańcza, także psychicznie.

„Oni” to podwykonawcy, u których zatrudniona jest większość pracowników z Europy Wschodniej. Alex B. także nie zawarł umowy bezpośrednio z niemiecką ubojnią, tylko z podwykonawcą: firmą zewnętrzną, która przejmuje odcinek produkcji w rzeźni. Tzw. pracownicy na umowach o dzieło zatrudniani są na warunkach podwykonawcy. Ostateczna odpowiedzialność za warunki pracy spoczywa też na podwykonawcy, a nie na producencie mięsa.

W przypadku większości pracowników z umowami o dzieło obowiązuje praca na akord: wynagrodzenie nie zależy od czasu, ale od ilości wykonanej pracy. – Nie dało się tego zrobić w osiem godzin. To system wyzysku – opowiada Alex B i wyjaśnia, że każdy, kto protestował, szybko wylatywał z pracy. A poza tym zdają się tam wcale nie obowiązywać niemieckie przepisy prawa pracy.

Rumun opowiada także o kompletnym braku ochrony przed koronawirusem. Ponad 1500 z około 7000 pracowników Tönnies w Rheda-Wiedenbrück miało pozytywny wynik testu na obecność SARS-Cov-2 na początku czerwca; cały region Gütersloh był w stanie blokady. Teraz prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie Tönnies i wielu podwykonawców za naruszenie ustawy o ochronie przed infekcjami.

Podwykonawcy trudna do kontrolowania sieć

System podwykonawców i pośredników, którzy często są rodakami wschodnioeuropejskich pracowników sezonowych czy z umowami o dzieło, tworzy nieprzejrzystą sieć, którą trudno kontrolować. Czy jednak nie powinny być możliwe regularne kontrole w niemieckim państwie opiekuńczym, na przykład warunków zakwaterowania ludzi i ich pracy? – Teoretycznie tak – przyznaje Marius Hanganu ze związkowego projektu „Fair Mobility” w rozmowie z DW.

Pochodzący z Rumunii doradca służy z ramienia Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych informacją pracownikom z umowami o dzieło i robotnikom sezonowym z całej Europy Południowo-Wschodniej. Za kontrole warunków zakwaterowania i pracy odpowiadają niemieckie służby celne i urzędy zdrowia. Jednak kontrole nie zawsze przebiegały bezproblemowo, na przykład w Bawarii: – Trzy wizyty policji celnej były wcześniej zapowiedziane. Ciekawe, dlaczego takie przecieki mogą mieć miejsce w urzędzie takim jak urząd celny… może jest tam jakaś wtyczka – zastanawia się doradca „Fair Mobility”. Dziwi go, że wtyczka była nawet nie w regionalnej dyrekcji celnej, ale na wyższym szczeblu, na którym zbierane są informacje.

To poważny zarzut. Na pytanie DW skierowane do Generalnej Dyrekcji Celnej, czy znane są przypadki zapowiadanych kontroli, reporterzy otrzymali lapidarną odpowiedź: „Brak informacji na ten temat”.

Doniesienia o rosnącej liczbie infekcji koronawirusem na farmach i w fabrykach mięsnych zmusiły polityków do działania. Od 1 stycznia 2021 r. ma obowiązywać zakaz zawierania umów o dzieło przynajmniej w branży mięsnej. Oznacza to, że duże niemieckie rzeźnie już nie będą mogły korzystać z zewnętrznych pracowników. Minister pracy Heil przedstawił odpowiedni projekt ustawy, który zostanie przyjęty po wakacyjnej przerwie parlamentarnej w Bundestagu.

Dlaczego taka zasada nie jest wdrażana w innych branżach, gdzie są podobne skargi? – Hubertus Heil nie mógł jeszcze udzielić konkretnej odpowiedzi: – Mamy ponadto inne obszary, gdzie chodzi o kontrole bezpieczeństwa i higieny pracy. Obowiązkowo podnoszone są tam obecnie standardy, abyśmy mogli ingerować także w obszary bardziej zagrożone – odpowiedział minister na zapytanie DW.

Koronawirus jako szansa?

Stwierdzone ostatnio ognisko infekcji na farmie w Bawarii wysunęło znów na pierwszy plan temat niedostatecznych środków ochronnych i kontroli. Na farmie w Mamming (niedaleko Straubing) ponad 170 z około 500 pracowników sezonowych miało pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa i cała farma została poddana kwarantannie. Większość pracowników rolnych pochodzi tam z Rumunii, niektórzy z Bułgarii, Węgier i Ukrainy.

– Świadome naruszenie zasad higieny było jedną z przyczyn masowej infekcji – powiedział podczas poniedziałkowej (27.07.2020) konferencji prasowej bawarski premier Markus Söder (CSU). Jako jedną z konsekwencji zapowiedział nasilenie rygorystycznych kontroli „w dzień i w nocy”, które mają być „niezapowiedziane”. W przypadku naruszenia obowiązujących zasad higieny kary mają wzrosnąć z 5 tys. do 25 tys. euro. Ponadto wszyscy pracownicy sezonowi w Bawarii będą testowani, ogłosił Söder. Nie można też wykluczyć blokady całego regionu.

Koronawirus to soczewka skupiająca cały system nieludzkich warunków pracy w Niemczech, który istnieje od lat, ale może jest to też szansa dla setek tysięcy pracowników z Europy Wschodniej, których warunki pracy i życia mogłyby ulec poprawie. Alex B. jest przekonany, że bez pandemii wszystko pozostałoby po staremu. Teraz próbuje szczęścia w innej niemieckiej firmie mięsnej i chce pracować tam na stałe. Nie chce dłużej akceptować wyzysku.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Short teaser W RFN kilka ubojni przekształciło się w ogniska koronawirusa. Większość ich pracowników to robotnicy z Europy Wsch.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Pracownicy%20sezonowi%3A%20Praca%20w%20Niemczech%3F%20Nigdy%20wi%C4%99cej%21%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54359183&x4=11398&x5=Pracownicy%20sezonowi%3A%20Praca%20w%20Niemczech%3F%20Nigdy%20wi%C4%99cej%21%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpracownicy-sezonowi-praca-w-niemczech-nigdy-wi%C4%99cej%2Fa-54359183&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200729&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/pracownicy-sezonowi-praca-w-niemczech-nigdy-więcej/a-54359183?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53522074_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/M. Assanimoghaddam

Item 100
Id 54359021
Date 2020-07-28
Title Pandemia koronawirusa. Nadchodzi druga fala?
Short title Pandemia koronawirusa. Nadchodzi druga fala?
Teaser Zniesienie restykcji przez władze w wielu krajach uspokoiło społeczeństwa. Jednak wirus wcale nie zniknął i nadal się rozprzestrzenia.

Wirusolodzy przepowiedzieli drugą falę infekcji COVID-19 miesiące temu. Im swobodniej ludzie traktują środki ostrożności wprowadzone z powodu pandemii, tym większe jest ryzyko drugiej fali. Teraz wydaje się, że się ona nadchodzi.

W wielu krajach restrykcje zostały poluzowane. Niemcy, Hiszpania i Grecja były pierwszymi krajami, które zniosły te surowe ograniczenia.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) stwierdziła, że koronawirus może już nigdy nie zniknąć. Ostrzega przed możliwymi konsekwencjami, jeśli ludzie będą lekceważyć niebezpieczeństwo i powrócą do stylu życia sprzed pandemii.

W wielu krajach sklepy zostały ponownie otwarte, podobnie jak restauracje. Ponownie wzrasta również chęć podróżowania - jest to kolejny powód wzrostu liczby infekcji. Wiele osób przemieszcza się na małym obszarze, znów odbywają się imprezy, wzrasta ryzyko infekcji, i to na całym świecie. W Niemczech gwałtowny wzrost liczby zakażeń nastąpił pod koniec lipca. Wzrósł również współczynnik reprodukcji R.

Współczynnik reprodukcji

Współczynnik ten określa, ile innych osób średnio zaraża osoba zainfekowana. Ta liczba pomaga lepiej przewidywać rozwój epidemii. Na przykład, jeśli R wynosi 3, oznacza to, że jedna zarażona osoba zainfekuje jeszcze trzy osoby. Jeśli wskaźnik ten wynosi 1, to znaczy, że liczba infekcji utrzyma się mniej więcej na takim samym poziomie.

W Niemczech współczynnik reprodukcji wzrósł do ponad 1 pod koniec lipca. Może to być spowodowane m. in. przez osoby wracające z wakacji, z krajów, w których nie przestrzega się zaleceń epidemiologów.

Ostatnio najbardziej dramatyczny wzrost liczby zarażeń odnotowano w USA i Brazylii, oraz w Indiach i RPA. W samej Brazylii wirusem zaraziło się już ponad dwa miliony ludzi. Według danych brazylijskiego Ministerstwa Zdrowia, 28 lipca br. zakażonych było 2 442 375 osób.

Druga fala

Nie ma jednolitej międzynarodowej normy dotyczącej sposobu definiowania drugiej fali. Nawet WHO nie ma jasnych wytycznych. Rzecznik WHO Christian Lindmeier napisał w e-mailu do DW: "Termin ten odnosi się [tylko] do nowych ognisk, które wystąpiły po początkowym spadku. To samo odnosi się do "trzeciej" fali."

Jednak już na początku pandemii wirusolodzy ostrzegali przed kolejną falą infekcji i apelowali do ludności, aby nie postrzegała spadku liczby infekcji jako przepustki do powrotu do życia sprzed pandemii.

Naukowcy porównują koronawirus z hiszpańską grypą, która szalała od 1918 do 1920 roku. Według WHO, pochłonęła ona od 20 do 50 milionów istnień ludzkich na całym świecie.

Ta pandemia miała miejsce w trzech falach. Druga fala była znacznie gorsza od pierwszej i spowodowała o wiele więcej zgonów. Pomiędzy poszczególnymi fazami, wirus mutował. Tak może być również w przypadku korony.

A jeśli wirus zmutuje ...

Każdy wirus może mutować, to znaczy zmieniać się. W najlepszym przypadku, wirus osłabia się przez mutację. Oznacza to, że jest on mniej niebezpieczny i pochłania mniej ofiar. Aby jednak do tego doszło, wiele osób musiało już wykształcić odporność na koronawirusa. Czy tak jest w przypadku SARS-CoV-2, naukowcy jeszcze nie wiedzą.

Ludzie rozwijają odporność na większość wirusów. Po zakażeniu organizm wytwarza antygeny, a osoba staje się odporna. Wirus nie może już wtedy zaszkodzić człowiekowi. Niejasne jest, czy dotyczy to również koronawirusa.

Coraz więcej przypadków wskazuje na to, że niektóre osoby, które przeszły COVID-19 już po kilku miesiącach nie mają w organizmie żadnych wykrywalnych przeciwciał. Może to również oznaczać, że mogą się ponownie zarazić.

Za pomocą testu serologicznego eksperci są w stanie ustalić, czy ktoś wytworzył przeciwciała przeciwko wirusowi. Taki test nie dostarcza jednak żadnych informacji o tym, czy dana osoba jest już odporna na działanie wirusa, a jeśli tak, to na jak długo. Naukowcy próbują teraz odpowiedzieć na to pytanie.

W trakcie rozwoju pandemii wielokrotnie pojawiały się głosy, które powstrzymać ją może tylko tzw. odporność zbiorowa. Odporność zbiorowa występuje wtedy, gdy wysoki procent populacji jest już uodporniony. Wtedy patogen nie może się już tak szybko rozprzestrzeniać. Aby powstrzymać koronawirusa uodpornionych musiałoby być 70 do 90 procent populacji.

W czasopiśmie "The Lancet" opublikowano niedawno wyniki pracy badawczej na temat odporności zbiorowej. Według tych badań, nie jest możliwe osiągnięcie odporności zbiorowej na koronawirusa. W tym największym jak dotąd hiszpańsko-amerykańskim projekcie badawczym nad przeciwciałami, wzięło udział 60 tys. osób.

Badania wykazały, że tylko około pięciu procent wszystkich Hiszpanów wytworzyło przeciwciała przeciwko wirusowi.

Wirus lubi zimno

Wirusy czują się komfortowo w zimnym środowisku. Pokazują to różne przykłady, np. w przypadku rzeźni, gdzie temperatury są zazwyczaj dość niskie. W przeciwieństwie do tego, nie rozprzestrzeniają się one tak szybko w upale jak w zimnie.

W ciepłej porze roku powinno być więc naturalnie mniej infekcji. Jeśli na zewnątrz jest zimno, ludzie spędzają więcej czasu w pomieszczeniach. Jednak wymiana powietrza w pomieszczeniach nie jest tak dobra i intensywna jak na zewnątrz. Oznacza to, że aerozole mogą łatwiej rozprzestrzeniać się w powietrzu.

Na początku pandemii eksperci zakładali, że SARS-CoV-2 będzie się rozprzestrzeniać przez zakażenie kropelkowe i rozmazowe. Jednak wirus rozprzestrzenia się również w powietrzu.

Jeśli na zewnątrz jest sucho i zimno, są to idealne warunki dla wirusa. Zarazki pozostają w powietrzu znacznie dłużej niż w ciepłe dni. Tak czy inaczej - nie można rezygnować ze środków ostrożności, nawet jeśli na półkuli północnej do zimy jeszcze daleko.

Short teaser Restrykcje poluzowano, ale koronawirus nie zniknął. Nadal się rozprzestrzenia.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Pandemia%20koronawirusa.%20Nadchodzi%20druga%20fala%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54359021&x4=11400&x5=Pandemia%20koronawirusa.%20Nadchodzi%20druga%20fala%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpandemia-koronawirusa-nadchodzi-druga-fala%2Fa-54359021&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/pandemia-koronawirusa-nadchodzi-druga-fala/a-54359021?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52906138_401.jpg
Image source picture-alliance/Niaid

Item 101
Id 54358681
Date 2020-07-28
Title Gdzie wakacje w Europie są szczególnie ryzykowne? Nowe ogniska zakażeń
Short title Ryzykowne wakacje. Nowe ogniska zakażeń
Teaser W RFN Ministerstwo Zdrowia, MSZ i MSW określają, który kraj jest uznawany za obszar ryzyka. Lista wciąż się zmienia.

Instytut Chorób Zakaźnych im. Roberta Kocha (RKI) wymienia obszary ryzyka infekcji koronawirusem na swojej stronie internetowej. Ostrzeżenie dla podróżnych dotyczy obecnie około 140 krajów; większość państw członkowskich Unii Europejskiej nie należy do oficjalnych obszarów ryzyka. Wyjątki dotyczą również krajów Schengen (Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Szwajcaria), a także Wielkiej Brytanii, Andory, Monako, San Marino i Państwa Watykańskiego. Jednak, jak pokazuje rozwój sytuacji epidemicznej, każdy kraj może szybko znów stać się obszarem ryzyka.

Luksemburg

W związku z rosnącą liczbą infekcji i ognisk zakażeń powstających w niektórych regionach niemiecki MSZ wydał ostatnio nowe ostrzeżenia i informacje dotyczące podróży, na przykład dla Luksemburga. Ten kraj został uznany za obszar ryzyka dwa tygodnie temu, po tym, jak próg 50 nowo zarażonych osób na 100 000 mieszkańców został tam wyraźnie przekroczony w ciągu siedmiu dni. Jak dotąd 6321 osób w tym kraju uzyskało pozytywny wynik testu na obecność wirusa, w tym 1158 nierezydentów (stan na poniedziałek 27.07.2020 wieczorem).

Duża liczba przypadków w Hiszpanii

Również w Hiszpanii - jednym z najpopularniejszych krajów wakacyjnych w Europie, szczególnie ciężko dotkniętych pandemią - liczba infekcji znów znacznie wzrasta. Dlatego niemiecki MSZ odradza obecnie wyjazdy turystyczne do kilku regionów tego kraju. Za obszar ryzyka uznano Katalonię, popularną wśród turystów Barcelonę i wybrzeże Costa Brava, a także regiony Aragonii i Nawarry na zachodzie Hiszpanii. MSZ uzasadniło we wtorek tę zmianę w zaleceniach odnośnie Hiszpanii „wysokimi wskaźnikami infekcji i lokalnymi obostrzeniami”.

Wielka Brytania zareagowała już w weekend na nową falę zakażeń w Hiszpanii drastycznym środkiem i nałożyła wymóg dwutygodniowej kwarantanny dla osób powracających z całej Hiszpanii.

Lokalne ogniska zakażeń

Lokalne ogniska zakażeń stale pojawiają się w pozostałych częściach Europy. Politycy i wirusolodzy są zaniepokojeni rozwojem sytuacji na Bałkanach Zachodnich. Sytuacja jest szczególnie krytyczna w Serbii. Kraj zalicza się w związku z tym do obszarów ryzyka. Liczby te rosną również w popularnej wśród urlopowiczów Chorwacji, zwłaszcza w niektórych regionach śródziemnomorskich i na pograniczu z Serbią.

Niedawny wybuch epidemii w St. Wolfgang w Górnej Austrii przypomina epidemię koronawirusa w ośrodku sportów zimowych Ischgl, który stał się jednym z pierwszych miejsc występowania infekcji Sars-Cov-2. Według agencji informacyjnej APA, w popularnym kurorcie wakacyjnym nad Wolfgangsee 62 osoby uzyskały do wczoraj pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Najwięcej przypadków zakażeń stwierdzono wśród personelu kilku hoteli, a szczególnie wśród pracujących tam młodych stażystów. W związku z tym znów zamknięto dwa z tamtejszych klubów.

Belgia z powrotem w częściowej blokadzie

Belgia również ponownie zaostrza ograniczenia dotyczące życia publicznego z powodu gwałtownego wzrostu liczby nowych infekcji. Między innymi od środy, w jednym miejscu na raz może spotykać się maksymalnie pięć osób, które nie mieszkają razem. Do tej pory dozwolone były spotkania z maksymalnie 15 osobami.

Szczególnie surowe zasady dotyczą mieszkańców regionu Antwerpii, który jest uważany za nowy hotspot. Tam w zeszłym tygodniu skoncentrowało się 47 proc. nowych infekcji, dlatego między innymi wprowadzono godzinę policyjną. Między 23:30 a 6:00 mieszkańcom nie wolno opuszczać swoich domów. Gubernator prowincji Antwerpia Cathy Berx poprosiła ludzi spoza jej prowincji, aby unikali wycieczek do Antwerpii, które nie były by absolutnie konieczne.

Niemiecki MSZ nadal odradza wyjazdy do innych krajów europejskich. Oprócz Serbii oficjalne obszary ryzyka obejmują także Rosję, Białoruś, Ukrainę, Armenię, Gruzję, Azerbejdżan, Czarnogórę, Albanię, Kosowo, Bośnię i Hercegowinę, Macedonię Północną, Republikę Mołdawii i Turcję. Ostrzeżenie dotyczące podróży tam obowiązuje do 31 sierpnia 2020 r.

(DPA,RKI/ma)

Short teaser W RFN Ministerstwo Zdrowia, MSZ i MSW określają, który kraj jest uznawany za obszar ryzyka. Lista wciąż się zmienia.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Gdzie%20wakacje%20w%20Europie%20s%C4%85%20szczeg%C3%B3lnie%20ryzykowne%3F%20Nowe%20ogniska%20zaka%C5%BCe%C5%84&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54358681&x4=11400&x5=Gdzie%20wakacje%20w%20Europie%20s%C4%85%20szczeg%C3%B3lnie%20ryzykowne%3F%20Nowe%20ogniska%20zaka%C5%BCe%C5%84&x6=1&x7=%2Fpl%2Fgdzie-wakacje-w-europie-s%C4%85-szczeg%C3%B3lnie-ryzykowne-nowe-ogniska-zaka%C5%BCe%C5%84%2Fa-54358681&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/gdzie-wakacje-w-europie-są-szczególnie-ryzykowne-nowe-ogniska-zakażeń/a-54358681?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54320387_401.jpg
Image caption Plaża w Kadyksie w południowej Hiszpanii
Image source picture-alliance/AP/E. Morenatti

Item 102
Id 54358277
Date 2020-07-28
Title Polacy tracą fundusze za walkę z LGBT
Short title Polacy tracą fundusze za walkę z LGBT
Teaser Aż sześć polskich miast nie otrzyma wsparcia na projekty w ramach unijnego partnerstwa miast z powodu swych uchwał o „strefach wolnych od ideologii LGBT”.

Bruksela na razie nie ujawnia, o jakie konkretnie gminy i miasta chodzi.

Decyzję Komisji Europejskiej dziś po południu ogłosiła komisarz UE ds. równości Helena Dalli. „Wartości i prawa podstawowe UE muszą być respektowane przez kraje członkowskie oraz władze państwowe. Dlatego odrzuconych zostało sześć wniosków o partnerstwo [miejskie] z udziałem polskich władz, które przyjęły uchwały o strefach wolnych od LGBT lub o prawach rodziny” – napisała Dalli na Twitterze. Komisja Europejska – jak się dowiadujemy w Brukseli – na początku lipca poprosiła o wyjaśnienia co do ośmiu wniosków z udziałem polskich miast, otrzymała odpowiedzi od siedmiu z nich i ostatecznie odrzuciła sześć.

W programie partnerstw miast chodzi o – jak na budżet unijny – bardzo niewielkie granty. W blisko 130 wnioskach zaakceptowanych w obecnej rundzie dotacje wahają się od pięciu do 25 tysięcy euro. Z Polski zakwalifikowało się m.in. Opole, Sopot, Iwkowa, Września, Dzierzkowice, Zator, Niepołomice.

Europarlament przeciw uchwałom o LGBT

Europosłowie już w grudniu zeszłego roku potępili w swej rezolucji deklaracje o „strefach wolnych od ideologii LGBT” w Polsce (eurodeputowani PiS stanowczo podkreślali, że chodzi o „ideologię”, a nie „strefy wolne od LGBT”, choć tego drugiego sformułowania użyła dziś także Dalli). Europarlament przypomniał polskim samorządom, że fundusze unijne nie mogą być wykorzystywane w celach dyskryminacyjnych. Zaapelował do Polski, by „zdecydowanie potępiła dyskryminację osób LGBT”, także dokonującą się z inicjatywy samorządów lokalnych. Wezwał władze Polski, by unieważniły uchwały uderzające w prawa osób LGBT, w tym samorządowe przepisy skierowane przeciwko „ideologii LGBT”.

Bruksela liczy na sądy

Gdy spór wokół spraw LGBT zaognił się podczas kampanii przed niedawnymi wyborami prezydenckimi, wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourova zadeklarowała, że – choć „nie zamierza mieszać się w wybory” – to uznaje „za bardzo zasmucające, że we współczesnej Europie politycy na wysokich urzędach uderzają w mniejszości dla potencjalnych zysków politycznych. Zarówno w prawie UE, jak i w polskiej konstytucji każdy jest równy bez względu na orientację seksualną”. Jourova przypomniała, że Bruksela zwracała się już do władz województw łódzkiego, lubelskiego, małopolskiego, podlaskiego oraz świętokrzyskiego w związku z ogłaszaniem na ich terenach „stref wolnych od LGBT”. Jak zaznaczyła, brak dyskryminacji to nieodłączna część zarządzania funduszami UE.

Jednak do odbierania dużych funduszy, które są rozdzielane przez UE w Polsce w ramach polityki spójności, jest bardzo daleka droga. Komisja Europejska w zasadzie musiałaby wcześniej wszcząć postępowanie przeciwnaruszeniowe z zarzutami systemowej dyskryminacji mniejszości seksualnych w Polsce. I dlatego Bruksela ma nadzieję na przytemperowanie problemu przez wymiar sprawiedliwości. Istotnie, dwie uchwały zostały w tym miesiącu uchylone przez sądy. Wojewódzki sąd administracyjny w Radomiu stwierdził nieważność uchwały co do deklaracji „Gmina Klwów wolna od ideologii LGBT”, a wojewódzki sąd administracyjny w Gliwicach, który stwierdził nieważność – zaskarżonej przez rzecznika praw obywatelskich – uchwały rady gminy Istebna o „powstrzymywaniu ideologii LGBT przez wspólnotę samorządową”.

Dotychczas ponad 80 samorządów w Polsce przyjęło uchwały, w których oświadczają, że są wolne od „ideologii LGBT”, albo zatwierdziło Samorządową Kartę Praw Rodzin (lub jej najważniejsze przepisy), która – jak stwierdził europarlament – dyskryminuje w szczególności rodziny niepełne i rodziny LGBTI. W tych samorządowych uchwałach wzywa się bowiem do powstrzymania się od jakichkolwiek działań zachęcających do tolerancji wobec osób LGBTI, od udzielania wsparcia finansowego dla równościowych organizacji pozarządowym, a także od prowadzenia edukacji opartej na niedyskryminacji.

Short teaser Aż sześć polskich miast nie otrzyma wsparcia z powodu swych uchwał o „strefach wolnych od ideologii LGBT”.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa::Polacy%20trac%C4%85%20fundusze%20za%20walk%C4%99%20z%20LGBT&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54358277&x4=12095&x5=Polacy%20trac%C4%85%20fundusze%20za%20walk%C4%99%20z%20LGBT&x6=1&x7=%2Fpl%2Fpolacy-trac%C4%85-fundusze-za-walk%C4%99-z-lgbt%2Fa-54358277&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/polacy-tracą-fundusze-za-walkę-z-lgbt/a-54358277?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52510030_401.jpg
Image caption Naklejka kolportowana przez "Gazetę Polską"
Image source Reuters/K. Pempel

Item 103
Id 54353278
Date 2020-07-28
Title Co czwarty Niemiec ma imigranckie korzenie
Short title Co czwarty Niemiec ma imigranckie korzenie
Teaser Około jednej czwartej ludności Niemiec stanowią osoby z tzw. tłem migracyjnym. Polacy stanowią 11 proc. tej grupy obywateli RFN.

Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden poinformował dziś (28.07.2020), że w roku 2019 w Niemczech żyło łącznie 21,2 mln osób, które nie urodziły się jako obywatele RFN, względnie których przynajmniej jedno z rodziców nie było od urodzenia rdzennym Niemcem. Osoby te stanowią obecnie 26 proc. mieszkańców Republiki Federalnej. Oznacza to przyrost osób z imigracyjnymi korzeniami o 2,1 proc. w porównaniu z sytuacją w roku 2018. Taki przyrost jest jednocześnie najmniejszy procentowo od roku 2011.

W grupie osób z tzw. tłem migracyjnym w roku 2019 większość, bo 52 proc. (11,1 mln) stanowili Niemcy, a niespełna 48 proc. (10,1 mln) obcokrajowcy. Zdecydowana większość (85 proc.) obcokrajowców przybyła do Niemiec z własnej woli, podczas gdy w przypadku Niemców z tłem migracyjnym ich odsetek wyniósł 46 procent.

Ponad połowa (51 proc.) z 11,1 mln Niemców z tłem migracyjnym posiada niemieckie obywatelstwo od urodzenia. Mówi się o ich tle migracyjnym dlatego, że przynajmniej jedno z ich rodziców urodziło się jako cudzoziemiec, nabyło obywatelstwo niemieckie, uzyskało je wskutek adopcji albo należało do grupy tzw. późnych przesiedleńców. W pozostałej części tej grupy osób 25 proc. zostało naturalizowanych, 23 proc. przybyło do Niemiec jako przesiedleńcy bądź późni przesiedleńcy, a niespełna 1 proc. stanowią osoby, które uzyskały niemieckie obywatelstwo przez adopcję.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Prawie dwie trzecie (65 proc.) wszystkich osób z tłem migracyjnym przybyło do Niemiec z innego państwa europejskiego albo są potomkami takich przybyszów. Ich liczba wynosi ogółem 13,8 mln osób, przy czym 7,5 mln stanowią osoby pochodzące z jednego z państw unijnych. Przybysze z Azji i ich potomstwo (4,6 mln) stanowią 22 proc. osób z tłem migracyjnym. W tej grupie 3,2 mln osób stanowią ludzie mający powiązania z państwami Bliskiego Wschodu. Niespełna milion osób (5 proc.) to imigranci z Afryki, a dalsze 0,6 mln (3 proc.) to przybysze z Ameryki Północnej, Środkowej i Południowej oraz z Australii. Grupa ta obejmuje także potomków imigrantów. Najwięcej osób przybywa do Niemiec w dalszym ciągu z Turcji (13 proc.), Polski (11 proc.) i z Federacji Rosyjskiej (7 proc.).

(KNA, DPA/jak)

Short teaser Około jednej czwartej ludności Niemiec stanowią osoby z tzw. tłem migracyjnym. Polacy stanowią 11 proc. tej grupy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Co%20czwarty%20Niemiec%20ma%20imigranckie%20korzenie&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54353278&x4=11400&x5=Co%20czwarty%20Niemiec%20ma%20imigranckie%20korzenie&x6=1&x7=%2Fpl%2Fco-czwarty-niemiec-ma-imigranckie-korzenie%2Fa-54353278&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/co-czwarty-niemiec-ma-imigranckie-korzenie/a-54353278?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/50109352_401.jpg
Image caption Co czwarty Niemiec ma korzenie cudzoziemskie
Image source picture-alliance/Eventpress

Item 104
Id 54353175
Date 2020-07-28
Title W Düsseldorfie zawalił się dom. Polak pod gruzami
Short title W Düsseldorfie zawalił się dom. Polak pod gruzami
Teaser W Düsseldorfie w poniedziałek częściowo zawalił się budynek mieszkalny. Ratownicy znaleźli ciało jednego z dwóch zaginionych robotników.

W Düsseldorfie w poniedziałek po południu (27.07.2020 ) doszło z nieznanych jeszcze przyczyn do zawalenia się budynku mieszkalnego, który przeznaczony był do remontu. Pracowała tam 10-osobowa ekipa budowlana, w której skład wchodzili m.in. Polacy. Ośmiu robotnikom udało się uciec z walącego się budynku; dwóch robotników uciekało w niewłaściwym kierunku i zostali zasypani pod gruzami.

Wydobycie ciała nie jest obecnie możliwe

Rzecznik prasowy straży pożarnej w Düsseldorfie poinformował w rozmowie z DW, że we wtorek rano ratownicy znaleźli jednego z mężczyzn martwego pod gruzami. Poszukiwania drugiej zaginionej osoby trwają; chodzi tu o Polaka i Turka.

Ekipa robotników budowlanych wykonywała prace remontowe, gdy zawaliły się rusztowania i ściany. W nocy i wczesnym rankiem we wtorek służby ratownicze usunęły pierwsze zwały gruzu i rusztowania z miejsca katastrofy i zbliżyły się do miejsca, w którym przypuszczalnie znajdował się jeden z zaginionych pracowników. Tam znaleziono go martwego. Według straży pożarnej bezpośrednie wydobycie ciała nie jest obecnie możliwe, ponieważ nadal istnieje ryzyko zawalenia się. Na miejscu są psycholodzy interwencyjni oraz duchowni.

Na początku brakowało tylko jednej osoby

Początkowo ratownicy podejrzewali, że pod gruzami znalazła się tylko jedna osoba. Kolega zaginionego zgłosił wczesnym wieczorem, że może tam być jeszcze inny robotnik. Gdy policja nie mogła się z nim skontaktować, ratownicy zaczęli w poniedziałek wieczorem szukać dwóch mężczyzn.

Według straży pożarnej, w budynku pracowało dziesięciu robotników. Jeden trafił do szpitala na ostry dyżur internistyczny, pozostali nie odnieśli obrażeń.

Miejsce wypadku znajduje się na tyłach budynku przy Luisenstrasse w dzielnicy Friedrichstadt. Dom w momencie zawalenia był pusty, po kapitalnym remoncie. Przyczyna zawalenia się budynku jest nadal niejasna, poinformowała straż pożarna we wtorek rano. Na wszelki wypadek ewakuowano trzy sąsiednie budynki. 40 osób musiało opuścić swoje mieszkania i szukać schronienia u krewnych lub w schroniskach doraźnych.

(DPA, WDR/ma)

Short teaser W Düsseldorfie częściowo zawalił się budynek. Ratownicy znaleźli ciało jednego z dwóch zaginionych robotników.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::W%20D%C3%BCsseldorfie%20zawali%C5%82%20si%C4%99%20dom.%20Polak%20pod%20gruzami&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54353175&x4=11400&x5=W%20D%C3%BCsseldorfie%20zawali%C5%82%20si%C4%99%20dom.%20Polak%20pod%20gruzami&x6=1&x7=%2Fpl%2Fw-d%C3%BCsseldorfie-zawali%C5%82-si%C4%99-dom-polak-pod-gruzami%2Fa-54353175&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/w-düsseldorfie-zawalił-się-dom-polak-pod-gruzami/a-54353175?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54352428_401.jpg
Image caption Düsseldorf: Ratownicy poszukują drugiego mężczyzny
Image source picture-alliance/dpa/D. Young

Item 105
Id 54350806
Date 2020-07-28
Title Europosłanka: Potrzebujemy Konwencji Stambulskiej bardziej niż kiedykolwiek
Short title Europosłanka: Potrzebujemy Konwencji Stambulskiej
Teaser Posłanka do PE z ramienia partii Zielonych ostro krytykuje zamiar Polski wycofania się z Konwencji Stambulskiej. Czy jest to atak polskich konserwatystów na najsłabszych i najbardziej potrzebujących opieki? WYWIAD

Deutsche Welle: Polski minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro twierdzi, że Konwencja Stambulska jest obciążona ideologicznie i wspiera prawa gejów, lesbijek oraz osoby transpłciowe. Szkoły będą zmuszone nauczać o transpłciowości i innych orientacjach seksualnych. Czy podziela Pani tę krytykę Konwencji Stambulskiej?

Terry Reintke*: W żadnym wypadku. Przeciwnie, to nie Konwencja Stambulska jest obciążona ideologicznie, tylko krytykowanie jej. Konwencja ma na celu przede wszystkim zwalczanie przemocy w oparciu o poglądy na temat płci, a więc ochronę przed przemocą wobec kobiet i dzieci. Wszyscy, którzy teraz występują przeciwko Konwencji Stambulskiej, występują przeciwko ochronie ludzi, którzy tej ochrony potrzebują najbardziej.

Dlaczego, Pani zdaniem, Polska, która pięć lat temu ratyfikowała Konwencję Stambulską, akurat teraz występuje przeciwko niej?

Polska ma za sobą wybory prezydenckie. Teraz mamy do czynienia z próbą przeforsowania złożonych podczas kampanii wyborczej obietnic, skierowanych głównie pod adresem kół prawicowo-nacjonalistycznych i chrześcijańsko-fundamentalnych. Wystąpienie z Konwencji Stambulskiej stanowi kolejny krok polskiego rządu na drodze do wzmocnienia jego naprawdę bardzo ciasnego światopoglądu narodowo-konserwatywnego poprzez atakowanie praw kobiet i praw osób zaliczanych do społeczności LGBT.

Unia Europejska chce jako organizacja międzynarodowa przystąpić do konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz ją ratyfikować. Czy będzie to teraz możliwe i czy UE może zmusić do tego Polskę jako państwo unijne? Jak przedstawia się sytuacja prawna w tym zakresie?

Jako posłowie do Parlamentu Europejskiego zwróciliśmy się z prośbą do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o wydanie orzeczenia w tej sprawie, co ma nastąpić jesienią. Zadaliśmy pytanie, w jakim stopniu Komisja Europejska może przystąpić do tej konwencji występując w imieniu Unii Europejskiej? Niektóre jej ustalenia już dziś pokrywają się tu z kompetencjami UE. Dlatego możemy już teraz coś zrobić. W przypadku innych jest to wciąż niejasne. Mam nadzieję, że orzeczenie TSUE wyjaśni, że w znacznym stopniu możliwe będzie przystąpienie UE do Konwencji Stambulskiej, ponieważ UE zwalcza przemoc wobec kobiet i przemoc domową. Jako UE musimy być nadal aktywni na tym polu.

Polska nie jest jedynym państwem unijnym odnoszącym się krytycznie do Konwencji Stambulskiej. Niektóre państwa członkowskie UE wciąż jej nie ratyfikowały. Polska to uczyniła, ale teraz chce się z niej wycofać. A co mówią w tej sprawie takie państwa jak Węgry, Czechy, Bułgaria, Łotwa, Litwa i Słowacja, które jeszcze nie ratyfikowały Konwencji Stambulskiej?

Widać, że na Słowacji, w Bułgarii, na Węgrzech oraz obecnie także w Polsce, która chce się teraz wycofać, stale dochodziło do brudnych kampanii mających zdyskredytować Konwencję Stambulską. Nie dzieje się to przypadkiem. Chodzi tu o zorganizowany ruch, finansowany częściowo przez Rosję, a także przez USA i przez radykalnych ewangelików. Są to kampanie prowadzone w oparciu o prostackie argumenty obliczone na podważenie ustaleń tej konwencji. W perspektywie długoterminowej mają na celu ograniczenie swobód kobiet i społeczności LGBT. Dlatego są tak groźne i dlatego UE musi zająć jasne i zdecydowane stanowisko w tej sprawie.

Parlament Europejski dużą większością głosów wezwał państwa członkowskie UE do ratyfikowania Konwencji Stambulskiej. Jakimi środkami nacisku dysponuje Pani jako posłanka do PE, żeby skłonić do tego państwa unijne?

Chodzi nam oczywiście o to, żeby wszystkie państwa unijne przystąpiły do Konwencji Stambulskiej. Chcemy jednak także, żeby w oparciu o wspomniane przeze mnie wcześniej orzeczenie TSUE poczynić dalsze kroki. Uważam, że potrzebujemy unijnej dyrektywy w sprawie przemocy opartej na poglądach na temat płci. Wtedy mielibyśmy do dyspozycji instrument prawny pozwalający na skuteczne przeciwdziałanie i zwalczanie takich aktów przemocy. Dlatego mam nadzieję, że Komisja Europejska przedstawi swoje propozycje w tej sprawie i jeszcze podczas obecnej kadencji posuniemy się dalej.

Polski minister sprawiedliwości twierdzi również, że Konwencja Stambulska w ogóle nie jest potrzebna, ponieważ ochronę kobiet przed przemocą gwarantują w wystarczającym stopniu obowiązujące w Polsce ustawy. Ma rację, czy się myli?

Każdy, kto w to wierzy, powinien udać się z wizytą do Polski i porozmawiać z pracownikami domów opieki dla kobiet, które się w nich schroniły przed przemocą doświadczoną w swojej rodzinie. Pracownicy ci, dobrze znający sytuację na miejscu, powiedzą, że Polska potrzebuje Konwencji Stambulskiej zwłaszcza pod obecnymi rządami, i że boją się obcięcia im środków na dalszą działalność oraz kolejnych nacisków na nich. Widzimy jednak także, że sprawy mogą pójść jeszcze dalej, tak jak w Rosji, gdzie niedawno ograniczono ustawodawstwo chroniące kobiety przed przemocą domową. Władze w Rosji interweniują dopiero wtedy, kiedy do przemocy dojdzie po raz drugi albo trzeci, a poszkodowana kobieta będzie wymagać leczenia szpitalnego wskutek pobicia. Zakrawa to na czyste szaleństwo i dlatego UE musi przeciwstawić się takiemu rozwojowi sytuacji.

*Terry Reintke (33 lata) jest politologiem z wykształcenia i od 2014 roku posłanką do PE z ramienia partii Zielonych. Specjalizuje się w nim w problematyce polityki wewnętrznej, wymiaru sprawiedliwości i polityki wobec kobiet.

Z Terry Reintke rozmawiał w Brukseli Bernd Riegert.

Short teaser Posłanka do PE z ramienia partii Zielonychostro krytykuje zamiar Polski wycofania się z Konwencji Stambulskiej. WYWIAD
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa::Europos%C5%82anka%3A%20Potrzebujemy%20Konwencji%20Stambulskiej%20bardziej%20ni%C5%BC%20kiedykolwiek&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54350806&x4=12095&x5=Europos%C5%82anka%3A%20Potrzebujemy%20Konwencji%20Stambulskiej%20bardziej%20ni%C5%BC%20kiedykolwiek&x6=1&x7=%2Fpl%2Feuropos%C5%82anka-potrzebujemy-konwencji-stambulskiej-bardziej-ni%C5%BC-kiedykolwiek%2Fa-54350806&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AEuropa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/europosłanka-potrzebujemy-konwencji-stambulskiej-bardziej-niż-kiedykolwiek/a-54350806?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54312866_401.jpeg
Image caption Warszawa: Protest przeciwko wyjściu Polski z Konwencji Stambulskiej
Image source Getty Images/AFP/W. Radwanski

Item 106
Id 54347793
Date 2020-07-28
Title Nowy ambasador USA w Niemczech. "Nonkonformistyczny strateg i planista"
Short title Były wojskowy nowym ambasadorem USA w Niemczech
Teaser Donald Trump chce mianować wojskowego stratega nowym szefem amerykańskiej ambasady w Berlinie. Jego decyzja przypada na czas, w którym mają zostać podane szczegóły wycofania części amerykańskich oddziałów z Niemiec.

Prezydent USA Donald Trump podjął decyzję. Pułkownik w stanie spoczynku Douglas MacGregor ma zostać następcą ambasadora Richarda Grenella, który ustąpił ze stanowiska w czerwcu.

Jeszcze tylko Senat

Biały Dom podał ponadto, że MacGregor jest wysoko udekorowanym weteranem wojennym, autorem licznych publikacji i cenionym doradcą oraz ekspertem w zakresie planowania strategicznego. Podobnie jak Grenell, MacGregor często występuje w konserwatywnej stacji telewizyjnej Fox News, zbliżonej politycznie do Trumpa, której często udziela wywiadów.

Nominacja musi jeszcze zostać zatwierdzona przez Senat, w którym rządzący obecnie w USA Republikanie mają większość. Douglas MacGregor spędził wiele lat w Niemczech i mówi płynnie po niemiecku.

Ambasador a wycofanie wojsk z Niemiec

Obserwatorzy polityczni zwracają uwagę, że nominowanie MacGregora na nowego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Berlinie zbiega się w czasie z ogłoszeniem przez administrację waszyngtońską szczegółów planu wycofania części oddziałów USA z Niemiec. Wcześniej krytycznie wypowiadał się o niemieckiej polityce obronnej. W 2018 roku powiedział w telewizji Fox News: "Dzięki nam Niemcy nie czują się zobowiązani do tego, żeby bronić się samodzielnie".

Douglas MacGregor ma także inne powody, żeby poprzeć decyzję Donalda Trumpa o wycofaniu 9500 żołnierzy amerykańskich z Niemiec. Część z nich ma zostać rozlokowana w Polsce. W tej chwili Amerykanie stacjonują w Niemczech 34 tysiące 500 żołnierzy.

Nonkonformistyczny strateg i planista

Douglas MacGregor był między innymi uczestnikiem wojny w Iraku w 1991 roku i operacji militarnej NATO w Bośni w roku 1999. Krytykował także obecność USA w Afganistanie. W 2004 roku zakończył służbę wojskową. Zyskał opinię nonkonformisty w kwestiach polityki militarnej i planowania strategicznego. Jest ostrym krytykiem wojskowych operacji USA w Iraku i Syrii. Pod tym względem stoi w jednej linii z Donaldem Trumpem, który chce ograniczyć militarne zaangażowanie USA na Bliskim Wschodzie.

(DW, AFP, RTR, DPA, AP/jak)

Short teaser Donald Trump chce mianować wojskowego stratega nowym szefem amerykańskiej ambasady w Berlinie.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Nowy%20ambasador%20USA%20w%20Niemczech.%20%22Nonkonformistyczny%20strateg%20i%20planista%22&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54347793&x4=11395&x5=Nowy%20ambasador%20USA%20w%20Niemczech.%20%22Nonkonformistyczny%20strateg%20i%20planista%22&x6=1&x7=%2Fpl%2Fnowy-ambasador-usa-w-niemczech-nonkonformistyczny-strateg-i-planista%2Fa-54347793&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/nowy-ambasador-usa-w-niemczech-nonkonformistyczny-strateg-i-planista/a-54347793?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste

Item 107
Id 54341076
Date 2020-07-28
Title Niemcy: Film dokumentalny o niezwykłym geście człowieczeństwa
Short title Niemcy: Film dokumentalny o geście człowieczeństwa
Teaser Niemiecka telewizja publiczna ARD pokazuje w środę (29.07.2020) film dokumentalny o poruszającej historii b. więźniarek KL Ravensbrueck i ich strażniczki Johanny Langefeld.

„Uklęknięcie Willy'ego Brandta w Warszawie było kamieniem milowym w polsko-niemieckim pojednaniu po II wojnie światowej. Zupełnie inny gest człowieczeństwa jest mało znany” – pisze niemiecka Katolicka Agencja Informacyjna (KNA).

Tą historią jest przypadek Johanny Langefeld, komendantki głównego nazistowskiego obozu koncentracyjnego dla kobiet KL Ravensbrueck i krótko aktywnej także w KL Auschwitz. Mimo to nigdy nie została skazana. Uratowały ją Polki, byłe więźniarki, które pomogły jej uciec z krakowskiego więzienia, gdzie czekała na proces i prawdopodobne stracenie.

O tej niezwykłej akcji Polek i życiu Langefeld opowiada polsko-niemiecka koprodukcja, film dokumentalny Władysława Jurkowa i Gerburg Rohde-Dahl „Przypadek Johanny Langefeld " („Die Aufseherin - Der Fall Johanny Langefeld"). Wielokrotnie nagrodzony obraz pokazuje niemiecka telewizja publiczna ARD w środę (29.07.2020).

Ochotniczka w Auschwitz

Nie ulega wątpliwości – urodzona w 1900 r. Langefeld była wszystkim, ale na pewno nie przeciwniczką nazizmu. Antysemitka z przekonania, od 1937 r. członkini NSDAP, pracowała m.in. w więzieniu dla „asocjalnych kobiet” w Brauweller, w jednym z pierwszych obozów koncentracyjnych – Lichtenburg w Saksonii, jako ochotniczka zgłosiła się do pracy w KL Auschwitz, by rozbudować tam obóz dla kobiet. Przedtem była już w Ravensbrueck i to nie byle kim, bo „Oberaufseherin”, strażniczką wyższego szczebla, komendantką. Nigdy nie kwestionowała aresztowania osadzonych w obozie Polek.

Gdy w Auschwitz była świadkiem systematycznego mordowania ludzi w komorach gazowych, odezwało się jej sumienie. Poprosiła o powrót do Ravensbrueck. Kilka miesięcy później została zdradzona za swój „miłosierny stosunek do więźniarek”. Podtykała im jedzenie, unieważniała nawet wyroki śmierci. Krótko przed końcem wojny musiała opuścić obóz i pracowała w fabryce w Bawarii. Ostatecznie została aresztowana w Monachium przez Amerykanów i deportowana do Polski.

Wdzięczność i wielkoduszność byłych więźniarek

Lata później wiele kobiet potwierdziło, że zawdzięcza Langefeld życie. Gdy dowiedziały się o jej aresztowaniu, wiedziały, że ich wdzięczność nie odegra roli w procesie. W tych pierwszych, powojennych latach nie było miejsca na zróżnicowane spojrzenie na wojnę i dokonane zbrodnie, na sprawców i ofiary. „Ze zrozumiałych względów nienawiść Polaków na wszystko, co niemieckie, nie dopuszczała takiego zróżnicowania”, czytamy w depeszy KNA.

Polki wydostały Langefeld z więzienia, pomagały jej ukrywać się latami. W połowie lat 50-tych wróciła do Bawarii, gdzie w latach 70-tych XX wieku zmarła.

Dziś zróżnicowane spojrzenie jest możliwe. W taki sposób film „Przypadek Johanny Langefeld” przywołuje prawie zapomniany rozdział polsko-niemieckiej historii i „honoruje wspaniałomyślność Polek, które krótko po wojnie, a być może i do dzisiaj, nie wybaczyły tego, co uczynili im Niemcy. Mimo to uratowały kobietę, której w centrum piekielnego systemu zawdzięczają życie”.

Jak odnotowuje dalej KNA: „Autorom filmu udało się nie bagatelizować okropności straszliwego reżimu. Jednocześnie honorują wspaniałomyślny gest człowieczeństwa, którym pięć Polek zwróciło swojej nadzorczyni to, co ona im podarowała – życie”.

(KNA/stas)

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Short teaser Niemiecka telewizja pokazuje film dokumentalny o poruszającej historii b. więźniarek KL Ravensbrueck i ich strażniczki.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura::Niemcy%3A%20Film%20dokumentalny%20o%20niezwyk%C5%82ym%20ge%C5%9Bcie%20cz%C5%82owiecze%C5%84stwa&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54341076&x4=11399&x5=Niemcy%3A%20Film%20dokumentalny%20o%20niezwyk%C5%82ym%20ge%C5%9Bcie%20cz%C5%82owiecze%C5%84stwa&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-film-dokumentalny-o-niezwyk%C5%82ym-ge%C5%9Bcie-cz%C5%82owiecze%C5%84stwa%2Fa-54341076&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AKultura" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-film-dokumentalny-o-niezwykłym-geście-człowieczeństwa/a-54341076?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53182269_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/C. Koall

Item 108
Id 54341722
Date 2020-07-28
Title Niemiecka prasa: Koronawirus tylko czeka na nasze błędy
Short title Niemiecka prasa: Koronawirus tylko czeka na nasze błędy
Teaser Wszystko wskazuje na to, że wracający do Niemiec z tzw. obszarów ryzyka będą musieli poddać się obowiązkowym testom na ‎SARS-CoV-2. Tak zapowiedział minister zdrowia po rozmowie ze swoimi landowymi kolegami.

„Jeżeli nie mylą wszelkie oznaki, w Niemczech właśnie zaczyna się druga faza walki z koronawirusem” – stwierdza lokalny dziennik „Pforzheimer Zeitung” – „Z rosnącą normalizacją wielu dziedzin życia zasady zachowania dystansu społecznego i higieny są traktowane z coraz większym luzem, podczas gdy jednocześnie, wraz z nasilającymi się okazjami powoli, ale pewnie rośnie liczba zarażonych. Państwo musi znaleźć równowagę, podejmując nowe kroki zapobiegawcze, a zarazem już w zarodku stłumić tę drugą falę epidemii. Koniecznie trzeba zapobiec drugiemu lockdownowi. Dla gospodarki, systemu socjalnego i też dla psychiki ludzi byłby to śmiertelny cios, któremu by nie zapobiegł już żaden pakiet ratunkowy. Nałożenie na opalonych podróżnych obowiązku, by na lotnisku pozwolili sobie uszczknąć z ust trochę śliny, jest wobec tego śmiesznie minimalnym ograniczeniem”.

Gazeta z Norymbergi „Nürnberger Nachrichten" zauważa:

„Do gorzkiej rzeczywistości koronakryzysu należy to, że raz po raz państwo z niewiarygodnym zachodem musi chronić wielu rozsądnych przed nierozsądkiem niewielu. Dotyczy to także podróżnych, którzy wyruszają teraz w obszary objęte ryzykiem. Jest trudne do zniesienia, na jakie zagrożenie wystawiają ci ludzie wszystko, co tak drogo, wysiłkiem i wyrzeczeniami wywalczyło w ostatnich miesiącach nasze społeczeństwo. Dlatego konieczne są obowiązkowe testy, przynajmniej dla tych, którzy przebywali na obszarach ryzyka lub w ogniskach epidemii. Inna sprawa, dlaczego koszty ma przejąć państwo, a tym samym ogół społeczeństwa. Jak najbardziej można się nad tym zastanawiać. W końcu, kto wybiera się w obszary ryzyka, jest ostrzegany. A przy kosztach takiej podróży, koszt testu nie jest istotny”.

Także stołeczny „Berliner Zeitung" podpisuje się pod wprowadzeniem obowiązkowych testów na obecność koronawirusa:

„Ale na ile można zaufać podróżującym w obszary ryzyka, którzy odmawiają przeprowadzenia testu? Zostaną grzecznie na dwa tygodnie w domu? Nic nie pomoże: testy muszą być obowiązkowe, by chronić całe społeczeństwo. Do tej pory odrzucano obowiązkowe testy, argumentując ochroną sfery prywatnej. Jednak rozprzestrzenianie się wirusa nie jest prywatną sprawą, bo każda, pojedyncza osoba może wywołać łańcuch infekcji. Test jest małym ograniczeniem, które można uznać za dopuszczalne. Do kontroli bezpieczeństwa po zamachach z 11 września podróżni też się w końcu przyzwyczaili”.

Dziennik z Weiden (Bawaria) „Der neue Tag" kategorycznie włącza się w tę wygłaszaną unisono opinię:

„Już od trzech dni są ferie (w Bawarii rozpoczęły się 27 lipca – DW). Tendencja: dla ogółu może się to źle skończyć. Pomoże tylko przymus: przymus poddania się testowi na koronawirusa na granicach, dworcach i lotniskach. I dla wracających z obszarów ryzyka – przymus odbycia kwarantanny. Z pewnością jest to interwencja w prawa osobiste, ale dla ochrony ogółu dopuszczalna. Koronawirus tylko czeka na nasze błędy. A zagraniczne wyjazdy w czasach pandemii są ogromnym błędem”.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Short teaser Wszystko wskazuje na to, że wracający do Niemiec z tzw. obszarów ryzyka będą musieli poddać się testom na ‎SARS-CoV-2.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%3A%20Koronawirus%20tylko%20czeka%20na%20nasze%20b%C5%82%C4%99dy&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54341722&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%3A%20Koronawirus%20tylko%20czeka%20na%20nasze%20b%C5%82%C4%99dy&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-koronawirus-tylko-czeka-na-nasze-b%C5%82%C4%99dy%2Fa-54341722&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-koronawirus-tylko-czeka-na-nasze-błędy/a-54341722?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54320387_401.jpg
Image caption Plaża w Kadyksie, Hiszpania, 24.07.2020
Image source picture-alliance/AP/E. Morenatti

Item 109
Id 54343155
Date 2020-07-28
Title Dlaczego prawicowcy tak nienawidzą kobiet. „Bycie seksistą to prawie zaszczyt”
Short title Dlaczego prawicowcy tak nienawidzą kobiet
Teaser Politycy do tej pory zdają się nie interesować antyfeminizmem. Eksperci jednak ostrzegają przed bagatelizowaniem tego zjawiska.

E-maile z pogróżkami pojawiają się zazwyczaj nocą. Będziesz „skazana na śmierć” – piszą na przykład nadawcy maili często podpisywanych „NSU 2.0”. Ten skrót nawiązuje do skrajnie prawicowego ugrupowania „Narodowosocjalistyczne Podziemie”, którego członkowie przez kilka lat bezkarnie dokonywali zabójstw obcokrajowców w RFN.

Anne Helm, liderka frakcji Lewicy w parlamencie Berlina, jest przyzwyczajona do pogróżek śmierci. Pomimo tego sytuacja jest „generalnie stresująca”, jak stwierdziła w rozmowie z DW. – To mnie niestety zaprząta i wtedy cała reszta jest jeszcze bardziej wyczerpująca – wyjaśnia. Nie boi się, że ktoś ją zabije, nawet jeśli autorzy maili grożą zamachami.

Jak podaje landtag Hesji, tutaj w ostatnim czasie przyszło 69 listów – niektóre z danymi osobowymi – adresowanych do samego landtagu i 26 osób oraz instytucji, w tym adwokatki Sedy Basay-Yildiz, która reprezentowała ofiary w procesie przeciwko terrorystycznemu ugrupowaniu NSU i berlińską kabarecistkę Idil Baydar. Uderzające jest to, że zdecydowana większość adresatów tych maili to kobiety, a wydźwięk wiadomości jest seksistowski.

Zagrożony światopogląd

Anne Helm podejrzewa, że nienawiść do kobiet była motywem listów napisanych przypuszczalnie przez prawicowych ekstremistów. To z reszta nic nowego. Także zamachowiec z Toronto ogłosił w 2018 roku, jeszcze przed swoim morderczym amokiem, że będzie to początek „buntu incelów”. „Incel” – złożone słowo od „involuntary“ i „celibate“, czyli mimowolnego celibatu – to samookreślenie młodych mężczyzn, którzy mimowolnie nie uprawiają seksu ani nie żyją w żadnym związku i rozwijają z tego powodu nienawiść do kobiet. – Incels wierzą, że mężczyźni mają zasadnicze prawo do kobiet i ich ciał oraz twierdzą, że kobiety nie umożliwiają im uprawiania seksu – wyjaśnia socjolog Henning von Bargen z Fundacji im. Heinricha Bölla, zbliżonej do partii Zielonych, w rozmowie z DW.

Mogło to również odgrywać rolę u domniemanego zamachowcy z Halle, Stephana B. W październiku 2019 roku, w dniu zamachu słuchał on muzyki z tekstami wyrażającymi pogardę dla kobiet i wyjaśniał w swoim przesłaniu wideo w Internecie, że „winę za spadający wskaźnik urodzeń na Zachodzie, który jest przyczyną masowej imigracji, ponosi feminizm”. Źródłem całych problemów zaś są „Żydzi”.

– W pierwszej chwili brzmi to „całkowicie absurdalnie” - mówi lewicowa działaczka Helm. – Ale w ramach nacjonalistycznego światopoglądu jest to logiczna argumentacja. Zadaniem kobiet jest „ochrona populacji”, czyli powinny mieć dużo dzieci i troszczyć się o nie zgodnie z ich tradycyjną rolą. Feminizm zagraża temu światopoglądowi. Podobnie jak kobiety, które dostają listy z pogróżkami – wyjaśnia Helm.

Gloryfikacja „żołnierskiej męskości”

– Antyfeminizm jest zawsze częścią skrajnie prawicowych ideologii – mówi Rachel Spicker z Fundacji Amadeu Antonio w rozmowie z DW. Podczas gdy kobieta wedle skrajnie prawicowych ideologii powinna być „spokojna, socjalna i powściągliwa”, mężczyznę powinny odznaczać „żołnierska męskość”, gotowość, by „chronić zarówno swoje kobiety, jak i dzieci oraz własny naród”. – Są to utarte schematy, które można również dostrzec w antyfeminizmie. Gdy kobiety wyłamują się z tych wzorców, spotykają się często z wrogością.

Ale antyfeminizm to nie tylko wspólny mianownik różnych prawicowych tendencji. Może też stać się „początkiem fascynacji prawicowymi ideologiami” – mówi socjolog Henning von Bargen. Antyfeminizm jest skierowany przeciwko otwartemu społeczeństwu i chce ograniczyć prawa podstawowe i prawa człowieka. – Wielu nie dostrzega jeszcze tego związku w tak poważnym stopniu.

Anne Helm również postrzega antyfeminizm jako „niskoprogowy punkt styczności z innymi ideologiami propagującymi nierówność”. – Widać to między innymi po tym, że w naszym społeczeństwie większość odrzuciłaby oskarżenie o rasizm. Ale bycie seksistą to dla niektórych prawie zaszczyt – wyjaśnia lewicowa polityk.

Rachel Spicker uważa również, że antyfeminizm jest mocno zakorzeniony w społeczeństwie.

W poszukiwaniu kozła ofiarnego

Mężczyźni stojący w obliczu kryzysu socjalnego, których praca i poziom życia są zagrożone, są szczególnie podatni na taką ideologię. Odczuwają ulgę, gdy znajdą coś, co winne jest ich złej sytuacji – wyjaśnia von Bargen. W tym przypadku kozłem ofiarnym jest feminizm.

Radykalizacja mężczyzn często ma miejsce w Internecie. W międzyczasie na ogólnodostępnych serwisach internetowych, takich jak Reddit i 4Chan, pojawiały się czasami fora incelsów. Zostały zamknięte, ale nadal można je znaleźć na innych stronach – ogólnodostępnych, anonimowych i nie administrowanych. Niemal co sekundę pojawiają się nowe posty, na przykład domagające się „niewolnic seksualnych” dla incelsów lub przypisujące kobietom intelekt małego dziecka.

Także środowisko użytkowników gier komputerowych przyczynia się do radykalizacji młodych mężczyzn. Ideologie prawicowe i mizoginia są rozpowszechniane w większości nie administrowanych społeczności na platformach gier, takich jak Twitch czy Discord, jak opisuje autorka Karolin Schwarz w swojej książce „Hasskrieger: Der neue globale Rechtsextremismus” („Wojownicy nienawiści. Nowy globalny ekstremizm prawicowy”). Użytkownicy przyjmują tam imiona i nazwiska terrorystów, istnieją grupy identytarystów, neofaszystów czy teoretyków spiskowych. Kolorowi, Żydzi i kobiety są obrażane. – To kręgi, na które analogowy świat nie zwraca za bardzo uwagi – ostrzega von Bargen.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Socjolog wzywa więc do bardziej intensywnych badań na ten temat. – Antyfeminizm często nie jest traktowany poważnie w polityce. Przede wszystkim nie dostrzega się, że jest łącznikiem między prawicowymi tendencjami a tak zwanym środkiem społeczeństwa – mówi.

Anne Helm, lewicowa polityk, musi żyć z tym, że stała się celem antyfeministów. W międzyczasie znalazła sposób na radzenie sobie z e-mailami z groźbami. – Staram się nie odnosić tego do mojej osoby. To są ataki na to, za czym opowiadam się politycznie i o co walczę. Staram się to sobie wciąż uświadamiać – podkreśla.

Short teaser Politycy do tej pory zdają się nie interesować antyfeminizmem. Eksperci ostrzegają przed bagatelizowaniem tego zjawiska.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Dlaczego%20prawicowcy%20tak%20nienawidz%C4%85%20kobiet.%20%E2%80%9EBycie%20seksist%C4%85%20to%20prawie%20zaszczyt%E2%80%9D&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54343155&x4=11400&x5=Dlaczego%20prawicowcy%20tak%20nienawidz%C4%85%20kobiet.%20%E2%80%9EBycie%20seksist%C4%85%20to%20prawie%20zaszczyt%E2%80%9D&x6=1&x7=%2Fpl%2Fdlaczego-prawicowcy-tak-nienawidz%C4%85-kobiet-bycie-seksist%C4%85-to-prawie-zaszczyt%2Fa-54343155&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200728&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/dlaczego-prawicowcy-tak-nienawidzą-kobiet-bycie-seksistą-to-prawie-zaszczyt/a-54343155?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54309898_401.jpg
Image caption Kobiety są często ofiarami ataków incelsów
Image source picture-alliance/AP Photo/J.C. Hong

Item 110
Id 54340818
Date 2020-07-27
Title FAZ o Pomniku Polaków: Upamiętnić cierpienie
Short title FAZ o Pomniku Polaków: Upamiętnić cierpienie
Teaser Pomnik Polaków czy ośrodek dokumentacyjny o niemieckiej okupacji w całej Europie? W Niemczech trwa dyskusja o najwłaściwszym sposobie upamiętnienia ofiar wojny i niemieckiej okupacji.

„Druga wojna światowa i jej skutki nadal kształtują niemiecką politykę pamięci. Równocześnie wraz z powiększaniem się czasowego dystansu do lat 1939-1945, wiedza o wojnie zanika. Istniejące muzea podtrzymują pamięć i pokazują jej znaczenie dla przyszłości. 75 lat po zakończeniu wojny należy jednak postawić nowe znaki tam, gdzie ich brakuje” – pisze Peter Oliver Loew - dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt (DPI) i Uwe Neumaerker - szef Fundacji Pomnik Pomordowanych Żydów Europy.

Takim „pustym miejscem” w niemieckiej polityce pamięci jest, zdaniem Loewa i Neumaerkera, niemiecka okupacja i wojna na wyniszczenie w Europie. Celem agresji na Polskę 1 września 1939 r. było unicestwienie państwa polskiego. Wraz z atakiem 22 czerwca 1941 roku na Związek Sowiecki, wojna na wyniszczenie objęła Ukrainę, Białoruś i terytorium rosyjskie.

Puste miejsce pamięci

W Berlinie brak jest „dobitnego znaku” pamięci o cywilnych ofiarach w okupowanych przez Niemcy w latach 1939-1945 krajach i obszarach. „Na taki gest czekają rodziny narodów, z których pochodziły ofiary” – piszą autorzy.

Loew i Neumaerker zaznaczają, że ich propozycja zmierza do pogodzenia dwóch rozbieżnych projektów, które można nazwać „Pomnikiem Polaków” i „Ośrodkiem dokumentacyjnym o okupacji”.

Autorzy zwracają uwagę na krytyczne reakcje wobec obu projektów. „Podczas gdy zwolennikom Pomnika Polaków wytykano dążenie do +nacjonalizacji pamięci+, pomysłodawcy ośrodka dokumentacyjnego narazili się na zarzut relatywizacji polskich cierpień i narodowych dyskusji poprzez postnarodowy, całościowy program” – tłumaczą Loew i Neumaerker.

Blokujące się projekty

„Powstało wrażenie, że oba projekty wzajemnie się blokują” – czytamy w „FAZ”. Poszukując wyjścia z tej sytuacji, obie instytucje wysunęły propozycję kompleksowego rozwiązania obejmującego symboliczne upamiętnienie, dokumentację i kształcenie.

Częścią składową tego kompleksu ma być miejsce pamięci poświęcone zarówno Polakom, jak i innym ofiarom niemieckiej okupacji do roku 1945. W Berlinie nie ma dotychczas takiego miejsca. „Mogłoby ono stosunkowo szybko powstać na +Placu 1 września 1939 r.+ jako pierwszy element +zespołu pamięci”.

Przychylne przyjęcie

Autorzy podkreślają, że ich propozycja została przychylnie przyjęta, zarówno w Niemczech, jak i poza granicami kraju. Loew i Neumaerker przyznają, że wiele pytań jest jeszcze otwartych. Czy Pomnik poświęcony Polakom i wybuchowi wojny może służyć także innym narodom za miejsce pamięci?

Autorzy piszą, że planowany zespół pamięci ma – wbrew polityce historycznej Putina – uzmysłowić, że druga wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku od zniszczenia Polski w wyniku współpracy Hitlera ze Stalinem. Jej skutkiem było sześć milionów cywilnych ofiar w Polsce, ale i 15 mln cywilnych ofiar w Związku Sowieckim.

„Ośrodek dokumentacji, kształcenia i spotkań będzie wspierał dialog, wiedzę i zrozumienie, kładąc w ten sposób fundament pod przyszłość Europy, gdy zabraknie naocznych świadków wojny” – piszą w konkluzji Loew i Neumaerker.

Short teaser W Niemczech trwa dyskusja o najwłaściwszym sposobie upamiętnienia ofiar wojny i niemieckiej okupacji.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie::FAZ%20o%20Pomniku%20Polak%C3%B3w%3A%20Upami%C4%99tni%C4%87%20cierpienie&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54340818&x4=30855&x5=FAZ%20o%20Pomniku%20Polak%C3%B3w%3A%20Upami%C4%99tni%C4%87%20cierpienie&x6=0&x7=%2Fpl%2Ffaz-o-pomniku-polak%C3%B3w-upami%C4%99tni%C4%87-cierpienie%2Fa-54340818&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa%3A%3AEcha%20polskie" />
Item URL https://www.dw.com/pl/faz-o-pomniku-polaków-upamiętnić-cierpienie/a-54340818?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/50238558_401.jpg
Image caption Pomnik polskich ofiar wojny na Cmentarzu Wschodnim w Lipsku
Image source picture-alliance/dpa/P. Endig

Item 111
Id 54338703
Date 2020-07-27
Title Blokada wizowa USA paraliżuje niemieckie firmy za oceanem
Short title Blokada wizowa USA paraliżuje niemieckie firmy za oceanem
Teaser Tysiące niemieckich firm w USA drży o swój interes. Bez fachowców z kraju nie są w stanie zrealizować zleceń, a ci nie dostaną wiz.

Stefan Heffner inaczej sobie wyobrażał ten rok. Firma Richard Wolf Endoscopy, dla której pracuje, miała jeszcze bardziej ekspandować w USA. Tylko dlatego Heffner przeniósł się półtora roku temu do Chicago. W 2020 r. obroty firmy specjalizującej się w urządzeniach medycznych, miały nareszcie przełamać granicę 100 mln dolarów. Pandemia koronawirusa pokrzyżowała mu jednak plany. Obroty spadły prawie o 60 proc. – Nie jesteśmy w stanie tego nadrobić – przyznaje 39-letni menedżer.

Teraz przyszedł kolejny cios – dekret Białego Domu wstrzymujący do końca roku program wizowy. Ponieważ miliony Amerykanów straciło w koronakryzysie zatrudnienie, prezydent Donald Trump chce chronić rodzimy rynek pracy. Jego decyzją do końca roku nie będą wystawiane między innymi wizy typu H1-B i L-1, pomyślane przede wszystkim dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Trump uważa, że pozwoli to na zachowanie 500 tys. miejsc pracy dla Amerykanów. Dla firm takich jak Wolf Endoscopy jest to ogromnym wyzwaniem.

Na przykład mechatronik

Szczególnie niemieckie spółki-córki w USA – jest ich obecnie 4800 – borykają się z brakiem fachowców. Stworzywszy 770 tys. miejsc pracy uchodzą za trzeciego pod względem wielkości zagranicznego pracodawcę. Dodatkowo rokrocznie z Niemiec przylatuje tysiące specjalistów, którzy wspierają produkcję na miejscu. Koncerny samochodowe takie jak Volkswagen czy Daimler potrzebują pracowników z zewnątrz choćby z tego powodu, że w USA nie kształci się w zawodach takich jak np. mechatronik.

Dla firmy Groninger osiadłej w Charlotte w stanie Karolina Północna wstrzymanie przez USA wydawania większości wiz pracowniczych oznacza zamrożenie bardzo wielu projektów. „Wiele czynności jest tak kompleksowych, że bez naszych niemieckich specjalistów nie ruszymy w miejsca”, powiedział niedawno szef tej firmy w USA Heiner Dornburg na wideokonferencji z delegacją Komisji Niemieckiej Gospodarki. Firma z Crailsheim w Badenii-Wirtembergii buduje maszyny częstokroć na zlecenie dużych, amerykańskich koncernów farmaceutycznych i kosmetycznych. Do ich instalacji na miejscu zawsze są niezbędni niemieccy specjaliści.

To będzie trudny rok”

Także przedsiębiorstwo Bestar działające w Georgii i specjalizująca się w zakresie mechatroniki – firma Wittenstein w Illinois, są zdane na fachowców z Niemiec. Teraz miesiącami muszą sobie radzić bez ekspertów z kraju. W podobnej sytuacji jest Stefan Heffner. Szef amerykańskiej filii Richard Wolf Endoscopy jest pod coraz większą presją i to z dwóch powodów: restrykcji wizowych i koronaryzysu.

Jak mówi, z jednej strony cierpią obroty, bo zapotrzebowanie na niskoinwazyjne urządzenia medyczne jest teraz w USA minimalne. Planowane operacje, takie jak np. usunięcie kamieni żółciowych, zostały odłożone na miesiące, na korzyść leczenia pacjentów chorych na COVID-19. Z drugiej strony, tłumaczy Heffner, nie może on, tak jak planowano, przenieść produkcji z Niemiec do USA. – Będzie to dla nas zdecydowanie trudny rok – przyznaje.

Planowana ekspansja w USA musi poczekać, chociaż zrobiono już dużo. Stany Zjednoczone są największym na świecie rynkiem dla urządzeń medycznych, jego firma zdecydowała się więc na przeniesienie większości produkcji z Badenii-Wirtembergii do Chicago. Zainwestowała już w lokalizację i w pracowników. Tyle, że w tym roku prawie nikt nie dostanie wizy. – Nie mogę ściągnąć praktycznie nikogo, kto by nas tu wsparł i wyszkolił pracowników – mówi Heffner.

Hilde Holland, adwokatka i członkini zarządu Niemiecko-Amerykańskiej Izby Handlowej słyszy takie historie codziennie. Od 25 lat mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Sytuacja ubiegających się o wizę w USA jeszcze nigdy nie była tak zła jak teraz, mówi: „Dla przedsiębiorstw jest to katastrofą”.

„Czysta propaganda wyborcza”

Praktycznie wszystkie wnioski o wizę składane w USA zostają teraz odrzucone. I dawno już nie dotyczy to tylko wiz typu H1-B i L-1, mówi Holland. Ponieważ de facto zamknięte są wszystkie niemieckie konsulaty w USA, nie można też ubiegać się o wizy dla inwestorów czy o Greencard. Łatwe do rozszyfrowania, umotywowane politycznie posunięcie prezydenta Trumpa, uważa ekspertka, „to czysta propaganda wyborcza”.

Hilde Holland wątpi, by przedsiębiorstwa mogły zatrudniać teraz we wzmożonym stopniu Amerykanów. „To iluzoryczne plany”, podsumowuje. Jej zdaniem miejsca pracy zostaną raczej nieobsadzone, zwłaszcza stanowiska kierownicze, które wymagają ekspertów z wieloletnim doświadczeniem. „W najgorszym wypadku firmy będą się konsultowały ze swoimi menadżerami za pośrednictwem konferencji wideo”, przypuszcza adwokatka.

Stefan Heffner natomiast zatrudniłby Amerykanów, ale do tego rozbudowa firmy w Chicago musiałaby być bardziej zaawansowana. – Chcemy tutaj produkować i tworzyć miejsca pracy i to nie dla nas, tylko także dla okolicznych przedsiębiorstw, naszych dostawców – mówi. Ale ponieważ wskutek wstrzymania wiz transfer produkcji z Niemiec do USA jest niemożliwy, nie mogą powstać też nowe miejsca pracy. Na początku lipca firma musiała wręcz zwolnić niektórych pracowników, bo chwilowo nie ma żadnych zysków.

Ze zmianą sytuacji wizowej Heffner liczy się dopiero w przyszłym roku. Do tego czasu musi się pożegnać ze swoimi wcześniejszymi planami. Prawdopodobnie będzie się mógł przynajmniej zaangażować wkrótce w walce z koronawirusem. Sprzęt produkowany przez jego firmę ma być stosowany także w długofalowych terapiach pacjentów, u których COVID-19 uszkodził płuca.

Short teaser Tysiące niemieckich firm w USA drży o swój interes. Bez fachowców z kraju nie są w stanie zrealizować zleceń.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Blokada%20wizowa%20USA%20parali%C5%BCuje%20niemieckie%20firmy%20za%20oceanem&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54338703&x4=11395&x5=Blokada%20wizowa%20USA%20parali%C5%BCuje%20niemieckie%20firmy%20za%20oceanem&x6=1&x7=%2Fpl%2Fblokada-wizowa-usa-parali%C5%BCuje-niemieckie-firmy-za-oceanem%2Fa-54338703&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/blokada-wizowa-usa-paraliżuje-niemieckie-firmy-za-oceanem/a-54338703?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/38622558_401.jpg
Image source picture alliance/dpa/blickwinkel/McPHOTO

Item 112
Id 54338372
Date 2020-07-27
Title Rekordowa cena złota
Short title Rekordowa cena złota
Teaser Cena metalu szlachetnego wzrosła do najwyższego poziomu w historii. To z obawy przed krachem gospodarczym w wyniku pandemii koronawirusa.

W poniedziałkową noc (27.07.2020) cena uncji złota (31,1 grama) wzrosła do 1944,71 dolara. Cena złota przekroczyła swój poprzedni rekord z września 2011 r., kiedy uncja trojańska kosztowała 1921 dolarów USA. Cena ostatnio nieco spadła, ale wciąż była o około półtora procent wyższa i wynosiła 1932 USD.

Oznacza to, że w tym roku cena złota wzrosła już o ponad 25 procent. Wzrost był szczególnie silny od połowy czerwca. Na początku załamania gospodarki wywołanego przez pandemię, na rynkach finansowych złoto straciło nawet na wartości, chociaż ten metal szlachetny jest uważany za walutę kryzysową. W połowie marca jedna uncja trojańska kosztowała chwilowo mniej niż 1500 USD.

Oprócz obaw o skalę recesji związanej z pandemią koronawirusa, istnieją jeszcze inne przyczyny rosnącej popularności złota, m.in. wysokie poziomy zadłużenia budżetowego i korporacyjnego oraz wciąż niskie stopy procentowe.

Konflikt między USA a Chinami

Niski poziom stóp procentowych i rentowności obligacji sprawia, że ​​złoto jest atrakcyjną inwestycją, zaznacza Adrian Ash, główny ekonomista agencji inwestycyjnej BullionVault. Poza tym „zwiększone oczekiwania inflacyjne spowodowane bezprecedensowym długiem rządowym w czasie pokoju” sprawiły, że złoto stało się interesującą formą inwestycji - powiedział Ash w rozmowie z DW.

Obserwatorzy rynku uważają także eskalujący konflikt między USA i Chinami oraz spadający kurs dolara amerykańskiego za dalsze czynniki wpływająca na cenę złota. Chiny zamknęły amerykańską placówkę dyplomatyczną w Chengdu, na południowym zachodzie kraju, w odwecie za zamknięcie chińskiego konsulatu przez Stany Zjednoczone. - Inwestorzy bardzo uważnie obserwują wszelkie oznaki eskalacji konfliktu - powiedział analityk Goldman Sachsa, Chris Hussey.

(DPA,DW/ma)

Short teaser Cena złota wzrosła do najwyższego poziomu w historii. To z obawy przed krachem gospodarczym w wyniku pandemii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Rekordowa%20cena%20z%C5%82ota&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54338372&x4=11398&x5=Rekordowa%20cena%20z%C5%82ota&x6=1&x7=%2Fpl%2Frekordowa-cena-z%C5%82ota%2Fa-54338372&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/rekordowa-cena-złota/a-54338372?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/53961185_401.jpg
Image source picture-alliance/dpa/K. Mathis

Item 113
Id 54337613
Date 2020-07-27
Title Koronakryzys: Czy St. Wolfgang będzie drugim Ischgl?
Short title Koronakryzys: Czy St. Wolfgang będzie drugim Ischgl?
Teaser W Austrii wzrasta obawa przed nowym ogniskiem zakażeń koronawirusem. W popularnej miejscowości wypoczynkowej St. Wolfgang jej mieszkańcy boją się powtórki sytuacji z zimowego kurortu Ischgl.

W ostatnich dniach w St. Wolfgang w wyniku przeprowadzonych testów stwierdzono 53 przypadki zarażenia się koronawirusem. Potwierdził to rzecznik władz Górnej Austrii w Linzu. Jeszcze dziś (27.07.2020) mają być znane wyniki dalszych testów. O pierwszych przypadkach zarażenia się koronawirusem poinformowano publicznie w piątek 24 lipca.

Turyści wyjeżdżają w pośpiechu

Zarażeni zostali przede wszystkim młodzi praktykanci w tamtejszych ośrodkach turystycznych, ale także przynajmniej jeden z ich gości. - Zarażeni praktykanci byli zakwaterowani w różnych miejscach, przeważnie w pokojach dwu- i trzyosobowych - powiedział szef Towarzystwa Turystycznego Jezioro Wolfgangsee (WTG) Hans Wieser. Ci młodzi ludzie spotykali się także ze sobą po pracy, między innymi w dwóch barach, które zostały tymczasem zamknięte, dodał.

Starosta powiatu Gmunden Alois Lanz podkreślił, że przebywający w St. Wolfgang turyści byli w znikomym stopniu narażeni na zarażenie się koronawirusem, ponieważ wszyscy obsługujący ich praktykanci nosili stale podczas pracy ochronne maseczki, zasłaniające ich usta i nos. Mimo to szef WTG Wieser przyznał, że już teraz część turystów anulowała wcześniejsze rezerwacje, a niektórzy pospiesznie wyjechali z St. Wolfgang rezygnując z urlopowego wypoczynku.

Wielu Niemców nad Wolfgangsee

St. Wolfgang jest najważniejszym ośrodkiem turystycznym i wypoczynkowym w Górnej Austrii. W ubiegłym roku odnotowano w nim ponad 400 tysięcy noclegów. W zwykłym sezonie około jednej trzeciej gości stanowią przybysze z Niemiec. To tu zwykł spędzać doroczny letni urlop były kanclerz Niemiec Helmut Kohl.

Wybuch zarażeń koronawirusem w St. Wolfgang przypomina wypadki w zimowisku Ischgl w Tyrolu, w którym na początku pandemii koronawirusa doszło do wielu przypadków zarażenia. Ischgl stał się wtedy ośrodkiem rozprzestrzeniania się wirusa na całą Europę. W tej chwili w Austrii jest 1500 "aktywnych" przypadków koronawirusa. Najwięcej z nich stwierdzono w Górnej Austrii i stołecznym Wiedniu.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

(DPA, AFP/jak)

Short teaser Mieszkańcy popularnej miejscowości wypoczynkowej St. Wolfgang boją się powtórki sytuacji z zimowego kurortu Ischgl.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo::Koronakryzys%3A%20Czy%20St.%20Wolfgang%20b%C4%99dzie%20drugim%20Ischgl%3F&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54337613&x4=11400&x5=Koronakryzys%3A%20Czy%20St.%20Wolfgang%20b%C4%99dzie%20drugim%20Ischgl%3F&x6=1&x7=%2Fpl%2Fkoronakryzys-czy-st-wolfgang-b%C4%99dzie-drugim-ischgl%2Fa-54337613&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3ASpo%C5%82ecze%C5%84stwo" />
Item URL https://www.dw.com/pl/koronakryzys-czy-st-wolfgang-będzie-drugim-ischgl/a-54337613?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54325133_401.jpg
Image caption St. Wolfgang nad Wolfgangsee
Image source picture-alliance/picturedesk.com/APA/FOTOKERSCHI.AT

Item 114
Id 54333645
Date 2020-07-27
Title Niemcy: Coraz więcej bezrobotnych tuż przed emeryturą
Short title Niemcy: Coraz więcej bezrobotnych tuż przed emeryturą
Teaser Bezrobocie może dotknąć każdego. W coraz większym stopniu jednak obejmuje ono ludzi w wieku powyżej 60 lat.

O ile w roku 2009 bezrobocie dotknęło niespełna 100 tysięcy Niemców w wieku od 60 do 65 lat, to w roku 2018 było ich ponad 200 tysięcy. Innym słowy, ich liczba zwiększyła się ponad dwukrotnie. Wynika to z opublikowanych dziś (27.07.2020) rezultatów ankiety Instytutu Pracy i Kwalifikacji Zawodowych (IAQ), działającego przy Uniwersytecie Duisburg-Essen.

Trzeba zmienić model wsparcia

Duży niepokój budzi fakt, że działania mające na celu wspieranie zatrudnienia, nie dotrzymują kroku temu zjawisku. Coraz mniej starszych wiekiem pracowników korzysta z kursów doskonalenia zawodowego i jest gotowych zmienić swoje kwalifikacje.

Autorzy badań - Martin Brussig i Arthur Kaboth z IAQ - domagają się zmiany dotychczasowego modelu programu wspierania zatrudnienia. Ich zdaniem powinien on ulec głębokim przemianom, zarówno ilościowym jak i jakościowym, tym bardziej, że w Niemczech wydłużono wiek przechodzenia na emeryturę do 67 roku życia. Oznacza to konieczność o wiele silniejszego wspierania pracowników w wieku powyżej 55 lat, którzy mają o wiele mniejsze szanse znalezienia nowej pracy niż ich młodsi koledzy. Dotychczasowe działania na ich rzecz nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, twierdzą obaj naukowcy.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Seniorzy potrzebują doradztwa

Badaniami objęto sytuację na rynku pracy w latach 2010-2018. Ich sfinansowaniem zajęła się Fundacja Hansa Boecklera. Aby umożliwić zatrudnienie osób powyżej 60 roku życia, konieczne jest zwłaszcza osobiste doradztwo w firmach gotowych przyjąć u siebie seniorów. Zdaniem autorów opracowania, dotychczasowe metody okazały się niewystarczające i należy je rozszerzyć.

(EPD/jak)

Short teaser Bezrobocie może dotknąć każdego. W coraz większym stopniu jednak obejmuje ono ludzi w wieku powyżej 60 lat.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Niemcy%3A%20Coraz%20wi%C4%99cej%20bezrobotnych%20tu%C5%BC%20przed%20emerytur%C4%85&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54333645&x4=11398&x5=Niemcy%3A%20Coraz%20wi%C4%99cej%20bezrobotnych%20tu%C5%BC%20przed%20emerytur%C4%85&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-coraz-wi%C4%99cej-bezrobotnych-tu%C5%BC-przed-emerytur%C4%85%2Fa-54333645&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-coraz-więcej-bezrobotnych-tuż-przed-emeryturą/a-54333645?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/52747957_401.jpg
Image caption Niemcy: Coraz więcej bezrobotnych w wieku przedemerytalnym
Image source picture-alliance/dpa/Lehtikuva

Item 115
Id 54331730
Date 2020-07-27
Title Obowiązkowe testy na koronawirusa. Przeszkody prawne
Short title Obowiązkowe testy na koronawirusa. Przeszkody prawne
Teaser Bawaria chce być znowu pierwsza w zwalczaniu koronawirusa: władze ogłosiły, że utworzą centra testowe na granicach i stacjach kolejowych, i popierają obowiązkowe testy.

W toku debaty na temat testów na koronawirusa dla podróżnych premier Bawarii Markus Söder (CSU) zapowiedział, że Bawaria utworzy centra testowe na trzech dużych przejściach granicznych oraz na głównych dworcach kolejowych w Monachium i Norymberdze, gdzie podróżni będą mogli dobrowolnie poddawać się testom. Söder domaga się również obowiązkowych testów na lotniskach – „absolutnie i jak najszybciej”.

Kwestia testów dla podróżnych była już tematem jego rozmów z rządem federalnym, ponieważ ten musiałby stworzyć prawne przesłanki dla takich testów w ustawie o ochronie przed infekcjami. – Dobrowolna kwarantanna osób powracających z wakacji za granicą nie jest tak skuteczna jak bezpośredni test – powiedział Söder. Zasugerował on również dokonanie przeglądu obszarów ryzyka w Europie i ograniczenia ich do określonych regionów. Dotychczasowa struktura obszarów ryzyka jest niedostateczna – twierdzi bawarski chadek.

– Koronawirus wraca powoli, ale z całym impetem – podkreślił. W poniedziałek 27 lipca w Bawarii rozpoczęły się letnie wakacje.

Obowiązkowe testy po powrocie z obszarów ryzyka

Nie jest to pierwsze żądanie przymusowych testów. Także premier rządu krajowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig (SPD) wypowiedziała się za obowiązkowymi testami dla podróżnych powracających z obszarów wysokiego ryzyka. – Biorąc pod uwagę wysokie ryzyko związane z podróżami za granicę, trzeba być surowym, powiedziała Schwesig w NDR Info. – Zalecam każdemu zastanowienie się, czy wyjazd za granicę jest naprawdę potrzebny – stwierdziła. Jej rząd analizuje obecnie zaostrzenie zasady kwarantanny. Kto powracając z wakacji chce uniknąć kwarantanny, ten będzie musiał przedłożyć dwa negatywne testy.

Alexander Dobrindt, szef regionalnej grupy CSU w Bundestagu, w programie „Bild live” opowiedział się także za obowiązkowym testem dla osób powracających z obszarów zagrożonych koronawirusem. – Jeśli w tej chwili nie jest to prawnie możliwe, trzeba stworzyć odpowiednie prawo – powiedział Dobrindt.

Lindner: ryzykanci powinni ponosić koszty

Szef Wolnych Demokratów Christian Lindner, wezwał również do wprowadzenia obowiązkowych testów dla urlopowiczów powracających z wakacji, zwłaszcza z obszarów wysokiego ryzyka. – Każdy powinien sam ponosić ich koszty – powiedział Lindner w ZDF: – Kto dobrowolnie podejmuje ryzyko jako turysta, będzie musiał zaakceptować fakt, że musi również zapłacić za ten test – stwierdził szef FDP.

Berlińska senator ds. zdrowia Dilek Kalayci (SPD) w porannym magazynie ARD i ZDF podkreślała, ze testy muszą być refundowane. Rozumie ona kwestię sprawiedliwości społecznej wiążącej się z kosztami, ale istotne jest, aby przetestować jak najwięcej osób.

Także na konferencji landowych ministrów zdrowia toczyła się dyskusja na temat obowiązkowych testów. Większość krajów związkowych stwierdziła, że jest to trudne do przeforsowania w świetle obowiązującego prawa.

– Istnieje już co prawda obowiązek kwarantanny – podkreśla Kalayci. – Ale testy to silna ingerencja w sferę prywatną, która nasuwa również pytanie o ich stosowność, bo powracający turyści są tylko podejrzani o nosicielstwo wirusa.

Ministerstwo Zdrowia musi zbadać kwestie prawne

Federalny minister zdrowia Jens Spahn (CDU) poinformował, że jego resort bada już możliwości prawne wprowadzenia obowiązkowych testów. W rozmowie z Deutschlandfunkiem podkreślił, że przeszkody prawne są wysokie: – Taki obowiązek to naruszenie wolności – zaznaczył. Minister Spahn przypisał obecny, znaczny wzrost liczby nowych zakażeń przede wszystkim ruchowi podróżnych i osobom powracającym z określonych regionów. Szef Urzędu Kanclerskiego Helge Braun (CDU) jak najbardziej popiera zbadanie możliwości obowiązkowych testów – jak podkreślił w rozmowie z RBB. Testy na zasadzie dobrowolności objęłyby tylko część osób – wyjaśniał.

– W większości przypadków osoby ostrożne, które zważały na przestrzeganie rygorów na wakacjach, skorzystają z dobrowolnych ofert, podczas gdy osoby beztroskie nie poszłyby się testować.

W piątek (24.07.2020) szefowie resortów zdrowia zdecydowali o wprowadzeniu bezpłatnych, dobrowolnych testów dla wszystkich wczasowiczów. Osoby powracające z obszarów zagrożonych mogą zostać przetestowane w punktach testowych na lotniskach natychmiast po wjeździe do kraju. Testy już się rozpoczęły na przykład w Kolonii / Bonn. Osoby powracające z obszarów niezagrożonych mogą skontaktować się także z przychodnią lekarską lub dowolnym punktem testów w ciągu 72 godzin od wjazdu do Niemiec i nie muszą pokrywać kosztów badania z własnej kieszeni.

(DPA/ma)

Short teaser Władze Bawarii ogłosiły, że utworzą centra testowe na granicach i stacjach kolejowych, i popierają obowiązkowe testy.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Obowi%C4%85zkowe%20testy%20na%20koronawirusa.%20Przeszkody%20prawne%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54331730&x4=11395&x5=Obowi%C4%85zkowe%20testy%20na%20koronawirusa.%20Przeszkody%20prawne%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fobowi%C4%85zkowe-testy-na-koronawirusa-przeszkody-prawne%2Fa-54331730&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/obowiązkowe-testy-na-koronawirusa-przeszkody-prawne/a-54331730?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54326229_401.jpg
Image source Reuters/K. Pfaffenbach

Item 116
Id 54330855
Date 2020-07-27
Title Niemcy: Koronakryzys zabija handel w miastach
Short title Niemcy: Koronakryzys zabija handel w miastach
Teaser Zamknięte domy towarowe i butiki. Koronakryzys grozi upadkiem wielu centrów handlowych w Niemczech. Władze komunalne gorączkowo poszukują wyjścia z tej sytuacji.

Na pierwszy rzut oka większość centrów w niemieckich miastach nie różni się wiele od czasów sprzed koronakryzysu. Być może tylko przechodniów jest trochę mniej. Większość sklepów jest otwarta, a sprzedaż toczy się jak zwykle. Wszystko to może jednak szybko ulec zmianie. Na jesieni przez niemieckie miasta może przetoczyć się fala upadłości.

W tej chwili najwięcej mówi się o planach zamknięcia 50, albo nawet więcej, domów towarowych należących do sieci Galeria Karstadt Kaufhof. Ale to tylko czubek góry lodowej. Niemiecki Związek Handlu Detalicznego (HDE) ostrzega, że koronakryzys może doprowadzić do zamknięcia około 50 tys. placówek sklepowych w całym kraju.

- Nasze śródmieścia mają w tej chwili do czynienia z potrójnym tsunami: przemianą strukturalną w handlu detalicznym, procesem cyfryzacji i pandemią koronawirusa. Wszystko razem oznacza wyzwanie, z jakim handel chyba nigdy jeszcze się nie zetknął - twierdzi prezes kolońskiego Instytutu Badań nad Handlem Detalicznym (IFH) Boris Hedde.

Handel detaliczny kurczy się

Z podobnym ostrzeżeniem wystąpił ekspert od nieruchomości w Instytucie Badań Handlu (EHI) w Kolonii Marco Atzberger. Jak powiedział: "Proces kurczenia się sieci handlowej, który obserwujemy od lat w handlu stacjonarnym i zwłaszcza w branży tekstylnej, uległ dodatkowemu przyspieszeniu wskutek koronakryzysu. Handel, władze komunalne i wynajemcy lokali handlowych muszą ściśle współdziałać ze sobą, żeby zapobiec powolnemu wymieraniu sklepów".

W wielu miastach głęboki niepokój obecnie budzi zamiar zamknięcia domów towarowych sieci Galeria Karstadt Kaufhof, kóre przyciągały i nadal przyciągają tłumy kupujących. Jeżeli dojdzie do ich zamknięcia, nastaną także ciężkie czasy dla innych sklepów, położonych w ich pobliżu. Poza tym doświadczenie uczy, że dla byłych domów towarowych bardzo trudno jest znaleźć inne przeznaczenie. Są po prostu za duże, a ponadto w większości przestarzałe, żeby mogły okazać się atrakcyjne dla nowych użytkowników.

Co zrobić z dawnymi domami towarowymi

W Ruesselheim w Hesji zamknięty w 2000 roku dom towarowy Karstadt przez 19 lat stał pusty, zanim wiosną tego roku został wyburzony. W tym miejscu mają zostać wybudowane mieszkania i biuro porad obywatelskich. W Delmenhorst w Dolnej Saksonii tamtejszy Karstadt stoi zamknięty od 11 lat.

Znalezienie nowego przeznaczenia dla zamkniętych domów towarowych jest trudne, ale przy odrobinie fantazji i odwagi się udaje. W Oberhausen po 8 latach przebudowy udało się zamienić zamknięty w 2012 roku dom towarowy Kaufhof w hotel butikowy, a w Rendsburgu w Szlezwiku-Holsztynie dawny dom towarowy Hertie został przebudowany na dom spokojnej starości dla 110 pensjonariuszy.

Galeria Kaufhof Karstadt nie jest wyjątkiem

Mimo to w wielu niemieckich miastach radni wciąż łamią sobie głowę, co robić z opustoszałymi galeriami handlowymi. Co gorsza, ich problemy na tym się nie kończą. Na przykład sieć Esprit w wyniku głęboko zakrojonej modernizacji zdecydowała się na zamknięcie około połowy swych placówek w całym kraju, co oznaczało koniec działalności dla około 50 dużych sklepów.

Jeszcze przed pandemią koronawirusa z podobnymi kłopotami borykała się branża modowa. Sprzedaż online, ciesząca się coraz większą popularnością, oraz sukces koncepcji fast fashion takich oferentów jak Primark albo Zara sprawiły, że handel odzieżowy nie może spać spokojnie. Koronakryzys tylko przyspieszył głębokie zmiany w tym sektorze.

Śródmieścia ulegają dramatycznym przemianom

W nadchodzących latach obraz wielu centrów miast w Niemczech może ulec głębokim przemianom. Sklepy odzieżowe nie będą już w nich dominować, jak do tej pory. W śródmieściach ponownie zagoszczą zakłady rzemieślnicze, placówki usługowe, sklepy meblowe i artykuły budowlane, twierdzi Boris Hedde. Przewodniczący Związku Niemieckich Miast i Gmin, nadburmistrz Lipska Burkhard Jung z SPD, chce ponadto budować w śródmieściach więcej mieszkań i otwierać w nich więcej zakładów pracy, żeby ochronić w ten sposób więcej sklepów przed zamknięciem.

Nowy pomysł na charakter centrów miast może sprawić, że staną się znowu atrakcyjniejsze. W tej chwili nie wygląda to najlepiej. W opublikowanej przed rokiem analizie z udziałem ponad 59 tys. respondentów uzyskały ocenę "trójka z plusem".

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Przed niektórymi alejami handlowymi w Niemczech koronakryzys może otworzyć nowe perspektywy, twierdzi Boris Hedde. Jego zdaniem klienci nie chcą zbyt daleko jeździć na zakupy. Wolą udać się do sklepów położonych niedaleko od ich domów, a to oznacza szansę dla nowych centrów handlowych z wieloma sklepami różnych specjalności, położonych dalej od śródmieścia.

Short teaser Zamknięte domy towarowe i butiki. Koronakryzys grozi upadkiem wielu centrów handlowych w Niemczech.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka::Niemcy%3A%20Koronakryzys%20zabija%20handel%20w%20miastach&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54330855&x4=11398&x5=Niemcy%3A%20Koronakryzys%20zabija%20handel%20w%20miastach&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-koronakryzys-zabija-handel-w-miastach%2Fa-54330855&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3AGospodarka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-koronakryzys-zabija-handel-w-miastach/a-54330855?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54307334_401.jpg
Image caption Frankfurt nad Menem: Protest przeciwko zamknięciu sklepu Karstadt
Image source picture-alliance/dpa/A. Dedert

Item 117
Id 54324357
Date 2020-07-27
Title Niemiecka prasa: obowiązek testów jest słuszny
Short title Niemiecka prasa: obowiązek testów jest słuszny
Teaser Poniedziałkowe wydania gazet komentują rozważania nad wprowadzeniem obowiązkowych testów na koronawirusa dla osób wracających z obszarów ryzyka.

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung" konstatuje:

„Dobrze byłoby, aby ministerstwo (zdrowia - przyp. red.) Jensa Spahna (CDU) jak najszybciej potwierdziło obowiązek testów i wywarło w ten sposób presję. Zgadza się, że ten krok jest naruszeniem wolności osobistej, o czym nie rozstrzyga się w sposób lekkomyślny. Jednak kornawirus jest niebezpieczny, zwłaszcza dla osób starszych i chorych. Dlatego też ochrona społeczeństwa jest ważniejsza niż prawo jednostki do odmowy poddania się testowi przy wjeździe. W związku z tym, jak to często bywa w pandemii, ważne jest, aby znaleźć równowagę między wolnością a odpowiedzialnością. Każdy może spędzić swoje wakacje w obszarze ryzyka. Ale ktokolwiek to robi, rzuca wyzwanie własnemu losowi, a ponieważ ten wirus jest zaraźliwy, tym samym ów ktoś wyzywa los innych ludzi. Dlatego obowiązek badania jest słuszny”. (..)

„Rhein-Zeitung” z Koblencji stwierdza:

„Landowi ministrowie zdrowia wybrali jak dotąd podejście dobrowolne, ale szef resortu zdrowia Niemiec Jens Spahn sprawdza możliwość testów obowiązkowych. Zrobiłby dobrze, gdyby je wprowadził. Kto świadomie wyjeżdża w obszary zagrożenia, musi się z tym liczyć, że po powrocie do Niemiec będzie poddany testowi na koronawirusa. Ministrowie krajów związkowych nadal unikają obowiązkowych testów, ponieważ obawiają się, że sądy mogą szybko to naruszenie podstawowych praw ponownie przywrócić. Ale osobistemu prawu do integralności fizycznej przeciwstawia się po wielokroć prawo każdego człowieka, którego zdrowie jest zagrożone przez potencjalnie zarażone osoby powracające do kraju”.

Zdaniem dziennika „Handelsblatt” :

„Wprowadzenie obowiązkowych testów na koronawirusa dla osób wracających z urlopów jest ciężkim naruszeniem wolności osobistej. Jednak ten środek zaradczy jest odpowiedni, jeśli może zapobiec drugiej fali infekcji. Gospodarka już wystarczająco mocno cierpi z powodu skutków pandemii, a ponownego wprowadzenia ograniczeń nie przetrwa jeszcze więcej firm. Politycy powinni zatem zrobić wszystko, co możliwe, aby zapobiec dalszemu wzrostowi liczby zakażeń. Każdy dzień bezczynności pogłębia kryzys”.

„Rheinische Post” pisze:

„Niektórzy w CDU już uważają ministra zdrowia Jensa Spahna za odpowiedniego kandydata na kanclerza, ponieważ Spahn jak dotąd nie popełnił prawie żadnych błędów w koronakryzysie. Mógłby ponownie zapunktować, gdyby przekonał ministrów zdrowia krajów związkowych do obowiązkowych testów na koronawirusa dla osób powracających z obszarów ryzyka. Jak dotąd ministrowie nadal polegali na dobrowolnych działaniach, ale Spahn sprawdza możliwość obowiązkowych testów. Dobrze by zrobił, gdyby je także wprowadził. Każdy, kto świadomie udał się na obszary ryzyka wyznaczone przez Instytut Roberta Kocha, powinien również zaakceptować fakt, że będzie musiał przejść test przy wjeździe do Niemiec”.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>

Short teaser Poniedziałkowe gazety komentują kwestię wprowadzenia obowiązkowych testów na koronawirusa dla wracających z urlopów.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa::Niemiecka%20prasa%3A%20obowi%C4%85zek%20test%C3%B3w%20jest%20s%C5%82uszny&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54324357&x4=11397&x5=Niemiecka%20prasa%3A%20obowi%C4%85zek%20test%C3%B3w%20jest%20s%C5%82uszny&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemiecka-prasa-obowi%C4%85zek-test%C3%B3w-jest-s%C5%82uszny%2Fa-54324357&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APrasa" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemiecka-prasa-obowiązek-testów-jest-słuszny/a-54324357?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54240278_401.jpg
Image source DW/V. Tscheretski

Item 118
Id 54323942
Date 2020-07-27
Title Odszkodowania dla homoseksualnych żołnierzy Bundeswehry
Short title Odszkodowania dla homoseksualnych żołnierzy Bundeswehry
Teaser Minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer (CDU) planuje odszkodowania dla żołnierzy dyskryminowanych w Bundeswehrze z powodu homoseksualizmu.

Poszkodowani żołnierze Bundeswehry powinni otrzymać rekompensatę finansową, która nie zostanie zaliczona na poczet ewentualnych świadczeń socjalnych, jak podały dzienniki grupy medialnej RND, które dotarły do projektu ustawy. Jej celem ma być oficjalna rehabilitacja żołnierzy poszkodowanych z powodu homoseksualizmu.

Rzeczniczka Ministerstwa Obrony potwierdziła te plany. Jak powiedziała agencji AFP, jednym z „głównych problemów” jest uchylenie wyroków skazujących żołnierzy Bundeswehry w sądach służby cywilnej za „akty homoseksualne za obopólną zgodą wśród dorosłych”. Należy również wziąć pod uwagę „inne istotne niedogodności w pracy” wynikające z odmiennej orientacji seksualnej.

Dla minister Annegret Kramp-Karrenbauer celem ustawy jest „rozliczenie przeszłości, kontynuacja procesów zmian oraz dalsza promocja nowoczesnego myślenia w Bundeswehrze”, powiedziała rzeczniczka.

Oficjalne przeprosiny i projekt ustawy o rehabilitacji

Szefowa resortu obrony już na początku lipca przeprosiła żołnierzy homoseksualnych w Bundeswehrze za dziesięciolecia systematycznej dyskryminacji. Żołnierze ci „byli narażeni na znaczną dyskryminację ze względu na swoją orientację seksualną, doświadczając niekorzystnych warunków w karierze zawodowej, aż po zwolnienia włącznie”, powiedziała szefowa CDU trzy tygodnie temu.

W rzeczywistości Bundeswehra zaledwie 20 lat temu (2000 r.) dekretem zakończyła dyskryminację żołnierzy homoseksualnych. Wcześniej musieli liczyć się z nieprzyjemnościami, aż do niehonorowych zwolnień. Kramp-Karrenbauer przyznała, że koniec dyskryminacji nastąpił „o wiele za późno”. Zapowiedziała także na wrzesień projekt ustawy o rehabilitacji.

Zgodnie z informacjami RND, projekt nosi tytuł „Ustawa o rehabilitacji żołnierzy skazanych przez sądy wojskowe za akty homoseksualizmu za obopólną zgodą i pokrzywdzonych w innych formach służby”. Poprzednie rządy federalne regularnie odmawiały uchylenia odpowiednich wyroków na mocy prawa o służbie cywilnej. Projekt ustawy przewiduje nie tylko uchylenie wyroków w sprawie homoseksualizmu na mocy ustawy o służbie cywilnej, ale planowane są jednoznaczne zaświadczenia o rehabilitacji dla osób poszkodowanych. Wszystkie zasady mają dotyczyć także byłych żołnierzy Narodowej Armii Ludowej (NVA) z NRD.

Poparcie ze strony opozycji

Plany Kramp-Karrenbauer spotkały się w sobotę z aprobatą opozycji. „Dawne traktowanie homoseksualnych żołnierzy jest nadal ciemną plamą w historii Bundeswehry”, powiedział agencji prasowej AFP Tobias Lindner, ekspert ds. obronności Zielonych w Bundestagu. Jego zdaniem, plany szefowej resortu obrony są „słuszne” i „od dawna potrzebne”. Jako rekompensatę za poniesioną krzywdę osoby poszkodowane muszą otrzymać materialne odszkodowanie, zażądał Lindner. „Annegret Kramp-Karrenbauer nie może poprzestać na symbolicznych przeprosinach”, ostrzegał. „W przypadku, gdy żołnierze ponieśli szkodę z powodu niesprawiedliwości, musi być również zostać zapewniona rekompensata finansowa”.

Poseł FDP Jens Brandenburg z zadowoleniem przyjął zapowiedź minister, uznając ją za „bardzo satysfakcjonującą”. Zaledwie kilka miesięcy temu, jak powiedział, Ministerstwo Obrony Narodowej odrzuciło ustawę o rehabilitacji, czego od pewnego czasu domagała się FDP. „Jesteśmy winni uczciwe odszkodowania ofiarom dyskryminacji ze strony państwa”, powiedział Brandenburg. „Haniebnymi zwolnieniami i de facto zakazami pracy homoseksualni członkowie niemieckich sił zbrojnych byli prześladowani przez dziesięciolecia”.

Annegret Kramp-Karrenbauer zamierza przedstawić projekt 17 września. Tego samego dnia miałoby się ukazać zamówione przez resort obrony opracowanie zatytułowane: „Tabu i tolerancja - postępowanie Bundeswehry z homoseksualizmem od 1955 roku do przełomu tysiącleci”.

(AFP/jar)

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>

Short teaser Szefowa resortu obrony Niemiec planuje odszkodowania dla żołnierzy dyskryminowanych z powodu homoseksualizmu.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Odszkodowania%20dla%20homoseksualnych%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20Bundeswehry%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54323942&x4=11395&x5=Odszkodowania%20dla%20homoseksualnych%20%C5%BCo%C5%82nierzy%20Bundeswehry%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fodszkodowania-dla-homoseksualnych-%C5%BCo%C5%82nierzy-bundeswehry%2Fa-54323942&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200727&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/odszkodowania-dla-homoseksualnych-żołnierzy-bundeswehry/a-54323942?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54314664_401.jpg
Image caption Szefowa resortu obrony Annegret Kramp-Karrenbauer planuje odszkodowania dla żołnierzy odmiennej orientacji seksualnej
Image source picture-alliance/J. Krick

Item 119
Id 54323220
Date 2020-07-26
Title Niemcy: Andreas Kalbitz nie może być członkiem AfD
Short title Niemcy: Andreas Kalbitz nie może być członkiem AfD
Teaser Wewnątrzpartyjny sąd arbitrażowy AfD potwierdził słuszność decyzji o wydaleniu kontrowersyjnego polityka z szeregów partii.

Wewnątrzpartyjny sąd arbitrażowy AfD podczas rozprawy głównej zatwierdził decyzję krajowego zarządu partii o anulowaniu członkostwa Andreasa Kalbitza. Decyzję tę zarząd AfD podjął w maju niewielką większością głosów ze względu na kontakty Kalbitza z kołami skrajnej prawicy. Kalbitz zaskarżył ją do partyjnego sądu arbitrażowego i sądu rejonowego w Berlinie, który stanął po jego stronie. W rezultacie ten 47-letni ten były przewodniczący AfD w Brandenburgii mógł powrócić do partii i po zmianie statutu został ponownie wybrany przewodniczącym klubu poselskiego AfD w landtagu tego kraju związkowego.

Kalbitz: "Spodziewałem się takiego wyroku"

- Można było spodziewać się takiego wyroku, znając stosunek sił politycznych w wewnątrzpartyjnym sądzie arbitrażowym. Ten wyrok mnie nie zaskoczył - oświadczył Kalbitz. Już wcześniej zapowiedział, że decyzję o wykluczeniu go z AfD zamierza zaskarżyć przed sądem cywilnym. Jak dodał, postąpi tak, ponieważ uważa ją za „niesprawiedliwą pod względem merytorycznym”.

Obok przewodniczącego AfD w Turyngii Bjoerna Hoecke, Kalbitz uważany jest za najbardziej znanego przedstawiciela radykalnego „Skrzydła AfD”, które po uznaniu go przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemiecki kontrwywiad cywilny, za organizację skrajnie prawicową, podjęło decyzję o samorozwiązaniu. Na wykluczenie Kalbitza z AfD najbardziej naciskał jej przewodniczący Joerg Meuthen. Jako powód wyrzucenia Andreasa Kalbitza z partii jej zarząd federalny podał jego członkostwo w szeregach, zakazanej tymczasem, skrajnie prawicowej organizacji Niemiecka Młodzież Wierna Ojczyźnie (HDJ) i w partii Republikanie (REP), co Kalbitz zataił, wstępując do Alternatywy dla Niemiec.

Anulowanie członkostwa jest prawnie wiążące

Sąd rejonowy w Berlinie, do którego odwołał się Kalbitz, w postępowaniu w trybie przyspieszonym uznał 19 czerwca decyzję zarządu krajowego partii za nieważną, uzasadniając swoje stanowisko tym, że zgodnie ze statutem AfD o wykluczeniu kogoś z partii decyduje jej sąd arbitrażowy, a nie zarząd. Sąd w Berlinie przywrócił Kalbitzowi członkostwo w partii do chwili podjęcia decyzji w tej sprawie przez krajowy sąd arbitrażowy AfD.

„Decyzja w tej sprawie zapadła dziś. (25.07.2020, red.) Dlatego anulowanie członkostwa (Kalbitza) jest prawnie wiążące”, oznajmiło kierownictwo AfD. W szeregach partii sprawa ta budzi spory i sprzeciw, zwłaszcza ze strony oddziału AfD w Brandeburgii, gdzie Kalbitz cieszy się dużą popularnością.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Przewodniczący klubu poselskiego AfD w Bundestagu Alexander Gauland skrytykował wyrzucenie Kalbitza jako "niesłuszne i bardzo groźne" dla Alternatywy dla Niemiec. Tego samego zdania jest jej wiceprzewodniczący Tino Chrupalla. Tymczasem szef AfD Joerg Meuthen ponownie zapewnił, że sprawa Kalbitza nie grozi rozłamem w szeregach Alternatywy dla Niemiec.

(DW, AFP, DPA, RTR, EPD/jak)

Short teaser Sąd arbitrażowy AfD potwierdził słuszność decyzji o wydaleniu kontrowersyjnego polityka z szeregów partii.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Niemcy%3A%20Andreas%20Kalbitz%20nie%20mo%C5%BCe%20by%C4%87%20cz%C5%82onkiem%20AfD&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54323220&x4=11395&x5=Niemcy%3A%20Andreas%20Kalbitz%20nie%20mo%C5%BCe%20by%C4%87%20cz%C5%82onkiem%20AfD&x6=1&x7=%2Fpl%2Fniemcy-andreas-kalbitz-nie-mo%C5%BCe-by%C4%87-cz%C5%82onkiem-afd%2Fa-54323220&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200726&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/niemcy-andreas-kalbitz-nie-może-być-członkiem-afd/a-54323220?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/54317717_401.jpeg
Image caption Andreas Kalbitz podczas rozprawy przed sądem arbitrażowym AfD
Image source picture-alliance/dpa/S. Gollnow

Item 120
Id 54322468
Date 2020-07-26
Title Spór o Nord Stream 2. USA naciskają na Europejczyków
Short title Spór o Nord Stream 2. USA naciskają na Europejczyków
Teaser "Welt am Sonntag" informuje o nowych naciskach władz USA na niemieckie i europejskie firmy realizujące projekt Nord Stream 2.

Według "Welt am Sonntag", Stany Zjednoczone zwiększają nacisk na niemieckie i europejskie firmy zaangażowane w budowę gazociągu Nord Stream 2. W ostatnich dniach przedstawicie tych firm odbyli telekonferencję z grupą członków administracji waszyngtońskiej na temat spornego projektu. Przedmiotem rozmowy było uświadomienie im przez stronę amerykańską, jakie daleko idące konsekwencje pociąga za sobą dla nich "dalsza współpraca" przy budowie gazociągu.

W telekonferencji, jak podaje "Welt am Sonntag", uczestniczyło "do dwunastu" reprezentantów rządu USA. Niemiecki dziennik cytuje jednego, niewymienionego z nazwiska, obserwatora rozmów, który powiedział, że Amerykanie "w przyjacielskim tonie bardzo wyraźnie stwierdzili, że chcą uniemożliwić ukończenie budowy gazociągu". Ów anonimowy obserwator oświadczył, że jego zdaniem to ostrzeżenie "należy potraktować bardzo poważnie".

Amerykanie grożą, Niemcy protestują

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że budowa Nord Stream 2, który ma transportować po dnie Bałtyku do 55 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu do Niemiec, podpada odtąd pod amerykańską ustawę przewidującą, między innymi, nałożenie sankcji na przedsiębiorstwa zagraniczne, które prowadzą interesy gospodarcze z Rosją oraz innymi państwami, takimi jak Iran i Korea Północna.

W odpowiedzi rząd niemiecki oświadczył, że "odrzuca stosowanie sankcji ekstraterytorialnych", ponieważ są one "sprzeczne z prawem międzynarodowym". Niemieckie koła gospodarcze potępiły amerykańskie groźby związane z budową Nord Stream 2 jako "niewyobrażalny, najniższy punkt w stosunkach transatlantyckich".

Rosja zamierza sama ukończyć projekt

Nord Stream 2 budzi głębokie zaniepokojenie zwłaszcza wśród państw Europy Wschodniej, ponieważ może on skutkować ograniczeniem, a nawet całkowitym wstrzymaniem dostaw rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Jest on także cierniem w oku dla USA, które argumentują, że jego ukończenie oznacza pogłębienie się uzależnienia energetycznego Europy od Rosji.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Stany Zjednoczone nałożyły w grudniu 2019 roku sankcje gospodarcze na szwajcarską firmę Allseas, która wycofała z Bałtyku należące do niej statki do układania rur na dnie morskim. W rezultacie budowa gazociągu została wstrzymana. Mimo to prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział, że cały projekt zostanie zakończony na początku 2021 roku, z tylko kilkumiesięcznym opóźnieniem.

(AFP/jak)

Short teaser "Welt am Sonntag" informuje o nowych naciskach przedstawicieli władz USA na firmy realizujące projekt Nord Stream 2.
Analytics pixel
<img width="1" height="1" alt="" src="http://logc279.xiti.com/hit.xiti?s=531599&s2=23&p=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka::Sp%C3%B3r%20o%20Nord%20Stream%202.%20USA%20naciskaj%C4%85%20na%20Europejczyk%C3%B3w%20&di=&an=&ac=&x1=1&x2=23&x3=54322468&x4=11395&x5=Sp%C3%B3r%20o%20Nord%20Stream%202.%20USA%20naciskaj%C4%85%20na%20Europejczyk%C3%B3w%20&x6=1&x7=%2Fpl%2Fsp%C3%B3r-o-nord-stream-2-usa-naciskaj%C4%85-na-europejczyk%C3%B3w%2Fa-54322468&x8=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste&x9=20200726&x10=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste::START%3A%3APolityka" />
Item URL https://www.dw.com/pl/spór-o-nord-stream-2-usa-naciskają-na-europejczyków/a-54322468?maca=pol-volltexte_pl_gazeta_newsroom-12887-html-copypaste
Image URL (700 x 394) https://www.dw.com/image/51760476_401.jpg
Image caption Prace przy układaniu rur gazociągu Nord Stream 2 na dnie Bałtyku
Image source picture-alliance/dpa/B. Wüstneck

Item 121
Id 54321832
Date 2020-07-26
Title Niemcy: 174 zarażonych koronawirusem w gospodarstwie rolnym w Bawarii
Short title Niemcy: ognisko koronawirusa w gospodarstwie w Bawarii
Teaser Duże gospodarstwo rolne w Bawarii stało się nowym ogniskiem koronawirusa. Wszystkich pracowników objęto kwarantanną.

W piątek 24 lipca w dużym gospodarstwie rolnym w gminie Mamming stwierdzono 7 przypadków zarażenia się koronawirusem wśród zatrudnionych w nim pracowników sezonowych. Natychmiast zarządzono przeprowadzenie testów na koronawirusa wśród wszystkich pracowników.

Nowe, groźne ognisko koronawirusa

Wynik testu potwierdził obawy. Jak podały władze powiatu Dingdolfing-Landau, powołując się na informacje bawarskiego Urzędu ds. Zdrowia i Ochrony Żywności, ogólna liczba osób zakażonych w tym gospodarstwie wynosi aż 174. Całe gospodarstwo, specjalizujące się głównie w uprawie ogórków, zostało objęte ścisłą kwarantanną. Chodzi tu w sumie o 480 osób.

Oznacza to, że żaden z pracowników gospodarstwa, także ci, u których nie wykryto koronawirusa, oraz przedstawiciele jego zarządu, nie mogą opuszczać jego terenu. - Aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się koronawirusa, dla ochrony okolicznej ludności, niestety musieliśmy zdecydować się na taki krok - oznajmił starosta powiatu Dingolfing-Landau, Werner Bumeder.

Ochroniarze nadzorują kwarantannę

Władze powiatowe zarządziły odesparowanie od siebie chorych i zdrowych pracowników gospodarstwa. Dla przestrzegania tego nakazu zaangażowano firmę ochroniarską. Starosta Bumeder zaapelował do mieszkańców powiatu o zachowanie spokoju. Jak podkreślił, z informacji, którymi dysponują lokalne władze wynika, że koronawirus zaatakował „zamknięty krąg osób”. Zapewnił, że we współpracy z odpowiednimi władzami w Monachium podjęto wszystkie konieczne działania i że sytuacja znajduje się pod kontrolą. Podkreślił przy tym szybką i skuteczną współpracę z zarządem gospodarstwa, który aktywnie wsparł wszystkie podjęte przez władze działania.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Pracownicy sezonowi tego gospodarstwa pochodzą z państw Europy Wschodniej, przede wszystkim z Rumunii. Są zakwaterowani w kontenerach mieszkalnych. Samo gospodarstwo leży w odległości kilkuset metrów od skraju wsi. Instytut Roberta Kocha w Berlinie podał, że w tak zwanym siedmiodniowym wskaźniku reprodukcji koronawirusa "R" powiat Dingdolfing-Landau już występuje jako region podwyższonego ryzyka.

(DPA/jak)

Short teaser Duże gospodarstwo rolne w Bawarii stało się nowym ogniskiem koronawirusa. Wszystkich pracowników objęto kwarantanną.
Analytics pixel
<img wid